Pamiętacie jak rok temu opisywałam Wam ślub Robcia i Dorci, na którym miałam zaszczyt i przyjemność być? Nasza znajomość w dalszym ciągu trwa. Zazwyczaj zamieniamy kilka słów w kościele, albo na kręgu biblijnym. To znaczy wtedy, kiedy ten krąg jeszcze był. W święta wysyłamy sobie życzenia SMSem. Nie jest najgorzej, co nie oznacza, że nie mogłoby być lepiej.
Gdzieś przed Bożym Ciałem zadzwoniła do mnie Dorcia z pytaniem, czy mogłaby ze mną porozmawiać w najbliższym czasie. Co prawda druga połowa czerwca była dla mnie dosyć gorącym okresem, ale postanowiłam jakoś wygospodarować trochę czasu na wspólne spotkanie. Niedziela przed wspomnianym Bożym Ciałem okazała się ku temu idealna. Rano poszłam na Mszę do ich parafii. Przepraszam, naszej, bo Ksiądz Niosący Światło już oficjalnie mnie do niej zaczął zaliczać, a wieczorem świętowałam z innymi w duszpasterstwie "Magnifikat".
Po Mszy najpierw pochodziłam z Dorcią i malutką, trzymiesięczną Wercią w wózeczku (w końcu zobaczyłam ją na żywo) wkoło ich osiedla. Oczywiście z uwagą wysłuchałam Dorci i wyraziłam opinię na ten temat. Trochę byłam zaskoczona zaufaniem, jakim mnie obdarzyła, ale też cieszę się z tego faktu. A potem poszłyśmy do niej już na luźną rozmowę. I tak od słowa do słowa zostałam zaproszona na chrzest święty Werci. Obiecałam przyjść, chociażby po to, by zrobić im przyjemność.
I z tej okazji wykonałam taką oto kartkę, w której zamieściłam życzenia dla maleństwa na tą piękną, lecz niełatwą drogę wiary.
Młodzi rodzice ucieszyli się z mojej obecności. I ja się cieszyłam, że mogłam z nimi być w tym kolejnym ważnym dla nich dniu. Chyba wszyscy byliśmy wzruszeni, kiedy Ksiądz Niosący Światło z wysiłkiem polał tą malutką główkę wodą święconą. Mnie wzruszenie brało już w momencie, kiedy przygotowywałam przed chrztem chrzcielnicę, czyli nalewałam do niej wody. A potem, kiedy podawałam mikrofon poszczególnym osobom.
Kiedy po Mszy zapytałam księdza, czy to tak można, usłyszałam, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. A skoro nie było ministrantów to chciał mi to zlecić. Kazał mi sobie przy okazji przypomnieć, jak w zeszłe wakacje przygotowywałam mu ołtarz, a po Mszy go sprzątałam. No, niby racja. Co prawda jedna para ampułek na wodę i wino potłukła się przy okazji, ale poza tym było chyba ok.
Pamiętam, a tu już kolejny członek rodziny, jak ten czas leci!
OdpowiedzUsuńJa także pamiętam Karolinko. Jak ten czas rzeczywiście nam umyka. A ileż jednak w darze nam przynosi
OdpowiedzUsuńMiło spędzony czas ,jesteś lepsza od ministrantów, wszędzie sobie poradzisz, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego dla Weronisi!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Piękna opowieść – tyle w niej bliskości, zaufania i cichej obecności, która naprawdę ma znaczenie. A Weronika to imię niezwykłe – piękne i pełne znaczenia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Śliczna kartka :)
OdpowiedzUsuńJak ten czas leci, wzruszający wpis.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńMiło, że Twoi znajomi chcieli, żebyś i Ty była obecna w ważnym dla nich dniu:)
OdpowiedzUsuńUmiesz poświęcić czas i uwagę swoim przyjaciołom...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny na blogu...
OdpowiedzUsuńPiękny post, czuć w nim dużo takiego ciepła, którym człowiek chce się otulić. Takie wydarzenia jak chrzest zawsze są bardzo ważne. Samam mam dwie chrześniaczki - jedna we wrześniu wychodzi za mąż ( kiedy to minęło)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko
Piękna ceremonia. Pięknie, że wzięłaś w niej udział.
OdpowiedzUsuńI ja pamiętam, i widzę, że jesteś bliska tej, powiększonej już, rodzince 🙂. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie ♥️
OdpowiedzUsuńWspaniała kartkę zrobiłaś, taka od serca, pięknie wygląda :)
OdpowiedzUsuńNa pewno ten dzień zostanie wszystkim w pamięci i super, że też mogłaś w nim tak aktywnie uczestniczyć.
Pozdrawiam serdecznie ❤️
Witaj, Karolino.
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie pod Twoją sympatyczną kartką dodać życzenia wszelkiej pomyślności dla Werci:)
Pozdrawiam:)
Gdzie się podziewasz, Karolciu?
OdpowiedzUsuńPodziwiam Twoje zacięcie do rysunków. Bardzo chciałabym umieć malować, ale Bozia talentu nie dała...
Jak miło że ksiądz niosący światło powierzył Ci tę misję. Karteczka piękna.
OdpowiedzUsuń