Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 20 września 2024

2031. We wrześniu mimo wszystko dużo się dzieje

Wrześniowe dni od poniedziałku do piątku upływają mi w nieco stałym rytmie. Rano praktyki studenckie, po nich praca w świetlicy środowiskowej, po powrocie do domu i lekkim posiłku wyjście na trening, potem krótki odpoczynek i kilka akapitów pracy magisterskiej. Późnym wieczorem, jeżeli jest pogoda i siły, spacer po okolicy. Po powrocie prysznic, dobra książka albo teleturniej. Jak czas pozwala to po treningu idę jeszcze spotkać się ze znajomymi na mieście. Czy popadam w rutynę? Może, ale to taka przyjemna i przewidywalna rutyna.
Niebawem przyjdzie październik, a wraz z nim nieco urozmaicenia w moim życiu. O zbliżającym się kolejnym roku akademickim dyskretnie przypominają nie tylko coraz krótsze i chłodniejsze dni, ale też notatki zrobione "na zaś", które zawładnęły stolikiem, przy którym się uczę. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie boję się tego, co będzie. Pracę magisterską mam już praktycznie ukończoną, teraz tylko trzeba nanieść do niej poprawki. Czegoż chcieć więcej?
Na razie jednak cieszę się ostatnimi dniami lata. Dzisiaj musiałam gdzieś przeczekać czas pomiędzy praktykami, a pracą. Akurat dotarły do mnie zamówione książki. Chociaż niezbyt przepadam za galeriami handlowymi, postanowiłam zaszyć się w jednej z nich. Udałam się na dolny poziom, gdzie znajdują się punkty gastronomiczne, a co za tym idzie, i stoliki przy których można coś zjeść. Zajęłam jeden z nich i zajęłam się czytaniem jednej z owych książek. Naraz kątem oka zobaczyłam, że coś się rusza po przeciwległej stronie. Podniosłam głowę, a tam taki sympatyczny i pocieszny wróbelek hasa sobie po stołach i krzesłach.
Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszył mnie ten widok. Wszak w dużych miastach obecnie nie spotyka się zbyt dużo tych sympatycznych ptaszków. Hmmm..., nawet nie wiem, kiedy ostatnio widziałam je w mieście. Chyba wtedy, kiedy szłam przez jedno z wielkich osiedli. A kiedyś było ich pełno...
Ostatnio byłam świadkiem odsłonięcia kolejnego beboka w Kato. Jeżeli ktoś nie wie, bebok jest to nadprzyrodzona istota wywodząca się ze słowiańskich wierzeń. Na naszym terenie są one dosyć popularne. Sama idea została zaczerpnięta z Wrocławia, gdzie znajdują się słynne już krasnale, reprezentujące różne stany i profesje. U nas podobna sprawa ma się z bebokami. Może nie ma ich jeszcze aż tyle jak we Wrocławia, ale z każdym rokiem przybywają kolejne. Nawet powstał specjalny szlak z tymi fantastycznymi stworkami. Najnowsza figurka Ancuga, ucznia Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych, została umieszczona u wejścia do gmachu szkoły. Akurat w budynku naprzeciwko mam praktyki. W dniu odsłonięcia figurki zdziwił mnie tłum ludzi, a zwłaszcza uczniów, przed szkołą. Szczerze powiedziawszy myślałam, że to próbna ewakuacja. Próbowałam nawet wypatrzeć Kropkę w tym całym tłumie, wszak to jej technikum i podpytać, co się dzieje, ale bezskutecznie. Dopiero w poradni uświadomili mnie, że oto zostanie już za chwilę odsłonięty kolejny bebok, a uczniowie tego dnia nie mieli z tej okazji zajęć lekcyjnych, tylko jakieś warsztaty, a potem dyskotekę. Wydarzeniu temu przewodniczył jakiś poseł z naszych terenów, a także ogłuszająca muzyka. Ja szczerze współczułam dzieciakom korzystającym tego dnia z usług Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej tego dnia, bo mnie samej trudno było się skupić na czymkolwiek. A jak się domyślacie, teraz jest boom na wszelkie opinie i orzeczenia potrzebne do szkół. Na szczęście uroczystość ta trwała tylko jeden dzień, zaś sam bebok prezentuje się jak na ucznia szkoły technicznej przystało.
Jeżeli mówimy o odsłanianiu różnych rzeczy w przestrzeni miejskiej to warto wspomnieć o jeszcze jednym wydarzeniu, które miało miejsce u nas na Śląsku w ostatnich dniach. Każdego roku w Kato odsłaniany jest kolejny pomnik w "Galerii Ślązaków" usytuowanej na Placu Grunwaldzkim w centrum miasta. O dotychczasowych bohaterach uwiecznionych w ten sposób pisałam >>tutaj<<, >>tutaj<<, >>tutaj<<, >>tutaj<< i >>tutaj<<. W tym roku popiersiem postanowiono upamiętnić znakomitego kabareciarza, piosenkarza i aktora, zmarłego tuż przed Bożym Narodzeniem w ubiegłym roku Krzysztofa Respondka. Respondek urodził się w 1969 roku w Tarnowskich Górach.  Był absolwentem Wydziału Aktorskiego PWST. Od 1992 do 1999 roku grał w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Można go było zobaczyć w takich spektaklach, jak: "Ślady" (1993), "Skrzypek na dachu" (1993) oraz "Fame" (1997). Występował też w takich serialach, jak "Barwy szczęścia" (grał Michała Jelenia) i "Agentki", a także w filmie "Magneto". Można go było zobaczyć też w trzeciej edycji polsatowskiego show - "Jak oni śpiewają", którą zresztą bezapelacyjnie zwyciężył. Wraz z innym aktorem ze Śląska, Krzysztofem Hanke, tworzył kabaret Rak. Artysta zmarł 22 grudnia w wieku zaledwie 54 lat. Przyczyną zgonu był zawał serca. Krzysztof pracował właściwie do końca - trzy dni wcześniej występował jeszcze na scenie. 

12 komentarzy:

  1. Czy popadlas w rutynę? Myślę że nie, masz taki rytm dnia .Beboki są fajne chociaż u nas się mówiło bobo .Fajnie ze Respondek ma też swój pomnik, bardzo lubiłam tego pana pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za taką rutyną czasami tęsknimy, ciesz się więc każdą chwilą. Nie wiedziałam, że K.Respondek nie żyje, przykre...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  3. słyszałam o bebokach, chociaż żadnego jeszcze na żywo nie widziałam;-) fajna okazja - odsłonięcie nowej figurki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Monotonia bywa dobra. A Ty w swojej codzienności magicznie upychasz wiele zajęć i czynności, odnoszę wrażenie, że Twoja doba trwa dłużej niż moja 😄. Wykorzystujesz maksymalnie każdy dzień.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ciekawe, że nie ma wróbelków… prawie 10 lat temu zawiesiłem na ścianie domu 8 budek, mając nadzieję, że sprowadzą się do nich jakieś “ciekawe” ptaszki. Niestety, od początku wszystkie budki zostały przejęte przez wróble i co roku w każdej rodzi się kilka generacji tych ptaszków; z okna kuchni mogę oglądać, jak rodzice karmią pisklęta.

    Zaciekawiłaś mnie tymi bebokami, o których nigdy przedtem nie słyszałem.

    W folklorze Indiańskim, szczególnie plemienia Ojibwe, istnieją różne duszki, z których najsłynniejszym jest Nanabozho, znany również jako Nanabush. Może przybierać postać samców lub samic zwierząt lub ludzi. Najczęściej jest to zwierzę takie jak kruk czy kojot, które żyje w pobliżu plemienia i które jest na tyle przebiegłe, że utrudnia schwytanie. Nanabush najczęściej pojawia się w postaci królika i charakteryzuje się jako oszust. W swojej króliczej postaci nazywa się go Mishaabooz („Wielki królik” lub „Zając”) lub Gitchii-waabooz („Duży królik”).

    W parku Bon Echo Provincial Park w Ontario, na potężnej skale Mazinaw Rock, znajduje się ponad 200 piktogramów (malunków naskalnych) wykonanych przez Indian setki lat temu. Wiele z nich przedstawia indiańskie duszki, włącznie z prominentnymi piktogramami Nanabusha. W moim blog z 2007 roku napisałem więcej na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wrzesień to dla mnie istna katastrofa ze względu na początek roku szkolnego. Dzieje się tyle, że trudno zakręt złapać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta Twoja codzienność jest bardzo bogata przecież... Moje uznanie:-)
    Stokrotka

    OdpowiedzUsuń
  8. Z galerii słynnych Ślązaków najbardziej znam Zbyszka Cybulakiego i Franciszka Pieczkę. Bardzo dobrze jest jednak poznawać nowe postacie. Taki nieoczekiwany wróbelek w restauracji budzi uśmiech na twarzy. Dobrej niedzieli i kolejnego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo intensywna jest Twoja codzienna rutyna, powodzenia przy pisaniu pracy magisterskiej, pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Karolinko
    Czasem monotonia i rutyna są potrzebne. Od października zapewne pojawi się u Ciebie urozmaicenie, intensywniejsza codzienność.
    O Krzysztofie Respondku dużo słyszałam. Lubiłam go. Zmarł w moje urodziny...
    Pozdrawiam serdecznie początkiem jesieni

    OdpowiedzUsuń
  11. Oby Wszyscy mieli taką bogata rutynę jak Ty. U nas są koziołki na wzór wrocławskich krasnali. W sumie to uważam że fajne jest że każde miasto chce mieć charakterystyczne figurki. Co to jest Bebok to wiem bo moi dziadkowie i mama pochodzili ze Świętochłowic, a ja urodzona w Chorzowie Batorym , tak że w połowie jestem swoja :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Karolino... u Ciebie zawsze dużo się dzieje... To smutne, ale populacja wróbli na przestrzeni ostatnich lat bardzo spadła i to nie tylko w miastach... Gdy byłam mała widywałam ich całe stada - ruchliwe, hałaśliwe, pocieszne, teraz nawet na wsi ciężko mi je wypatrzeć. Krasnale, beboki, a Kraków ma swoje smoki:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń