Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 10 stycznia 2023

1517. "Nad Jordanem w cieniu rozłożystych drzew"

Wody Jordanu (arch. własne)
Zawsze, ilekroć słyszałam w kościele fragment Ewangelii według św. Mateusza, opowiadający o chrzcie Pana Jezusa w Jordanie, zastanawiałam się, jak mogło wyglądać to wydarzenie w rzeczywistości. Sam ewangelista niewiele bowiem zdradza szczegółów na temat tego wydarzenia: "Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymał Go, mówiąc: <<To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?>> Jezus mu odpowiedział: <<Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe>> Wtedy mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: <<Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie>>" (Mt 13 - 17). No sami przyznajcie - o ile wydarzenie można sobie jeszcze wyobrazić o tyle samo miejsce już trudniej. Ewangeliści Marek i Łukasz też byli powściągliwi w opisywaniu tła tego zdarzenia.
Już bardziej pod tym względem na moją wyobraźnię działały obrazki w biblii dla dzieci, które ilustrowały powyższą historię, opowiedzianą oczywiście językiem dostosowanym dla najmłodszym, a także jedna z pieśni, którą śpiewaliśmy dawno temu (to już będzie ponad 10 lat) z młodzieżowym zespołem składającym się z animatorów Oratorium:
Oczami wyobraźni jawił mi się obraz ogromnego placu przed zakolem rzeki, w której stał człowiek odziany w skórę. Chociaż wielu miało go za zapowiadanego Mesjasza, Święty Jan kategorycznie temu zaprzeczał ogłaszając, że niebawem przyjdzie Ten, na którego czekają. Często zastanawiam się, czy święty Jan znał Jezusa w podobnym znaczeniu, jak my znamy naszych kuzynów.
Po wysłuchaniu nauki św. Jana Chrzciciela wielu ze zgromadzonych przyjmowało chrzest, polegający najczęściej na zanurzeniu się danej osoby w mętnych wodach rzeki. Nie był to jednak chrzest w tym znaczeniu jakie jest znane chrześcijanom. Chrzest Janowy był jedynie zewnętrznym symbolem przemiany. Gest ten nie pociągał za sobą bezpośredniego Bożego działania w człowieku, a jego skuteczność była zależna od wewnętrznego zaangażowania człowieka. W chrzcie rozumianym w sensie chrześcijańskim miejsce to zajmuje sakrament. 
Sama tradycja obmywania się wodą wywodzi się już z czasów starotestamentalnych. Dla proroków była ona symbolem duchowego oczyszczenia. Znano też pewien rodzaj chrztu dla pogan, którzy przechodzili na judaizm. Dzięki niemu nie musieli poddawać się zabiegowi obrzezania. Chrzest udzielany przez Jana Chrzciciela był wyjątkowy, ponieważ udzielano go tylko raz, podobnie zresztą jak chrześcijański sakrament chrztu. Wiele ludzi przychodziło nad rzekę i ze skruchą wyznawało prorokowi swoje grzechy, a następnie zanurzało się w jej wodach. W ten sposób wchodzili do wspólnoty ludzi, którzy oczekiwali na przyjście Mesjasza.
Przywołany na początku fragment Ewangelii nabiera swojej pełni, kiedy usłyszy się go w miejscu, gdzie najprawdopodobniej działy się opisywane wydarzenia. Teren wokół szerokiego zakola rzeki Jordan, usytuowany w odległości około 10 km od Jerycha uchodzi za prawdopodobne miejsce chrztu Jezusa (autentyczność lokalizacji potwierdziły badania archeologiczne z 1996 roku). Sam Jordan jest największą i najważniejszą rzeką w Palestynie - stanowi bowiem źródło wody pitnej na tym terenie. W wielu miejscach porobione są drewniane kładki, które dosłownie wchodzą do wody. Ustawiają się na nich ludzie, którzy chcą odnowić swoje przyrzeczenia chrzcielne a nawet przyjąć ten sakrament.
Odczytanie przez księdza Doktora fragmentu Ewangelii opowiadającego o chrzcie Pana Jezusa w Jordanie
Kiedy ksiądz, który będzie błogosławionym przywołał nam odpowiedni fragment Ewangelii, tym razem w pełni mogłam sobie wyobrazić, jak to wszystko mogło wyglądać. Oczywiście, te 2000 lat temu nie było żadnych podestów, ani innych udogodnień, może zakola nie były aż tak duże, a i palmy były bardziej lub mniej rozłożyste, jednak sama świadomość, że stoi się na ziemi, która była świadkiem rozpoczęcia działalności mesjańskiej Pana Jezusa, robiła niesamowite wrażenie. Ksiądz czytał poszczególne słowa, a mnie przyszły na myśl słowa innej pieśni śpiewanej przez scholę
:
"Nad brzegi Jordanu przybył wielki tłum,
przyjąć chrzest proroka, słuchać jego słów..."
Bo oto nad brzegiem przebywali ludzie różnych ras i narodowości, mówiący różnymi językami. Istna Wieża Babel. Nad Jordanem nie mogło zabraknąć też symbolicznego chrztu udzielonego nam przez naszego wykładowcę oraz odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. Czekając na swój moment chrztu, chłonęłam wszystkimi zmysłami otaczającą mnie rzeczywistość. Przy okazji opisałam też otaczający nas krajobraz mojemu koledze z kierunku (występujący tu czasem pod pseudonimem Archanioł), który ma problemy ze wzrokiem. Starałam się jak mogłam, aby to, czego nie jest w stanie zobaczyć (a widzi naprawdę bardzo mało), mógł sobie wyobrazić.
Podobnie jak za czasów Jana Chrzciciela, także i dzisiaj nad Jordan przybywają tłumy ludzi
Jedna strona rzeki
I druga strona
To było wspaniałe przeżycie, do którego wracam myślami z prawdziwą radością.
Zauważyłam też, że moja wyobraźnia działa też w drugim kierunku - kiedy ostatnio była Ewangelia właśnie o chrzcie Pana Jezusa w Jordanie, myślami wróciłam do tamtego dnia, kiedy wraz z innymi uczestnikami wizyty studyjnej stanęłam nad jego brzegiem. I znowu jej oczami widziałam scenę, kiedy Jan Chrzciciel "...nad młodym cieślą uniósł głowę swą/ Pan Zastępów Głosem swym przemówił doń...", tym razem już w okolicznościach iście odpowiadającym palestyńskim warunkom. 
"Nad brzegi Jordanu przybył wielki tłum..."

sobota, 7 stycznia 2023

1516. Okołoprawniczo

Trudno mi w to uwierzyć, ale większość praktyk mam już za sobą. To jest najlepszy dowód na to, że czas gna do przodu w nieustannym tempie. Za szybko, zdecydowanie za szybko. Nie oznacza to jednak, iż przecieka mi on przez palce, bo w ciągu ostatnich dwóch tygodni wolnego każdą wolną chwilę starałam się poświęcić na pisanie pracy licencjackiej i ogólnie na naukę, której nie brakuje. Ale też i na odpoczynek, który każdemu jest potrzebny.
Praktyki w wydziale kuratorskim działającym przy sądzie przewyższyła moje oczekiwania. Po wydziale krążą plotki, że nie warto tam iść, ponieważ jest nudno i tylko każą czytać ustawy. Owszem, musiałam przeczytać kilka ustaw, ale głównie po to, aby mieć obeznanie w temacie, a nade wszystko - w terminologii prawniczej. Poza tym trochę sobie poczytałam akt z nadzorów i dozorów kuratorskich (niektóre z nich to gotowe scenariusze na horror, a inne - na komedie), ponumerowałam strony w tych aktach, jeżeli była taka potrzeba, poprzepisywałam też ręcznie pisane raporty na komputer. Co prawda opiekunka moich praktyk najchętniej wzięłaby mnie na wywiad, ale z drugiej strony - takie wizyty różnie się kończą. Byłam też raz na sali rozpraw - to była jedna sprawa o zrzeczenie się spadku w imieniu nieletniego dziecka oraz dwie o podwyższenie alimentów. Całkiem ciekawe doświadczenie, chociaż postawa matki dziecka na tej drugiej rozprawie nieco mnie zszokowała. Myślałam, że takie zachowania zdarzają się tylko na "Annie Marii Wesołowskiej" i to tylko na potrzeby serialu. Zaskoczyła mnie też sala rozpraw, która była zdecydowanie mniejsza, niż się tego spodziewałam. Moja opiekunka praktyk planuje mnie jeszcze dwa razy tam wysłać, ale do innych sędziów, abym miała porównanie.
W środę nie idę na praktyki, ponieważ na uczelni mam pierwszą część egzaminu z prawa, a konkretniej z kanonicznego prawa małżeńskiego. A więc dalej obracam się w temacie sądów, tyle że kościelnych. Ale spokojnie, druga część będzie dotyczyła świeckiego materiału, bo cywilnego prawa rodzinnego. Szczerze powiedziawszy, dostaliśmy zagadnienia, jednak one są takie, że albo się zna na nie odpowiedź, albo nie. I nawet za bardzo nie będzie się dało "lać na nie wody". Bo co można wymyśleć na temat "przywileju pawłowego" (możliwość rozwiązania małżeństwa przez osoby, które zawarły je nie będąc ochrzczonymi, a kiedy jedna z nich przyjmie chrzest i dla dobra wiary wskazane jest, aby się one rozwiodły - wiem, że to zawiłe, ale nic na to nie poradzę) albo "przywileju piotrowego" (możliwość rozwiązania małżeństwa, w którym jedna osoba jest nieochrzczona, a ono samo nie zostało skonsumowane)? Dlatego uczę się, chociaż czasami mam wrażenie, że nic jeszcze nie umię.

Trzymajcie się ciepło

czwartek, 5 stycznia 2023

1515. Honoris causa Benedykta XVI

Wzrok całego świata zwrócił się dzisiaj w stronę Watykanu, gdzie odbywały się uroczustości pogrzebowe papieża seniora Benedykta XVI. Około 100 tysięcy wiernych (o wiele więcej niż zakładali organizatorzy) było jego bezpośrednimi świadkami na Placu św. Piotra w Watykanie. Kto nie mógł przybyć do Wiecznego Miasta, miał możliwość śledzenia uroczystości za pośrednictwem różnych mediów. Do Watykanu zjechały się setki dziennikarzy, aby relacjonować ich przebieg. Jednym z nich była absolwentka, a teraz już wykładowca mojej byłej uczelni - Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, znana m.in. z programu "Między ziemią a niebem", Paulina Guzik.
To jednak nie jedyna reprezentantka szkoły wyższej na tym historycznym wydarzeniu. Na pogrzeb udała się bowiem niewielka delegacja "Papieskiego", jak w żargonie nazywana jest uczelnia, z rektorem na czele. Ciekawostką jest, że Uniwersytet Papieski Jana II jest jedną ze szkół wyższych, wchodzących w skład szkół będących pod bezpośrednią władzą Stolicy Apostolskiej. Oznacza to mniej więcej tyle, że większość dokumentów dotyczących jej funkcjonowania zostało podpisanych przez papieża lub osobę przez niego do tego upoważnioną. Czyli decyzję o uruchomieniu kierunku turystyka religijna, na który uczęszczałam, mógł podpisać Ojciec Święty Franciszek, a o pracy socjalnej - papież Benedykt XVI. Jednak papież emeryt był bliski UPJPII również z innego powodu. 
To też dzięki jego decyzji, w dniu 19 czerwca 2009 roku, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, przekształcono Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie w Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. Było to niejako spełnienie woli swojego poprzednika, Jana Pawła II. Jak stanowi Dekret Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej: "Przychylając się do próśb Najdostojniejszego i Najczcigodniejszego Kardynała Stanisława Dziwisza, Arcybiskupa Metropolity Krakowskiego i Wielkiego Kanclerza Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie Papież Benedykt XVI, dla uczczenia pamięci swojego znakomitego Poprzednika Sługi Bożego Jana Pawła II, postanowił Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie podnieść do godności Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie dla rozwijania nauk kościelnych, postanawiając, aby jego organizacja w pełni i w sposób wierny odpowiadała normom kościelnym, przede wszystkim Konstytucji Apostolskiej Sapientia Christiana i dołączonym do niej Rozporządzeniom, przyznając i nadając mu prawa oraz obowiązki, które zgodnie z prawodawstwem kanonicznym przysługują uniwersytetom kościelnym prawnie erygowanym, z zachowaniem innych zasad prawnych, które powinny być przestrzegane, bez względu na jakiekolwiek przeciwne zarządzenia".
4 lipca 2015 roku był równie uroczysty i ważny, zarówno dla papieża seniora, jak i samej społeczności uczelni. Tego dnia w Castel Gandolfo Benedykt XVI przyjął tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz krakowskiej Akademii Muzycznej. Był to akt hołdu i wdzięczności Benedyktowi XVI za głębokie, niezwykle cenne dla teologicznej refleksji nauczanie o muzyce kościelnej oraz okazywanie przez wiele lat na wszystkich stanowiskach, jakie piastował, szczególnej troski o szlachetne piękno muzyki kościelnej i jej właściwe miejsce w sprawowaniu liturgii. Decyzja o nadaniu tej godności Benedyktowi XVI zapadła na początku 2015 roku, kiedy rektor krakowskiej Akademii Muzycznej prof. dr hab. Zdzisław Łapiński oraz rektor UPJPII napisali do niego list z prośbą o uczynienie zaszczytu przyjęcia tytułów doktora honorowego obu uczelni. List z poparciem starań uczelni napisał także wielki kanclerz UPJPII - kard. Stanisław Dziwisz. Na początku lutego przyszła odpowiedź od papieża seniora, który napisał, czyniąc tym samym wyjątek od przyjętej zasady nieprzyjmowania żadnych wyróżnień, od momentu kiedy wszedł "w klimat ciszy i ukrycia": "Jednak propozycja przedstawiona mi przez Akademię Muzyczną w Krakowie i Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie to prawdziwy wyjątek. Jestem świadomy, że moje niewielkie teksty o muzyce kościelne nie zasługują na takie wyróżnienie. Jednak radość, że mogę w ten sposób na nowo stanąć blisko czcigodnej i umiłowanej osoby świętego Jana Pawła II, jest tak wielka, że nie mogę powiedzieć "nie" w sprawie takiego wyróżnienia. Przyjmuję zatem z wdzięcznością i radością doktorat honoris causa ze strony Waszych szanownych Instytucji".
Senaty uczelni chciały przez to docenić szacunek Benedykta XVI do muzycznej tradycji Kościoła oraz jego wrażliwość na dialog muzyki z wiarą. Laudacja z okazji nadania godności doktora honoris causa wygłosił prof. dr hab. Stanisław Krawczyński. Jego teologiczna refleksja o muzyce kościelnej, pasterska dbałość o jej artystyczną wartość i związek z wielowiekową tradycją muzyczną, a przede wszystkim troska o należne jej miejsce w obrzędach liturgicznych odnowionych po II Soborze Watykańskim było cenne i godne uznania. Najdobitniej wyrażały się one w słowach: "Teolog niekochający sztuki, poezji, muzyki i natury może być niebezpieczny. Ta bowiem ślepota i głuchota na piękno nie jest sprawą drugorzędną, lecz może wycisnąć piętno także na jego teologii". Benedykt XVI był teologiem kochającym muzykę, a jednocześnie potrafił z niej czynić przedmiot refleksji teologicznej, badając relacje między wiarą a muzyką.
Papież skomentował otrzymanie wyróżnienia w następujący sposób: "cieszę się przede wszystkim, że w ten sposób jeszcze bardziej pogłębił się mój związek z Polską, z Krakowem, z ojczyzną naszego wielkiego świętego Jana Pawła II. Bez niego bowiem trudno sobie nawet wyobrazić moją drogę duchową i teologiczną". Papież swoim przykładem pokazywał, w jaki sposób mogą się ze sobą łączyć radość wielkiej muzyki sakralnej i zadanie wspólnego uczestnictwa w liturgii, podniosła radość i pokorna prostota celebracji wiary.
dyplom_dhc.png
Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, był powszechnie szanowanym autorytetem moralnym i naukowym. Stanowił uosobienie przemian posoborowych, które rozpoczęły się w drugiej połowie XX wieku. W jego osobie skupiała się moc Kościoła, a on potrafił odpowiednio ją wyjaśnić i zastosować. Współcześni postrzegali go jako tytana pracy, a jednocześnie pokornego pasterza i naukowca, doświadczali w Jego obecności powagi i skupienia. Benedykt XVI 1 maja 2011 roku na placu św. Piotra w Watykanie beatyfikował Jana Pawła II. Na koniec homilii modlił się: Błogosławiony jesteś umiłowany Papieżu Janie Pawle II, ponieważ uwierzyłeś. Prosimy, byś nadal umacniał z nieba wiarę Ludu Bożego. Wiele razy z tego Placu i tego Pałacu błogosławiłeś nas! Dziś, prosimy Cię: Ojcze Święty pobłogosław nam!
Było to swoiste wyznanie wiary w świętych obcowanie. Ta wyjątkowa celebra łączyła niebo i ziemię i wybitnych dwóch papieży naszych czasów.
iał z nieba wiarę Ludu Bożego. Wiele razy z tego Placu i tego Pałacu błogosławiłeś nas! Dziś, prosimy Cię: Ojcze Święty pobłogosław nam! Tym też wyznając wiarę w obcowanie świętych. Ta wyjątkowa celebra łączyła niebo i ziemię i tych wybitnych dwóch papieży naszych czasów.
Na koniec chciałabym się z Wami podzielić wykładem doktorskim Benedykta XVI wygłoszonym w dniu nadania Mu tytułów honoris causa obydwóch uczelni. Nie mogło w nim zabraknąć nawiązania do muzyki, którą tak bardzo ukochał i która sprawiała mu tak dużo radości:

Eminencjo,

Magnificencje,

Szanowni Państwo Profesorowie,

Panie i Panowie,

W tej chwili mogę jedynie wyrazić moje najszczersze i najserdeczniejsze podziękowania za wielki zaszczyt, jaki mi zgotowaliście przyznając doctoratus honoris causa. Dziękuję Wielkiemu Kanclerzowi, Jego Eminencji drogiemu Kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi i Władzom akademickim obu Uczelni. Cieszę się przede wszystkim, że w ten sposób jeszcze bardziej pogłębił się mój związek z Polską, z Krakowem, z ojczyzną naszego wielkiego świętego Jana Pawła II. Bez niego bowiem trudno sobie nawet wyobrazić moją drogę duchową i teologiczną. Swoim żywym przykładem ukazał on nam również, jak mogą się ze sobą łączyć radość wielkiej muzyki sakralnej i zadanie wspólnego uczestnictwa w liturgii, podniosła radość i pokorna prostota celebracji wiary.

W latach posoborowych, z nową żarliwością ujawnił się bardzo stary spór w tej kwestii. Ja sam wychowałem się w rejonie Salzburga naznaczony wielką tradycją tego miasta. Było tam czymś naturalnym, że uroczyste Msze św. z towarzyszeniem chóru i orkiestry stanowiły integralną część naszego doświadczenia wiary w celebracji liturgii. Na trwałe, na przykład, wpisało się w moją pamięć, że skoro tylko zabrzmiały pierwsze nuty Mszy Koronacyjnej Mozarta, to jakby otwierało się niebo i można było bardzo głęboko odczuć obecność Pana. Jednakże obok tego obecny już był Ruch Liturgiczny, zwłaszcza za pośrednictwem jednego z naszych kapelanów, który później został wicerektorem, a następnie rektorem Wyższego Seminarium Duchownego we Fryzyndze. Później, podczas moich studiów w bawarskim Monachium, bardzo konkretnie coraz mocniej wnikałem w ruch liturgiczny poprzez wykłady profesora Josepha Paschera, jednego z najważniejszych ekspertów Soboru w tematyce liturgicznej, a zwłaszcza przez życie liturgiczne we wspólnocie seminaryjnej. Tak więc stopniowo wyczuwalne stało się napięcie między participatio actuosa [aktywnym uczestnictwem] zgodnym z liturgią a uroczystą muzyką, która otaczała działanie sakralne, chociaż jeszcze tego tak silnie nie dostrzegałem.

W Konstytucji o Liturgii Soboru Watykańskiego II napisano bardzo wyraźnie: „Z największą troskliwością należy zachowywać i otaczać opieką skarbiec muzyki kościelnej” (114). Z drugiej strony tekst ten podkreśla jako podstawową kategorię liturgiczną participatio actuosa wszystkich wiernych w świętej czynności. To, co w soborowej Konstytucji jest jeszcze zgodnie złączone, później, w recepcji Soboru, było często stawiane w relacji dramatycznego napięcia. Znaczące środowiska Ruchu Liturgicznego utrzymywały, że dla wielkich dzieł chóralnych i dla mszy na orkiestrę w przyszłości miejsce będzie tylko w salach koncertowych, a nie w liturgii, gdzie może być miejsce tylko dla śpiewu i wspólnej modlitwy wiernych. Z drugiej strony było zakłopotanie z powodu zubożenia kulturowego Kościoła, które musiało stąd wynikać. Jak można pogodzić te dwie rzeczy? Jak realizować Sobór w jego całości? Takie pytania narzucały się mnie i wielu innym wiernym, zarówno ludziom prostym, jak i osobom posiadającym wykształcenie teologiczne.

W tym momencie warto może postawić pytanie podstawowe: Czym właściwie jest muzyka? Skąd pochodzi i do czego zmierza? Myślę, że można wskazać trzy „miejsca”, z których wypływa muzyka.

Pierwszym jej źródłem jest doświadczenie miłości. Kiedy ludzie byli zauroczeni miłością, otwierał się im inny wymiar istnienia, nowa wielkość i perspektywa rzeczywistości. Pobudzała ona także do  wyrażania siebie w nowy sposób. Poezja, śpiew i w ogóle muzyka zrodziły się z tego doświadczenia wstrząsu, z tego otwierania się nowego wymiaru życia.

Drugim źródłem muzyki jest doświadczenie smutku, dotknięcie śmiercią, bólem i otchłaniami istnienia. Także i w tym przypadku otwierają się w przeciwnym kierunku nowe wymiary rzeczywistości, które nie mogą znaleźć odpowiedzi w samych tylko słowach. 

Wreszcie trzecim miejscem pochodzenia muzyki jest spotkanie z tym, co Boże, od początku w jakiejś mierze definiującym to, co ludzkie. Tu najbardziej jest obecne coś zupełnie innego i coś zupełnie wielkiego, co pobudza w człowieku nowe sposoby wyrażania siebie. Może da się powiedzieć, że w istocie także w dwóch pozostałych obszarach – miłości i śmierci – dotyka nas tajemnica Boga, a więc w tym sensie dotknięcie przez Boga stanowi w sumie źródło muzyki. To wzruszające, gdy dostrzegamy, że na przykład w Psalmach ludziom nie wystarcza już sam tylko śpiew i znajdujemy odwołanie do wszystkich instrumentów: rozbudzona zostaje ukryta muzyka stworzenia, jej tajemniczy język. Wraz z Psałterzem, w którym mamy do czynienia z dwoma motywami miłości i śmierci, znajdujemy się wprost u źródeł muzyki Kościoła Bożego. Można powiedzieć, że jakość muzyki zależy od czystości i wspaniałości spotkania z tym, co Boże, z doświadczeniem miłości i cierpienia. Im bardziej czyste i prawdziwe jest to doświadczenie, tym czystsza i wspanialsza będzie także muzyka, która z niego się rodzi i rozwija. 

W tym miejscu chciałbym wyrazić myśl, która w ostatnim czasie pochłaniała mnie coraz bardziej, tym bardziej, im częściej różne kultury i religie wchodzą między sobą w relacje. W ramach najróżniejszych kultur i religii obecna jest wielka literatura, świetna architektura, malarstwo i wspaniałe rzeźby. I wszędzie jest także muzyka. A jednak w żadnym innym środowisku kulturalnym nie ma muzyki o wielkości dorównującej tej, która zrodziła się w kontekście wiary chrześcijańskiej: od Palestriny do Bacha, Haendla, aż po Mozarta, Beethovena i Brucknera. Muzyka zachodnia jest czymś wyjątkowym, nie mającym sobie równych w innych kulturach. To powinno skłonić nas do zastanowienia.

Oczywiście, muzyka zachodnia wykracza daleko poza dziedzinę religijną i kościelną. A jednak swoje najgłębsze źródło znajduje w liturgii, w spotkaniu z Bogiem. Jest to bardzo wyraźne u Bacha, dla którego chwała Boga stanowi w ostateczności cel całej muzyki. Wspaniała i czysta odpowiedź muzyki zachodniej rozwinęła się w spotkaniu z Bogiem, który w liturgii uobecnia się nam w Jezusie Chrystusie. Ta muzyka jest dla mnie wyrażeniem prawdy chrześcijaństwa. Tam, gdzie rozwija się taka odpowiedź, miało miejsce spotkanie z prawdą, z prawdziwym Stwórcą świata. Dlatego wielka muzyka sakralna jest rzeczywistością o randze teologicznej oraz o trwałym znaczeniu dla wiary całego chrześcijaństwa, chociaż nie jest konieczne, aby wykonywana była zawsze i wszędzie. Z drugiej jednak strony, jest również jasne, że nie może zniknąć z liturgii i że jej obecność może być szczególnym sposobem uczestnictwa w świętych obrzędach, w tajemnicy wiary.

Jeśli myślimy o liturgii celebrowanej przez świętego Jana Pawła II na każdym kontynencie, widzimy całą szerokość możliwości ekspresyjnych wiary w wydarzeniu liturgicznym. Widzimy także jak wspaniała muzyka tradycji zachodniej nie jest obca liturgii, ale w niej się zrodziła i rozwinęła, a w ten sposób nieustannie na nowo przyczynia się do jej kształtowania. Nie znamy przyszłości naszej kultury i muzyki sakralnej. Ale jedno jest jasne: tam, gdzie rzeczywiście zachodzi spotkanie z Bogiem żywym, który w Chrystusie przychodzi do nas, tam rodzi się i nieustannie na nowo się rozwija także odpowiedź, której piękno pochodzi z samej prawdy.

Działalność obydwu uczelni, które przyznają mi ten doktorat honoris causa, stanowi istotny przyczynek, aby wielki dar muzyki pochodzącej z tradycji wiary chrześcijańskiej pozostawał żywy i pomagał, by twórcza siła wiary także w przyszłości nie gasła. Za to wam wszystkim serdecznie dziękuję, nie tylko za zaszczyt, jakim mnie obdarzyliście, ale także za całą pracę, jaką wykonujecie w służbie pięknu wiary. Niech Pan was wszystkich błogosławi!

środa, 4 stycznia 2023

1514. Ten kto się urodził, musi też umrzeć

Środowisko aktorskie pożegnało dzisiaj zmarłego 26 grudnia zeszłego roku wybitnego aktora, Emiliana Kamińskiego. Miał 70 lat. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się o godzinie 13.00 w kościele św. Karola Boromeusza. Następnie aktor spoczął w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.
- Emilian mawiał, że nie ma nic ważniejszego w jego życiu niż rodzina i teatr. Gotów był dla nich zrobić wszystko, by nie stała się im żadna krzywda. Powiedzieć, że był wybitnym aktorem, to jak nic nie powiedzieć. Dostał powołanie. Ten dar od Boga absolutnie wykorzystał. I dziękował Bogu za wszystko - mówił ksiądz odprawiający mszę pogrzebową.
Prezydent Andrzej Duda odznaczył pośmiertnie Emilianowi Kamińskiemu Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W dołączonym liście napisał: "Żegnamy wybitnego artystę, który w swojej twórczości harmonijnie łączył powagę z humorem, a estetykę z etyką".
- Odszedł artysta. Lider. Opiekun. Dobry człowiek, otwarty na innych. Odeszła wielka postać, której obywatelska i artystyczna postawa może służyć za wzór przyszłym pokoleniom - powiedział minister kultury, Piotr Gliński.
Ostatnią wolą artysty było, aby założony przez niego w 2009 roku stołeczny Teatr Kamienica nadal działał. Kierował nim do ostatnich dni życia. Przedstawiciele warszawskiej sceny przekazali, że wcale nie zamierzają przerywać jego działalności: "Szanowni Widzowie, w związku z wieloma zapytaniami informujemy, iż zgodnie z wolą dyrektora Emiliana Kamińskiego, repertuar Teatru Kamienica pozostaje bez zmian. Twoja umiłowana Kamienica gra i grać będzie zawsze. Dla Ciebie, Dyrektorze...".
- W życzeniach świątecznych prosił "Pamiętaj o Kamienicy" - wspominała zastępczyni prezydenta Trzaskowskiego, odpowiedzialna za kulturę Aldona Machnowska-Góra.
- Był osobą bardzo wymagającą artystycznie. Wspaniale grał na gitarze i w ogóle się nie mizdrzył. On chciał być z nami, kiedy inni aktorzy się bali - takie wspomnienie o Emilianie Kamińskim zachowała Ewa Dałkowska, z którą tworzył Teatr Domowy. Była to forma sprzeciwu środowiska aktorskiego wobec panującego reżimu.
- To był teatr nielegalny, to był teatr, za który ścigali nas; tam groziło kilka lat więzienia, i to politycznego, także wszystko nie było takie proste - mówił w wywiadach Kamiński. Dodawał przy tym, że aktorzy musieli być bardzo ostrożni, dlatego spektakle nie były ani rejestrowane, ani fotografowane. Toteż nie pozostał po nich żaden ślad. Pierwszy spektakl, "Przywracanie porządku" (o więźniach stanu wojennego) wystawili 1 grudnia 1982 r., powtórzono je ok. 100 razy. W repertuarze były też przedstawienia komediowe.
Dorobek filmowy Kamińskiego opiewa na kilkadziesiąt ról zarówno filmowych, jak i serialowych. Aktor trzy dni przed śmiercią został uhonorowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Złotym Medalem "Zasłużony kulturze Gloria Artis". W uzasadnieniu podano: "za wybitne zasługi w pracy twórczej i działalności artystycznej oraz osiągnięcia w promowaniu polskiej kultury".
Świat natomiast przygotowuje się do ostatniego pożegnania papieża Benedykta XVI, które zaplanowane zostało na dzień jutrzejszy. I chociaż on sam pewnie chciałby jakąś skromną uroczystość, to jednak pochowany zostanie "po papiesku". Z drugiej strony od pierwszych chwil, kiedy okazało się, że papież-senior nie żyje, media mówiły, że sytuacja związana z jego pogrzebem, to sytuacja bez precedensu. A jak będzie wyglądał ten wyjątkowy, bądź co bądź, pogrzeb, w którym pierwszy raz w historii urzędujący papież będzie przewodniczył uroczystością pogrzebowym swojego poprzednika?
Ciało Benedykta XVI w bazylice św. Piotra w Watykanie 

To, co działo się w Watykanie od chwili śmierci papieża Benedykta XVI, jest całkowitą nowością, ponieważ nie ma w tej sprawie żadnego precedensu. Przygotowania do uroczystości pogrzebowych są niecodzienne, tak jak prawie dekadę temu w niecodzienny sposób organizowano życie Watykanu po sensacyjnej rezygnacji Josepha Ratzingera i przyznania mu zupełnie nowego tytułu "emerytowanego papieża". Co ciekawe, był nim dłużej (prawie 10 lat) niż głową Kościoła katolickiego (był nim niecałe 8 lat).
Nigdy w nowożytnej historii Kościoła nie było też tak, by po abdykacji były papież żył w bliskim sąsiedztwie obecnego - w odległości kilkuset metrów. Tyle bowiem dzieli Dom Świętej Marty, w którym mieszka Franciszek od dawnego budynku klasztornego Matter Ecclesiae w Ogrodach Watykańskich, gdzie przebywał Benedykt XVI.
Po śmierci papieża - emeryta jego ciało na krótko wystawiono w klasztornej kaplicy, a 2 stycznia przeniesiono je do bazyliki Świętego Piotra. Tam wierni mogli oddać mu hołd. Ta procedura przewidziana była dotąd tylko w przypadku śmierci urzędującego papieża.
Wystawieniu ciała Benedykta XVI towarzyszyły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Wprowadzono je w związku z przybyciem do Watykanu tysięcy wiernych. Teren w rejonie placu Świętego Piotra wraz z prowadzącej do niego via della Conciliazione pilnowany jest przez wzmocnione patrole sił porządkowych. Barierki wyznaczają korytarze, którymi poruszają się wierni.
Same uroczystości pogrzebowe papieża seniora rozpoczną się w czwartek o godzinie 9:30 Mszą na placu Świętego Piotra. Zgodnie z informacjami dyrektora biura prasowego Watykanu, Mattea Bruni, podstawę liturgii pogrzebowej Benedykta XVI będzie tradycyjna Msza święta po śmierci papieża. Zostaną jednak wprowadzone w niej pewne zmiany. 
Jest to potwierdzeniem tego, że wszystko co wiąże się ze śmiercią papieża seniora jest taką samą nowością, jaką było jego ustąpienie w lutym 2013 r. Teraz wszystko musi być dostosowane do tych niecodziennych okoliczności.
Pomimo tego, że w przeszłości kilkoro papieży abdykowało, to nowością będzie też to, że urzędujący papież będzie przewodniczył uroczystością pogrzebowym swojego poprzednika. Wiadomo też, że zgodnie z życzeniem Benedykta XVI, uroczystości pogrzebowe odbędą się "pod znakiem prostoty". Jak zapewnił Bruni "pogrzeb będzie uroczysty, ale skromny".
Na Mszę pogrzebową nie będą potrzebne żadne karty wstępu.
Według księdza Piotra Bajora z watykańskiej Dykasterii ds. Kultury i Edukacji pogrzeb będzie miał charakter papieski, jednak część procedur zostanie zmieniona albo zmodyfikowana. Nie będą zastosowane reguły zawarte w Konstytucji apostolskiej Universi Dominici gregis, która określa czynności, które mają być przeprowadzone po śmierci papieża, a są związane z jego pogrzebem i z wyborem następcy. Nie wiadomo też czy będzie dziewięć dni modlitw za zmarłego papieża. Jest to określone w konstytucji, ponieważ po dziewięciu dniach odbywa się konklawe. Teraz jednak nie mamy sede vacante. - Myślę, że ryt będzie zachowany tak, jakby to był urzędujący papież - przypuszcza duchowny.
Po uroczystościach na placu św. Piotra ciało byłego papieża zostanie pochowane w Grotach Watykańskich. Benedykt XVI spocznie w podziemiach bazyliki Świętego Piotra, dokładnie tam, gdzie do beatyfikacji w 2011 r. znajdował się grób jego poprzednika Jana Pawła II. Po beatyfikacji polskiego papieża jego grób został przeniesiony z Grot Watykańskich do bazyliki Świętego Piotra (do kaplicy św. Sebastiana).
W Polsce 5 stycznia, po pogrzebie emerytowanego papieża, w wielu kościołach zostaną odprawione Msze święte w jego intencji. Niektórzy biskupi poprosili także o modlitwę różańcową oraz uruchomienie dzwonów kościelnych o godz. 9:30 czyli w momencie rozpoczęcia pogrzebu (zabrzmią one w archidiecezji gdańskiej i poznańskiej oraz diecezjach płockiej i sandomierskiej).
Na pogrzebie pojawią się oficjalne delegacje z Włoch oraz ojczyzny kard. Josepha Ratzingera - Niemiec. Na ich czele staną prezydenci obu państw: Sergio Mattarella oraz Frank-Walter Steinmeier. Spodziewani są też przywódcy z wielu krajów. Wśród nich m.in. prezydent Polski Andrzej Duda wraz z premierem Mateuszem Morawieckim, kanclerz Niemiec Olaf Scholz, prezydent Portugalii Marcelo Rebelo de Sousa, prezydentka Węgier Katalin Novak oraz królowa Zofia z Hiszpanii. We wtorek hołd niemieckiemu papieżowi oddał premier Węgier, Victor Orban. Jeśli chodzi o polskich duchownych, to do Watykanu na pewno pojadą prymas abp Wojciech Polak, przewodniczący KEP i metropolita poznański abp Stanisław Gądecki, metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski oraz metropolita warszawska kard. Kazimierz Nycz.

źródło: https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/sytuacja-bez-precedensu-tak-bedzie-wygladal-pogrzeb-benedykta-xvi/626xky0,79cfc278

niedziela, 1 stycznia 2023

1513. Niełatwy rok 2022

Myślę, że wielu z nas 365 dni temu wchodziło w nowy rok pełnych nadziei i optymizmu. Ba, gdyby ktoś powiedział mi podczas obrony tytułu licencjata z turystyki religijnej (23 lutego), że nazajutrz u naszych wschodnich sąsiadów wybuchnie otwarty konflikt zbrojny z Rosją, a setki tysięcy ukraińskich matek z dziećmi będą musiały opuścić swoją ojczyznę, popukałabym się w głowę. Chociaż, jak teraz czytam książki związane z moją pracą licencjacką z Nauk o Rodzinie, to zauważam wiele zwiastunów tego, co się stało.

23 lutego był naprawdę piękny. Któż mógł się spodziewać tego, co przyniesie kolejny dzień?
24 wybuchła wojna na Ukrainie, codziennie polsko - ukraińską granicę przekraczała masa uchodźców, a wielu z nas otwarła przed nimi nie tylko domy, ale przede wszystkim serca. Osobiście w tzw. międzyczasie pomagałam w magazynach z darami, a także przy organizacji spotkania wielkanocnego dla przybyszów zza wschodniej granicy, mieszkających tymczasowo w katowickich akademikach.

To, co się działo wyzwalało w ludziach pokłady empatii - solidaryzowanie się z uchodźcami, wpłacanie pieniędzy z przeznaczeniem dla nich, udział w różnych akcjach. Na chwilę potrafiliśmy się zjednoczyć i z życzliwością spojrzeć na tych, którym dzieje się gorzej od nas.
Światowe Forum Miejskie
Jednak rok 2022 to nie tylko wojna. Przede wszystkim cieszę się z wspomnianego obronienia licencjatu z turystyki religijnej, a następnie odebrania dyplomów, zarówno z tego kierunku, jak i zaległego, z pracy socjalnej. Na pewno wspaniałym doświadczeniem było bycie wolontariuszem podczas Światowego Forum Miejskiego, które odbywało się pod koniec czerwca w Kato. Było ono dla mnie wyzwaniem również pod kątem logistycznym - na uczelni akurat trwała sesja i kilka razy się zdarzyło, że gnałam z egzaminów na dworzec PKP, gdzie miałam swój przydział. Oczywiście zaliczyłam wpadkę z końcowym egzaminem z języka niemieckiego, na szczęście wszystko dobrze się dla mnie skończyło. Na wolontariacie też zostałam doceniona - znalazłam się w zacnym gronie 10 najbardziej aktywnych wolontariuszy. Niby nic, ale cieszy, że docenili mój niewielki wkład w organizacje całego wydarzenia. Poza tym debiutowałam jako wolontariusz na "Biegu Zbója" w Bielsku-Białej, "Memoriale Maćka Maika" w Tychach oraz "Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich" w Lądku Zdroju. Pozwoliło mi to też odwiedzić nowe miejsca na mapie Polski. Jednocześnie starałam się pomagać przy dobrze znanych mi imprezach. To też wymagało ode mnie pogodzenia wielu różnych spraw, jednak zawsze starałam się, aby wszystko przebiegło tak, by i wilk był syty, i owca cała. Udało mi się też załapać na pomoc podczas organizacji konferencji o kondycji współczesnej rodziny oraz wydarzenia "The power of memories", które podsumowywały zagraniczne wyjazdy studyjne studentów Wydziału Teologicznego. Sama byłam jednym z ich uczestników. Oprócz tego w maju byłam uczestnikiem konferencji "Marriage process in the 21st centaury".
Konferencja "Marriage process in the 21st centaury" (całkowicie po angielsku)
Jezus w trzy dni zmartwychwstał, a ja w trzy dni przekonałam księdza, który będzie błogosławionym do tego, by przeczytać Pierwsze Czytanie 
Na wizytach studyjnych nauka zdobywanie wiadomości przebiega w innym wymiarze
Spotkanie "The power of memories"
Czytelniczo wyszłam tak sobie - więcej przeczytałam pozycji z listy lektur na studiach, niż książek dla własnej przyjemności. Mogłoby być tych drugich więcej, ale dosłownie brakuje mi już czasu na przyjemności. Cieszę się więc z przeczytanej sagi związanej z cukiernią pod Amorem Małgorzaty Gutowskiej - Adamskiej oraz kilkudziesięciu innych książek.
W minionym roku wreszcie ruszyło parafialne Oratorium z prawie a całkowicie zmienionym składem animatorów. Piszę "prawie", bo ze starej kadry tylko ja zostałam. Jak to powiedziała Ania - najwytrwalsza z najwytrwalszych. Sportowo wyszłam tak sobie. Wyniki mogłyby być lepsze, gdybym częściej była na treningach. A częściej byłabym na treningach, gdyby trener robił je regularnie - w określone dni i godziny... Tymczasem one są w piątek, świątek i niedzielę i naprawdę trudno jest mi je zgrać z moim grafikiem w pracy. Od razu mówię - rozmawiałam z nim o tym i na niewiele to się zdało. A ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy po zajęciach na studiach pędziłam na trening, następnie do kościoła, a kończyłam na Oratorium. 
Sam rok skończył się dla mnie debiutanckim przygotowaniem sałatki gyros. Jadłam ją raz u Halki, jakieś 8 lat temu i bardzo mi smakowała. Już dawno miałam ją sobie przygotować, ale jak zawsze brakowało czasu. A on jest bardzo potrzebny - chociaż przepis zakładał zrobienie jej w 35 minut, mi zajęło to... 4 godziny. Mimo wszystko jestem szczęśliwa, że sama ją przygotowałam. Tym bardziej, że wyglądała bardzo apetycznie, a i smakowała wybornie. I to nie jest tylko moje zdanie. Smażone mięsko, ogórek świeży i konserwowy, kukurydza, pomidorki koktajlowe, samodzielnie przygotowany sos czosnkowy, papryczki i sałata - no po prostu sama się prosiła, aby nałożyć ją na talerzyk i zjeść. 
Nowy rok otwiera przed każdym z nas nową, czystą księgę z 365 dniami. Jak ją zapiszemy w dużej mierze zależy od nas samych. Wiem, że przede mną wiele jest wyzwań, z których najważniejszym będzie chyba obronienie się na Naukach o Rodzinie. Planów mam sporo, na razie jednak pozwólcie, że ich nie zdradzę. Mam nadzieję, że to będzie dobry i spokojny rok,
"I niech wstąpi w nas otucha,
i nadzieja, choćby krucha,
że zmienimy świat na lepsze,
że nie wszystko skończone jeszcze"*
Czego sobie i Wam życzę.

* Piosenka świąteczna "Idzie wilija" Uniwersytetu Śląskiego