Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 8 sierpnia 2017

Praca nie dla każdego...

Kilka lat temu z myślą o naszych parafialnych półkoloniach zrobiłam sobie kurs wychowawcy kolonijnego. W tym roku, głównie z myślą o ŚDM w Panamie, postanowiłam wykorzystać ten papierek i zgłosiłam swoją kandydaturę do Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Dostałam się! W sumie CV miałam całkiem dobre - kilkuletni staż na corocznych półkoloniach letnich i zimowych w parafii, nie mniejszy podczas sobotnich zajęć z dziećmi. W połowie maja dostałam sugerowane miejsce i termin - Jastrzębia Góra, w dniach od 28 lipca do 9 sierpnia. Wobec tego, jak już pewnie zauważyliście, nie było mnie przez dziesięć dni. Przez ten czas pełniłam funkcję wychowawcy dla dzieci z Gliwic oraz Częstochowy wytypowane przez MOPS-y, OPS-y oraz CPZety, czyli z przeszłością, rozbitych i zastępczych rodzin, z problemami społecznymi i patologicznymi.
Pamiętam, jak sama jeździłam na tego typu wypoczynku w czasach, kiedy pracowała tylko mama - szkoła zgłaszała mnie wtedy do MOPSu za osiągnięcia naukowe i jechałam na dwutygodniowy aktywny wypoczynek. Zresztą większość kolonistów za moich czasów miało świadectwo z czerwonym paskiem. Teraz dzieciaki licytowały się kto ile klas powtarzał, albo ile miał jedynek z tego a tego przedmiotu... Ale takim dzieciom też należy się jakiś przyzwoity wypoczynek, czyż nie?
Prawie a cała moja grupa
Osobiście otrzymałam grupę chłopców w wieku 10 - 12 lat. Oczywiście nie wiedziałam czy sobie w ogóle poradzę, bo jednak to taki dziwny, no i w dodatku głupi wiek. Ale z drugiej strony kto nie ryzykuje ten nie pije przysłowiowego piwa. I wiecie co - moje obawy były bezpodstawne! Co prawda miałam jakieś tam małe zgrzyty z podopiecznymi(trudno ich nie mieć, kiedy jedna osoba mówi nie, a druga upiera się przy tak), co prawda przeżyłam kilkugodzinny pobyt z podopiecznym w szpitalu na chirurgii(dobra rada dyżurującego lekarza-chirurga - zaopatrzyć się w zestaw plastrów tzw. stripy, które w wielu przypadkach z powodzeniem zastępują szwy) oraz pozorną kradzież(oczywiście, gdyby się miało porządek w szafie, to aparat fotograficzny by nie zaginął), zaś większość z chłopców najchętniej nie wychodziłaby z pokoju, chyba że do pobliskiego sklepu po "niezbędne" produkty spożywcze w postaci znienawidzonych przeze mnie chipsów i coli, ale ogólnie jakoś dogadywaliśmy się. Chodziliśmy nad morze i na boiska, chłopaki pluskali się w morskich falach i budowali zamku z piasku, spacerowaliśmy po promenadzie, zwiedziliśmy Hel i Puck, płynęliśmy statkiem. Trochę może pogoda nie do końca nam dopisała, ale jakoś to przeżyliśmy. Przeraża mnie trochę brak umiejętności gospodarowania pieniędzmi przez dzieciaki, tylko tego chyba nie da się przeskoczyć w 10 dni.
Ogólnie nie narzekam, bo było całkiem nieźle, jak na mój pierwszy raz. Chociaż była taka przykra sytuacja, kiedy bazowa dowiedziała się, że jedna z wychowawczyń jest niepełnosprawna i za wszelką cenę chciała mnie odesłać do domu😡. Nosz... kolejne wstrętne, że tak powiem babsko, które bazuje na stereotypach, że niepełnosprawnych to najlepiej zamknąć w domach i nie pokazywać społeczeństwu. Chyba gdybym się zupełnie ku temu nie nadawała, to nie dostałabym papierka. Na szczęście kierowniczka się za mną wstawiła i głównie dzięki niej nikt się mnie nie pozbył. Tym bardziej, że widziała że dzieci mnie lubią i się mnie słuchają. No i najmniej było na mnie skarg od właścicieli obiektu oraz uwag samej kierowniczki. Natomiast po raz kolejny okazało się, że papierologia bierze górę nad wszystkim - to nic, że nie realizowaliśmy programu - papier wszystko przyjmie(to chyba bolączka wszystkich nauczycieli - mogą czegoś nie zrobić, ale taki, a taki temat musi być w dzienniku). 
Fajne doświadczenie, chociaż uważam, że do tej pracy trzeba mieć podejście do dzieci, zwłaszcza tych z trudniejszych rodzin. Trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Osobiście nie uważam, że sprostałam temu w 100%, starałam się jednak jak mogłam... A na pewno nie krzyczałam na nie bez przerwy, bo to nie tędy droga. No i trzeba zdawać sobie sprawę z ciążącej na nas odpowiedzialności za innych. To też nie jest dla wszystkich jasne, zwłaszcza że funkcja wychowawcy kolonijnego, to praca 24  godziny na dobę.  Wdzięczność dzieci za poniesiony trud jednak będzie niewymierną zapłatą za naszą pracę...

31 komentarzy:

  1. to praca dla kogoś kto ma powołanie do tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, niestety wiele młodych osób tuż po ukończeniu szkoły średniej robi sobie kurs wychowawcy, wszak to taka "prosta i przyjemna praca", a potem ma problemy z okiełznaniem towarzystwa.

      Usuń
  2. Gratuluję! To nie jest łatwa praca, chociaż z pewnością daje satysfakcję. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, satysfakcja z tego zajęcia jest niesamowita. Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Gratuluję wytrwałości, to naprawdę ciężka praca, ale jeśli ktoś się spełnia to szczęście i radość z tym związane muszą być ogromne! :) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do swojego kącika! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, do dzisiaj mam z tego powodu ucieszoną mordkę :), chociaż nie ukrywam, że ludzie lubią mi rzucać kłody pod nogi. Ale ja po prostu te kłody przeskakuję i idę dalej przed siebie

      Usuń
  4. Do dzieci trzeba się "nadawać się " czyli nadawać na tych samych falach co one i potrafić ich słuchać :)
    To prawda dzieci nie potrafią gospodarować pieniążkami , swoim córkom daje kieszonkowe , aby uczyć ich gospodarności .... ale z marnym skutkiem jak do tej pory !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po trochu zahartowała mnie ku temu działalność na rzecz parafialnego Oratorium, gdzie co sobotę pracujemy z dziećmi, zaś w ferie i wakacje organizujemy półkolonie. A co do gospodarowania pieniędzmi, to zauważyłam, że w wieku 10 - 12 lat dzieciakom wydaje się, że 100 zł na 10 dni to fortuna, jednak nie zwracają uwagi na to, że wszystko kosztuje i środki pieniężne topnieją w zastraszającym tempie. A potem jest płacz, że na końcu wyjazdu już nic nie zostaje...

      Usuń
  5. Karolinko, praca z dziećmi to nie tyle zawód, ile powołanie. Myślę, że Ty je masz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się, że do pracy z dziećmi musi być powołanie.
    Pozdrawiam serdecznie!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Na koloniach wiele wychowawczyń sądziło, że wiele zdziała krzykiem na dzieciaki. A to nie tędy droga. Ściskam serdecznie

      Usuń
  7. Brawo! Ja bym raczej się nie nadawała do takiej pracy z dziećmi. Jeden, dwa dni bym może i dała radę, ale więcej.... o nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty Aniu? Akurat przy trójce dzieci masz jak największe ku temu predyspozycję :). A Twoje kaszubskie strony dosłownie mnie urzekły. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Cha, cha, dziękuję za miłe słowa :) Ale wiesz, inaczej ze swoimi dziećmi człowiek postępuje, a inaczej z obcymi. A co do stron, to owszem - klimacik tu jest super :)

      Usuń
  8. No to miałaś pracę i małe wakacje nad morzem - fajnie.
    Rzeczywiście - wstrętne babsko. Jak można polegać tylko na stereotypach...
    Znam tą papierologię doskonale... Jako pielęgniarka mam mnóstwo papierów do wypełnienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę dziwne porównanie odpowiedzialnej funkcji bycia wychowawcą na kolonii z beztroskimi wakacjami, ale dobra. Co ze stereotypami, to wciąż z nimi walczę, z różnym skutkiem

      Usuń
    2. Też nie mogę sobie wyobrazić beztroskich wakacji będą na koloniach jako wychowawca. Rzeczywiście tak jak do uczenia trzeba mieć podejście tak do tego typu pracy również, nawet więcej bo z nieznanymi dzieciakami jest się 24 godzin na dobę. Ale kolejną pozycję możesz sobie wpisać w cv.


      Co do ludzi i ich podejścia do osób niepełnosprawnych to myślę, że jest to forma nieznajomości WAS. Wiem, że podejmuje się takie kroki, żeby np. uczniów z liceum bardziej zaznajomić z tematyką niepełnosprawności, ale nie odnosi to pozytywnego efektu. Jest po prostu jakaś bariera. Swoim blogiem Ty również przełamujesz pewne stereotypy, pokazując nam, że pomimo swoich słabości jest w stanie więcej zrobić niż nie jeden pełnosprawny.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Przecież nie napisałam beztroskie tylko małe, a to jest różnica.

      Usuń
    4. Jednak wakacje zawsze kojarzą się z wypoczynkiem, a ten wyjazd był odpowiedzialną pracą, za którą w skrajnych wypadkach mogłam iść nawet do więzienia.
      Dziękuję Blueberry za miłe słowa. Nawet nie wiesz jak bardzo są one dla mnie budujące :)

      Usuń
  9. moja kuzynka co roku z kościołem wyjeżdżała, jako opiekunka na koloniach, ale ona jest przedszkolanką, więc super się sprawdzała.. Ja chociaż jestem nauczycielką, to chyba bym rady nie dała...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, moje wykształcenie daleko odbiega od pedagogiki, chociaż kiedyś zastanawiałam się, czy nie iść na ten kierunek. A pracę z dziećmi traktuję jako moją pasję...

      Usuń
  10. Opieka nad dziećmi? to straszna odpowiedzialność ale Ty, Karolinko nie boisz się wyznaj.
    Jesteś niesamowita. Wiesz, że zawsze Cię podziwiam.
    Całuję i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - wyzwań się nie boję. Ale w życiu czasami trzeba być przebojowym i iść przed siebie. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. no nie jest prosto nie wszyscy się nadają do takiej pracy to trzeba mieć w sobie to cos... a tym babskiem nie ma się co przejmować najwidoczniej pozostała jeszcze w czasach średniowiecznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak część społeczeństwa. Na szczęście powoli zaczynamy wchodzić w "epokę oświecenia" :>.

      Usuń
  12. Co innego pasja, co innego praca na co dzień. Fajnie, że są pasjonaci, a (przynajmniej niektórzy) pedagodzy mogą w wakacje odpocząć. I dla dzieci to też dobrze, że mogą odpoczywać pod opieką specjalistów od wypoczynku, a nie pedagogów. Inne spojrzenie, z racji bycia nie pedagogiem, na potrzeby dzieciaków przyniosło Ci sukces. I mówię to jako pedagog. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Karolina czapki z głów, podziwiam po raz kolejny cho nieskromnie dodam że 12latki to fajne chłopaki są ;)
    uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, takiego 12-latka jak Twój to z przyjemnością wzięłabym pod swoje skrzydła podczas wakacyjnego wypoczynku. Całuję wakacyjnie

      Usuń