Na kartach Pisma Świętego nie znajdziemy ani jednego słowa, którego autorstwo przypisywano by świętemu Józefowi. Zawsze znajdował się w cieniu Syna Bożego, dla którego miał stać się ziemskim opiekunem oraz swojej żony, Maryi.
W tamtych czasach było to rzadko spotykane, ponieważ stanowisko kobiety w Izraelu zarówno pod względem religijnym, jak i społecznym, było niższe niż mężczyzny. Niewiasty były poddane mężom, których nazywali "panami". Były też bardziej ich sługami niż towarzyszkami życia. Do ich głównych obowiązków należało mielenie zboża, codzienny wypiek chleba, pranie, gotowanie, przygotowanie odzieży, wyrób tkanin, karmienie dzieci, staranie się o opał, wodę oraz naczynia, aż wreszcie praca na polu i w ogrodzie. Kobieta nie była niewolnicą męża, ale przynależała do niego. Stanowisko niewiasty utrudniała możliwość poligamii oraz dopuszczalność rozwodu ze strony męża, lecz jej to nie przysługiwało. Również w życiu religijnym kobieta nie miała pełni praw: nie mogła składać ofiar(z wyjątkiem ofiary na oczyszczenie oraz uzdrowienie), nie miały obowiązku pielgrzymowania, ani do odmawiania nieustannej modlitwy Szema, czytania Tory, czy też mieszkania w szałasie podczas Święta Namiotów.
Józef musiał być młody, kiedy poznał Maryję. Przypuszcza się, że mieścił się w przedziale 20 - 24 lat. Maryja mogła mieć około 14 lat. Nie wiadomo dokładnie jak się poznali. Co prawda wybór żony dla syna spoczywał na rodzicach, jednak on sam mógł zawrzeć małżeństwo wbrew jego woli, jednak musiał się wtedy liczyć z brakiem błogosławieństwa od ojca. Niebawem nastąpiło zaślubienie małżonków, które zwieńczyło okres ich narzeczeństwa. Chociaż byli już oficjalnie małżonkowie, ze wspólnym zamieszkaniem musieli jeszcze chwilę zaczekać.
W tym czasie rozegrały się wydarzenia, które zapisane zostały na kartach Ewangelii. Po Zwiastowaniu Maryja udała się z karawaną do kuzynki Elżbiety, która wedle słów Archanioła Gabriela miała spodziewać się tak jak ona dziecka. Zagadką pozostanie to, czy Maria od razu zorientowała się, że jest w ciąży. Była w wieku, w którym dopiero wkracza się w okres dojrzewania i brak miesiączki raczej nie dziwił.
Kiedy wróciła od Elżbiety, ciążę prawdopodobnie było już widać. W mieście nikt nie snuł żadnych podejrzeń, wszak prawo uznawało dziecko poczęte już w okresie narzeczeństwa, zaś Józef z Maryją już od pewnego czasu byli małżonkami.
Być może już miał napisany list rozwodowy i na drugi dzień chciał zanieść go Maryi, kiedy we śnie ukazał mu się anioł, przedstawiając mu całą sytuację. Zawstydzony Józef postanowił zniszczyć napisany list, zaś Maryję wziął pod swój dach. Dla narodzonego Jezusa był zaś najlepszym nauczycielem, wprowadzając chłopca w tajniki fachu, którym się trudnił, czyli ciesielstwa.
Nie wiadomo, kiedy umarł. Nie wiadomo nawet, czy do końca zdawał sobie sprawę z tego, że Jezus jest nie tylko Synem Bożym, ale przede wszystkim tym, którego zapowiadali prorocy. Wiadomo, że stał się cichym bohaterem, też przez to, że chciał przyjąć na siebie winę za oddalenie od siebie Maryi, biorąc na siebie całą za to winę. Dzięki temu, nawet gdyby nie objawiłby mu się anioł we śnie i nie przyjął potem żony pod swój dach, umożliwiłby przyjście na świat Zbawiciela, co byłoby niemożliwe, gdyby skazał ją na ukamienowanie.
A na koniec tego dzisiejszego postu wrzucam przepiękną modlitwę do patrona dzisiejszego dnia znalezioną w otchłani Internetu:
Dopisane wieczorem: właśnie podczas Mszy świętej odkryłam pewną ciekawostkę - liturgiczne wspomnienie św. Józefa, kiedy wypada w niedzielę Wielkiego Postu, przenoszone jest na następujący po niej poniedziałek.



Karolinko, życzę Ci opieki świętego Józefa, o którym tak pięknie napisałaś. Wspaniały to święty: uczy nas jak można być wielkim, a jednocześnie małym i pokornym.
OdpowiedzUsuńUściski serdeczne.
Bardzo ciekawie napisałaś o tym świętym.W sumie to też taka myśl mi przyszła do głowy ale stwierdziłam, że papugować po Tobie i Basi nie będę.
OdpowiedzUsuńMiłego tygodnia życzę :-))
Piękny post Karolinko, dziękuję Ci bardzo.
OdpowiedzUsuńŚwięty Józef jest wspaniały i aż do niedawna, nazbyt często niedoceniany. Dobrze, że Franciszek włączył Go do wspominania podczas Liturgii... Szkoda tylko, że nie wszyscy ojcowie idą za Jego przykładem.
OdpowiedzUsuńPojęcia nie miałem o tej próbie gorzkich ziół.
Bardzo Ci dziękuję Kochana :) I za post i za modlitwę :)
Ciekawy i piękny post! Pozdrawiam serdecznie!:)
OdpowiedzUsuńxxBasia
Cudowny post Karolinko!
OdpowiedzUsuńDwa lata temu w tym czasie byłam w Krakowie. Odwiedziłam kościół Świętej Anny, akurat rozpoczęła się Msza Święta. Nigdy nie zapomnę wygłoszonej homilii. Była piękna i pouczająca. Zapała w mojej pamięci.
Serdecznie pozdrawiam:)