Październik, a wraz z nim nabożeństwa różańcowe powoli dobiegają do końca. Dzisiaj było ostatnie w tym roku nabożeństwo, podczas którego rozważano tajemnice światła. Prosto z pracy udało mi się zdążyć dojechać na nie do mojego parafialnego kościoła. Ze smutkiem spojrzałam na puste ławki i pomyślałam, że gdyby nie dwójka ministrantów, to nie byłoby na nim ani jednego dziecka. Z drugiej strony proboszcz sobie umyślał, że dzieci mogą chodzić na nabożeństwa w poniedziałki, środy i piątki, a tak w ogóle to na początku tygodnia rozdaje kontrolki na cały tydzień, więc motywację do chodzenia też mają małą. W ogóle zastanawiam się, gdzie się podział organista, gdzie się podziała schola, gdzie się podziała ta radość i zaangażowanie. Z rozrzewnieniem wracam pamięcią do czasów mojej młodości, kiedy z radością biegało się na nabożeństwa, nawet prosto ze szkoły, jeszcze z plecakiem na plecach. Kiedy w ostatniej chwili szukało się miejsca w pierwszych ławkach. Kiedy przed nabożeństwem ulubiony ksiądz Józio sprawdzał znajomość poszczególnych tajemnic, albo uczył jakiejś ciekawej pieśni. Ale jest też taka jedna sytuacja, która szczególnie utkwiła mi w sercu i w pamięci.
Kiedy w szkole podstawowej uczęszczałam na nabożeństwa różańcowe, jeszcze w pierwotnym kościele usytuowanym w baraku, za każdym razem na ich rozpoczęcie śpiewaliśmy wraz z organistą piosenkę "Jak paciorki różańca przesuwają się chwile". Organista co prawda był już wiekowy, jednak werwę do śpiewania miał taką, że jak już zaczął, to i ściany drżały, i serce się radowało i wszyscy dołączali się do niego. Na początku każdego października wraz z księdzem Józiem przypominał stałym bywalcom nabożeństw oraz uczył nowe dzieci wspomnianej piosenki. A robili to tak skutecznie, że już po paru dniach wszyscy bardzo dobrze znaliśmy zarówno słowa zwrotek, odpowiadające treścią tajemnicom różańca odmawianym danego dnia, jak i sam refren:
"Jak paciorki różańca przesuwają się chwile
Nasze troski, radości i blaski.
A ty Bogu je zanieś połączone w różaniec,
Święta Panno Maryjo pełna łaski"
W dni, w których rozważano tajemnice radosne, śpiewaliśmy:
"My też mamy małe zwiastowania,
My też czekamy twego nawiedzenia,
My też Jezusa z drżeniem serc szukamy,
W tajemnicach radosnych módl się za nami!"
W dni, w których rozważono tajemnice bolesne, rozlegał się śpiew:
"Ty też płakałaś i doznałaś trwogi,
I jak nikt poznałaś nasze ludzkie drogi,
Gdy nas mrok otoczy, nie jesteśmy sami,
W tajemnicach bolesnych módl się za nami!".
Natomiast wtedy, kiedy przychodziła pora rozważania tajemnic chwalebnych, nasze dziecięce głosy łączyły się w jedność śpiewając:
"I my także mamy swą ojczyznę w niebie,
Tam w pełnym blasku zobaczymy Ciebie,
Tam w pełnym słońcu wszyscy się spotkamy,
W tajemnicach chwalebnych módl się za nami!"
Jak zapewne wielu z Was pamięta, w 2002 roku papież Jan Paweł II, listem apostolskim "Rosarium Virginis Mariae" z dnia 16 października 2002 roku(tj. w 34 rocznicę pontyfikatu) dodał jeszcze jedną część różańca świętego, nazwaną Tajemnicami światła. Przedstawia ona działalność Jezusa Chrystusa zaczynając od chrztu janowego w Jordanie, a kończąc na ustanowieniu Eucharystii. Nie pamiętam jednak, czy zaczęto ją odmawiać od razu, czy dopiero w następnym roku. I raczej do tego sama nie dojdę, bo na nabożeństwa do nowo wybudowanego kościoła przenieśliśmy się na dobre na wiosnę 2005 roku, a więc zarówno w 2002, jak i w 2003 roku nabożeństwa różańcowe odbywały się jeszcze w baraku. Nie mógł to być też 2004 rok, ponieważ przed wakacjami ksiądz Józiu został przeniesiony na inną parafię.
Pewnego razu przed kolejnym nabożeństwem różańcowym ksiądz zaproponował wszystkim, aby spróbowali dopisać czwartą zwrotkę do śpiewanej przez nas piosenki, która swoją treścią nawiązywałaby do Tajemnic Światła. Nie było to obowiązkowe, ale chętnym zaproponował szóstki z religii (uczył w szkole należącej okręgowo pod parafię). Co prawda nie uczęszczałam już do niej, ale ziarenko zostało zasiane. Zresztą, co tam szóstka, bardziej liczyła się dla mnie zabawa, a zwłaszcza wymyślanie i układanie całego tekstu, tak, aby wszystko mi się z sobą zgadzało. Wena mnie dopadła, a jakże inaczej, na treningu. Po nim szybko wyciągnęłam brudnopis i zapisałam sobie mój pomysł.
I my też mamy nasz chrzest w Jordanie,
I my też jest jesteśmy na weselu w Kanie.
Twego przemienienia co dzień jesteśmy świadkami.
W tajemnicach światła módl się za nami.
Jeszcze tego samego dnia zaniosłam karteczkę księdzu, który przeczytał ją, pokiwał głową i schował do kieszeni. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na koniec miesiąca zostałam wywołana na środek. Okazało się, że tylko ja podjęłam się tego wyzwania i ułożyłam zwrotkę do piosenki. Nagrodzona zostałam osobistymi gratulacjami księży oraz książeczką z tajemnicami różańca i samym różańcem. Ksiądz dotrzymał też słowa z szóstką z religii - skontaktował się z moim księdzem katechetą i opowiedział o całym zdarzeniu.
I tak jeszcze raz sobie na koniec dzisiejszego nabożeństwa pomyślałam, że może za naszych czasów nie było jakiś materialnych nagród za uczestnictwo w nabożeństwach, właściwie kontrolki zbieraliśmy dla własnej przyjemności. Ale było czuć tego ducha wiary. A i czasami wymyślali coś, aby nas zaktywować. Trzymajcie się ciepło.
Bardzo ładna treść. Bardzo mi się podoba i idealnie pasuje do reszty piosenki. Zdrowia życzę :)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Takie też były początki mojej poezji. Trochę dziecinne, ale od czegoś trzeba zacząć. Pozdrawiam serdecznie i również życzę zdrowia
UsuńTwoja zwrotka jest genialna, gratuluję.Niestety, te czasy minęły, wszędzie teraz pustki w kościele, kiedyś na mszach narodu pełno a i sporo ludzi stało.U nas na 10500 parafian tylko niespełna 2000 chodzi do kościoła.A te rozmaite kontrolki, podpisy, dzienniczki to mi się nie podoba ,czy ktoś był na różańcu czy mszy.Za moich czasów tego nie były.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńTaka znowu genialna to ona nie jest... I z perspektywy czasu widzę pewne mankamenty. Ale cieszę się, że Ci się podoba. Za moich czasów też były kontrolki, ale zbieranie ich było frajdą, bo często wychodziły z nich ciekawe obrazki. Teraz można za nie zdobyć jakieś nagrody (wczoraj chłopiec dostał bon zakupowy za wykonanie różańca), kto te 20 - 25 lat temu o tym myślał. Ten opisany przeze mnie konkurs był jednym z nielicznych wtedy organizowanych. Pozdrawiam serdecznie
UsuńNiby kiedyś też chodziło się z przymusu, bo tak trzeba bo nie może być innym ....ale mam wrażenie że kapłani byli przyjaźni. Ja od religii miałam takiego, co nas witał żartem, a potem opowiedział jeszcze jakiś dowcip i z bólem mówił, a teraz coś wam muszę podyktować by zeszyt nie był pusty .... moje ostatnie spotkania z osobą duchowną nie należą do miłych dokąd ten świat podąża jak tam nie ma już przyjaznych dusz ....pozdrawiam cieplutko
OdpowiedzUsuńJa też na moich księży katechetów nie mogę narzekać. Zwłaszcza na tego z drugiego etapu podstawówki i gimnazjum, który miał niełatwe zadanie nauki w szkole specjalnej. Ale tak się w to oddał, że nawet organizował przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania tym uczniom, wobec których kapłani w ich macierzystych parafiach się nie zgadzali. Oj, mam przykład takiego nieprzyjaznego proboszcza w parafii, który chyba uważa mnie za największe zło chodzące po ziemi. Pozdrawiam
UsuńWitaj wyjątkowo ciepłym październikiem Karolinko
OdpowiedzUsuńPiękna zwrotka. Już zresztą pisałam, że masz talent.
Mam nadzieję, że mój komentarz nie trafi dzisiaj do.... No właśnie, gdzie one znikają?
Pozdrawiam niteczkami nostalgii
Twoje komentarze lądują w spamie. A ja nie jestem bez przerwy w sieci, aby je od razu wydobywać z niego od razu. Nie wiem, czy mam talent poetycki, aczkolwiek lubię czasami coś skrobnąć lirycznie. Pozdrawiam serdecznie
UsuńKiedyś dzieci nie miały internetu i smartfonów więc takie spotkania w kościele były atrakcją, te lampki, światełka, obrazki, kontrolki do wklejania.... A teraz byle jajko niespodzianka atrakcyjniejsze.
OdpowiedzUsuńO tak, teraz zbyt dużo czasu spędzamy w sieci, i ten czas gdzieś się zatraca. Kiedyś było go jakby więcej i człowiek znajdował go na więcej rzeczy. Ale i rodzice byli inni. Ej, ja tam lubiłam zabawki z jajka niespodzianki. Pozdrawiam
UsuńWszystko się zmienia,kiedyś było więcej w ludziach życia...teraz jest net, który ładnie mąci młodym...niestety nie tylko im...
OdpowiedzUsuńBardzo piękny post, cudowne wspomnienie. Ślicznie to wymyśliłaś, cieszę się, że zostało to docenione i teraz możesz się z nami dzielić tak cudownym wspomnieniem. Pozdrawiam i życzę Ci dobrego weekendu.❤️❤️❤️
Dziękuję za ciepłe słowa. Nawet nie wiesz jak bardzo wtedy się ucieszyłam, że ktoś mnie docenił i wyróżnił. Ech, nawet na niedzielnych Mszach świętych nie ma zbyt wiele dzieci na dziecięcych Mszach świętych, a co tu mówić o reszcie. Pozdrawiam
UsuńMiłe wspomnienie Twoje Karolinko, złota Duszyczko i zdolna.
OdpowiedzUsuńŁadną zwrotkę ułożyłaś...
A co do odchodzenia od kościoła, to się dzieje na naszych oczach....
Długo by o tym dyskutować...
Warto kolekcjonować dobre wspomnienia. Cieszę się, że zwrotka i Tobie się podoba. Odchodzenie od kościoła jest coraz bardziej powszechne - z jednej strony Kościół przez swoje "grzechy" sam sobie zawinił, a z drugiej mamy już inne priorytety. Pozdrawiam
UsuńNo cóż Karolinko czasy sie niestety zmieniają teraz wszech obecny jest internet, media społecznościowe a nie kościół. Nie tak jak było za moich czasów. Na katachezę się latało do kościoła a nie tak jak teraz kapłan przychodzi do szkoły . I mimo tego że przesadnie wierząca nie jestem, to do kościoła w niedziele chodzę !! Wydaje mi się, że pandemia wszystko zmieniła i nigdy nie będzie już tak jak było przedtem, kiedy to był problem z miejscami w kościele. Teraz nawet w niedzielę spoko te miejsca są !!
OdpowiedzUsuńSuper że tak pozytywnie do tego podchodzisz, w końcu nie na darmo studiujesz na katolickiej uczelni !!
Pozdrawiam
W zasadzie UŚ nie jest katolicki (nawet jego rektor jest anglikanianinem - chyba tak to się pisze). Ale Wydział Teologiczny już realizuje tą naukę. To prawda, pandemia trochę nas rozleniwiła i więcej rzeczy nam się nie chce. I to nie chodzi tylko o sprawy religijne, ale ogólnie. Pozdrawiam sergecznie
UsuńKarolinko, ułożona przez Ciebie zwrotka idealnie pasuje do całości pieśni.
OdpowiedzUsuńCzy wrócą czasy, gdy do kościoła chodziły tłumy? Pewnie nie. Ale sam Pan Jezus się zastanawiał "czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi gdy przyjdzie", więc pewnie tak ma być, że pozostanie garstka.
Uściski.
Dziękuję Gosieńko, cieszę się, że zwrotka Ci się podoba. Może kiedyś wrócą te tłumy. W końcu jak trwoga to do Boga. Pozdrawiam serdecznie
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńZa moich młodzieńczych czasów chodzenie do kościoła nie było mile widziane przez władzę, a jednak kościoły pękały w szwach od tłumów. Rodzice, piastujący partyjne urzędy - by nie narazić się - jeździli ze swoimi dziećmi do kościołów w innych miastach lub wsiach, gdzie nikt ich nie znał. Tam też dzieci przystępowały "po cichu" do I Komunii Św.
Dziś jest dokładnie odwrotnie. Władza wręcz narzuca religijność, a kościoły pustoszeją. Myślę, że same sobie na to "zapracowały".
Pozdrawiam serdecznie.
Ojciec mojego księdza katechety z liceum pracował w partii, ale syna ochrzcił i posłał do Pierwszej Komunii Świętej w innej miejscowości. Bo mimo wszystko zależało mu na tym, by kierował się chrześcijańskimi ideałami w życiu. A więc dało się. Kiedyś ludzie kilometrami chodzili na niedzielną Mszę świętą. Teraz najczęściej kościoły są tuż obok, a i tak im się po prostu nie chce... Pozdrawiam
UsuńGdy byłam dzieckiem, siostra babci ciagała mnie w niedziele na msze do kościoła, a w październiku katowała różańcem. Nie wierzę, że beznadzieje klepanie formułek może podobać się jakiemukolwiek dziecku ani że może je ucieszyć "nagroda" w postaci książeczki z tajemnicami różańca oraz różańca. No chyba że byłby zrobiony z ładnych koralików, to można by go przerobić na biżuterię, ewentualnie dziecko musiałoby być jakieś dziewne.
OdpowiedzUsuńMnie tam ucieszyła zarówno książeczka jak i sam różaniec bardzo ucieszyły. Bo były niejako docenieniem mojej pracy i samego utworu. I pewnie bardzo wiele dzieci, wychowanych w wierzących i praktykujących rodzinach też by się ucieszyło. Pozdrawiam
Usuń...i tak nie wierzę :-) Przeciętne dzieci lubią się bawić i dostawać przyjemne nagrody, ot, takie prawo natury.
UsuńNie musisz wierzyć, nikt Cię do tego nie zmusza. Ja dalej twierdzę, że dla jednego przyjemną nagrodą będzie coś religijnego, a dla drugiego bon na 50 zł. A jeżeli uważasz tych pierwszych za dziwnych, no cóż, przyzwyczaiłam się, że jestem dziwna. I uwierz mi, kiedy byłam dzieckiem potrafiłam, znaleźć czas i na zabawę (również tą z rówieśnikami), i na naukę, i na sprawy religijne. I do bycia świętoszkowatą też mi było i jest daleko.
UsuńWierzę, skoro zachęcasz :-)
UsuńNie zachęcam. Tylko proszę o uszanowanie wiary mojej i innych i powstrzymywanie się od komentarzy, które by w jakiś sposób z niej kpiły. Jak już masz coś takiego pisać to już lepiej nic nie pisz. Ostatni wpis na Twoim blogu ma tytuł "Ludzie, dajcie żyć", więc i ja Cię proszę - "Frau Be, daj żyć". I dodam, daj żyć innym tak jak tego chcą, o ile nie czynią tym krzywdy innym. Pozdrawiam
UsuńTeraz ogólnie religijność w Polsce spada, to i dzieci na nabożeństwach mało. Po pandemii też widać różnicę w ilości ludzi na mszach. Nie powiedziałabym, że w moich czasach to była aż taka atrakcja, ale niektóre dzieci chodziły naprawdę chętnie, sama też miewałam takie okresy.
OdpowiedzUsuńDopisanie własnej zwrotki to ciekawe zadanie. :)
Też zauważyłam ten spadek wiernych na Mszach i nabożeństwach po pandemii... Pozdrawiam
UsuńPamiętam tę pieśń- piosenkę i Twoja kontynuacja bardzo mi się podoba. U nas dużo dzieci chodzi na różaniec i są całkiem normalne i cieszą się z drobnych nagród. Jedna z komentatorek rzuciła jadem, zupełnie niepotrzebnie, dziś nikt nikogo do niczego nie zmusza. Uszanujmy wybory innych.
OdpowiedzUsuńNo właśnie - nikt nikogo nie zmusza i każdy chodzi, jeżeli tylko chce i jest to jego wolny wybór. Tak bardzo chcemy, aby inni tolerowali nasze wybory i przekonania, a tak rzadko sami wykazujemy wobec nich wyrozumiałość. Pozdrawiam
UsuńDoskonale pamiętam czasy i tłumy wiernych w kościołach. Doskonale pamiętam głośny śpiew od którego trzęsły się mury. A teraz? przerażają pustki i tylko słychać zbyt głośne organy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam jesiennie:)
Dobrze, jeżeli jeszcze słychać te organy. Bo u mnie w parafii i one umilkły. Pozdrawiam
UsuńWstyd przyznać ale w tym roku ani raz nie bylam na różańcu. Jakas taka słabo zorganizowana jestem ostatnio. Ciągle na wszystko brakuje mi czasu. Ledwo wstanę coś porobię i zaraz znów trzeba się kłaść spać. Trzymaj się ciepło Kochana
OdpowiedzUsuńKasinyswiat
Mam wrażenie, że i mnie jakoś skurczył się czas - ledwie się zacznie dzień, a już jest wieczór. A może to po prostu jesienne przesilenie. Pozdrawiam
UsuńTo przykre że teraz mało ludzi chodzi do kościoła. Szkoda tylko że większość tych niechodzących uważa się za katolików i mają bardzo wiele do powiedzenia. Czasami obrażają mnie te opinie innych na temat księży, nabożeństw...Nie chodzisz, nie uczestniczysz nie obrażaj innych chciałoby się powiedzieć. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuń