Podczas rozmowy rekrutacyjnej dowiedziałam się, że na 18 czerwca zaplanowane zostało stacjonarne szkolenie dla wolontariuszy pomagających przy organizacji wydarzenia. Traf chciał, że akurat wtedy w Szczecinie odbywały się Mistrzostwa Polski w Paralekkoatletyce, w dodatku w samą sobotę miałam swój start. Oczywiście od razu zgłosiłam to rekruterowi, który oznajmił, że nic się mam tym nie przejmować, i że potem wszystko dostaniemy w zsyntetyzowanej wersji na meila. Jeden problem miałam więc z głowy. Pozostało mi tylko czekać na czwartek, 23 czerwca, kiedy oficjalnie rozpoczynałam swoją posługę na WUFie.
Na początku tygodnia dostałam meila z grafikiem dyżurów. Zgodnie z moją deklaracją dyspozycyjności piątek 24 czerwca miałam wolny, ze względu na egzaminy z dwóch przedmiotów, pozostałe dni miałam na dwie zmiany - dopołudniową i popołudniową.
W czwartek pojawiłam się w Centrum Wolontariatu po godzinie 7 rano. Musiałam jeszcze nadrobić zaległości z sobotniego szkolenia, czyli podpisać umowę wolontariacką oraz odebrać pakiet wolontariusza. Na pakiet składały się dwie techniczne koszulki(dla mnie w rozmiarze "M"), bluza, butelka, notesik z długopisem, wielofunkcyjny buff oraz informator. Wszystko to było spakowane w firmowy bioworek.

W ogóle ciekawe uczucie, kiedy po przekroczeniu progu Centrum Wolontariatu człowiek odkrywa, że wszyscy koordynatorzy go znają, chociaż on nie koniecznie ich zna(nie no, kilkoro znam...). Po dopełnieniu wszelkich formalności poszliśmy do pawilonu głównego pod katowicki Spodek, gdzie wyrobiono nam identyfikatory. Trwało to dosłownie chwilę pomimo tego, że kiedy podeszłam do jednego ze stanowisk, padł system. Musiałam więc je zmienić. Na szczęście obyło się bez ponownych dodatkowych atrakcji tego typu.
 |
| Pawilon przed Spodkiem |
 |
| Powitania po wejściu do pawilonu głównego |
Ponieważ w czwartek jeszcze nie rozłożyli naszego stanowiska na katowickim dworcu PKP, zostaliśmy (tzn. wolontariusze przydzieleni tego dnia na to stanowisko) wcześniej zwolnieni do domu. I tak za bardzo nie było dla nas zajęcia, bardziej byśmy więc przeszkadzali, niż pomagali. W piątek mnie nie było ze względu na egzaminy. Teoretycznie mogłabym połączyć jedno i drugie, postanowiłam jednak tego dnia postawić na luz - na spokojnie podejść do moralności, nie denerwując się, że coś zawalę. Co prawda w ostateczności zawaliłam pierwszy termin z niemieckiego, ale jak wiecie - powód był zupełnie inny.
Wolontariat zaczął się więc dla mnie w sobotę, 25 czerwca.
CDN...
Powodzenia ze zdawaniem kolejnego terminu z niemieckiego :*
OdpowiedzUsuńEgzamin już zdany - przeniesiono mi go na wtorek, 28 czerwca, na godzinę 18:00. Ale dziękuję za życzenia. Pozdrawiam
UsuńU Ciebie zawsze coś ciekawego się dzieje.
OdpowiedzUsuńNie sposób się nudzić :)
UsuńCzekam na ciąg dalszy i przesyłam buziaki.
OdpowiedzUsuń:*
UsuńJak ty na to czas znajdujesz?
OdpowiedzUsuńSama nie wiem. Pozdrawiam
UsuńDużo wydarzeń musisz "ogarnąć'" i ze wszystkim dajesz radę.
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg.
Pozdrawiam
Na razie jakoś udaje mi się pogodzić więcej rzeczy. A jak będzie potem - czas pokaże. Pozdrawiam
UsuńFajne prezenty przy okazji dostałaś Karolinko i fajnie zobaczyć znowu SPODEK dworca to bym chyba teraz nie poznała , byłam na nim ostatni raz tak dobre 30 lat temu . O rany , ale stara już jestem . Nie ważne jakoś jeszcze daję radę !! Podziwiam Cię nadal że Ci się chce!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
O tak, po tym remoncie z 2011 dworzec PKP zmienił się nie do poznania :). Chociaż wracam z sentymentem do jego poprzedniej wersji(czyli też jestem stara :D). Pozdrawiam
UsuńZawsze myślałam, że jako matka 4 dzieci sporo ogarniam i daję radę, ale jak czytam jak Ty jedna sama ogarniasz tyle spraw w różnych miejscach i miejscowościach a nawet częściach Polski, to ja przy Tobie wysiadam.
OdpowiedzUsuńE tam, na pewno doskonale dajesz sobie ze wszystkim radę. Pozdrawiam
Usuń