To było dziesięć lat temu. Sprawdziłam to nawet w archiwalnych wpisach. Moja parafia organizowała wtedy (jeszcze) parafialne półkolonie. Wtedy jeszcze byłam animatorem, czyli kimś ciut niżej, niż wychowawca, a jednocześnie ciut wyżej, niż zwykły uczestnik. Byłam więc w tzw. kadrze organizacyjnej, jednak nie chciałam z tego powodu mieć jakiś nie wiadomo jakich przywilejów. A za przywilej uważam kompulsywne używanie telefony. Bo nawet mnie zdarzyło się sprawdzić na nim godzinę, albo wykonać szybki telefon do kogoś wyżej ode mnie. Jednak miałam takie wewnętrzne przekonanie, że skoro dzieciaki mają zakaz korzystania z telefonów, to i ja nie muszę co chwilę zerkać w jego ekran.
Innego zdania byli jednak inni animatorzy, bo niemal bez przerwy siedzieli z nosami w telefonach, mając za nic dzieci. Nie podobało mi się to, no bo nie poświęcali oni wystarczającej uwagi dzieciakom, którzy albo rozwalali salę, albo sami wyciągali swoje telefony komórkowe, a więc zakaz poszedł... sama nie wiem gdzie. Nawet próbowałam poruszyć ten temat u kierownika półkolonii, ten jednak nie widział problemu. Walczyć z nim nie chciałam, bo i tak byłam na straconej pozycji.
Minęło dziesięć lat i telefon stał się nieodłącznym atrybutem jeszcze większej ilości z nas, a próg wieku, w którym najmłodsi stają się właścicielami tego elektronicznego gadżetu obniża się z roku na rok. Jest atrakcyjny, bo oprócz dzwonienia ma tyle wspaniałych funkcji, które niestety uzależniają młodego człowieka sprawiając, że musi. po niego raz po raz sięgać. Widzę to u dzieciaków ze świetlicy szkolnej i środowiskowej, widzę to u dzieciaków, którym daję korepetycje. Widziałam to u kolegów i koleżanek z uczelni, którzy podczas egzaminu potrafili bezczelnie ściągać odpowiedzi z chatu GPT, a potem chwalić się, że wykładowca ich nie przyłapał. Gdzie tu uczciwość i realna ocena posiadanej wiedzy? Było mi wtedy przykro jak nigdy. Ale byłam też zadowolona, że ocenę dostałam z wiedzy, a nie cwaniactwa.
Z moimi koleżankami i kolegami nie miałam siły walczyć, jak niegdyś z kierownikiem półkolonii. Nie sądzę, by przejęli się tym, co do nich mówię. Dzieciaki w szkole mają zakaz używania telefonów w czasie zajęć, podobnie podopieczni świetlicy środowiskowej. Na przerwach mogą korzystać do woli, ale podczas zajęć mają je mieć schowane. Na korepetycjach dzieciaki mogą wykorzystywać swoje telefony do obliczeń. Ewentualnie odebrania połączeń. Byle nie za często. W przeciwnym razie odwołuję zajęcia i inkasuję za nie 100% ceny. Myślę, że godzina bez mediów społecznościowych nikomu nie zaszkodzi. Ale mogę się mylić. Jednak jakieś zasady musiałam wprowadzić, aby opanować to wszystko.
Kilka lat temu trafiłam w internecie na taki oto artykuł "podpowiadający", w jaki sposób można ograniczyć używanie smartfonów w przestrzeni szkolnej. Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie taki czas, kiedy będę miała okazję podzieli się nim z Wami.
Telefon komórkowy stał się nieodłącznym atrybutem młodego człowieka od najmłodszych lat. Nie jest rzadkością, że uczniowie nauczania początkowego przychodzą z tym gadżetem do szkoły, a to z kolei może utrudniać prowadzenie lekcji. Czy jest jakiś sposób, aby sobie z nim poradzić?
- Całkowity zakaz? - na pewno telefony najmniej rozpraszałyby w czasie wówczas, gdyby w ogóle ich nie było, a więc wtedy, gdyby w szkole obowiązywał całkowity zakaz ich używania. Z reguły jednak takie rozwiązanie może psuć wizerunek szkoły, poza tym telefony równie często jak do rozrywki i rozpraszania mogą być wykorzystywane przez uczniów w przydatnych i ważnych sprawach, jak np. do kontaktu z rodzicami.
- Przechowywanie w czasie lekcji? - można też przy wejściu do klasy postawić skrzynkę prosząc uczniów o złożenie w niej telefonów na czas lekcji. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że ktoś do takiej skrzynki włoży jeden telefon, a wychodząc z klasy weźmie więcej niż jeden, co może być ostatecznie dosyć problematyczne. Można by to rozwiązać w taki sposób, że nauczyciel posiada specjalną skrzynkę z podpisanymi przegródkami i osobiście najpierw chowa, a na koniec zajęć podaje uczniom telefony. Jednak i to byłoby problematyczne, ponieważ zajmowałoby za dużo czasu, a i samemu telefonowi mogłoby się coś stać (np. spaść i się potłuc).
- Wykorzystanie na lekcji - dobrym pomysłem wydaje się pokazanie podopiecznym, że telefon może być przydatnym narzędziem także do nauki, i że można go wykorzystać nie tylko jako kalkulator, ale też jako tłumacz, słownik, notatnik itp. W tym temacie nie należy jednak przesadzić, ponieważ pod pretekstem nauki uczniowie mogą wykorzystywać telefon do innych celów.
- Kodeks używania telefonów - dobrą praktyką jest też ustalenie z uczniami wspólnych zasad postępowania w przypadku używania telefonów w szkole. Można np. ustalić, że w czasie przerwy można rozmawiać, ale nie za głośno, żeby nie przeszkadzać innym, że w czasie lekcji telefon powinien być wyłączony i schowany do plecaka, a wykorzystywać go można jedynie na polecenie nauczyciela. Ważne jest ustalenie konsekwencji za złamanie tych zasad (np. przechowywanie telefonu przez nauczyciela, przygotowanie wypracowania lub prezentacji na temat dobrych manier używania telefonu itp.). Istotne jest przy tym to, że nauczyciel także musi stosować się do spisanych zasad.
- Dzień bez telefonu - wprowadzenie powyższego kodeksu warto poprzedzić organizacją w szkole "Dnia bez telefonu", czyli dnia, w którym nikt nie będzie używał komórek, nawet na przerwie. Jest to możliwe, jednak akcję trzeba dobrze przygotować, zaprosić uczniów do jej zorganizowania, rozpromować, zorganizować wydarzenia towarzyszące, np. animacje w czasie przerw, gazetkę na temat promieniowania mikrofalowego, a następnie podsumować.
- Szerokie oddziaływanie wychowawcze - warto nie zapominać, że wszystkie podejmowane kroki przez nauczyciela, albo dyrektora, powinny wpisywać się w szersze oddziaływania wychowawcze. Jeżeli w szkole uczniowie będą uczestniczyli w systematycznych oddziaływaniach budujących ich kompetencje społeczne i osobowe wtedy jakiekolwiek oddziaływania ograniczające nadmierne używanie komórek, czy innych zjawisk negatywnie wpływających na uczniów i nauczycieli będą skuteczniejsze.
Ciekawa refleksja. Dobrze, że trzymasz się swoich zasad, zwłaszcza w kwestii dawania przykładu własną postawą. To rzadkie podejście, a przecież najmłodsi najwięcej uczą się właśnie przez obserwację dorosłych.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twoje zachowanie - skoro młodzież nie może korzystać, to i ja ograniczę się do niezbędnego miimum.
OdpowiedzUsuńPiszesz o telefonach komórkowych i dzieciach — ale co tak naprawdę dzieje się z dorosłymi? Wielu ludzi doskonale zdaje sobie sprawę, że są uzależnieni od telefonu, a mimo to nie potrafią bez niego funkcjonować. Dla niektórych świat poza ekranem właściwie przestał istnieć.
OdpowiedzUsuńKilkanaście lat temu trzydziestoletnia dziewczyna bardzo zainteresowała się wyjazdem na Kubę po przeczytaniu moich blogów i obejrzeniu zdjęć. Była też mile zaskoczona cenami. Właściwie była już zdecydowana — ale ostatecznie zrezygnowała, ponieważ w tamtym czasie dostęp do Internetu na Kubie był mocno ograniczony. Nie wyobrażała sobie, że przez tydzień nie będzie mogła codziennie kontaktować się ze znajomymi na Facebooku, relacjonować na bieżąco, co się wydarzyło, wrzucać zdjęć i sprawdzać wiadomości. Tydzień offline okazał się barierą nie do pokonania. Takich przykładów każdy z nas mógłby przytoczyć dziesiątki.
Co do ChatGPT — ostatnio rozmawiałem o tym w grupie znajomych i naprawdę nie wiem, jak radzą sobie z tym nauczyciele czy wykładowcy na uczelniach. Być może jedynym rozwiązaniem pozostaną egzaminy ustne oraz pisemne, ale wyłącznie na kartce papieru, z długopisem w ręku i ewentualnie najprostszym kalkulatorem. Paradoksalnie wracamy do metod sprzed dekad, żeby sprawdzić, co uczeń czy student naprawdę potrafi.
W przeciwnym razie odwołuję zajęcia i inkasuję za nie 100% ceny.
Niektóre firmy próbowały wprowadzać zasadę, że podczas „korporacyjnego” posiłku w restauracji nie wolno używać telefonów — a osoba, która sięgnie po aparat, płaci cały rachunek. Podobno jednak opór był tak duży, że trudno było to wyegzekwować.
Zresztą tydzień temu byłem na obiedzie i sam doświadczyłem czegoś podobnego: trudno było prowadzić rozmowę z osobą siedzącą obok mnie, bo niemal bez przerwy patrzyła w ekran. Miałem wrażenie, że to ja jestem intruzem, który przeszkadza w jej „prawdziwym” świecie.
Po prostu staliśmy się niewolnikami „postępu”—a AI to dopiero początek naszego zniewolenia.
Teraz jest jeszcze problem urządzeń typu smartwatch, komórka to już za mało.
OdpowiedzUsuńWłasny dobry przykład jest najlepszy, jeśli nauczyciel pod biurkiem zerka w telefon, to czego wymagać od dzieci?
W latach 70./80. XX wieku w szkole ciągle nam mówiono, aby nie palić papierosów. A nauczyciel siedząc PRZY biurku w klasie przy nas palił papierosy np. w czasie egzaminu pisemnego, a pokój nauczycielski wyglądał-bez żadnej przesady-gorzej, niż kotłownia.
UsuńPodobnie z lekarzami, mówi ci doktor, by schudnąć, a sam ledwo w krześle się mieści :-)
UsuńSpotkałem takich lekarzy... w PRL, będąc z rodzicami w gabinecie "dystyngowanego" lekarza-profesora, ostentacyjnie palił przy nas "Carmeny".
UsuńTelefony są już wpisane w codzienność, nie wiem jak z tego świat wybrnie , a są coraz bardziej wypasione, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe spostrzeżenia i warte wprowadzenia. Sama dużo korzystam, ale w domu, kiedy jestem sama. Powinno się też uczyć, że nieładnie tak w towarzystwie korzystać z telefonu ;)
OdpowiedzUsuńMasz rację, że przykład opiekunów jest bardzo ważny. Skoro dorosły nie potrafi się powstrzymać przed sięganiem po telefon, to jak to egzekwować od dziecka? A dziecko niestety ma mniej samokontroli i potrafi się mocno wciągnąć.
OdpowiedzUsuńTwój tekst pokazuje ogromną świadomość i empatię wobec dzieci w dzisiejszym świecie cyfrowym. 😊
OdpowiedzUsuńWidać, że to nie jest dla Ciebie tylko kwestia zasad, ale prawdziwe zaangażowanie w to, żeby młodzi ludzie korzystali z technologii w sposób mądry i odpowiedzialny. Szczególnie podoba mi się Twoje podejście, że telefon nie musi być wrogiem, tylko narzędziem, jeśli nauczymy dzieci jego właściwego używania.
Fajnie, że wprowadzasz kodeks i „Dzień bez telefonu” – to świetny sposób, żeby pokazać im, że życie offline też ma swoje miejsce i warto z niego korzystać. Czasem najprostsze zasady, wprowadzone z konsekwencją i jasnym przykładem od dorosłych, dają najlepsze efekty.
Widać, że Twój wkład wychowawczy naprawdę robi różnicę i nawet po latach doświadczeń zachowujesz zdrowy balans między empatią a stanowczością.
Tak, to temat rzeka. Bardzo często widzę osoby z nosem w telefonie. Bardzo interesujące Twoje propozycje, ale ten pierwszy wzbudziłby największe kontrowersje. Osobiście rzadko używam telefonu, wtedy, kiedy jest potrzeba.
OdpowiedzUsuńPodchodzę do niego jak do przydatnego narzędzia.
Takie niestety mamy pokolenie, bez telefonu ani rusz, Postęp zrobił swoje, choć nadziwić się poniektórym nie mogę. Ostatnio jechałam pociągiem , było nas w przydziale 5 osób I wszyscy oprócz mnie z nosem w telefonach a o dziwo były to same dorosłe osoby, młodzieży nie uświadczysz. Nie ma co dziwić że dzieciaki sięgają po telefon jak co poniektórzy nawet z nim śpią , do czego to kiedyś doprowadzi. Zero rozmów , kiedyś obecne dzieci zapomną jak się rozmawia z drugim człowiekiem i zakazy tu nic nie dadzą jakiekolwiek bo zakazy niestety budzą agresję i złość niestety..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Już parę lat temu widziałem wideo, wraz z krótkim artykułem, jak w restauracji siedzi 5-6 młodych osób przy stoliku, każdy wpatrzony w telefon--i jak się okazało, "textowali" pomiędzy sobą. Widocznie JUŻ zapomnieli, jak się rozmawia z drugim człowiekiem--podobnie, jak zapomnieli, jak się pisze długopisem czy może wiecznym piórem (tym ostatnim od dziesiątek lat ja się posługuję, ku szczeremu zdziwieniu wielu moich klientów--"to jeszcze wieczne pióra można kupić? I atrament też?")
UsuńTo super, że zależy Ci na dzieciach i świadomie wprowadzasz granice. Jestem pod wrażeniem Twojej konsekwencji. Pomagasz im odnaleźć równowagę między światem realnym a tym cyfrowym.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Ehhhh, temat rzeka.
OdpowiedzUsuńW mojej szkole młodzież nie korzysta z telefonów podczas lekcji. Podczas przerw, i owszem. Przez to dyżury są bardzo spokojne, żeby nie powiedzieć- idealne :) Pozdrawiam...
OdpowiedzUsuńTelefon to narzędzie a problem to internet i dostęp do wszystkiego - głośno się mówi może szybko rządzący się ogarną i jakoś dzieci będziemy chronić. Choć to jest wina rodziców tylko jak ich karać - przepisy są zakupy od wieku - rejestracja od wieku. Prosty przykład skąd dziecko ma telefon jak to jest własność dorosłego człowieka i jego abonamentu od lat 18
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko Karolinko i mam nadzieję że dobrze się czujesz 😀
Moja przyjaciółka jest nauczycielką. W zeszłym roku kupiła dwa kolorowe pudełka. Teraz zawsze na początku lekcji prosi uczniów o odłożenie telefonów do kolorowych skrzyneczek, które stoją na Jej biurku. Pomysł działa !
OdpowiedzUsuńTaaa... U nas też mamy takie pudełka. Uczniowie składają tam telefony, a przy sobie mają drugie. Czyli nie działa.
UsuńTo tak, jak w niektórych krajach, gdzie uliczne napady na ludzi i zabieranie im portfeli jest powszechne--ludzie zaczęli nosić 2 portfele--jeden prawdziwy, drugi fałszywy, nie zawierający niczego wartościowego. Ale przestępcy głupi nie sią-każą sobie oddać 2 portfele. Ciekawe, ile więc portfeli trzeba będzie nosić?
UsuńOlaboga!
UsuńW szkole i na uczelni powinien być całkowity zakaz używania telefonu komórkowego. Przerażające jest to, że już coraz młodsze dzieci nie mogą się odkleic od komórki. Zamiast czytać książki, grać w gumę, w klasy to siedzą w telefonach. To ściąganie na egzaminach to też przegięcie... Albo coś umiem albo udaję że umiem. Oczywiście że to nieuczciwe wobec tych którzy się przygotowali do egzaminu naprawdę.
OdpowiedzUsuń