Pierwsze dni nowego roku minęły mi nie wiadomo kiedy. Problem polega na jednym - zrobiłam nieco mniej rzeczy, niż zaplanowałam, z czego nie jestem dumna... No cóż, to chyba też jest oznaką upływu czasu...
Tak samo jak oznaką upływu czasu jest śmierć kolejnych osób. Tym razem dowiedziałam się o odejściu z tego świata jednego z historyków, który uczył w liceum, do którego uczęszczałam. Co prawda nie załapałam się na lekcje przez niego prowadzone - akurat przeszedł na wcześniejszą emeryturę w tym samym roku, w którym ja zaczęłam edukację w jego murach, jednak z racji tego, że nauczał w szkole od początku jej istnienia, uważany był za żywą legendę. Zresztą, znałam go dość dobrze - jego żona pracowała w mojej szkole podstawowej i gimnazjum w dziale administracji, on sam przychodził nauczać licealistów, kiedy jeszcze działał u nas oddział szkoły średniej(potem został przeniesiony do dostosowanego do potrzeb osób niepełnosprawnych budynku). Znałam też jego syna, Stasia, uroczego bąbla(teraz to już ponad 20-letni kawaler) przyprowadzanego nieraz przez mamę do naszej szkoły. Normalna rodzina. No, może prawie. Pan Andrzej, podobnie jak ja, posiadał "przyjaciela na całe życie" - Dziecięce Porażenie Mózgowe, objawiające się m.in. niedowładami rąk. Mimo to ukończył studia(w czasach, kiedy to maszyny do pisania pełniły funkcje laptopów), jak już pisałam - pracował w szkole jako znakomity nauczyciel. Myślę, że budził tym szacunek, zarówno wśród uczniów, jak i kolegów. Uczył dobrze - wszyscy jego uczniowie, którzy zdecydowali się na pisanie egzaminu z historii na maturze, zdawali go, spod jego skrzydeł wyszło też wielu olimpijczyków. Nawet jak odszedł na emeryturę, zawsze zjawiał się na uroczystościach związanych z szkołą...
No i tak jakoś dziwnie mi się zrobiło, kiedy dowiedziałam się o jego śmierci, chociaż wcale mnie nie uczył...
Trzymajcie się ciepło. Pozdrawiam serdecznie
Piękna postać, dla wielu z nas mógłby być wzorem.
OdpowiedzUsuńNie rozliczaj się z każdego działania lub jego braku, żyjemy w dziwnym czasie...
Ech, gdyby z tym rozliczaniem się było tak prosto.
Usuńpiękna osoba, musiał być z niego super nauczyciel!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Nie znałam go od strony dydaktycznej. Ale po ilości wpisów na fb można wywnioskować, że był wspaniałym pedagogiem.
UsuńTo smutna wiadomość Karolinko, ludzie zawsze zbyt szybko odchodzą.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam cieplutkie, noworoczne pozdrowienia!
Jakże na znaczeniu nabiera tutaj cytat x Twardowskiego, prawda?
UsuńSmutne Karolciu... moja ulubiona pani od fizyki tez już nie żyje. Wspaniała była. Dzięki niej polubiłam ten przedmiot. Pozdrawiam Cię
OdpowiedzUsuńMój fizyk z liceum też już nie żyje, tak jak jego żona. Teraz dołączył do nich pan Andrzej... oj, ciężko o tym mówić
UsuńTe odejścia bardzo nas zasmucają. Jutro wybieram się na pogrzeb mojego Ucznia, 21 lat, białaczka- był już dawca, covid był szybszy! To 14. zmarły mój Gimnazjalista...
OdpowiedzUsuńJa już nawet nie liczę, ile moich znajomych ze szkoły jest już po tamtej stronie życia
UsuńNo cóż , niestety takie życie, nie mamy wpływu na śmierć, szkoda człowieka ale ona nie wybiera. Pozdrawiam ciepło i trzymaj się.
OdpowiedzUsuńEch, chyba jedyna sprawiedliwa rzecz, która nas czeka.
UsuńPozdrawiam serdecznie
Nie ma sensu zamartwiać się tym, że zrobiło się mniej niż się zaplanowało. najważniejsze, że pomimo choroby jesteśmy w stanie nadal coś robić(znam takich, co niby pełnosprawni, a nic im się nie chce).Życie i tak się okaże za krótkie na zrobienie wszystkiego. Przyznam, że mnie zaskoczyłaś określeniem Dziecięcego Porażenia Mózgowego "przyjacielem na cale życie", ale po głębszym zastanowieniu, coś w tym jest. Ci co je mają powinni się z tym pogodzić czyli zaprzyjaźnić, bo nie da się tego wyleczyć, a więc pozostaje z nami na całe nasze życie. Jak to dobrze, że mamy możliwość poznać choć jednego człowieka z charyzmą, którego przedwczesne odejście nas zasmuci, ale i nakłoni do opowiedzenia o nietuzinkowym człowieku. Wszystkiego co najpiękniejsze dla Ciebie w nowym roku. Uściski.
OdpowiedzUsuńDla mnie MPD jest, i właściwie zawsze było i będzie, przyjacielem na całe życie. Jakoś nie lubię z nim walczyć, ani też nie chcę być widziana przez jego pryzmat. MPD w dalszym ciągu uczy mnie pokory wobec tego, co przyniesie mi los.
UsuńPozdrawiam
Pożegnania zawsze zasmucają...A Ty może troszkę wyluzuj...Zima to dobry czas na luzowanie...;o)
OdpowiedzUsuńNie mogę być dla siebie zbyt pobłażliwa, bo skapcanieję :)
UsuńTakie wiadomości zawsze zasmucają. Ale są osoby, które wiecznie żyją w pamięci innych.
OdpowiedzUsuńUściski.
Mam nadzieję, że w mojej pamięci będzie żył tak długo, jak tylko się da.
UsuńDoskonale rozumiem Twoje uczucia związane z Panem Andrzejem. U mnie w liceum również uczył taki profesor, miałem szczęście mieć z nim lekcje. Uczył chemii, ale robił to tak prosto, z takim polotem i humorem, że co lekcja z nim to wszyscy płakali ze śmiechu. Człowiek wielki duchem...i niestety też ciałem. Kilkanaście lat temu zmarł na miażdżycę. Leży na tym samym cmentarzu, co Moi Dziadkowie. Zawsze go odwiedzam i z uśmiechem wspominam.
OdpowiedzUsuńA co do tego, że nie wszystko zrobiłaś... Sam wiem po sobie, że plany nie zawsze nam wychodzą. Postaraj się podjeść do tego bardziej na luzie i pomyśl, że teraz masz w sumie cały Nowy Rok na realizację tego, czego nie zdążyłaś, jak i tego, co sobie na ten kolejny rok założyłaś. Czasu aż nadto, jeśli odpowiednio do tego podejść. Ściskam Cię mocno i powodzenia w realizacji wszystkich planów!
Myśmy mieli takiego fizyka(niestety też już świętej pamięci) - uczył tak, że nie sposób było nie umieć tego przedmiotu.
UsuńEch, nie mogę do tego podejść na luzie, bo niektóre z tych spraw są dla mnie za bardzo ważne...
Pozdrawiam
Są ludzie, o których trudno nie usłyszeć. Oprócz tego, że był dobrym nauczycielem, trzeba było docenić, że musiał pokonywać ograniczenia swojego ciała.
OdpowiedzUsuńMnie już sporo lat temu poruszyła śmierć nauczyciela z liceum, jednego z najlepszych, na jakich trafiłam - rak płuc albo krtani, niestety nie była to zaskakująca wiadomość przy liczbie wypalanych przez niego papierosów... Nawet wiedziałam, kiedy był pogrzeb, ale z jakiegoś powodu nie mogłam się pojawić.
W sumie to już druga śmierć pierwotnej kadry mojego liceum w przeciągu 12 miesiącu. Przykro, nawet bardzo.
UsuńJa w grudniu pożegnałam wiele wyjątkowych postaci z mojego otoczenia. Taki smutny i trudny czas. Oby jak najszybciej się skończył.
OdpowiedzUsuńNa śmierć chyba nigdy nie będziemy przygotowani
UsuńJa też
OdpowiedzUsuńWiesz, śmierć jest nieodzownym elementem naszego życia. My też z początkiem roku pochowaliśmy bliską nam osobę - wujka mojego męża. Bardzo fajny facet - i już go nie ma wśród nas. Ale pozostanie w naszych sercach i pamięci - puki jeszcze nam ona nie szwankuje ;)
OdpowiedzUsuńTaka osoba zostanie zapamiętana na długo. Sama widzisz, że nawet Ty o nim wspominasz na blogu, chociaż Cię nie uczył. To miłe, że tak uczciłaś jego pamięć :). Niech spoczywa w pokoju.
OdpowiedzUsuńJa dziś tez nie zrobiłam tego co zaplanowałam. Już chyba nie zdążę i leniuszek złapał. Czasem tak bywa :)
Pożegnania są smutne. Pozdrawiam Karolinko. :).
OdpowiedzUsuń