Ten maj mija mi zadziwiająco szybko i intensywnie. Dopiero co świętowaliśmy Pierwszego Maja, a już za tydzień jadę na pierwszą rundę tegorocznego Grand Prix w lekkiej atletyce. W tym roku zaczynamy od Tarnowa, przez Kraków, Słubice, Mistrzostwa Polski w Szczecinie, Sieradz, a kończąc na Gorzowie Wielkopolskim. Coś mi się wydaje, że w tym roku raczej nie popiszę się formą, bo jeszcze nie do końca doszłam do siebie po listopadowej niemocy. Bywało oczywiście gorzej, i zdarzało się, że w 2-3 miesiące po pobyciu w szpitalu wracałam do jako takiej formy, ale wtedy trenerzy byli tacy, że im się chciało i im zależało na nas, sportowcach. Teraz mamy nowego trenera i powiem Wam szczerze, że skutecznie mnie zniechęca swoją postawą do wszystkiego. Pocieszające jest to, że być może od września ruszy w województwie sekcja wspominanej już nieraz przeze mnie RR. A teraz najlepsze - mobiler do uprawiania tego sportu kosztuje, bagatela, 6 600 zł. W najlepszym wypadku. Na szczęście można składać wniosek o dofinansowanie sprzętu do PFRONU. Co prawda jestem sceptycznie do tego nastawiona, ale może warto spróbować? A nóż się uda? A awaryjnie zacząć zbierać fundusze? Wiadomo, że nie sfinansują mi wszystkiego, jednak nawet 500 zł to już coś. Sam mobiler wygląda mniej więcej tak:
W zasadzie można powiedzieć, że jest to jakby trzykołowy rower(zresztą na podobnym jeździłam w czerwcu i lipcu 2019 roku), tylko nie ma pedałów - tutaj jako napęd działają nasze własne nogi. A nawet jedna noga - byle uprawiający tą dyscyplinę potrafił odepchnąć się nią od podłoża.
Wracając jednak do teraźniejszości, to na dzień dzisiejszy wiem, że nie jadę do Słubic i do Gorzowa, nie wiem co z Szczecinem, bo teoretycznie dzień wcześniej wracam z wyjazdu studyjnego. Piszę "teoretycznie", bo dwa i pół tygodnia przed wyjazdem nic nie wiadomo. Tylko, że to nie jest wyjazd do Częstochowy, tylko ciut dalej... Ogólnie najbliższe dwa tygodnie będą dla mnie trochę intensywne, bo z jednej strony zawody(na szczęście mogę na nie jechać po zajęciach na uczelni, a do Krakowa to nawet po pracy), a z drugiej będę chciała jak najwięcej zaliczyć przed wyjazdem studyjnym. A już na pewno te przedmioty, z której mam egzaminy. Będzie ciężko, ale wierzę, że mi się to uda. Tym bardziej, że objawy alergii wziewnej znacząco dają mi się we znaki i obniżają moją koncentrację - do dzisiaj się zastanawiam, jak w takim stanie zdałam maturę. A jak mi się nie uda czegoś zaliczyć, to zawsze są drugie terminy... Co prawda sesja zahacza o ogólnoświatowe forum w Kato, gdzie załapałam się na kolejny wolontariat, jednak to już temat na osobny wpis.
Na koniec chciałabym Wam opowiedzieć o pięciotomowej sadze "Spacer Aleją Róż" opowiadającej o losach rodziny Szymczaków, toczących się na tle wzrastania najmłodszej dzielnicy Krakowa - Nowej Huty. Wolne chwile ostatnich dni spędziłam na wizytach w szpitalu i jej lektura skutecznie umiliła mi czas oczekiwania w tamtejszej poczekalni. A już na pewno odwróciła uwagę od zbliżającej się dużymi krokami sesji. Może właściwiej byłoby zabrać ze sobą notatki z niemieckiego, z którego mam jeden z egzaminów (a tak naprawdę to właśnie tego boję się najbardziej), ale obawiam się, że i tak bym niewiele się nauczyła. Za to lektura na razie dwóch tomów podziałała na mnie odstresowująco. Inna sprawa, że lubię takie książki i chętnie po nie sięgam. Jeżeli Wy też lubicie takie wielowątkowe powieści to serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią.
Te już przeczytałam:
A tą zaczęłam czytać.Zaś w tzw. międzyczasie czytam to:"Jerozolima. Biografia" to prawie 700 stronicowa monografia opowiadająca o dziejach Świętego Miasta począwszy od czasów starożytnych, a kończąc na współczesności. Wypożyczyłam ją w celu poczytania sobie o okresie tego miasta z czasów Jezusa, przy okazji posłużyła mi jako powtórka przed lutową obroną(traf chciał, że komisja zapytała mnie właśnie o Jerozolimę z puli pytań dodatkowych). Teraz kończę ją czytać i nie żałuję, ponieważ bardzo jasno przybliża mi historię miasta trzech religii.

Życzę dużo dobrej energii na intensywny czas:)
OdpowiedzUsuńDziękuję, przyda się.
UsuńBrrr! Samo słowo "sport" odstręcza.
OdpowiedzUsuńNa mnie podobnie działa słowo "nuda" :). Pozdrawiam
Usuńkochana, tyle przed Tobą, dużo energii na wszystkie wyzwania!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Oj, tej energii jest mi potrzeba... Pozdrawiam serdecznie
UsuńJuż się cieszę na ilość zamieszczanych postów...;o) Powodzenia !! (Wielowątkowego...)...;o)
OdpowiedzUsuńWłaśnie ja się boję, że zabraknie czasu, aby je na bieżąco zamieszczać. Pozdrawiam
UsuńOj grafik napięty u Ciebie, najważniejsze egzaminy , szkoda że macie nowego trenera ,zmiany nie zawsze są korzystne.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńU nas każda kolejna zmiana = coraz gorsza jakość treningów. Nie wiem co się dzieje. Niekiedy jedyne co robię to rozgrzewkę, bo trener woli klikać w smartfona zamiast powiedzieć co mam robić. W dodatku nie ma stałych pór treningów, tylko kiedy on ma czas. I jeszcze mówi o tym w ostatniej chwili. A to jest problematyczne kiedy się pracuje. Dlatego liczę na przejście do tej sekcji RR i że tam będzie jako tako. Egzaminy są ważne, mam nadzieję zdać je jeszcze przed wakacjami. Pozdrawiam
UsuńNadal nie wiem, kiedy Ty to wszystko robisz, masz chyba dobę 48 -godzinną!
OdpowiedzUsuńjotka
Nie, moja doba też ma 24 godziny. Dlatego ostatnio rzadziej bywam na blogach, bo po prostu nie starcza mi na nie czasu. Niestety. Pozdrawiam serdecznie
UsuńZapowiada się intensywny okres. Karolinko życzę Ci duuużo energii. 😊.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jakoś przez niego przebrnę. Pozdrawiam serdecznie
UsuńJesteś niezwykle aktywną osobą:)))Pozdrawiam serdecznie i powodzenia życzę:)))))
OdpowiedzUsuńLubię, jak się coś wokół mnie dzieje. Pozdrawiam serdecznie
UsuńKarolinko, powodzenia - w każdej dziedzinie!
OdpowiedzUsuńDziękuję Gosiu. Pozdrawiam serdecznie
UsuńPodziwiam Twoją aktywność Karolinko. Spróbuj zwrócić się o dotację, zawsze warto powalczyć. Trener może z czasem da się polubić, może to tylko trudne początki. Życzę powodzenia na egzaminach i wszelkiej pomyślności.
OdpowiedzUsuńJa go próbuję polubić od 2,5 roku - bezskutecznie. Próbować złożyć dofinansowanie zawsze można - a nóż się uda. Pozdrawiam serdecznie
UsuńKsiążki pani Świętek dosyć są chwalone na Instagramie, ale jeszcze nie maiłam okazji żadnej czytać. Jak mój stos hańby przeczytam, to mogłabym zabrać się za tę serię ;)
OdpowiedzUsuńJeżeli ma Cię to pocieszyć, to ja też mam niezłą ilość książek do przeczytania. Tylko dlaczego wciąż brak na to czasu? A same książki Świętek naprawdę są godne polecenia. Pozdrawiam
Usuń