Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 24 kwietnia 2022

1426. Co się kryje w głowie despoty?

Równo dwa miesiące temu wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę. Była 4 rano, 24 lutego 2022 roku. Zaledwie kilkanaście godzin wcześniej obroniłam tytuł licencjata z turystyki religijnej. Właściwie to był ostatni moment, bo mijał pięcioletni okres w ciągu którego mogłam wznowić studia. Wznowić po to, aby zaliczyć praktyki i obronić napisaną już 5 lat temu pracę. Obronić oczywiście na najwyższym poziomie, aż komisja dyskretnie kręciła głowami na znak uznania. Nie dane mi jednak było specjalnie się nim cieszyć. W środę dosłownie padłam po tak emocjonującym dniu(zwłaszcza że podróż do i z Krakowa urasta do rangi wyczynu). Nazajutrz przed wyjściem na uczelnie włączyłam telewizor i poczułam jakby mnie trafił grom z jasnego nieba.
Wojna? Czołgi? Ukraina? To było tak niesamowite, że wręcz do nieuwierzenia. A jednak. Papierek, chociaż jeszcze formalnie go nie posiadałam, musiał zejść na boczny tor. Niemal natychmiast zgłosiłam się do wolontariatu. Najpierw na magazynie przy porządkowaniu darów, a potem w punkcie recepcyjnym. Paradoksalnie, według tego co mówi dyplom magisterski, jestem przygotowana do pracy z migrantami i uchodźcami. Nikt jednak te dwa lata temu, kiedy broniłam tytułu magistra pracy socjalnej, nie spodziewał się, że słowo "uchodźca" nabierze takiego wydźwięku.
Codziennie spotykam się z kobietami i dziećmi, które musiały uciekać z ogarniętego działaniami wojennymi kraju, które musiały zostawić chłopaków, mężów i ojców, którym niejednokrotnie ktoś już zginął w tych bezsensownych walkach. Nie zawsze ich rozumiem. Ale niekiedy nie trzeba słów, aby zrozumieć ból i rozpacz drugiego człowieka. Dzieci próbują się bawić i dokazywać, dorośli siedzą przy stołach w jadalni, szepcząc coś zrozumiałego tylko dla siebie.
Niejednokrotnie zastanawiam się, co się kryje w umyśle człowieka, który po raz kolejny w historii powszechnej funduje ludziom piekło na ziemi. Czy można było zapobiec tej tragedii? Dlaczego nie zaprotestowaliśmy, kiedy zaatakował Krym? Putin, Putin zniżył się do poziomu Hitlera, Stalina, Goebbelsa, Mussoliniego, a nawet... Heroda Wielkiego(czytam aktualnie książkę "Jerozolima. Biografia" S. S. Montefiora'y, napisaną na podstawie szeregu różnych źródeł, także tych pozabiblijnych i pozakoranowych i zauważam pewną zbieżność między obydwoma postaciami). Nie wyciągnął wniosków z historii. A może w ogóle się jej nie uczył? Jeszcze bardziej zaskakujące może być to, że ataku dokonał nie żaden muzułmański terrorysta, bo z nimi ostatnio kojarzymy wszelkie masakry ludzkości(dlatego nie lubię słowa "masakra", bo kojarzy mi się z ludobójstwem), a bądź co bądź chrześcijanin. 
Jakiś miesiąc temu w sieci pojawił się bardzo ciekawy wywiad przeprowadzony przez Annę Anagnostopulu z Krystyną Kurczab - Redlich, która daje zaskakujące odpowiedzi na wiele pytań. Sama byłam zaskoczona, bo nie znałam Putina od tej strony.

Panicznie boi się wirusa, nie potrafi obsługiwać internetu. Putin wojnę w Ukrainie planował od lat

Ogromny stół, który oddziela przywódcę Rosji Władimir(a - mój przyp.) Putina od francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona to nie wyraz pogardy wobec przedstawiciela Zachodu, a świadectwo paranoicznego lęku Putina przed zachorowaniem. Obsesji i lęków Putin ma więcej. Żyje w strachu przed otruciem, więc każdej podróży zagranicznej prezydenta Federacji Rosyjskiej towarzyszą dwa samoloty z aprowizacją dla głowy państwa. Nie korzysta z internetu, nikt go nigdy nie widział ze smartfonem przy uchu. Wojnę w Ukrainie planował już nim w 2000 r. objął urząd prezydenta Rosji - opowiada w wywiadzie dla Business Insider Polska Krystyna Kurczab-Redlich, dziennikarka, autorka publikacji poświęconych Rosji i Putinowi.

  • Jego biografia pełna jest kłamstw i kłamać Putin umie od dziecka. Już jako mały chłopiec Wowa był brutalny i unosił się dumą;
  • Nim został prezydentem Rosji, już mówił o konieczności militarnego przywrócenia jej dawnej świetności;
  • Zachód konsekwentnie odwracał oczy od zbrodni Putina i nie słuchał ludzi, którzy nazywali go mordercą;
  • Sama do niedawna miałam łatkę "antyputinowskiej oszołomki" - mówi Krystyna Kurczab-Redlich.
- Anna Anagnostopulu, Busines Insider Polska: Wszyscy zadają sobie pytanie: czy Putin jest szalony, czy tylko chce uchodzić za nieobliczalnego? Pani mówi, że to paranoik, socjopata i psychopata.
- Krystyna Kurczab-Redlich, dziennikarka, reportażystka, wieloletnia korespondentka polskich mediów w Rosji: Nie jestem psychiatrą, ale przypatruję się Putinowi od dawna i zawsze dostrzegałam jego brutalność i agresję. O wiele większe, niż u innych ludzi władzy, którzy wyszli z szeregów KGB, jak choćby były minister spraw zagranicznych i premier Jewgienij Primakow czy szef kontrwywiadu Siergiej Stiepaszyn. Choć Stiepaszyn pacyfikował Czeczenię w tzw. Pierwszej wojnie czeczeńskiej, nie wykazał się nawet częścią brutalności Putina w wojnie przez niego prowadzonej od 1999 r., którą oglądałam z bliska, w Czeczeni. I która aż nieprawdopodobnie przypomina dzisiejszą "operację denazyfikacyjną" w Ukrainie.
O psychopatach u władzy wiele napisano. Hervey Clackley na przykład, w książce "Maska zdrowia" charakteryzuje ich jako ludzi o powierzchownym uroku osobistym, skłonnościach do manipulowania innymi, o braku poczucia wstydu czy winy i ubóstwie uczuciowym. To ludzie, którzy nie liczą się z uczuciami innych, lekceważą normy, mają niski próg wyzwalania agresji.
Koledzy Putina z dzieciństwa mówili, że nie można były małego Wowki obrazić, bo natychmiast rzucał się na człowieka, gryzł, bił, kopał, wyrywał włosy. Pokonany wracał i znów rzucał się na przeciwnika. Czy inaczej zachowywał się w Czeczeni, w Gruzji, czy w Syrii, bombardując Aleppo?
- Anna Anagnostopulu: W swojej książce dużo miejsca poświęca pani dzieciństwu przywódcy Rosji. 
- Krystyna Kurczab-Redlich: Pisząc biografię Putina, musiałam się zastanowić, skąd ta jego łatwość kłamania i agresja. Musiałam więc zajrzeć w dzieciństwo. Było trudne i bazowało na kłamstwie. Jego prawdziwa biografia to inny ojciec, inna matka, inne miejsce urodzenia, inna data, niż podaje oficjalny życiorys. Ten człowiek startował w życie zmuszony do kłamstwa i do nieustannej obrony. W Gruzji, gdzie żył od trzeciego do dziesiątego roku życia, bo jego matka wyszła za mąż za Gruzina, był prześladowany przez kolegów jako nieślubny i obcy. W Leningradzie, gdzie mieszkała dalsza rodzina Putinów, która go zaadoptowała, też musiał stawiać czoła chłopakom z podwórza, wśród których się nagle pojawił.
Mędrcy psychologii, jak choćby Tali Sharot z University Colege London czy Nadja Heym z Nottingham Trent University udowodnili, także odwołując się do fizjologii mózgu, że kiedy ktoś wielokrotnie kłamie, przestaje emocjonalnie reagować na własne kłamstwa. A całkowita przy tym nieobecność uczyć, psychopatyczna właśnie, czyni kłamanie jeszcze łatwiejszym, tworzy codzienność kłamcy. Mózg kłamcy działa inaczej, Putin operuje totalnym kłamstwem od początku swojej kariery politycznej.
Długo myślałam, że on wie, że kłamie, i w to nie wierzy. Jest gorzej. Jego kolega z merostwa w Petersburgu, potem wicepremier Anatolij Czubajs, przerażony opowiadał o swojej rozmowie z Putinem o wojnie w Czeczenii. Okazało się, że Putin uwierzył w czeczeński terroryzm, który sam zmajstrował. Teraz też wierzy w ukraiński faszyzm, który zalęgł się w jego głowie. Jego były wieloletni przyjaciel, zmuszony do wyjazdu z Rosji Siergiej Pugaczow na pytanie dziennikarza: czy Putin wierzy, w to, co mówi, bez wahania odpowiada: tak, zawsze.
Nauka kwalifikuje taką przypadłość już nie jako psychopatię, lecz gorzej - jako paranoję. Piszą o tym autorzy książki "Paranoja polityczna. Psychologia nienawiści". Jeśli kłamca nie przyjmuje do wiadomości niezbitych dowodów podważających jego przekonania, uważa je za oszustwo spreparowane, by uśpić jego czujność, to taka osobowość wykazuje skłonność do urojeń. Jednak nie każdy paranoik u władzy staje się zbrodniarzem wojennym.
- Anna Anagnostopulu: "Nie włada internetem, nigdy nie odpalił komputera, nie ma smartfona" - to  też cytat z pani, w który aż nie chce się wierzyć. Co wobec tego jest źródłem wiedzy Putina o świecie?
- Krystyna Kurczab-Redlich: Szalenie trudno mówi się o tym, że lider największego geograficznie państwa na świecie jest niespełna rozumu. I kiedy o tym mówię, chodzi mi nie o chorobę psychiczną, a o szczególny rodzaj dysfunkcji psychologicznej. Od wielu lat Putin nie przyjmuje do wiadomości negatywnych informacji. Jak na nie reaguje, mogliśmy zobaczyć podczas niedawnej Rady Bezpieczeństwa, kiedy szef wywiadu zagranicznego Siergiej Naryszkin powiedział coś, co Putinowi się nie spodobało. Prezydent zaczął go strofować na oczach kamer telewizji z całego świata.
Od lat wiadomo, że w telewizji będącej głównym źródłem jego wiedzy, najchętniej ogląda rosyjski program informacyjny. A że nie potrafi obsługiwać komputera? Wystarczy obejrzeć nagrania z kolejnych bunkrów, w których siedzi(teraz podobno ukrywa się w bunkrze na Uralu). Za każdym razem stoi przy nim komputer z jakimś starym Windowsem. Chyba ma telefon komórkowy, ale nikt go nie widział ze smartfonem przy uchu. Paranoicznie boi się otrucia, wszystkich potraw, jakie jada, ktoś musi przed nim próbować. Kiedy lata za granicę, towarzyszą mu dwa samoloty z transportem jedzenia. Ze sobą wozi termos z herbatą do picia.
Do tego wszystkiego dochodzi postępująca izolacja z powodu chorobliwego braku zaufania do najbliższego otoczenia. A ta izolacja i pogarda dla innych, to klasyczne oznaki "zespołu Hubrisa",  właściwego światowym przywódcom długo będącym u władzy. Przecież już w 2014 r. kanclerz Merkel stwierdziła, że Putin "przebywa w innym świecie". Z drugiej strony, mimo całej swojej niepoczytalności, tocząc teraz straszliwą wojnę, potrafi jednocześnie myśleć o bezpieczeństwie swojego jachtu stojącego w niemieckim porcie i w porę go wyprowadzić.
Boi się w końcu koronawirusa, czego dowodem jest widoczny na wielu zdjęciach, olbrzymi stół, przy którym rozmawiał choćby z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Początkowo wzięłam go za gest pogardy wobec przedstawicieli Zachodu, ale ten sam stół dzielił Putina także od zaufanego ministra obrony Siergieja Szojgu.
- Anna Anagnostopulu: W "Onet Radio" mówiła pani, że planował tę wojnę od początku. W trakcie pierwszych ośmiu lat rządów Putina budżet na armię wzrósł pięciokrotnie. Dlaczego uderzył teraz?
- Krystyna Kurczab-Redlich: Domyka swój plan. Nigdy nie pogodził się z tym, że jakieś republiki ZSRR ośmieliły się sięgnąć po niepodległość. Jakieś Ukrainy, Litwy, Łotwy, czy Estonie... Mało kto zwrócił uwagę na jego pierwsze przemówienie w Zgromadzeniu Ogólnym obu izb parlamentu, gdy mówił "moim świętym obowiązkiem jest zjednoczenie narodu rosyjskiego". Pamiętajcie, w każdej minucie, że mamy - uwaga, uwaga - "jedną ojczyznę, jeden naród", i... tu zawiesił głos, dodając: "jedną przyszłość". Ciarki przechodziły po plecach, bo to kopia hitlerowskiego "jedna ojczyzna, jeden naród, jeden wódz". I znowu mamy tu "syndrom Hubrisa", który łączy w mózgu wodza element osobisty i narodowy: są identyczne.
Teraz uznał, że jego armia jest wystarczająco silna, a społeczeństwo odpowiednio wychowane. Po drugie nie chciał już zwlekać ze względu na swój wiek, a jest dwa lata starszy, niż podaje to oficjalna biografia, bo urodził się w 1950 r., nie w 1952. Istotny jest w końcu fakt, że niedawno ustąpiła Angela Merkel, silny lider światowej opozycji. No i był przekonany, że Joe Biden to słaby staruszek i tak też był przedstawiany przez rosyjską propagandę. Na nagraniu ze spotkania Bidena z dziennikarzami w rosyjskiej telewizji puszczano śmiech z offu i wmawiano społeczeństwu, że to dziennikarze śmieją się z amerykańskiego prezydenta. Jeśli chodzi o Angelę Merkel, sama czasem skręcałam się ze złości, kiedy rozmawiała, pertraktowała z Putinem. Miała jednak na niego duży wpływ.
Władimir Putin jest opętany obsesją na punkcie armii, której Zachód zdawał się nie zauważać. Już w 1994 r., kiedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że zostanie prezydentem, on mówił, że 25 mln obywateli kraju znalazło się na terenach należących do obcych państw, które, jak np. Krym, należy Rosji przywrócić. I tę myśl realizował, militaryzując Rosję. Stworzył około sto szkół kadetów, które szkolą młodych chłopców do rzemiosła wojskowego we wspaniałych, opłacanych przez państwo warunkach. Internat z wyżywieniem i gwarancja pracy w wojsku to w Rosji więcej, niż rodzice mogliby dla swoich synów wymarzyć. I wielu z tych chłopców dorastało wpatrzonych w portret Putina wywieszony w klasie, z hasłem "za rodinu, za Putina". Jak dawniej "za rodinu", czyli ojczyznę, i za Stalina. Przywrócił przysposobienie obronne do szkół, którego nie było od czasów schyłkowego Gorbaczowa i Jelcyna. Przywrócił wojskową odznakę "Gotów do pracy i obrony" dla dorosłych.
Wraz z militaryzacją społeczeństwa postępowało budowanie militarnego patriotyzmu. Wielka Wojna Ojczyźniana została wyniesiona do rangi świętości. Ta świętość została obudowana ustawami zabraniającymi jej zniesławiania. W praktyce oznacza to, że nie wolno mówić prawdy o II wojnie światowej. Zabronione jest choćby wspominanie o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Spotkałam dziesiątki Rosjan, którzy nie mieli pojęcia, że był drugi front, że w drugiej wojnie światowej walczył Zachód i Amerykanie.
 - Anna Anagnostopulu: O koncentracji wojsk przy granicy z Ukrainą wiadomo było wcześniej, Amerykanie od miesiąca upubliczniali informacje, że Putin szuka pretekstu do uderzenia na Ukrainę. Czy tej wojnie można było zapobiec?
- Krystyna Kurczab-Redlich: Wszyscy wiedzieli i nikt nic nie zrobił. Ta wojna to ostatni etat kłamstw i słabości liderów politycznych Zachodu. Nawet nasz prezydent Aleksander Kwaśniewski mówił, że przez pierwsze lata świat widział w Putinie demokratę.
Jak można widzieć demokratę w człowieku, który w pierwszych dniach panowania zabija 150 tysięcy ludzi na Kaukazie, a militaryzację państwa czyni podstawą jego wielkości? Już w kwietniu 2000 r., jeszcze przed inauguracją, Putin ogłasza Doktrynę Bezpieczeństwa Narodowego Rosji, zezwalającą na użycie broni atomowej, "jeżeli wszelkie inne środki rozwiązania konfliktu zostaną wyczerpane lub uznane za nieskuteczne". A przecież nikt Rosji nie groził. A z jakim przerażeniem  wracamy do tego dzisiaj! Obecnie ludzie z otoczenia Putina to niemal wyłącznie jego koledzy z KGB. Innych, demokratycznych, dawno odsunął. Otaczają go tacy "jastrzębie" jak np. były dyrektor FSB Nikołaj Patruszew, "specjalista" od aktów terrorystycznych. Czy Zachód tego nie widział?
Zachód od początku nie chciał widzieć naukowców wysyłanych do łagrów jako szpiedzy już w 2003 r., nie widział pałowania protestantów od pierwszych lat rządów Putina, nie widział rosnącej liczby więźniów politycznych, nie widział mnożących się śmierci oponentów Putina, a przede wszystkim nie chciał widzieć zbrodni w Czeczenii. 150 tys. trupów przeszło bez śladu, Zachód je wygumował. Putin jeszcze nie objął urzędu, a już w Operze Petersburskiej gościł Tony Blair z małżonką. Wiadomo, że wcześniej otrzymał wielostronicowy raport o zbrodniach w Czeczeni, którego nawet nie przeczytał.
W 2001 r. Bush, patrząc mu w oczy, "ujrzał jego duszę", bo Putin opowiedział mu zmyśloną historyjkę o krzyżyku od matki, uratowanym z pożaru na daczy. W 2003 r. angielska królowa przyjmowała Putina w pałacu Buckingham, a w tym samym czasie w Londynie trwał festiwal filmów o Czeczenii. Z ekranu lała się krew, a przed naszymi oczami parafował autor tego koszmaru, w karocy angielskiej królowej. W 2006 r., roku zabicia Ani Politkowskiej i Saszy Litwinienki, których zresztą znałam, prezydent Chirac wręczył Putinowi Order Legii honorowej. O jakim zapobieganiu wojnie więc tutaj mówimy?
 - Anna Anagnostopulu: Czy przy całym obecnym koszmarze czuje Pani satysfakcję, że świat w końcu zrozumiał, kim jest Władimir Władimirowicz?
Krystyna Kurczab-Redlich: Ile trzeba było krwi i trupów! Byli ludzie, którzy od lat krzyczeli, że Putin jest mordercą. Wielki intelektualista francuski Andre Glucksmann, od zawsze opozycjonolista Putina, pisał: "Na ileż to rzezi pozwalaliśmy, by później żałować, żeśmy ich nie przerwali?[...] Każde pokolenie ma na swoim koncie tchórzliwe zaniechania i nieinterwencje".
Anna Politkowska jeździła po Stanach z odczytami, mówiła o Putinie, o wojnie czeczeńskiej i nikt nie chciał jej słuchać. Deputowany Siergiej Juszenkow, badający wybuchy z 1999 r., zabity w 2003, mówił mi o tym samym. Ja, po artykule, jaki napisałam w 2002 r., gdzie punkt po punkcie wskazywałam na faszyzującą politykę prezydenta Rosji, uchodziłam za antyputinowską oszołomkę. Bo to strasznie niewygodne dla ludzi siedzących w swoich ciepłych mieszkaniach słuchać, że ich prezydent, w niewątpliwie słusznym interesie kraju, staje się zbrodniarzem.
Świat lekceważył i Pomarańczową Rewolucję z 2004 r. której nie byłoby, gdyby nie fakt, że Ukraińcy ośmielili się wybrać nie tego prezydenta, którego osobiście popierał Putin. Świat zapomniał o kijowskim Majdanie z 2014 r. kiedy Putin poprzez swojego specjalnego wysłannika kazał strzelać do ludzi z ostrej amunicji przywiezionej z wojskowego lotniska Czkałowskoje pod Moskwą. Zachód podawał mu rękę, może tylko z pewnym wahaniem. A Syria? To z jego śmigłowców spuszczono bomby na Aleppo, a świat mówił, czasem z podziwem, że prezydent Rosji "umacnia jej pozycję na Bliskim Wschodzie".
Ważne były pieniądze, którymi poprzez ropę i gaz, Putin zalał świat. Bo Putin dysponował bronią, jakiej nie ma żadne tam ONZ: miliardami. I przy ich pomocy wpłynął na Brexit czy wybory w Stanach. A rosyjscy miliarderzy karmili londyńskie City i prawników legalizujących ich machinacje. Teraz dopiero, likwidując te majątki, rezydencje od Nicei, poprzez Hiszpanię, po Florydę, robi się to, co powinno być zrobione od dawna.
 - Anna Anagnostopulu: Czy, niezależnie od dalszego przebiegu wojny, można powiedzieć, że to początek końca Putina?
- Krystyna Kurczab-Redlich: Wygląda na to, że tak. Trudno jednak powiedzieć, jak długo ten koniec potrwa, i jakim kosztem zostanie okupiony. Nic już nie będzie takie samo, jak przed wojną. Społeczeństwo rosyjskie, choćby chciało nadal wierzyć w propagandę, w pewnym momencie będzie musiało się ocknąć. Ale właśnie wprowadzone kary, 15 lat łagru za mówienie prawdy o wojnie w Ukrainie, zapewne mocno zahamują reakcję społeczeństwa na tę zbrodnię.
Historia się powtarza. Nie tylko dramat bombardowania Groznego(doskonale je pamiętam, siedziałam wtedy w piwnicach razem z Czeczenami), nie tylko zrzucanie bomb próżniowych i kasetowych, zabronionych Konwencją Genewską. Powtarza się dramat rosyjskich żołnierzy, 20-letnich chłopców, wprowadzanych w błąd, głodzonych i, identycznie jak w Czeczenii, po śmierci porzucanych. Widziałam w Groznym trupy leżące na ziemi, obgryzane przez psy. Widziałam zdjęcia krematoriów w Ukrainie w[mój dopisek] 2014 r., gdzie paliło się zwłoki rosyjskich żołnierzy, byle nie dotarły do rodzin w Rosji, byle nie było szumu... I teraz tak samo, jak przed laty, na front rosyjska armia wiezie krematoria.
Powtarza się też straszna rosyjska propaganda, tylko teraz nie ma już kto przekazać Rosjanom prawdy. Zamknięto Echo Moskwy, niezależny portal Deszcz sam zakończył działalność, nie mogąc funkcjonować pod groźbą lat łagru. Telewizja BBC jest w Rosji zablokowana, nie działa Deutsche Welle, zablokowano Facebooka i inne portale. To w końcu doprowadzi społeczeństwo do zdecydowanych ruchów.
 - Anna Anagnostopulu: Czy Rosjanie są gotowi na zmiany? "Pozostają wciąż bardziej poddanymi, niż obywatelami" - napisała Pani. I czy Władimir Władimirowicz wychował sobie następców? Kto mógłby go zastąpić?
- Krystyna Kurczab-Redlich: Aleksiej Nawalny, ale to tylko moje pobożne życzenie. Toczy się wojna, więc łatwo przeoczyć fakt, że trwa właśnie kolejny proces Nawalnego, w którym prawdopodobnie zostanie skazany na 15 lat łagru.
Przed wojną rozmawiałam z wieloma Rosjanami, karmionymi państwową propagandą. Słyszałam od nich, że są otoczeni, że Zachód chce ich napaść. Nie potrafili jednak odpowiedzieć na moje pytanie, po co miałby to robić. NATO zbliża się do granic. Kaliningrad musi się bronić! Polska jest wrogiem - to codzienny przekaz rosyjskiej telewizji. Ciężko tego słuchać bez środków uspakajających.
Nam, ludziom rozumującym logicznie, trudno zdać sobie sprawę z tego, czym jest rosyjska propaganda. Przytoczę wyimek z ostatnich dni: To Ukraińcy nas napadli, zabijają Rosjan w Ukrainie, bombardują własne miasta. Nieważne, że nie ma w tym logiki. Umysł przeciętnego Rosjanina przyjmuje tylko, że Ukraińcy to bandyci, naziści i banderowcy.
Jest taki cytat z Pawłowa, tego od psów Pawłowa, który zresztą przytaczam we wspomnianym artykule z 2002 r. "Rosyjski umysł nie przywiązuje się do faktów. Najbardziej lubi słowa, lecz nie zastanawia się nad ich znaczeniem. Nie lubi patrzeć na prawdziwą rzeczywistość". A poczucie strachu jest w Rosji przekazywane w genach z pokolenia na pokolenie. Od Mongołów, przez carów, przez Iwana Groźnego, po terror stalinowski. Kiedy Rosjanie mieli dłuższą przerwę w historii wolną od strachu, która pozwoliłaby im odetchnąć latami demokracji?
Krystyna Kurczab-Redlich, dziennikarka, reportażystka, autorka książek o Rosji, m.in. wielokrotnie nagradzanej "Głową o mur Kremla", biografii Putina "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina", autorka filmów dokumentalnych o Czeczenii, w 2005 r. nominowana przez Amnesty International i Helsińską Fundację Praw Człowieka do Pokojowej Nagrody Nobla.


Straszne jak dla mnie jest to, że wszystko od dawna było planowane, wiele osób o tym wiedziało (choćby Amerykanie) i nic nie zrobiło, aby zapobiec. Czy odważy się zaatakować też Polskę? Teoretycznie wie, że wtedy zadrze nie z krajem, ale m.in. z NATO i z Unią Europejską. Zresztą jest wielce prawdopodobne, że gdyby Ukraina już należała do jednego, albo drugiego związku(nie mówiąc już o obu), to Putin raczej nie odważyłby się na taki krok. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo co takiej osobie przyjdzie do głowy. Tylko obawiam się, że np. takie Niemcy nie będą skore do przyjmowania uchodźców z Polski...

16 komentarzy:

  1. Gratulacje!!! Super..Ciesz się:) Niech nic Ci nie zakłóca dumy i radości z osiągnietych wyników!!! DOBREGO dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z tego co osiągnęłam. Systematyczna praca i wyrzeczenia się opłaciły. Dziękuję za gratulacje

      Usuń
  2. bardzo ciekawie to napisałaś;)
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Straszne, że jedna osoba, a ma taką władzę. Ciekawa jestem kiedy Ukraina będzie znów wolna.
    Gratulacje obrony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie mógł każdemu wypowiedzieć wojnę, a że padło na Rosję... Co gorsza, nawet odsunięcie Putina od władzy niewiele już teraz zmienić. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Chyba nawet nie chcę wiedzieć, co Putin ma w głowie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego to chyba nikt nie wie. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Nienormalny? Psychopata ? Dosłownie nie wiem jak określić to monstrum ,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ma odpowiedniego słowa, które by do niego pasowały. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Gratuluję obrony.:) Bardzo ciekawy post. Przyszło nam żyć w ciężkich czasach, cieszmy się pokojem póki jest. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za gratulację. Właściwie za ponad tydzień to już będą trzy miesiące od tego momentu. Na razie mamy pokój, ale na jak długo? Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. Sama nie wiem, co myśleć o tych różnych diagnozach na temat Putina, na ile są trafne. Na pewno jest przerażające, co się dzieje w głowie takich ludzi. I nie tylko ich - gdyby nikt go nie popierał, nie tyle z ogółu Rosjan, co przede wszystkim z ludzi blisko władzy, to by go u tej władzy nie było.
    Choć muszę przyznać, że aneksję Krymu też odbierałam inaczej niż to, co się dzieje obecnie. Poza Krymem były zresztą republiki w Gruzji, było też Naddniestrze... I to nie jedyny ani nie ostatni taki egzemplarz. Na świecie zresztą tak naprawdę liczą się interesy, z Arabią Saudyjską cały czas się żyje dobrze, a ich łamanie praw człowieka i finansowanie terroryzmu nie są istotne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest do końca normalny, bo nikt normalny nie atakuje innego państwa właściwie w środku nocy i nie każe mordować zwykłych ludzi. Gdzieś słyszałam, że aby go usunąć, trzeba by usunąć wszystkich oligarchów, a to by było dosyć skomplikowaną operacją. Interesy zawsze się liczyły bardziej od człowieka. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. No niestety, nasi niemieccy sąsiedzi widać że nie kwapią się ani do pomocy Ukrainie, ani uchodźcom, no ale cóż innego można było się spodziewać. Oni myślą głównie o sobie, a nie o innych. Jednak bądźmy dobrej myśli, że ta wojna w końcu się skończy, że Ukraina przegoni ruskich i będzie dalej spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowi Niemcy, niestety. Też jestem pełna optymizmu, że wojska rosyjskie w końcu zrozumieją, że to nie ma sensu i sami się wycofają. I faktycznie, zapanuje wtedy pokój i... spokój. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń