Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 5 stycznia 2023

1515. Honoris causa Benedykta XVI

Wzrok całego świata zwrócił się dzisiaj w stronę Watykanu, gdzie odbywały się uroczustości pogrzebowe papieża seniora Benedykta XVI. Około 100 tysięcy wiernych (o wiele więcej niż zakładali organizatorzy) było jego bezpośrednimi świadkami na Placu św. Piotra w Watykanie. Kto nie mógł przybyć do Wiecznego Miasta, miał możliwość śledzenia uroczystości za pośrednictwem różnych mediów. Do Watykanu zjechały się setki dziennikarzy, aby relacjonować ich przebieg. Jednym z nich była absolwentka, a teraz już wykładowca mojej byłej uczelni - Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, znana m.in. z programu "Między ziemią a niebem", Paulina Guzik.
To jednak nie jedyna reprezentantka szkoły wyższej na tym historycznym wydarzeniu. Na pogrzeb udała się bowiem niewielka delegacja "Papieskiego", jak w żargonie nazywana jest uczelnia, z rektorem na czele. Ciekawostką jest, że Uniwersytet Papieski Jana II jest jedną ze szkół wyższych, wchodzących w skład szkół będących pod bezpośrednią władzą Stolicy Apostolskiej. Oznacza to mniej więcej tyle, że większość dokumentów dotyczących jej funkcjonowania zostało podpisanych przez papieża lub osobę przez niego do tego upoważnioną. Czyli decyzję o uruchomieniu kierunku turystyka religijna, na który uczęszczałam, mógł podpisać Ojciec Święty Franciszek, a o pracy socjalnej - papież Benedykt XVI. Jednak papież emeryt był bliski UPJPII również z innego powodu. 
To też dzięki jego decyzji, w dniu 19 czerwca 2009 roku, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, przekształcono Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie w Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. Było to niejako spełnienie woli swojego poprzednika, Jana Pawła II. Jak stanowi Dekret Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej: "Przychylając się do próśb Najdostojniejszego i Najczcigodniejszego Kardynała Stanisława Dziwisza, Arcybiskupa Metropolity Krakowskiego i Wielkiego Kanclerza Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie Papież Benedykt XVI, dla uczczenia pamięci swojego znakomitego Poprzednika Sługi Bożego Jana Pawła II, postanowił Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie podnieść do godności Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie dla rozwijania nauk kościelnych, postanawiając, aby jego organizacja w pełni i w sposób wierny odpowiadała normom kościelnym, przede wszystkim Konstytucji Apostolskiej Sapientia Christiana i dołączonym do niej Rozporządzeniom, przyznając i nadając mu prawa oraz obowiązki, które zgodnie z prawodawstwem kanonicznym przysługują uniwersytetom kościelnym prawnie erygowanym, z zachowaniem innych zasad prawnych, które powinny być przestrzegane, bez względu na jakiekolwiek przeciwne zarządzenia".
4 lipca 2015 roku był równie uroczysty i ważny, zarówno dla papieża seniora, jak i samej społeczności uczelni. Tego dnia w Castel Gandolfo Benedykt XVI przyjął tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz krakowskiej Akademii Muzycznej. Był to akt hołdu i wdzięczności Benedyktowi XVI za głębokie, niezwykle cenne dla teologicznej refleksji nauczanie o muzyce kościelnej oraz okazywanie przez wiele lat na wszystkich stanowiskach, jakie piastował, szczególnej troski o szlachetne piękno muzyki kościelnej i jej właściwe miejsce w sprawowaniu liturgii. Decyzja o nadaniu tej godności Benedyktowi XVI zapadła na początku 2015 roku, kiedy rektor krakowskiej Akademii Muzycznej prof. dr hab. Zdzisław Łapiński oraz rektor UPJPII napisali do niego list z prośbą o uczynienie zaszczytu przyjęcia tytułów doktora honorowego obu uczelni. List z poparciem starań uczelni napisał także wielki kanclerz UPJPII - kard. Stanisław Dziwisz. Na początku lutego przyszła odpowiedź od papieża seniora, który napisał, czyniąc tym samym wyjątek od przyjętej zasady nieprzyjmowania żadnych wyróżnień, od momentu kiedy wszedł "w klimat ciszy i ukrycia": "Jednak propozycja przedstawiona mi przez Akademię Muzyczną w Krakowie i Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie to prawdziwy wyjątek. Jestem świadomy, że moje niewielkie teksty o muzyce kościelne nie zasługują na takie wyróżnienie. Jednak radość, że mogę w ten sposób na nowo stanąć blisko czcigodnej i umiłowanej osoby świętego Jana Pawła II, jest tak wielka, że nie mogę powiedzieć "nie" w sprawie takiego wyróżnienia. Przyjmuję zatem z wdzięcznością i radością doktorat honoris causa ze strony Waszych szanownych Instytucji".
Senaty uczelni chciały przez to docenić szacunek Benedykta XVI do muzycznej tradycji Kościoła oraz jego wrażliwość na dialog muzyki z wiarą. Laudacja z okazji nadania godności doktora honoris causa wygłosił prof. dr hab. Stanisław Krawczyński. Jego teologiczna refleksja o muzyce kościelnej, pasterska dbałość o jej artystyczną wartość i związek z wielowiekową tradycją muzyczną, a przede wszystkim troska o należne jej miejsce w obrzędach liturgicznych odnowionych po II Soborze Watykańskim było cenne i godne uznania. Najdobitniej wyrażały się one w słowach: "Teolog niekochający sztuki, poezji, muzyki i natury może być niebezpieczny. Ta bowiem ślepota i głuchota na piękno nie jest sprawą drugorzędną, lecz może wycisnąć piętno także na jego teologii". Benedykt XVI był teologiem kochającym muzykę, a jednocześnie potrafił z niej czynić przedmiot refleksji teologicznej, badając relacje między wiarą a muzyką.
Papież skomentował otrzymanie wyróżnienia w następujący sposób: "cieszę się przede wszystkim, że w ten sposób jeszcze bardziej pogłębił się mój związek z Polską, z Krakowem, z ojczyzną naszego wielkiego świętego Jana Pawła II. Bez niego bowiem trudno sobie nawet wyobrazić moją drogę duchową i teologiczną". Papież swoim przykładem pokazywał, w jaki sposób mogą się ze sobą łączyć radość wielkiej muzyki sakralnej i zadanie wspólnego uczestnictwa w liturgii, podniosła radość i pokorna prostota celebracji wiary.
dyplom_dhc.png
Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, był powszechnie szanowanym autorytetem moralnym i naukowym. Stanowił uosobienie przemian posoborowych, które rozpoczęły się w drugiej połowie XX wieku. W jego osobie skupiała się moc Kościoła, a on potrafił odpowiednio ją wyjaśnić i zastosować. Współcześni postrzegali go jako tytana pracy, a jednocześnie pokornego pasterza i naukowca, doświadczali w Jego obecności powagi i skupienia. Benedykt XVI 1 maja 2011 roku na placu św. Piotra w Watykanie beatyfikował Jana Pawła II. Na koniec homilii modlił się: Błogosławiony jesteś umiłowany Papieżu Janie Pawle II, ponieważ uwierzyłeś. Prosimy, byś nadal umacniał z nieba wiarę Ludu Bożego. Wiele razy z tego Placu i tego Pałacu błogosławiłeś nas! Dziś, prosimy Cię: Ojcze Święty pobłogosław nam!
Było to swoiste wyznanie wiary w świętych obcowanie. Ta wyjątkowa celebra łączyła niebo i ziemię i wybitnych dwóch papieży naszych czasów.
iał z nieba wiarę Ludu Bożego. Wiele razy z tego Placu i tego Pałacu błogosławiłeś nas! Dziś, prosimy Cię: Ojcze Święty pobłogosław nam! Tym też wyznając wiarę w obcowanie świętych. Ta wyjątkowa celebra łączyła niebo i ziemię i tych wybitnych dwóch papieży naszych czasów.
Na koniec chciałabym się z Wami podzielić wykładem doktorskim Benedykta XVI wygłoszonym w dniu nadania Mu tytułów honoris causa obydwóch uczelni. Nie mogło w nim zabraknąć nawiązania do muzyki, którą tak bardzo ukochał i która sprawiała mu tak dużo radości:

Eminencjo,

Magnificencje,

Szanowni Państwo Profesorowie,

Panie i Panowie,

W tej chwili mogę jedynie wyrazić moje najszczersze i najserdeczniejsze podziękowania za wielki zaszczyt, jaki mi zgotowaliście przyznając doctoratus honoris causa. Dziękuję Wielkiemu Kanclerzowi, Jego Eminencji drogiemu Kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi i Władzom akademickim obu Uczelni. Cieszę się przede wszystkim, że w ten sposób jeszcze bardziej pogłębił się mój związek z Polską, z Krakowem, z ojczyzną naszego wielkiego świętego Jana Pawła II. Bez niego bowiem trudno sobie nawet wyobrazić moją drogę duchową i teologiczną. Swoim żywym przykładem ukazał on nam również, jak mogą się ze sobą łączyć radość wielkiej muzyki sakralnej i zadanie wspólnego uczestnictwa w liturgii, podniosła radość i pokorna prostota celebracji wiary.

W latach posoborowych, z nową żarliwością ujawnił się bardzo stary spór w tej kwestii. Ja sam wychowałem się w rejonie Salzburga naznaczony wielką tradycją tego miasta. Było tam czymś naturalnym, że uroczyste Msze św. z towarzyszeniem chóru i orkiestry stanowiły integralną część naszego doświadczenia wiary w celebracji liturgii. Na trwałe, na przykład, wpisało się w moją pamięć, że skoro tylko zabrzmiały pierwsze nuty Mszy Koronacyjnej Mozarta, to jakby otwierało się niebo i można było bardzo głęboko odczuć obecność Pana. Jednakże obok tego obecny już był Ruch Liturgiczny, zwłaszcza za pośrednictwem jednego z naszych kapelanów, który później został wicerektorem, a następnie rektorem Wyższego Seminarium Duchownego we Fryzyndze. Później, podczas moich studiów w bawarskim Monachium, bardzo konkretnie coraz mocniej wnikałem w ruch liturgiczny poprzez wykłady profesora Josepha Paschera, jednego z najważniejszych ekspertów Soboru w tematyce liturgicznej, a zwłaszcza przez życie liturgiczne we wspólnocie seminaryjnej. Tak więc stopniowo wyczuwalne stało się napięcie między participatio actuosa [aktywnym uczestnictwem] zgodnym z liturgią a uroczystą muzyką, która otaczała działanie sakralne, chociaż jeszcze tego tak silnie nie dostrzegałem.

W Konstytucji o Liturgii Soboru Watykańskiego II napisano bardzo wyraźnie: „Z największą troskliwością należy zachowywać i otaczać opieką skarbiec muzyki kościelnej” (114). Z drugiej strony tekst ten podkreśla jako podstawową kategorię liturgiczną participatio actuosa wszystkich wiernych w świętej czynności. To, co w soborowej Konstytucji jest jeszcze zgodnie złączone, później, w recepcji Soboru, było często stawiane w relacji dramatycznego napięcia. Znaczące środowiska Ruchu Liturgicznego utrzymywały, że dla wielkich dzieł chóralnych i dla mszy na orkiestrę w przyszłości miejsce będzie tylko w salach koncertowych, a nie w liturgii, gdzie może być miejsce tylko dla śpiewu i wspólnej modlitwy wiernych. Z drugiej strony było zakłopotanie z powodu zubożenia kulturowego Kościoła, które musiało stąd wynikać. Jak można pogodzić te dwie rzeczy? Jak realizować Sobór w jego całości? Takie pytania narzucały się mnie i wielu innym wiernym, zarówno ludziom prostym, jak i osobom posiadającym wykształcenie teologiczne.

W tym momencie warto może postawić pytanie podstawowe: Czym właściwie jest muzyka? Skąd pochodzi i do czego zmierza? Myślę, że można wskazać trzy „miejsca”, z których wypływa muzyka.

Pierwszym jej źródłem jest doświadczenie miłości. Kiedy ludzie byli zauroczeni miłością, otwierał się im inny wymiar istnienia, nowa wielkość i perspektywa rzeczywistości. Pobudzała ona także do  wyrażania siebie w nowy sposób. Poezja, śpiew i w ogóle muzyka zrodziły się z tego doświadczenia wstrząsu, z tego otwierania się nowego wymiaru życia.

Drugim źródłem muzyki jest doświadczenie smutku, dotknięcie śmiercią, bólem i otchłaniami istnienia. Także i w tym przypadku otwierają się w przeciwnym kierunku nowe wymiary rzeczywistości, które nie mogą znaleźć odpowiedzi w samych tylko słowach. 

Wreszcie trzecim miejscem pochodzenia muzyki jest spotkanie z tym, co Boże, od początku w jakiejś mierze definiującym to, co ludzkie. Tu najbardziej jest obecne coś zupełnie innego i coś zupełnie wielkiego, co pobudza w człowieku nowe sposoby wyrażania siebie. Może da się powiedzieć, że w istocie także w dwóch pozostałych obszarach – miłości i śmierci – dotyka nas tajemnica Boga, a więc w tym sensie dotknięcie przez Boga stanowi w sumie źródło muzyki. To wzruszające, gdy dostrzegamy, że na przykład w Psalmach ludziom nie wystarcza już sam tylko śpiew i znajdujemy odwołanie do wszystkich instrumentów: rozbudzona zostaje ukryta muzyka stworzenia, jej tajemniczy język. Wraz z Psałterzem, w którym mamy do czynienia z dwoma motywami miłości i śmierci, znajdujemy się wprost u źródeł muzyki Kościoła Bożego. Można powiedzieć, że jakość muzyki zależy od czystości i wspaniałości spotkania z tym, co Boże, z doświadczeniem miłości i cierpienia. Im bardziej czyste i prawdziwe jest to doświadczenie, tym czystsza i wspanialsza będzie także muzyka, która z niego się rodzi i rozwija. 

W tym miejscu chciałbym wyrazić myśl, która w ostatnim czasie pochłaniała mnie coraz bardziej, tym bardziej, im częściej różne kultury i religie wchodzą między sobą w relacje. W ramach najróżniejszych kultur i religii obecna jest wielka literatura, świetna architektura, malarstwo i wspaniałe rzeźby. I wszędzie jest także muzyka. A jednak w żadnym innym środowisku kulturalnym nie ma muzyki o wielkości dorównującej tej, która zrodziła się w kontekście wiary chrześcijańskiej: od Palestriny do Bacha, Haendla, aż po Mozarta, Beethovena i Brucknera. Muzyka zachodnia jest czymś wyjątkowym, nie mającym sobie równych w innych kulturach. To powinno skłonić nas do zastanowienia.

Oczywiście, muzyka zachodnia wykracza daleko poza dziedzinę religijną i kościelną. A jednak swoje najgłębsze źródło znajduje w liturgii, w spotkaniu z Bogiem. Jest to bardzo wyraźne u Bacha, dla którego chwała Boga stanowi w ostateczności cel całej muzyki. Wspaniała i czysta odpowiedź muzyki zachodniej rozwinęła się w spotkaniu z Bogiem, który w liturgii uobecnia się nam w Jezusie Chrystusie. Ta muzyka jest dla mnie wyrażeniem prawdy chrześcijaństwa. Tam, gdzie rozwija się taka odpowiedź, miało miejsce spotkanie z prawdą, z prawdziwym Stwórcą świata. Dlatego wielka muzyka sakralna jest rzeczywistością o randze teologicznej oraz o trwałym znaczeniu dla wiary całego chrześcijaństwa, chociaż nie jest konieczne, aby wykonywana była zawsze i wszędzie. Z drugiej jednak strony, jest również jasne, że nie może zniknąć z liturgii i że jej obecność może być szczególnym sposobem uczestnictwa w świętych obrzędach, w tajemnicy wiary.

Jeśli myślimy o liturgii celebrowanej przez świętego Jana Pawła II na każdym kontynencie, widzimy całą szerokość możliwości ekspresyjnych wiary w wydarzeniu liturgicznym. Widzimy także jak wspaniała muzyka tradycji zachodniej nie jest obca liturgii, ale w niej się zrodziła i rozwinęła, a w ten sposób nieustannie na nowo przyczynia się do jej kształtowania. Nie znamy przyszłości naszej kultury i muzyki sakralnej. Ale jedno jest jasne: tam, gdzie rzeczywiście zachodzi spotkanie z Bogiem żywym, który w Chrystusie przychodzi do nas, tam rodzi się i nieustannie na nowo się rozwija także odpowiedź, której piękno pochodzi z samej prawdy.

Działalność obydwu uczelni, które przyznają mi ten doktorat honoris causa, stanowi istotny przyczynek, aby wielki dar muzyki pochodzącej z tradycji wiary chrześcijańskiej pozostawał żywy i pomagał, by twórcza siła wiary także w przyszłości nie gasła. Za to wam wszystkim serdecznie dziękuję, nie tylko za zaszczyt, jakim mnie obdarzyliście, ale także za całą pracę, jaką wykonujecie w służbie pięknu wiary. Niech Pan was wszystkich błogosławi!

7 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam, że Benedykt XVI był tak silnie związany z muzyką... Jego wykład doktorski niesie w sobie bardzo dużo wrażliwości. To czuć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ogromną ciekawością przeczytałam Twój wpis i nie ukrywam, że znowu dowiedziałam się od Ciebie czegoś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówi się że "ten co śpiewa to tak jakby dwa razy się modlił ".Msza wg muzyki Mozarta jest piękna.Piekny konkretny artykuł, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze u Ciebie dowiem się czegoś ciekawego i tak jest tym razem:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały i dogłębny wpis . Benedykt był pięknym człowiekiem kochającym sztukę i ludzi. Pozdrawiam serdecznie ❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj coraz dłuższym dniem Karolinko
    Ciekawa jak zawsze opowieść. Dobrze, że zawsze czegoś nowego mogę się od Ciebie dowiedzieć
    Pozdrawiam wiarą w lepsze jutro

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo dużo kontrowersji wokół tej Postaci i samego nawet pogrzebu niestety.... pozdrawiam i zapraszam do mnie flowersblossominthewintertime.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń