W ciągu ostatnich dni czytałam niezwykle wciągającą książkę "Historia pszczół" norweskiej pisarki Mai Lunde. Szczerze powiedziawszy już dawno miałam na nią chrapkę, jednak obłożenie w bibliotece jest tak wielkie, że pewnie w dalszym ciągu bym czekała w długiej kolejce. A tymczasem brat młodej dwa lata skończył z wyróżnieniem technikum pszczelarskie prawie 200 kilometrów od ich biednej wsi(jedyne w Europie, taki zdolniacha) i w nagrodę oprócz uli dostał tą właśnie książkę. Młoda przywiozła ją ze sobą do przeczytania, a przy okazji i mnie udało się ją przeczytać. I wiecie co - oczarowała mnie.

Tytuł: "Historia pszczół. Powieść"
Autor: Maja Lunde
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kraków 2015
Ilość stron: 518
Akcja powieści rozpoczyna się w nie tak odległej przyszłości, bo w 2098 roku. Na świecie nie ma już pszczół, a niejaka Tao, kobieta chińskiego pochodzenia, pracuje na plantacji, gdzie wraz z innymi pracownikami ręcznie zapyla drzewa owocowe. Jest to żmudna, a za razem niebezpieczna robota. Tao ma męża Kuana oraz trzyletniego synka, Wei-Wena. Kobieta wie, że za pięć lat Wei-Wen podzieli jej los, dlatego marzy, aby wysłać go do jakiejś dobrej szkoły. Niestety, są one zarezerwowane tylko dla wybitnie zdolnych jednostek. Na razie jednak, korzystając z wolnego dnia, rodzina wybiera się na wycieczkę za miasto. W pewnym momencie trzylatek znika, a kiedy w końcu zostaje odnaleziony, dzieją się z nim dziwne rzeczy. Zostaje zabrany do szpitala, z którego wkrótce znika. Zdesperowana kobieta rusza do Pekinu w poszukiwaniu ukochanego dziecka.
91 lat wcześniej Amerykanin o imieniu George, podobnie jak jego przodkowie, prowadzi dobrze prosperującą hodowlę pszczół. Po cichu marzy o tym, że jego jedyny syn Tom za kilka lat przejmie cały interes. Tymczasem 25 latek ma zupełnie inny plan na swoje życie. W dodatku w całym kraju padają pszczoły. George jest tym wszystkim załamany i popada w coraz większą apatię...
Jest rok 1852. Mieszkający w Anglii William ma swój sklep, kochającą żonę i gromadkę dzieci. W przeszłości chciał zajmować się pszczołami, jednak pod wpływem kpin znajomego popadł w depresję i miesiącami nie wychodził z łóżka. Jednak dzięki rozmowie z jedną ze swoich córek, Charlotte, wpada na genialny pomysł unowocześnienia konstrukcji dotychczasowych uli w taki sposób, aby produkcja miodu była jak najbardziej ekonomiczna. Nie wie jednak, że podobną konstrukcję wymyślono już w innej części świata. Zmartwień dostarcza mu też dorastający syn, który sprawia coraz więcej problemów wychowawczych.
Wszystkie trzy historie, chociaż toczą się w różnych ramach czasowych, sprowadzają się do jednego mianownika - pszczół. Ale nie tylko. Uważny czytelnik po wnikliwej analizie tekstu dostrzeże, że jedna historia, poprzez niesamowity zbieg okoliczności, łączy się z drugą, niczym elementy sieci pokarmowej. Równoległym tematem obok pszczół są relacje rodziców z dziećmi na przestrzeni wieków. Doskonale widać w książce tą zależność, że rodzice zawsze chcą jak najlepszego życia dla swoich dzieci, choćby nie wiadomo jak bardzo byli biedni. Niestety, nie zawsze im się to udaje, a skutki nieposłuszeństwa dzieci wobec nich mogą być opłakane i nieprzewidywalne.
Chociaż książka liczy ponad 500 stron, czyta się ją bardzo szybko. Jednak niejednokrotnie podczas czytania zastanawiałam się, jak naprawdę wyglądałby świat, gdyby wyginęły wszystkie pszczoły. Bo chociaż są one nie do końca doceniane, to jednak tworzą ważną część ekosystemu naszej planety.
A co tak naprawdę oznaczałoby zniknięcie wszystkich pszczół z naszej planety? Sami przeczytajcie:
Winogrona, awokado, ogórki - lista owoców i warzyw, których nie będziemy mogli jeść, jeśli wymrą pszczoły, jest długa. Znajdzie się na niej nawet kilka produktów mlecznych. Pszczoły bowiem(oprócz miodnych mowa też o pszczołach samotnicach i trzmielach) zapylają też wiele roślin pastewnych dla krów. Jeżeli zabraknie tej swoistej maszynerii zapylającej, biorącej udział w rozmnażaniu 70% roślin użytkowych, nasze talerze zaświecą pustkami. Już Albert Einstein powiedział: - Kiedy wyginą pszczoły, człowiekowi pozostaną cztery lata istnienia. I ten scenariusz wcale nie jest taki nieprawdopodobny: w Polsce liczebność pszczół miodnych spadła 1/3! Odpowiedzialne za to są głównie roztocza i wirusy, ale o zdziesiątkowanie pszczelej społeczności podejrzewa się także pestycydy, niszczenie siedlisk owadów, zanieczyszczenie środowiska oraz zmiany klimatyczne. Na szczęście los nie wszystkich warzyw i owoców zależy od pszczół - "bezpieczne" są rośliny wiatropylne oraz te zapylane przez inne owady. Dla pozostałych naukowcy i rolnicy gorączkowo szukają nowych metod zapylania. Ale rolnictwo to tylko jedna strona medalu - zagrożona jest też dzika flora. Większość dzikich roślin jest zapylana przez owady. Część tego zadania przypada na pszczoły. Ich brak może więc wstrząsnąć całym ekosystemami, a to odbije się na stworzonej przez człowieka cywilizacji. A jak zmieni się nasze menu w świecie bez pszczół?:
Tytuł: "Historia pszczół. Powieść"
Autor: Maja Lunde
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kraków 2015
Ilość stron: 518
Akcja powieści rozpoczyna się w nie tak odległej przyszłości, bo w 2098 roku. Na świecie nie ma już pszczół, a niejaka Tao, kobieta chińskiego pochodzenia, pracuje na plantacji, gdzie wraz z innymi pracownikami ręcznie zapyla drzewa owocowe. Jest to żmudna, a za razem niebezpieczna robota. Tao ma męża Kuana oraz trzyletniego synka, Wei-Wena. Kobieta wie, że za pięć lat Wei-Wen podzieli jej los, dlatego marzy, aby wysłać go do jakiejś dobrej szkoły. Niestety, są one zarezerwowane tylko dla wybitnie zdolnych jednostek. Na razie jednak, korzystając z wolnego dnia, rodzina wybiera się na wycieczkę za miasto. W pewnym momencie trzylatek znika, a kiedy w końcu zostaje odnaleziony, dzieją się z nim dziwne rzeczy. Zostaje zabrany do szpitala, z którego wkrótce znika. Zdesperowana kobieta rusza do Pekinu w poszukiwaniu ukochanego dziecka.
91 lat wcześniej Amerykanin o imieniu George, podobnie jak jego przodkowie, prowadzi dobrze prosperującą hodowlę pszczół. Po cichu marzy o tym, że jego jedyny syn Tom za kilka lat przejmie cały interes. Tymczasem 25 latek ma zupełnie inny plan na swoje życie. W dodatku w całym kraju padają pszczoły. George jest tym wszystkim załamany i popada w coraz większą apatię...
Jest rok 1852. Mieszkający w Anglii William ma swój sklep, kochającą żonę i gromadkę dzieci. W przeszłości chciał zajmować się pszczołami, jednak pod wpływem kpin znajomego popadł w depresję i miesiącami nie wychodził z łóżka. Jednak dzięki rozmowie z jedną ze swoich córek, Charlotte, wpada na genialny pomysł unowocześnienia konstrukcji dotychczasowych uli w taki sposób, aby produkcja miodu była jak najbardziej ekonomiczna. Nie wie jednak, że podobną konstrukcję wymyślono już w innej części świata. Zmartwień dostarcza mu też dorastający syn, który sprawia coraz więcej problemów wychowawczych.
Wszystkie trzy historie, chociaż toczą się w różnych ramach czasowych, sprowadzają się do jednego mianownika - pszczół. Ale nie tylko. Uważny czytelnik po wnikliwej analizie tekstu dostrzeże, że jedna historia, poprzez niesamowity zbieg okoliczności, łączy się z drugą, niczym elementy sieci pokarmowej. Równoległym tematem obok pszczół są relacje rodziców z dziećmi na przestrzeni wieków. Doskonale widać w książce tą zależność, że rodzice zawsze chcą jak najlepszego życia dla swoich dzieci, choćby nie wiadomo jak bardzo byli biedni. Niestety, nie zawsze im się to udaje, a skutki nieposłuszeństwa dzieci wobec nich mogą być opłakane i nieprzewidywalne.
Chociaż książka liczy ponad 500 stron, czyta się ją bardzo szybko. Jednak niejednokrotnie podczas czytania zastanawiałam się, jak naprawdę wyglądałby świat, gdyby wyginęły wszystkie pszczoły. Bo chociaż są one nie do końca doceniane, to jednak tworzą ważną część ekosystemu naszej planety.
A co tak naprawdę oznaczałoby zniknięcie wszystkich pszczół z naszej planety? Sami przeczytajcie:
Winogrona, awokado, ogórki - lista owoców i warzyw, których nie będziemy mogli jeść, jeśli wymrą pszczoły, jest długa. Znajdzie się na niej nawet kilka produktów mlecznych. Pszczoły bowiem(oprócz miodnych mowa też o pszczołach samotnicach i trzmielach) zapylają też wiele roślin pastewnych dla krów. Jeżeli zabraknie tej swoistej maszynerii zapylającej, biorącej udział w rozmnażaniu 70% roślin użytkowych, nasze talerze zaświecą pustkami. Już Albert Einstein powiedział: - Kiedy wyginą pszczoły, człowiekowi pozostaną cztery lata istnienia. I ten scenariusz wcale nie jest taki nieprawdopodobny: w Polsce liczebność pszczół miodnych spadła 1/3! Odpowiedzialne za to są głównie roztocza i wirusy, ale o zdziesiątkowanie pszczelej społeczności podejrzewa się także pestycydy, niszczenie siedlisk owadów, zanieczyszczenie środowiska oraz zmiany klimatyczne. Na szczęście los nie wszystkich warzyw i owoców zależy od pszczół - "bezpieczne" są rośliny wiatropylne oraz te zapylane przez inne owady. Dla pozostałych naukowcy i rolnicy gorączkowo szukają nowych metod zapylania. Ale rolnictwo to tylko jedna strona medalu - zagrożona jest też dzika flora. Większość dzikich roślin jest zapylana przez owady. Część tego zadania przypada na pszczoły. Ich brak może więc wstrząsnąć całym ekosystemami, a to odbije się na stworzonej przez człowieka cywilizacji. A jak zmieni się nasze menu w świecie bez pszczół?:
- Mniej mięsa - ponieważ krowy są karmione głównie roślinami, które muszą być zapylone przez pszczoły, spadnie produkcja mięsa i mleka;
- Czas na lemoniadę! - Owoce cytrusowe są samopylne. Pszczoły właściwie nie mają wpływu na wyniki zbiorów cytryn, pomarańczy i grejpfrutów;
- Koniec z arbuzami - żadne inne owoce nie są tak uzależnione od pszczół jak arbuzy i melony - musiałyby być zapylane ręcznie, co znacznie podniosłoby ich cenę;
- Bez cukinii i ogórków - wszystkie rośliny dyniowate trzeba by było zapylać ręcznie;
- Sałatki owocowe - zabraknie w nich kiwi, jagód, jabłek i winogron;
- Ubogie ciasto - trzeba się będzie obejść bez masła. A jeśli idzie o nadzienie? Truskawki mogą być wiatropylne, ale ich krzaczki są wtedy bardziej podatne na choroby, a owoce - małe i bez smaku;
- Mnóstwo chleba - pszenica jest wiatropylna - chleb będziemy więc mieli również bez pszczół;
- Niedobory bawełny - zapylane przez pszczoły krzewy bawełny są bardziej wydajne i odporniejsze na choroby. Bez pszczół bawełna będzie wprawdzie dalej dostępna, ale gorszej jakości - i znacznie droższa;
- Koniec z guacamole - bez pszczół nie ma awokado - ale za to całe góry nachos, ponieważ kukurydza nie potrzebuje zapylających jej owadów;
- Sos pomidorowy - na stół trafiłyby wyłącznie pomidory sztucznie zapylane;
- Makaron z warzywami - niestety bez brokułów, papryki i cebuli
pszczół się boję, bo alergikiem jestem, ale doceniam i nigdy nie zabijam jeżeli mi wpadnie do domu...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Pszczoły trzeba szanować, bo świat bez nich będzie zupełnie inny
UsuńNie wyobrażam sobie świata bez pszczół! Na szczęście ludzie dostrzegają zagrożenie i, nie wiem czy wystarczająco, ale coś w tym kierunku robią.
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałam, fantastyka kiedyś mnie fascynowała, teraz wolę inne, chociaż z Twojego opisu wydaje się bardzo ciekawa.
Miłego dnia Karolinko:)
Lepiej późno niż za późno ;).
UsuńCo do książki to jakoś nie zaliczyłabym jej do fantastyki. Raczej do wybiegającemu w przyszłość wizjonerskiemu prorokowaniu tego, co może się stać. Na szczęście zakończenia, chociaż tragiczne, niesie z sobą nadzieję. Pozdrawiam
Pszczoły to bardzo pracowite owady i powinniśmy dbać o nie. Książka bardzo ciekawa.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak, a książkę serdecznie polecam
UsuńTo prawda; znikną pszczoły, za nimi ludzkość- ocali się tylko najbardziej pracowity naród...
OdpowiedzUsuńA może się to stać lada chwila, jeżeli się w porę nie opamiętamy...
UsuńKsiążka wydaje się bardzo ciekawa, chociaż tytuł może mylić, gdyby nie podtytuł. Pszczoły są groźne, gdy użądlą, ale bez ich trudu nie byłoby nas. Niektórzy dostrzegają problem zmniejszającej się populacji i stawiają(podobno) ule na dachach w dużych miastach. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńO, o tych ulach na dachu to pierwszy raz słyszę. Ciekawa jestem, jak to wygląda w praktyce. A książka jest bardzo ciekawa i skłania do przemyśleń. Pozdrawiam
UsuńNie wyobrażam sobie świata bez pszczół!
OdpowiedzUsuńJa też...
UsuńI pomyśleć, że tyle pszczół ginie co roku, niedawno słyszałam, że ktoś podpalił suche trawy i spłonęło ponad 50 uli...
OdpowiedzUsuńGłupota ludzka nie zna granic
UsuńNiestety jednym z największych zagrożeń dla pszczół są rolnicy, którzy niewłaściwie stosują środki ochrony roślin. Corocznie ginie ich mnóstwo na skutek zatruć.
OdpowiedzUsuńNiestety, masz racje.
UsuńBardzo ciekawa propozycja i temat ważny. Rzeczywiście z roku na rok pszczół jest jakby mniej, obserwuję to choćby w ogrodzie.
OdpowiedzUsuńCieplutko pozdrawiam.
Dokładnie - jak nie jakiś zabójczy wirus to opryski stosowane przez rolników i sadowników. Mam jednak nadzieję, że nie dojdzie do najgorszego i pszczoły całkowicie nie wyginą.
UsuńKarolinko, nie słyszałam o tej książce, a teraz muszę jej poszukać w bibliotece.
OdpowiedzUsuńUściski.
Polecam, bo warto ją przeczytać
UsuńPraca w pasiece wymaga cierpliwości i uwagi.Najwięcej krzywdy dla pszczelej populacji robią "pszczelarze "amatorzy,którzy o pasiekę nie dbają . Bo albo się nie znają albo oszczędzają. Stąd zgnilce i itp.paskudztwa.
OdpowiedzUsuńCzasami mam wrażenie, że powinni likwidować takie pseudopasieki(zresztą tak samo jak wszelkie pseudohodowle), bo więcej z nimi kłopotów niż pożytku.
Usuńile byśmy stracili gdyby zabrakło pszczół! książka wydaje się bardzo interesująca, pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńNa pewno zniknęłoby wiele produktów, a i sama żywność byłaby bardzo droga. Książkę polecam, bo jest bardzo interesująca
UsuńNamowilas mnie do poszukania tej ksiazki
OdpowiedzUsuńPolecam, bo warto
OdpowiedzUsuń