Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 7 kwietnia 2018

702. Okres dekuriona w Oratoriach też jest potrzebny

Jako, że ostatnio podczas sobotnich spotkaniach z dziećmi skupiamy się na snach świętego Jana Bosko, postanowiłam podzielić się z innymi animatorami książką "Sny księdza Bosko". Dostałam ją na pamiątkę pasowania na animatora, o czym świadczy krótka dedykacja na jej początku. Kiedy teraźniejsi animatorzy przeczytali ją, byli po trochu zdziwieni, a po trochu zaskoczeni. Bo oni nigdy nie byli dekurionami, tylko od razu zostali animatorami. No i zaczęło się, że to nie fair, że Lolek był dekurionem i został uroczyście pasowany na animatora i w dodatku dostał taką fajną książkę, bo ich to ominęło. Ale gdyby musieli przejść okres dekuriona, to pewnie znowu jojczeli by, że to nie fair, że oni nic nie robią, tylko się przyglądają. Tak źle i tak niedobrze. Zwłaszcza, że współczesna młodzież raczej nie lubi czekać i wszystko chce mieć od razu. Czy to jest dobre? Nie zawsze...
Jestem wychowanką "starego" systemu stawania się salezjańskim animatorem, który wprowadził jeszcze pierwszy opiekun naszego Oratorium, ksiądz T., kontynuował zaś jego następca, ksiądz W. To właśnie za księdza W. zostałam uroczyście włączona w poczet salezjańskich animatorów parafialnych. Zbliżony był in formułą do przygotowania do pełnienia funkcji ministranta - najpierw przychodziło się tylko przyglądać pracy innych animatorów, potem pod ich okiem wykonywało proste czynności. W międzyczasie oczywiście chodziliśmy na Msze święte, nabożeństwa oraz spotkania formacyjne, tak przygotowanie praktyczne szło w parze z przygotowaniem duchowym. Okres dekuriona, bo tak on się tradycyjnie nazywa, trwał minimum 6 miesięcy i kończył się egzaminem m.in. z wiedzy na temat życia św. Jana Bosko i samej działalności takich Oratoriów, potem była rozmowa indywidualna stwierdzająca naszą dojrzałość do pełnienia tej funkcji, aż w końcu uroczysta przysięga tuż przed końcem roku szkolnego, tak abyśmy mogli już podczas półkolonii letnich być pełnoprawnymi animatorami. Bo podczas zimowych byliśmy tylko obserwatorami. Oczywiście można było przyjść np. w kwietniu i powiedzieć, że chce się być animatorem, ale trzeba było mieć świadomość tego, że egzamin i pasowanie będzie się miało dopiero w czerwcu przyszłego roku.
Okres bycia dekurionem był więc długi, ale doskonale przygotowywał do pełnienia funkcji animatora. Ten, kto nie miał predyspozycji do bycia nim po prostu się wykruszał. Nie pociągało to jednak za sobą żadnych konsekwencji, wszak był tylko tak jakby na okresie próbnym. Natomiast ci, którzy wytrwali do końca i zdali egzaminy... Ci należeli do prawdziwych zapaleńców. Nie bez powodu nazywano nas "Armią Bożych Pomocników". Ci, którzy już mogli, to robili sobie kursy wychowawcy kolonijnego. Ja jeszcze dodatkowo zrobiłam sobie kurs animatora czasu wolnego.
Rewelacyjna sprawa taki całodzienny kurs i naprawdę można się nauczyć wiele ciekawych rzeczy , a także zdobyć umiejętności, o które trudno na co dzień. Oczywiście ze względu na moje problemy ruchowe nie wszystkie jestem w stanie wykorzystać w praktyce, ale warto wiedzieć, że jest coś takiego. Kurs wychowawcy kolonijnego też zrobiłam najszybciej jak się dało, chociaż nie obyło się bez przygód(organizator aż dzwonił w mojej sprawie do kuratorium - nigdy dotąd nie miał tak oryginalnego kursanta). 
Każdy był tam za każdym i z powodzeniem godziliśmy powierzone nam funkcje z codziennymi obowiązkami(wszak jeszcze uczyliśmy się), nawet wtedy kiedy prowadziliśmy Oratorium w tygodniu. Przygotowaliśmy też dekurionów do bycia animatorami.
Wszystko zmieniło się w 2014 roku, kiedy funkcję opiekuna Oratorium przejął ks. J. Co z tego, że obronił magistra w samej Jerozolimie, skoro nie miał bladego pojęcia o prowadzeniu tego typu placówki. Pamiętam, jak we wrześniu przyszliśmy do niego całą ekipą z propozycją kontynuowania zaczętego już wcześniej dzieła - stanowczo odmówił. Potem jeszcze kilka razy zaoferowaliśmy naszą pomoc - bez rezultatu. W końcu każdy poszedł swoją drogą. Po półtora roku x. J. zachciało się jednak Oratorium. Widział, że dzieci na półkoloniach dobrze się bawią, postanowił kontynuować to także w ciągu roku. Z tym, że zaprosił do prowadzenia zająć kilkoro bierzmowanych spoza naszej parafii... Nie no, ja tam do tego wieku nic nie mam. Ale szkoda, że ich w żaden sposób nie przygotował do tej funkcji, tylko weszli z marszu. Ponieważ miałam wtedy szkołę policealną w weekendy, to byłam z nimi od czasu do czasu. Ale ich zachowanie mówiło samo za siebie(np. wyzywanie się przy dzieciach od najgorszych, przeświadczenie o tym, że jest się najlepszym, bo ksiądz mi powierzył tą funkcję itp.). Zero pokory, zero dyscypliny, zero współpracy. A ksiądz zdawał się nie zauważać problemu. Przecież miał współpracowników, którzy odwalali całą robotę, a to co już sobą reprezentowali zeszło na dalszy plan. Okres dekuriona został pominięty(a szkoda, bo wielu z nich  nie potrafi nawet powiedzieć kim był św. Jan Bosko oprócz tego, że był księdzem), a o spotkaniach formacyjnych lepiej nie wspominać.
Wraz ze zmianą warty na posterunku zmieniły się też pewne zasady - powrócił okres bycia dekurionem, który przypada najwcześniej na 7 klasę szkoły podstawowej. Pierwsi dekurioni przychodzą już na zajęcia. Ja tam się cieszę, jednak pozostali wydaje mi się, że patrzą na nich z góry. No bo ich pominął ten okres i od razu byli animatorami. Dlatego traktują nowych jako popychadło. Wkurza mnie to, bo mnie nikt w tym okresie nie traktował jako człowieka typowo gorszej kategorii. Chciałam interweniować w tej sprawie podczas spotkania po Oratorium - bezskutecznie. I jeszcze te kpiące komentarze... Rozumiem, że to była trochę inna sytuacja, ale Kochani, bez przesady. Mam nadzieję, że G., N i M nie zrażą się ich zachowaniem i będą w dalszym ciągu do nas przychodzili, bo się nadają bardziej niż niejeden z aktualnych animatorów. Zresztą pamiętam doskonale, jak G. przychodził na zajęcia jako dziecko w czasach, kiedy większość z aktualnych animatorów nie wiedziała jeszcze czym jest Oratorium...

10 komentarzy:

  1. Myślałam, że w waszym środowisku nikt nie traktuje innych jak popychadła? To jak fala w wojsku. Nieładnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, fala jest wszędzie, a tamci są jeszcze mądrzejsi, bo sami tego nie przeżyli. Ale jak na kursie animatora nie mogli nic robić, bo mieli za małe kwalifikacje to się burzyli, że są nierównie traktowali. Byli by dekurionami - nabrali by pokory. A tak skutki są jakie są...

      Usuń
  2. Jak najbardziej uważam,ze okres dekuriona jest bardzo potrzebny i kształtuje wspaniałych animatorów.
    A ciekawe, czemu czują się gorsi? Myślisz Karolinko, że to kwestia jakiś chorych ambicji?
    W każdym razie mam nadzieję,że ci którzy się nadają i będą bardzo dobrymi animatorami, wytrwają szkolenie.
    Pozdrawiam serdecznie, Karolinko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może chorych ambicji, może tego, że chcą mieć wszystko od razu dla siebie. Nie mam pojęcia. A Ci nowi dekurioni jak najbardziej nadają się do pełnienia funkcji animatora. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Każde spotkanie odrywające człowieka od kompa jest na miarę złota a jak jeszcze wnosi coś dobrego to jest wręcz bezcenne :) Cudownie, że jest tak dużo chętnych do Bożej posługi, spotkań, rozważań a nawet zabawy. Swoim blogiem dajesz mi nadzieję, że jeszcze może być dobrze :)
    Dziękuję Ci kochana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się pokazywać też świat od tej lepszej strony. I nie ma za co dziękować, wszak to mój osobisty punkt widzenia

      Usuń
  4. oj nie ładne zachowania nie ładne ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. To przykre, że nawet w takich grupach są równi i równiejsi. A przecież powinna być wspólnota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj u mnie na blogu! Mam nadzieję, że zajrzysz tu jeszcze nie raz :). Wiesz, czasami zastanawiam się czy w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze takie coś jak wspólnota. Bo szczerze zaczynam w to wątpić... Pozdrawiam serdecznie

      Usuń