Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 5 lutego 2026

2320. Zimna zima 1929 roku

Dwudziestolecie międzywojenne to zdecydowanie moja najbardziej ulubiona epoka w historii. Tyle się wtedy działo. To czas odbudowywania kraju, który odzyskał wolność po 123 latach bycia pod zaborami, a zarazem okres, w którym powoli zaczęliśmy doganiać świat, który pozostawił nas daleko w tyle. To również czas rewolucji w myśli pedagogicznej, tak bardzo bliskiej moim zainteresowaniom. Dość powiedzieć, że wtedy rozwinęły się systemy myśli wychowawczych takich postaci, jak Janusz Korczak, Helena Radlińska czy też Maria Grzegorzewska. To też czasy wielkich przemian społecznych, gdzie wiele wynalazków na stałe wkroczyło do polskich mieszkań, znacznie ułatwiając życie ich użytkowników.
Mogłabym tak pisać bez końca. Zwłaszcza, że mój licencjat z pedagogiki analizował homilie oraz listy pasterskie św. Józefa Bińczyckiego z tego okresu pod kątem treści patriotycznych. To z kolei było kolejną okazję do zapoznania się ze spuścizną tych 21 lat wolności naszego kraju. Czy zatem powinno dziwić kogoś to, że z zaciekawieniem przeczytałam artykuł autorstwa Wojtka Ducha, który niedawno przeczytałam na onecie. A skoro wczoraj Wam przedstawiłam historię Wielkiej Zimy z 1709 roku, to czuję się w obowiązku opowiedzieć też i o tej zimie z 1929 roku.

Zima stulecia z 1929 r. Rekordowe mrozy w Polsce, zabrakło węgla

Podczas żadnej zimy w historii Polski temperatura nie spadła poniżej - 40 st. C w tak wielu miastach. Niskie temperatury podczas zimy w 1929 r. doprowadziły do paraliżu na kolei, zawieszenia zajęć szkolnych oraz zamarznięcia portu w Gdyni. Natomiast węgiel stał się najbardziej pożądanym towarem w całym kraju.
Budowa wału z bloków śnieżnych, który miał służyć jako ochrona przed nawiewaniem śniegu na tory kolejowe, zima 1929 (Domena publiczna /Polski portal historyczny - historia.org.pl)

Rekordowe mrozy
Uważana za zimę stulecia zima 1978/1979 pod względem mrozów była bardzo daleko od zimy 1928/1929. Tak mroźnego miesiąca jak luty 1929 r. nie było nigdy w historii Polski (a na pewno nigdy nie notowano tak rekordowo niskich temperatur w wielu miejscach kraju). Była to wówczas najmroźniejsza zima od 1888 r., kiedy w Dobrzechowie odnotowano - 40 st. C.
W dniach 10 - 11 lutego 1929 r. w kilku miejscowościach w Polsce zanotowano mrozy sięgające -40 st. C. Zarejestrowano je w Żywcu (- 40,6 st. C), Olkuszu (- 40,4 st. C), Poroninie (- 40,4 st. C) oraz w Siankach (- 40,1 st. C). Duży mróz panował też w Zakopanem (- 37,5 st. C) oraz Dusznikach-Zdroju (- 37 st. C).
Odśnieżanie drogi Kraków - Zakopane (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Były to dane oficjalne uzyskane z sieci stacji Państwowego Instytutu Meteorologii. Gdyby wziąć pod uwagę dane nieoficjalne, np. ze szkolnej stacji meteorologicznej w Rabce, to rekord wynosiłby - 45 st. C. Tylko raz w dziejach Polski oficjalnie zanotowano niższą temperaturę niż w 1929 roku. Zmierzono ją w Siedlachach w 1940 i wynosiła ona - 41 st. C.
Najgorsza sytuacja w Polsce, której towarzyszyły najniższe temperatury wraz z paraliżem transportu komunikacyjnego trwała w dniach 8-15 lutego 1929 roku.

Zima 1928/1929 w Warszawie
Zaspy podczas zimy w 1929 roku (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Zgodnie z okólnikiem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w przypadku, gdy w klasie było 10 st. C, lekcje należało odwołać. Natomiast, gdy temperatura wynosiła 15 st. C, lekcje odbywały się, a dzieciom zalecano przerwy na ćwiczenia ruchowe. W Warszawie lekcje odwołano 12 lutego, gdyż w dniach poprzedzających decyzję władz w klasach stawiały się zaledwie po jedno lub dwoje dzieci. Przy temperaturach sięgających - 20 st. C rodzice bali się posyłać dzieci do szkół.
W stolicy została zerwana komunikacja telefoniczna z Katowicami, Gdańskiem i Poznaniem, czy też Poznaniem oraz telegraficzna ze Lwowem i Stanisławem. Siarczysty mróz uniemożliwiał szybką naprawę zerwanych linii. W samym mieście zaczęło brakować węgla, który stał się produktem deficytowym na skalę krajową. Zwiększeniu uległo zapotrzebowanie na niego, a jednocześnie transporty surowca stały unieruchomione na torach i drogach w całym kraju. Dzienne zapotrzebowanie stolicy na czarne złoto wynosiło dwadzieścia pociągów, a przy krytycznym okresie w dniach 10-14 lutego docierały tylko trzy składy z tym surowcem.
Sytuacja była naprawdę poważna, bo jak pisał "Głos Poranny" w dniu 10 lutego: "Zakładom żyrardowskim zatrudniających około trzech i pół tysiąca robotników, grozi przerwa z powodu braku węgla, którego dowóz z powodu silnych mrozów i zamieci śnieżnych zmniejszył się do minimum".
Ruch osobowy na kolei zredukowano o połowę. Chciano w ten sposób wszystkie siły i środki przeznaczyć na transport towarowy. To spowodowało anulowanie wielu połączeń, na które bez skutku czekali pasażerowie zgromadzeni na dworcach.
Zimowe odśnieżanie Warszawy (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Celem usprawnienia transportu węgla do walki z zimą skierowano także Wojsko Polskie. "Polska Zbrojna" tak informowała o tym w wydaniu z 12 lutego: "300 żołnierzy uzbrojonych w kilofy i motyki, rozładuje 100 wagonów węgla na stacji towarowej, a samochody ciężarowe rozwiozą go po całej stolicy do miejskich składnic opałowych (...) Dziś również kilka kuchen polowych zostanie uruchomionych do gotowania i rozwożenia po mieście dla ubogiej ludności kawy osłodzonej i zupy".
W wielu domach nie było wody, a część miasta między ul. Zgoda, a Marszałkowską oraz Bracką a Marszałkowską była jej zupełnie pozbawiona. Szybka naprawa nie była możliwa ze względu na mocno zamarzniętą ziemię.
Odśnieżanie Warszawy (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Ponadto pojawiły się problemy z dostępnością żywności. Z bazarów w stolicy całkowicie zniknęły wszystkie jarzyny - zgromadzone zapasy albo przemarzły, albo nie było ich jak do niej dowieźć.
Dużemu mrozowi towarzyszyły także duże, jak na Warszawę, opady śniegu. W stolicy warstwa śniegu w połowie lutego wyniosła 39 cm (dla porównania w Zakopanem warstwa śniegu wynosiła wówczas 48 cm).

Zima 1928/1929 w Krakowie
Sprzedaż węgla i drewna opałowego w Krakowie (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Silny mróz powodował, że zamarzało wszystko, łącznie z parowozami. Powodowało to ogromne opóźnienia na kolei. Na Dworcu Głównym w Krakowie tłum podróżnych czekał na podstawienie pociągów. Większość kursów została jednak odwołana, a te składy, które dotarły, miały opóźnienia wynoszące nawet po 15 godzin.
Odśnieżanie dworca kolejowego w Krakowie zimą (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Nawet kiedy węgiel dotarł do Krakowa, to był racjonowany. W całym mieście nie można było kupić więcej, niż cetnar (tj. ok. 50 kg) produktu na osobę. Prowadziło to do dantejskich scen, gdzie ludzie rzucali się wręcz na przyjeżdżające fury węgla, by wyrwać z nich chociażby parę kawałków cennego łupu. To powodowało, że handlarze znacząco podnieśli ceny węgla. Miasto postanowiło temu przeciwdziałać, ustalając maksymalne stawki za kilogram węgla. 
Mróz miał także spory wpływ na przyrodę - w Krakowie w poszukiwaniu pożywienia pojawiły się kruki, które zwykle unikają miast żyjąc głównie w lasach.
Mężczyzna ciągnący sanie z węglem w Krakowie, luty 1929 (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Z powodu wielkich mrozów na ulicach miast panowały pustki. Na placach targowych brakowało podstawowych towarów, a nawet jeśli ktoś nimi handlował, to ceny jego produktów znacznie wzrosły. W szkołach zawieszono zajęcia do czasu ustąpienia mrozów. Zajęcia zawiesił także Uniwersytet Jagielloński, odwołując wykłady.

Zima 1928/1929 w Bydgoszczy
Także w Bydgoszczy brakowało węgla, ponieważ nie docierały transporty kolejowe ze Śląska. Sytuacja była tak dramatyczna, że realnym była groźba, że zabraknie węgla nawet w elektrowni. Gdyby do tego doszło, w całym mieście zabrakłoby prądu. Brak węgla spowodował, że w Bydgoszczy pracę wstrzymała część fabryk.

Zima 1928/1929 w Poznaniu
Mróz spowodował, że wiele ludzi po prostu pozamarzało. W prasie pojawiały się też doniesienia o licznych odmrożeniach. Podobnie jak w innych miastach, tak też i w Poznaniu, ludzie zaczęli zgłaszać się do lekarzy w powodu odmrożenia uszu i nosa. W wielu mieszkaniach miasta temperatura spadła  poniżej zera. 15 lutego w "Dzienniku Poznańskim" napisano: "Na podstawie szeregu informacji bezpośrednich, telefonów i listów, nabieramy przekonania, że brak koksu w naszem mieście wytworzył sytuację tak niesłychaną, iż wśród szeregu rodzin zapanowały dantejskie wprost co do rozpaczliwej sytuacji sceny, skoro temperatura w mieszkaniach obniżyła się do 8-10 stopni poniżej zera, a rodziny całe przeżywają istną tragedię, żyjąc w pokojach zupełnie nieogrzewanych, do których nie można sprowadzić piecyków żeliwnych ze względu na brak odpowiednich możliwości w konstrukcji kominów".

Zima 1928/1929 we Lwowie
Budowa wału z bloków śnieżnych, który ma służyć jako ochrona przed nawiewaniem śniegu na tory kolejowe, zima 1929 (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Jak już wspomniano, zima całkowicie sparaliżowała transport kolejowy. We Lwowie kolej w ogóle nie funkcjonowała. W innych regionach kraju działała w mocno ograniczony sposób. Problem z koleją spowodował, że we Lwowie zaczęło brakować węgla. Pomiędzy Krakowem, a Lwowem stało wiele pociągów towarowych z węglem, które nie mogły dotrzeć do celu. Wszystko z powodu zaspy na linii Przemyśl-Rzeszów, która miała 400 metrów długości i 2 metry wysokości. Dodatkowo mróz był tak wielki, że nawet szyny kolejowe zaczęły pękać. Tak było w rejonie Lwów-Stryj, gdzie kolejarze stwierdzili uszkodzenia szyn w 33 miejscach. Dla ratowania sytuacji we Lwowie i Stanisławowie wysłano z Warszawy specjalny pociąg. Jego ładunek stanowiły łopaty, narzędzia i pługi motorowe, które miały udrożnić ruch kolejowy w Małopolsce Wschodniej.
Odśnieżanie torów na trasie Lwów - Tarnopol, zima 1929 (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Jak informowała "Chwila" w wydaniu z 12 lutego 1929 roku: "Od niepamiętnych lat Wschodnia Małopolska (jak zresztą inne połacie kraju) została nawiedzona niezwykle ostrymi i uporczywymi trwającymi mrozami, które w pierwszym rzędzie dają się we znaki ubogiej ludności, pozbawionej opału i szukającej pracy". Z powodu niedoborów węgla sytuacja najbiedniejszych mieszkańców miasta była bardzo ciężka. Dlatego władze Lwowa uruchomiły kuchnie polowe, by zaopatrywać ubogich w ciepłą strawę.
Odśnieżanie torów na trasie Lwów - Tarnopol (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Sytuacja była naprawdę dramatyczna. Jak relacjonował 12 lutego korespondent "Kurjera Warszawskiego": "Akcję tę zapoczątkowało w sobotę Pogotowie Ratunkowe, które przez przeciąg tygodnia opatrzyło ponad 4.000 osoby, które odniosły odmrożenia. Zapas lekarstw i bandaży wyczerpał się zupełnie.".

Zima 1928/1929 w Trójmieście
Zamarznięty port morski w Gdyni w (Domena publiczna / Polski portal historyczny - historia.org.pl)
Z powodu mrozu sięgającego w Gdańsku do - 27 st. C zamarzł port. Natomiast na wodach portu utworzyły się zatory lodowe uniemożliwiające żeglugę. Z tego powodu został wstrzymany eksport węgla drogą morską. Podobnie zablokowany był port w Gdyni, w którym 10 lutego znajdowało się 18 statków, które nie były w stanie wyjść w morze.
Nie lepsza sytuacja była w samym mieście. 10 lutego w "Kurjerze Poznańskim" podano, że "Z powodu długotrwałych mrozów w wielu domach popękały rury wodociągowe, co spowodowało znaczne straty. Jeden z domów został podmulony przez uchodzącą z rur wodę. Musiano przedsięwziąć środki ostrożności, gdyż dom grozi zawaleniem".

źródło: https://www.onet.pl/informacje/historiaorg/zima-stulecia-z-1929-r-rekordowe-mrozy-w-polsce-zabraklo-wegla/e7lw42x,30bc1058

24 komentarze:

  1. Widać, że dwudziestolecie to Twoja epoka. Bardzo ciekawa lekcja historii, miło było poczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam że kiedyś w Polsce były takie zimy. Za moich czasów było sporo śniegu , ale tak niskich temperatur nie było nigdy. Fajnie było poczytać że kiedyś było inaczej, dzięki za ten post.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobre opracowania poświęcone zimie. Niezmiernie trafnie pokazują one, jak często nie zastanawiamy się dziś nad tym, w jaki sposób dawniej ludzie radzili sobie z przeżyciem „normalnych” zim — nie mówiąc już o tych wyjątkowo śnieżnych i mroźnych. A przecież brak nowoczesnych technologii, ogrzewania czy sprawnej komunikacji sprawiał, że każda taka zima była prawdziwym sprawdzianem przetrwania.

    Choć mieszkam w Kanadzie, kraju zwykle kojarzonym z długimi i ostrymi zimami, okolice Toronto — głównie z powodu bliskości Wielkich Jezior — mają zupełnie inny klimat niż tereny położone 100, 200 czy 300 km dalej na północ. Różnice temperatur bywają ogromne. Dlatego też trudno mi sobie wyobrazić codzienne życie w miastach, gdzie temperatury poniżej −20 °C są czymś normalnym, a czasem spadają do −30 °C, a nawet −40 °C. Do takich warunków po prostu trzeba być bardzo dobrze przygotowanym. Historia pokazuje, że ci, którzy zimę lekceważyli, niekiedy płacili za to naprawdę wysoką cenę.

    Na początku lat 70. XX wieku pamiętam wyjątkowo mroźną zimę. Byłem wówczas bardzo dobrze ubrany i wybrałem się samotnie w okolice stawów. Gdy do nich dochodziłem, nagle rozległ się głośny, głuchy huk. Po dotarciu na miejsce zobaczyłem, że na jednym ze stawów, dokładnie pośrodku, nastąpiło potężne pęknięcie lodu — jedna jego część uniosła się ku górze na ponad pół metra. Widok był robiący ogromne wrażenie. Wiele lat później, gdy czytałem o ruchach płyt tektonicznych, to właśnie to zdarzenie zawsze wracało mi na myśl jako bardzo sugestywna, „lodowa” analogia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku minus 40 st, masakra.Biedni ludzie ,takiej zimy nie pamiętam.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. O, nie wiedziałam o tamtej zimie. Pamiętam tylko tą 78/79. Też lubię tamten okres w historii naszego kraju. Niósł tyle nadziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pamiętam. Wówczas zdarzył się wybuch w Rotundzie w centrum Warszawy. Po tym kazali nam na ulicach odśnieżać kratki (spływy) deszczowe, bo gdyby był przeciek gazu pod ziemią, to nie miałby jak się ulotnić. Niemniej jednak nie przypominam sobie, aby dla mnie ta zima była jakaś specjalnie trudna.

      Usuń
    2. Kolejna notatka będzie o zimie 1978/1979 i o Rotundzie :)

      Usuń
    3. I ja dobrze pamiętam tą zimę. Rotunda, też znany temat...

      Usuń
  6. Niesamowicie ciężka musiała być zima wtedy. Ale może ludzie byli bardziej zahartowani?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ówczesna zima dotknęła także inne kraje Europy. "Tygodnik Prawda" z lutego 1929 roku donosił o katastrofach w Wiedniu, gdzie równiz przy temperaturach -40 stopni popękały rury wodociągowe. Ciekawą ocenę regionalnych dyrekcji odpowiedzialnych za zaopatrzenie w węgiel. Dziennikarz Wacław Paszkowski stwierdził np., że nieudolnością wykazała się dyrekcja śląska, gdzie - według słów Paszkowskiego - "wszyscy potracili głowy".

    Na marginesie zaś taka refleksja smutna, że nadal także dzisiaj wielu ludzi zamarza z zimna, nie mając ogrzewania. Wstrząsające było doniesienie o tym, że w jakimś mieszkaniu zamarzli starsi ludzie pozostawieni sami sobie, albo że nikt nie zainteresował się samotną staruszką, która nie miała jak napalić sobie w piecu i dopiero dzielnicowy poszedł do niej sprawdzić, co się dzieje. Zrobił jej zakupy, napalił... A przecież ta kobieta ma jakichś sąsiadów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc o temperaturach -40 C przypomniały mi się opowiadania Sybiraków w tym perfidnym kraju na wschodzie w czasie wojny: gdy chodzili w takie temperatury na wyręb lasów, to uderzenia siekiery w drzewa przypominały uderzenia w stal. Niemniej zmuszeni byli pracować. Poza tym gdy ktoś wpadł w takich temperaturach do przerębla, nie było możliwości udzielenia mu żadnej pomocy.

      A na marginesie--można kupić śpiwory do -45 C, zazwyczaj robione z puchu lub podobnych materiałów sztucznych. Kosztują od ~$350 do ponad $1.000. Często kierowcy ciężarówek, jadący na północy po zamarzniętych jeziorach (drogami lodowymi) mają takie śpiwory-w razie awarii samochodu wzywają pomoc i w nich mogą smacznie spać. Ich wada to duża objętość oraz w razie zamoczenia tracą izolację. Ja posiadam dość spory śpiwór zimowy, świetnie mi służy na jesieni, ale gdyby wpadł do wody, to koniec--jest jak gąbka i natychmiast wchłania tak ogromne ilości wody, że pewnie waży ponad 50 KG.

      Usuń
    2. To bardzo ciekawe o tych śpiworach. Bo nawet zastanawiam się w jakich śpiworach śpią himalaiści, gdy zakładają te obozy przed wejściem na himalajskie szczyty. Tam w zasadzie nie powinno być zagrożenia zamoknięciem, ale z drugiej strony, jeśli one są duże, to może być problem z ich wniesieniem. Tragarzom trzeba dużo płacić.

      Usuń
    3. Generalnie takie śpiwory nie są ciężkie, tyko pokaźnych rozmiarów. Te droższe są "wodoszczelne" i ważą coś ponad 1 KG. Można też włożyć "regularny" śpiwór w śpiwór, albo nakryć się kilkoma śpiworami. Wszystko zależy od temperatur.

      Co do himalaistów, to oglądałem filmy dokumentalne o ich wyprawach w zimę oraz nocowaniu w wiszących (!) na skałach namiotach--jestem dla nich absolutnie pełen podziwu! Zazwyczaj próby biwakowania w zimę należy zacząć od rozłożenia namiotów w przydomowym ogródku lub bardzo blisko ogrzewanych pomieszczeń, do których szybko można się przenieść. Większość biwakowiczów już po kilku godzinach opuszcza namioty i resztę nocy spędza w domowym komforcie.

      W Kanadzie niektóre parki są otwarte przez cały rok i zawsze można w nich zobaczyć rozstawione namioty. Nigdy tego nie próbowałem i nie zamierzam!

      Usuń
  8. Zimy, o której piszesz nie pamiętam z wiadomych względów, ale tę 1978/79 pamiętam dobrze. W mojej miejscowości było -35°C, aż drzewa w lesie "wybuchały" bo je rozsadzało.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam -25 ale tych -40 to nawet sobie nie wyobrażam!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznaję się, że nigdy nie słyszałam o tej zimie z dwudziestolecia. Podobnie jak pani od Puszka pamiętam doskonalę tę z 1978/79.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawy artykuł, zupełnie nie znałam tej karty historii. Czytając, przypomniałam sobie opowieści prababci, ale wtedy nie potrafiłam umieścić tych wydarzeń w jakiś ramach czasowych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kawał wspaniałej historii. Ja też lubię okres dwudziestolecia międzywojennego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię takie opowieści. W nawiązaniu do Twojego wyznania, dwudziestolecie międzywojenne to stanowczo nie jest moja ulubiona epoka, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Cudowne fakty wygrzebałaś!

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja babcia wielokrotnie wspominała, że jednej zimy zmarzły im wszystkie kartofle. Pomyślałam, ze to mogła być ta, ale chyba byłaby za mała, żeby pamiętać.
    Trudno mi wyobrazić sobie -40, nawet -20 szczerze mówiąc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dlatego uważam, że zima nie jest dobrym wynalazkiem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję za ten kawałek historii, nie wiedziałam o tym. W 1929 urodziła się moja mama jako najstarsza z dzieci. Moja babcia odeszła w 1989 roku w styczniu, nie zdążyła mi o tym opowiedzieć, druga tak samo.

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam historię, więc takie wpisy sa dla mnie bardzo interesujące :) Nie trudno uwierzyć, że mróz potrafił wtedy sparaliżować całe miasta, pękające szyny, zamarznięte porty, brak węgla… działa to na wyobraźnię. Z jednej strony fascynujące, z drugiej uświadamia, jak wymagająca była codzienność w czasach naszych dziadków/pradziadków ..

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawy post... Takie zimy z 30 - sto stopniowym mrozem doskonale pamiętam... to kiedyś była styczniowa norma na Suwalszczyźnie:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń