W sobotę kolejne spotkanie z dzieciakami w ramach cotygodniowych zajęć w Oratorium. Bez księdza Oskara, ponieważ jedzie na dni skupienia, a następnie do rodziców. Oficjalnie będzie z nami ksiądz T., jednak już o 10:30 idzie do kościoła na próbę dzieci pierwszokomunijnych. A że formalnie dzieciaki nie mogą przebywać na zajęciach bez opieki osoby pełnoletnich, zaś jedyną osobą, która ma ukończone 18 lat i będzie tego dnia w Oratorium jestem ja, to mi przypada w udziale nadzorować całą gromadę urwisów. No brawo! I pomyśleć, że jeszcze rok temu x. J. wołał w takich sytuacjach kogoś ze wspólnoty "Ś.", pomimo tego, że miał mnie pod ręką... Jeszcze w niedzielę po Mszy świętej zgłosiłam, że nie będzie mnie w sobotę na próbie, bo przecież się nie rozdwoję.
Na sobotę oprócz pilnowania dzieci na zajęciach dostałam jeszcze jedno bojowe zadanie mam wymyślić coś na pracę w grupach. Praca w grupach to nic innego jak wszelkiego rodzaju zajęcia plastyczno - techniczne, które są stałym elementem każdego spotkania. Dobrze jest, jeżeli pokrywają się one z tematem dnia. A tematem sobotnich zajęć są siostry salezjanki. Problem w tym, że trudno jest wymyślić coś naprawdę wow, co łączyło by się tak stricte z nimi.
Na sobotę oprócz pilnowania dzieci na zajęciach dostałam jeszcze jedno bojowe zadanie mam wymyślić coś na pracę w grupach. Praca w grupach to nic innego jak wszelkiego rodzaju zajęcia plastyczno - techniczne, które są stałym elementem każdego spotkania. Dobrze jest, jeżeli pokrywają się one z tematem dnia. A tematem sobotnich zajęć są siostry salezjanki. Problem w tym, że trudno jest wymyślić coś naprawdę wow, co łączyło by się tak stricte z nimi.
Ogólnie to mam zamysł, aby zrobić coś w rodzaju >>tego<< pomysłu(nota bene ostatnio Alis też podrzuciła mi ten pomysł, chociaż już wcześniej na niego trafiłam, ale i tak dzięki Kochana), z tym że zamiast przypadkowych zdań, dzieciaki musiałyby napisać jakąś cechę, którą uważają do niezbędną do bycia siostrą salezjanką. A ponieważ siostry salezjanki są takimi Bożymi kwiatami, to cechy te będą wypisane na kwiatach. Ewentualnie, szczególnie chłopcy, będą mogli zrobić to na gwiazdkach. Tłumaczenie? Bardzo proste: siostry salezjanki są jak gwiazdy na ciemnym niebie - rozjaśniają one ludziom drogę do Boga.
Myślicie, że dobry pomysł na 30 minut pracy? Dzieciaki musiałyby same narysować sobie kwiat, bądź gwiazdkę, wyciąć ją z papieru, napisać, pozaginać. Myślę, że miskę uda mi się zdobyć z Domu Młodzieżowego, muszę jeszcze napisać w tej sprawie SMSa do Boskiego Oskiego. Bo jak nie, to będę musiała przytachać ją z własnego domu. Na szczęście nie waży ona nie wiadomo ile... Mam też nadzieję, że dzieciaki nie skończą zadania zbyt wcześnie.
A może Wy macie jakiś ciekawy pomysł, który nadawałby się do pracy w grupach z dzieciakami i wpisywałby się w tematykę "siostry salezjanki"?
Jedno jest pewne - po przeczytaniu bloga >>Olgi<< biorę się za czytanie blogów, na których opisywane są ciekawe sposoby na spędzenie kreatywnego czasu z swoim dzieckiem.




