Rozpoczęliśmy kolejny, 37 już rok działalności wspólnoty Rafałki działającej w papieskim mieście. Bardzo się cieszę, że kilka dni wcześniej dostałam od koordynatorki SMS-a z informacją o spotkaniu. Oczywiście jest grupa na Whatappie, ja jednak nie mam tej aplikacji. Wiem, że z nią żyłoby mi się łatwiej i prościej, ale... Dlatego jestem tym bardziej wdzięczna za pamięć o mnie i za to, że komuś w ogóle chce się do mnie w takiej sprawie pisać. Może dlatego tym chętniej udałam się w trzygodzinną podróż, której celem było spotkanie z moimi nowymi znajomymi.
Spotkanie rozpoczęliśmy od poczęstunku przy wspólnym stole, co sprzyjało przełamaniu pierwszych lodów. Większość z nas jest jednak nieśmiała i potrzebuje trochę czasu, aby się oswoić i przyzwyczaić do nowych osób, a także do tych, których nie widzieqli przez dłuższą chwilę. To też czas na dotarcie dla tych, którzy się spóźniają.
Drugim punktem naszego spotkania było spotkanie ściśle formacyjne. Ponieważ jeszcze nie wydano tegorocznych "Drogowskazów", tj. międzynarodowych zeszytów zawierających propozycje scenariuszy spotkań na każdy miesiąc, miało ono raczej luźny charakter. Głównie opowiadaliśmy o naszym obozie w Zawoi, ale też swoimi pobytami na wakacjach dzielili się z nami ci, którzy na nim nie byli. Były też luźne rozmowy oraz "ogłoszenie duszpasterskie" dotyczące rekolekcji dla prowincji, które odbędą się w ostatni weekend września. O samych rekolekcjach słyszałam podczas oboozu, ba, nawet wymyślałam dekoracje, bo to na Rafałki spadło jej przygotowanie. Ale żeby na nie jechać... Tymczasem koordynatorzy chcieli nagrodzić moje zaangażowanie we wspólnotę (przesada, naprawdę) i zaproponowali mi udział w nich. Tak z automatu zgodziłam się, chociaż z tyłu głowy miałam, i w sumie dalej mam, pełno wątpliwości. Na koniec solenizanci z września otrzymali życzenia i drobne, symboliczne upominki.
Ostatnim punktem spotkania była Msza święta w papieskiej bazylice. Jak w większości przypadków, także i teraz, byliśmy dołączeni do grupy pielgrzymów, którzy też mieli w tym czasie Eucharystię. Wyniknął z tego mały zgrzyt, ponieważ i my i oni byliśmy przygotoowani na jej oprawę. Finalnie oni mieli czytania, a my Modlitwę Wiernych oraz procesję z darami. My już byliśmy przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, ale ci pielgrzymi to widać było, że nie bardzo. Po Mszy serdecznie pożegnałam się ze wszystkimi, jednocześnie ciesząc się, ze spotkania z niektórymi z nich w końcówce września. Jeszcze nie ruszyłam do domu, a już niie mogłam się go doczekać... To będzie dobry rok, czuję to po kościach.
Mnie tylko pozostaje nadzieja, że spotkania "Rafałków" nie będą się zbytnio pokrywać ze spotkaniami "Dominków - bis". Oczywiście w minionym roku kilka spotkań było w jednym dniu, i musiałam kombinować tak, że z "Rafałków" wychodziłam wcześniej, łapałam busa do Krakowa, potem pociągiem do Jaworzna, autobusem pod kolegiatę, w której były spotkania i spóźniona na nie docierałam. Ale wolałabym jednak, aby jak najwięcej takich spotkań było w osobnych terminach. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Nie no, będzie, przecież innej opcji nie ma.
Piękne i bardzo autentyczne podsumowanie, w którym urzeka przede wszystkim Twoja wdzięczność za drobne gesty i ogromne serce, jakie wkładasz we wspólnotę. Niezwykle porusza ten trud i determinacja, z jaką łączysz swoje drogi oraz spotkania, bo taka uważność na drugiego człowieka i gotowość do drogi to coś naprawdę wartościowego.
OdpowiedzUsuńCzytając o Twoim napiętym grafiku i podróżach, pomyślałam, że w wolnej chwili między wyjazdami przydaję się moment na spokojny odpoczynek z dobrą lekturą. Na moim blogu Kocie Czytanie pojawiła się właśnie recenzja najnowszej przeczytanej przeze mnie książki, więc serdecznie zapraszam Cię w odwiedziny na chwilę wytchnienia.
Niech ten 37. rok przyniesie Ci mnóstwo dobrych owoców, pięknych spotkań i idealnie zgranych rozkładów jazdy.