Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 18 czerwca 2025

2212. Już prawie wakacje

Nie wiem, jak mi poszedł egzamin z Psychologii Klinicznej. Z jednej strony mam wrażenie, że zaliczyłam, bo pytania nie były jakieś wyjątkowo trudne. Właściwie to wiele z tych wiadomości pamiętam jeszcze z wykładów z Psychopatologii na licencjacie z Nauk o Rodzinie, a nawet z Wybranych zagadnień psychologii klinicznej na Papieskim (uuu, kiedy to było). Z jednej strony mogłabym zapomnieć o zdobytej na nich wiedzy w myśl złotej zasady: zakuć, zaliczyć, zapomnieć, ale... No właśnie, z drugiej strony nigdy nie można być pewnym tego, czy dany wycinek wiedzy, nawet najbardziej w naszej ocenie bezużyteczny, nigdy nam się nie przyda w ciągu życia. Ale i tak uważam, że materiał z biometyki był zdecydowanie zbyt obszerny, jak na liczbę godzin przewidzianych na realizację tego przedmiotu. Właściwie 2/3 materiału człowiek musiał ogarnąć sam. Dla mnie pomocne okazały się np. programy multimedialne. Przyjmując jednak pesymistyczny wariant tego wszystkiego, czyli że nie zdałam i czeka mnie tzw. "kampania wrześniowa", to i tak zbytnio nie wpływa to na moją sytuację, bo tytułu magistra z pedagogiki bronię dopiero we wrześniu. Zresztą mój promotor i tak jest pod wrażeniem tego, że praca nad magisterką, jaką inni robią w dwa lata, mnie zajęła rok. Więc cóż to są te 3 miesiące... Ale, żeby nie było, z pracą magisterską z Nauk o Rodzinie wyrobiłam się na czas i już niebawem będę mogła cieszyć się tym tytułem. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Podczas ostatniego treningu porównałam swoje aktualne wyniki w biegu na 100 i 200 m. z tymi sprzed kilku lat. Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu nie jest z tym tak źle. Ogólnie różnica pomiędzy tym co było, a tym co jest nie jest taka duża, jak mogłabym się spodziewać. Śmiem twierdzić, że ostatnia operacja zbytnio nie wpłynęła na moją kondycję. Choć z drugiej strony to wcale nie biegłam na 100%, ani nawet na 90. Trener zabronił. "Lolek, najwyżej 80%. Nie chcę cię mieć na sumieniu". Swoją drogą ciekawe, ile bym uciągnęła biegnąc na (powiedzmy) 90% możliwości. Trzeba to sprawdzić. Ale może w wakacje, aby było jak najmniej negatywnych tego konsekwencji, może nie tyle dla mnie, ile dla innych.
Wakacje... kiedyś wyczekiwane z niecierpliwością. Dzisiaj już nieco mniej. Wolny na razie cały sierpień "z urzędu". Ja jednak wzięłam urlop jeszcze na kilka wcześniejszych dni, bo przecież wolontariat na polskiej strefie podczas Jubileuszu Młodych. Chociaż w obecnej sytuacji wolałabym już nigdzie na dłużej nie jechać. A z drugiej strony wszystko odwoływać i robić zamieszanie to też nie za dobrze. Potem piesza pielgrzymka do Częstochowy wraz z Oratorium w S-cu i półkolonie. A potem znowu wrzesień i powrót do stałości w codzienności. 
Teraz ostatnie przygotowania do pielgrzymko-wycieczki Oratorium do Wadowic. Mam małe obawy, czy podołam. Oczywiście, oprowadzałam ludzi chociażby dwa lata temu, ale co innego być przewodnikiem dla dorosłych, a co innego dla dzieci. Zupełnie inna grupa odbiorców i podejście. Na plus działa to, że to są moje Wadowice. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. I księdza Jacka też. A w ramach odprężenia czytam... nie, nie filozofię, bo mam ją powyżej uszu (chwilowo), ale "Heretyka" Carla Martigiego. Świetny, trzymający w napięciu thriller. Chyba tego mi było trzeba po tych prawie wszystkich zaliczeniach.  
A filozofia i Tatarkiewicz? Jak mi to ostatnio powiedział Ksiądz Niosący Światło - czasami trzeba coś na chwilę odpuścić, aby na nowo znaleźć siłę do ponownego stawienia mu czoła. No więc odpuszczam. Odpuszczam, bo wiem, że jeżeli tego nie zrobię, to moje 40% sprawnego mózgu nie udźwignie psychicznie tego ogromu wiedzy, nie mówiąc już o aspekcie fizycznym. Ale odpuszczam tylko na chwilę. Dzień, najwyżej dwa. I mam nadzieje, że nie będę żałować tej decyzji. A jak nie, to najwyżej będę miała "kampanię wrześniową". Wiadomo, że wolałabym jej uniknąć, jednak nie zawsze jest tak, jak tego chcemy. I może taka opcja też będzie miała swoje pozytywne strony?

6 komentarzy:

  1. Żyjesz tak intensywnie, że odpoczynek jest wręcz konieczny. Odpuść na chwilę i pełen relaks, nawet krótki a korzyści będzie więcej niż myślisz. Pozdrawiam gorąco 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwne jak dla mnie przedmioty ale podołasz, co jakiś czas przerwa dla relaksu, trzymam kciuki,pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda Karolinko, czasami trzeba na chwilę odpuścić, aby potem znaleźć siłę do kolejnych zadań.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz dużo na głowie, więc nawet ta kampania wrześniowa nie będzie porażką. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniale, że mimo trudności związanych z nauką i egzaminami, potrafisz znaleźć równowagę i czas na odpoczynek oraz refleksję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tatarkiewicz...mimo, że było to w ubiegłym stuleciu, do dziś pamiętam jak pani profesor wymawiała to "r". Zmiana tematyki a nawet powiedziałabym klimatu, jest bardzo wskazana po takich lekturach :-)

    OdpowiedzUsuń