W tym roku wyjątkowo nie mogłam doczekać się kolędowania w naszym kościele. I to nie dlatego, że koncert kolęd i pastorałek został po raz trzeci(?)* zorganizowany w pełni przez młodzieżowy zespół parafialny, ale głównie dlatego, że sami do mnie zagadali, żebym z nimi wystąpiła. Tak dla jasności, bo każdy może się w tym wszystkim pogubić, na co dzień śpiewam w parafialnej scholi, od święta, i to dosłownie, w młodzieżowym zespole. Kiedyś jeszcze śpiewałam w zespole złożonym z animatorów Oratorium. I to chyba głównie dzięki niemu nauczyłam się, że mikrofon nie gryzie(chociaż miałam już pewien staż w scholi). Niestety, zespół się rozpadł(nie mogliśmy się dogadać z nowym opiekunem animatorów), każdy się rozszedł w swoją stronę, a tym nowym po prostu już się nie chce.
Dawniej przez wiele lat tego rodzaju koncerty były organizowane przez scholę i były na naprawdę niezłym poziomie. Ale wszystko uległo spłyceniu. Według mnie zbyt wiele osób chciało mieć dużo do powiedzenia. Z koncertu zrobiły się w końcu jasełka. Pomijając już to, że takie osoby jak ja były z nich na wstępie dyskwalifikowane(podczas koncertu mogłam wtopić się w tłum, tutaj każdy miał swoją rolę), to jeszcze ich samo przesłanie czasami było dziwne(kolęda o misiu i klockach lego...). W końcu nowy proboszcz poprosił dwa lata temu zespół o zorganizowanie takiego koncertu. I wtedy schola strzeliła focha, że nie ich... Pozostawię to bez komentarza.
Zespół kładzie duży nacisk na próby, które odbywały się przez cały adwent w każdy niedzielny wieczór(oprócz koncertu obstawiali też pasterkę) oraz wczoraj do południa. Na szczęście to nie było tak, że na próbach było jak w wojsku, bo atmosfera była raczej luźna. Raz nawet dokańczaliśmy jedzenie z Wigilii scholi, a później kleryk dokarmiał nas barszczem z uszkami. Głównie chodziło o to, aby opanować nowe pastorałki. Właśnie na próbach trochę się zdziwiłam, bo myślałam, że będzie więcej osób spoza zespołu. Dopiero na przedostatniej próbie dołączyła do nas trójka młodych ludzi z parafii, w której posługuje ksiądz z naszej parafii. No i oczywiście on sam, bo głos ma niezwykły. Ostatnia próba była w kościele. Trochę słabe było to, że księża wyłączyli na ten czas ogrzewanie, bo jakoś tak zima postanowiła sobie tego dnia o nas przypomnieć i nawet popadał śnieg, więc trochę zmarzliśmy. Ale cóż...
Na zakrystii wcale nie było lepiej - akurat wprowadzałam teksty nowych kolęd i pastorałek do komputera, żeby potem móc wyświetlić je na rzutniku. Dla wygody zdjęłam kurtkę(rzepy przy rękawach jednak mnie ograniczały) i... brrr... jak zimno. Wiem, sama sobie jestem winna, ale uwierzcie mi, że w przeciwnym razie nie zrobiłabym tego w takim tempie. Chociaż i ustrojstwo nie chciało ze mną współpracować i miałam ochotę rzucić nim o posadzkę. Na szczęście laptop przestraszył się chyba moich gróźb i od czasu do czasu wyrażał chęć współpracy. Dopiero potem dołączyłam do reszty, aby się ciut rozśpiewać. Chociaż ja tam bardziej robię za tłum😂😂😂. Zresztą na kościele został mój termos z ciepłą herbatą. Wyszłam z założenia, że Pan Bóg się za to nie obrazi. A teraz zagadka - ile mogła trwać ostatnia próba?
![]() |
| Ostatnia próba |
Brawa dla tych, którzy obstawiali cztery godziny 👏. Nie pytajcie dlaczego tak długo. Ja ogólnie się cieszę, że wpuścili mnie wczoraj do rodzinnego domu, gdzie mieliśmy gości. I że załapałam się na obiad, bo już dawno było po nim. O ich wizycie napiszę jednak osobną notatkę.
Koncert mieliśmy o 19:00. Nawet nie spodziewałam się aż takiej ilości osób, bo jednak z roku na rok frekwencja była raczej spadkowa. W sumie wykonaliśmy 14 utworów. Wśród nich były zarówno te znane kolędy jak np. "Dzisiaj w Betlejem", "Cicha noc", czy też "Gdy się Chrystus rodzi", jak i te mniej znane, jak wspomniana kiedyś przeze mnie piosenka "Mario czy Ty wiesz?". A propo tej piosenki to wydaje mi się, że wyszła całkiem znośnie...
Całość zwieńczyło odśpiewanie kolędy autorstwa Franciszka Karpińskiego - "Pieśń o Narodzeniu Pańskim" znanej bardziej pod nazwą "Bóg się rodzi".
Koncert trwał niewiele ponad godzinę i został nagrodzony gorącymi brawami. I w sumie chyba nam się udało. Zresztą ksiądz zaprosił nas na gościnny koncert do swojej parafii, więc chyba nie było tak źle(tylko jedna osoba z zespołu miała ale do wszystkiego...). Jeszcze tylko trzeba było ogarnąć sprzęt, bo zwykle znajduje się on na chórze, i można było wracać do domu.
A w domu czekała na mnie pyszna herbata imbirowa przygotowana przez młodszą siostrzyczkę. Czegoś więcej można chcieć od życia?
* Nie wiem czy w jednym roku był on organizowany

Ciekawe kulturalne wydarzenia. U mnie chyba w okolicy niespecjalnie coś w tym stylu się odbywało. A przynajmniej nic o tym nie wiem.
OdpowiedzUsuńJakoś tak ogólnie Święta nie nastroiły mnie dobrze. Może chodzi między innymi o to, że pierwszy raz nie było z nami Babci, bo po upadku w sierpniu jest unieruchomiona w łóżku. Sam nie wiem do końca.
Pozdrawiam!
Uwielbiam kolędowanie w kościołach, klasztorach 🤗
OdpowiedzUsuńTam zawsze jest niepowtarzalny klimat ❤️
Mnie wczoraj odwiedził kuzyn z rodzinką i też kolendowaliśmy, w bloku w wąskim, ale miłym, rodzinnym gronie😀
Pozdrawiam pięknie, jeszcze w starym roku 🍵🎄💚
W naszej parafii jeszcze jesteśmy przed kolędowaniem, które prowadzić będzie młodzież i tzw. małe "Boże Krówki". Parafia jest rozśpiewana, ze względu na szkołę muzyczną.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że herbatka imbirowa nie pozwoliła, aby przechłodzenie w czasie prób miało Ci, Karolinko , zaszkodzić. Dużo radości w Nowym Roku :)))
ja w sobotę byłam na kolędowaniu :)
OdpowiedzUsuńWczoraj brat z mamą byli w kościele kolęd, i zaczęło się o 19.30, a wrócili o 22.30!
okularnicawkapciach.wordpress.com
Piękne to kolędowanie Karolino, piękne pozdrawiam i na Nowy Rok kolejnych marzeń do spełniania Dusia
OdpowiedzUsuńLubię kolędy ♥
OdpowiedzUsuńA przede mną jeszcze kolędowanie u nas w domu :)
OdpowiedzUsuńŁadnie śpiewacie, naprawdę.
(Żal mi zawsze zmiany, jakie wnosi to popularne polskie tłumaczenie tej piosenki, poszukaj angielskiego tekstu - może go znasz - jest jednak znacznie głębszy).
W tym roku w Święta dużo śpiewałam a i teraz nadal śpiewam kolędy - córka bardzo lubi gdy jej śpiewam ;) W sumie to cały rok śpiewam... dla córki. Pozdrawiam. Dobrego Nowego Roku!
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, że koncert się udał bo na prawdę ładnie śpiewacie.
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego Nowego Roku Karolinko!
Pięknie śpiewacie, Karolinko. Wspólne kolędowanie to taka piękna tradycja!
OdpowiedzUsuńPiękna piosenka.
OdpowiedzUsuńDla mnie święta bez wspólnego kolędowania to nie święta. Zawsze takie odbywało się w szkole, w tym roku również w GOK-u.
Karolinko, życzę Ci wspaniałego Sylwestra i spokojnego Nowego Roku:)
Gratuluję takiego samozaparcia na próbach. Jednak jeśli się czegoś podejmuje, trzeba to wykonać jak najlepiej.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam.
Przepięknie wam to wyszło. Słyszałam, różne wykonania tej piosenki - brawo, cudownie :).
OdpowiedzUsuń4 godziny śpiewania to dopiero próba, ale co tam, ważne, że rozśpiewaliście się aż miło...a na głodniaka lepiej przepona pracuje:-)
OdpowiedzUsuńWidzę, że sporo się natrudziliście, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik, no ale najważniejsze że się udało! Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuńFantastyczny występ. Gratuluję Karolinko. Życzę Ci wielu takich wspaniałych chwil w Nowym Roku :)
OdpowiedzUsuńRównież gratuluję! Super, że macie taką ekipę i że się Wam chce! Święta to piękny czas, więc trzeba szukac okazji do kolędowania :D Ściskam! Udanego sylwestra i szampańskiej zabawy:>
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=3b32L7Oudvs
Podsyłam link do jednego z moich filmików. Dopiero zaczynam, ale ośmielę się prosić o subskrypcję. To dla mnie wiele znaczy, bo dzięki temu youtube będzie wyświetlał mój filmik w proponowanych. A ja zrobię, co w mojej mocy, żeby śpiewać, grać i nagrywać coraz lepiej. Z góry dziękuję!