- Na przeciwko orzecznictwa - i tyle. Tylko tyle.
Dzisiaj z samego rana, poświęcając kolokwium z języka łacińskiego, poszłam do MOPSu w celu podpisania owych dokumentów. Tak jak mi powiedziano, swoje kroki skierowałam do pokoju naprzeciwko tego, w którym miałam komisję. Wchodzę, grzecznie się przedstawiam(a raczej podaję swój dowód osobisty - przynajmniej mam pewność, że mnie zrozumieją), wyjaśniam z czym przychodzę. Babeczki patrzą na mnie jak na ufo, bynajmniej nie dlatego, że mnie nie rozumieją, ale dlatego, że nic im o dokumentach dla mnie nie wiadomo, tym bardziej, że orzeczenie wydane, odebranie podpisane, więc o co mi chodzi? Skierowali mnie do działu świadczeń rodzinnych. W informacji dowiedziałam się jednak, że jest on otwarty w godzinach 9:00 - 15:00. Była 7:56, za 49 minut z mieszczącego się w oddali jakiś 3 kilometrów centrum miasta odjeżdżał mi bus do Krakowa, który miał mnie dowieść na spóźnione zajęcia ze statystyki. Szybko przeanalizowałam sytuację, w której się znalazłam i doszłam do wniosku, że dział świadczeń rodzinnych może poczekać, zadania ze statystyki robione przez cały weekend - nie! Oczywiście w busie olśniło mnie, że mogłam pokazać im numer telefonu w komórce i tak może by doszli do tego, kto to dzwonił. Lolek mądry po szkodzie.
Na statystykę dotarłam tak spóźniona, że weszłam tylko po to, aby zostawić prowadzącemu moje obliczenia i wyszłam. Te 10 minut niewiele mnie zbawiłyby. A tak przynajmniej spokojnie przebrałam się na zajęcia z wychowania fizycznego, które były jedynymi, na których byłam w dzisiejszym dniu. Co prawda miałam jeszcze język rosyjski, zabytki Bliskiego Wschodu, socjologię czasu wolnego i regiony turystyczne, jednak musiałam dzisiaj się z nich zerwać. Na szczęście nie zdarza mi się to zbyt często :D.
Wracając do domu ponownie dostałam telefon, tym razem przedstawiła mi się bardzo znana mi pani M. T. z działu programu PFRON w sprawie dzisiejszego podpisania umowy o dofinansowania do studiów. No rzesz... To cały czas chodziło o II moduł programu Aktywny Samorząd? Gdyby wczoraj to ona zadzwoniła, od razu skojarzyłabym co i jak. A tak ja byłam święcie przekonana, że to jeszcze chodzi o to całe orzeczenie. Wniosek tego jeden - muszę częściej robić takie kontrolowane wagary i sama załatwiać wszystkie urzędowe sprawy. Przynajmniej będę wiedzieć co i jak.
O godzinie 13 nie ma na drogach tendencji do tworzenia się korków, toteż dojechałam na miejsce w godzinę 10(i pomyśleć, że do Krakowa jechałam w ponad 1,5 godziny, z czego jakiś kwadrans wjeżdżaliśmy na sam dworzec). Potem szybka przesiadka na inny autobus i po chwili byłam pod budynkiem MOPSu. Udałam się do wydziału programu PFRON, który trochę jest na przeciwko orzecznictwa(myślałam, że tacie chodzi o drzwi, a nie segment budynku). Co prawda przez to wszystko miałam przy sobie z wymaganych dokumentów tylko dowód osobisty, ale że dla chcącego nic trudnego, to moje konto bankowe zostało przepisane z poprzedniej umowy. Ciach, ciach, podpisanie dwóch egzemplarzy umów i tyle. Szybko poszło, tym bardziej, że kiedy składałam wniosek, powiedzieli mi, że umowy będą dopiero w końcu grudnia. Najlepsze jest jednak to, że gdybym od razu wiedziała o tym, to już rano zaszłabym w odpowiednie miejsce i wszystko załatwiła. No nic, przynajmniej wróciłam z Krakowa o 14, a nie 20. Sześć godzin to czasami więcej niż cała wieczność.
A propos adwentu. Jak Wam się podoba nowy wystrój bloga? Szata muzyczna, graficzna? Bo mi nawet... Jedyne co bym zmieniła to kolor liter w tytule postu, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniej opcji. Niezbyt lubię zmiany, ale tym razem jestem na tak!
