Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 21 sierpnia 2025

2252. To nie dzieci są straszne, ale ich rodzice

Domyślam się, że wielu z Was kojarzy taką scenę z Nowego Testamentu, kiedy zdenerwowany Pan Jezus przepędza kupców ze świątynnych krużganków. Ilekroć słyszałam ją odczytywaną podczas Mszy świętej, albo samodzielnie zagłębiałam się w jego lekturze tego fragmentu, starałam się zastanawiać, co tak właściwie mogło wzburzyć Syna Bożego, że zdecydował się na takie zachowanie. A może nie było ono do końca przemyślane, a bardziej impulsywne. Tak samo jak moja reakcja na zachowanie dzieci w czasie dzisiejszej Mszy.
Ogólnie staram się być cierpliwa i wyrozumiała. Jak widzę, że rozmawiają, a nikt inny nie interweniuje, to podchodzę i upominam. Raz, drugi, dziesiąty. Dzisiaj jednak zaczęły przechodzić samych siebie - w pewnym momencie dwójka chłopców z niewiadomych powodów zaczęła wchodzić na ławkę. Wiedziałam, że matka jednego z nich jest w kościele. Spojrzałam w jej stronę, wyraźnie była zajęta przeglądaniem czegoś z drugą mamą na telefonie. To co robi synek najmniej ją obchodziło. Poszłam więc i go, oraz jego kolegę, upomniałam. Raz, drugi. Nic. Za trzecim razem wzięłam delikwentów za koszulki i przez środek kościoła, na oczach całej półkolonii, wyprowadziłam ze świątyni. Ich mogłam, mają po 9-10 lat, ze starszymi byłoby trudniej z uwagi na gabaryty. Pytanie czy moich, czy tych starszych. To co zrobiłam wywołało takie zdumienie, że nawet ksiądz Jack na chwilę przerwał odprawianie Mszy. A ja się czułam trochę tak, jak przywołany na początku Jezus wypędzający kupców z domu swojego Ojca.
Nie byłam dumna z mojego postępowania, nie myślcie sobie. W dodatku zaraz po incydencie mamusia przypomniała sobie o synku i ruszyła w ślad za nami. Nie myślcie sobie jednak, że po to, aby go upomnieć. Cięgi posypały się na mnie - jak ja tak mogłam postąpić, jej dziecko jest dopiero w trzeciej klasie i może tak się zachowywać. Ręce mi opadły. To znaczy, że od dziewięciolatka nie można egzekwować spokojnego zachowania przez niespełna godzinę? Jakby nie patrzeć, to w jego wieku byłam już po Pierwszej Komunii i potrafiłam względnie wytrzymać godzinę Mszy w spokoju i skupieniu. Wiem też, że to rodzice są od wychowywania dzieci, ale skoro ta pani nie reagowała na to, że syn włazi na ławkę, to wydaje mi się, że jako wychowawca, nie ważne, że innej grupy, miałam prawo interweniować. A gdyby się mu coś stało? Zresztą wydaje mi się, że ta mama też nie daje dzieciom dobrego przykładu przez praktycznie całą Mszę przeglądając to, co ma na ekranie smartphone. Ale może się czepiam.
Nie wiem co się dzieje. Przez całą moją długą karierę animatorską nie miałam takiego zdarzenia. Aż do teraz. Czy to dzieci zmieniły się na gorsze, czy to może ja teraz więcej widzę niż kiedyś? A może po prostu te kilka lat spędzonych na świetlicy sprawiły, że na pewne sytuacje reaguję bardziej stanowczo? Może nawet za bardzo.
Jak można się domyśleć, sytuacja ta znacznie wpłynęła na moje funkcjonowanie w dalszym ciągu dnia. Ksiądz Niosący Światło poznał to po zmianie barwy mojego głosu. Nic chciałam mu mówić o wszystkim. Dzisiaj sam bardzo źle się czuł. Nie mówił nic na ten temat, ale... W wywiadzie udzielonym onetowi na temat Jacka Gaworskiego jego żona Ela przyznała, że nawet jak Jacek nie mówi, że się źle czuje, to ona wie, kiedy tak jest. Wystarczy, że wsłucha się w jego oddech. I to właściwie jest prawda - ja też znam już księdza na tyle, że po samym sposobie oddychania wiem, że po prostu go boli. Dlatego chciałam, aby po prostu odpoczywał. I nie przejmował się mną za bardzo.
Wychodząc minęłam się z proboszczem z parafii Księdza Niosącego Światło. Nawet ucieszył się na mój widok. I zaczął wypytywać, czy w tym roku też idę na pielgrzymkę do Częstochowy. No idę, drugi raz w jednym miesiącu, ale idę. Chociaż nie wiem do końca, czy dojdę. 

11 komentarzy:

  1. "To nie dzieci są straszne, ale ich rodzice".

    Jakie ziarno zasiejesz, taki plon zbierzesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko czy dzieci i ich rodziców ta Twoja reakcja coś nauczy? 🤔

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepędzenie kupców spod świątyni - według mnie chodziło o to, że handel pod świątynią budził większe zainteresowanie niż ceremonie religijne.
    Straszni rodzice - niestety, zgadza się :(
    Dzieci w kościele - 50 lat temu, w PRL była osobna msza dla dzieci przedkomunijnych, osobna dla dzieci szkolnych, w niektórych kościołach była msza dla młodzieży. Według mnie to dobrze funkcjonowało.
    W mojej obecnej parafii, na początku porannej mszy, dzieci (przedkomunijne) są zapraszane na zajęcia do osobnej sali, tam opowiada się im treść aktualnej Ewangelii a potem rysują albo kolorują coś na ten temat. Wracają do kościoła po kazaniu.
    Swoją drogą niektóre dzieci marudzą, przepychają się z rodzeństwem, chcą zwrócić na siebie uwagę rodziców - różnie to wygląda.
    Osobna sprawa, która mnie trochę razi, to że sporo osób nie może wytrzymać godziny bez popijania wody lub soczku z buteleczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Lech ma rację. Kiedyś to całkiem dobrze funkcjonowało

      Usuń
  4. Mnie tylko zastanawia, po co ta pani przychodzi do kościoła? Niewidzenie niczego niewłaściwego we wchodzącym na ławki dziesięciolatku podobnie, rozumiem, że godzina to jest długo, ale to nie jest maluszek i po zwróceniu uwagi powinien zareagować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolino inne czasy ,nie wspomnę co dzieje się w kościołach na zachodzie.To f

    OdpowiedzUsuń
  6. Uciekł komentarz za szybko.Nieątpliwie rodzice powinni zareagować, dzieci rozmawiają, śmieją się ale wejść na ławki to zadużo.A mamusie mogły się powstrzymać od telefonów.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem Twoje emocje i wcale się nie dziwię, że ta sytuacja tak mocno Cię poruszyła. Zareagowałaś instynktownie i z troski – o dzieci, o porządek i o samo miejsce, które wymaga szacunku. Rodzice powinni być pierwszymi wychowawcami, ale skoro nie reagowali, miałaś prawo poczuć się w obowiązku. To nie jest czepianie się, tylko naturalna granica, jaką każdy z nas powinien stawiać. Czasem taka stanowczość jest potrzebna, choć później zostawia w nas niepokój. To pokazuje Twoją odpowiedzialność i serce do tego, co robisz.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. ani rodzice ani dzieci nie chodzą do kościoła, nie znają modlitw i nie wierzą, dlatego nie potrafią zachować się na mszy
    uczestniczą w przygotowaniach pierwszokomunijnych bo tak wypada, bo babcia byłaby zła, bo prezenty itd

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzieci w kościele siedzą jak na tureckim kazaniu, bo nie rozumieją o co chodzi, czyli się nudzą i chyba razem z rodzicami nie bardzo wiedzą po co przychodzą do kościoła.
    Absolutnie nie bronie postępowania chłopców, wiem, że jest coraz gorzej z brakiem dyscypliny.
    Bycie nauczycielem to bardzo trudny zawód. Będzie coraz trudniej.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kulturę wynosi się z domu... i coraz gorzej jest w tej kwestii... niestety. Uważam, podobnie, jak Cela - dzieci się nudzą na mszy, ogólnie są przebodźcowane i często mają deficyty uwagi... co nie zmienia faktu, że w takiej sytuacji rodzic ma obowiązek upomnieć swoje dziecko. Kiedyś były msze dla dzieci, dla młodzieży i dla dorosłych... nie wiem, czy teraz też tak jest? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń