Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 15 grudnia 2019

1072. Naukowcy to też rodzice

Jedną z ostatnio przeczytanych przeze mnie książek jest "Maria Skłodowska - Curie i jej córki". Muszę się przyznać, że książkę przeczytałam pod wpływem M., któremu w tym roku doszła do programu nauczania chemia i w związku z tym zadaje tuzin różnych pytań na ten temat. Cieszę się jak nie wiem, bo dotąd nauka nie była jego mocną stroną, więc jestem w stanie iść na kompromis, zwłaszcza kiedy chodzi o chemię, która nie była moim konikiem. A że ostatnio na tapecie jest wszystko związane z Marią Skłodowską-Curie, postanowiłam zgłębić ten temat i wypożyczyłam książkę, którą i tak chciałam kiedyś przeczytać. I tak przez kilka dni książka o podwójnej polskiej noblistce była moją lekturą.

Tytuł: "Maria Skłodowska-Curie i jej córki"
Autor: Shelley Emling
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA
Warszawa 2013
Ilość stron: 310

Każdy z nas zna nazwisko Marii Skłodowskiej - Curie. Wszyscy kojarzą ją z wynalezieniem dwóch jakże ważnych dla medycyny pierwiastków promieniotwórczych - radu i polonu, za które otrzymała dwa razy prestiżową Nagrodę Nobla. W tym wszystkim zapominamy jednak, że była jednocześnie żoną i matką. I chociaż została zdecydowanie za wcześnie wdową, to przecież pozostały jej jeszcze dwie córki, Irena i Ewa. 
Książka Shelley Emling, której najbliżej jest do biografii niż do innego gatunku literackiego, zaczyna się w najbardziej gorącym dla wybitnej polskiej uczonej momencie, czyli otrzymaniu w 1911 roku ponownie Nagrody Nobla, tym razem w dziedzinie chemii. Jednocześnie w prasie pojawiły się doniesienia o jej romansie z fizykiem, Paulem Langevinem. Chemiczka była tym załamana, ale mimo wszystko zdecydowała się przyjąć wyróżnienie, które zostało jej przyznane za dokonania a nie to, jak żyje. Po powrocie do Paryża zachorowała na nerki i musiała wyjechać do sanatorium, co spowodowało kolejne rozstanie z córkami. Musiały im wystarczyć dość często pisane do siebie listy.
Wydawać by się mogło, że zapracowana matka nie ma czasu dla swoich dwóch córek, dla których musiała być i matką i ojcem. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę sanatorium było jedną z niewielu chwil w ich życiu, kiedy zostały rozdzielone. Nawet w dwie podróże do odległej Ameryki, w celu zebrania środków na badania nad radem Maria Skłodowska - Curie popłynęła razem z ukochanymi córkami. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ w chwilach słabości noblistki, jej córki mogły ją z powodzeniem zastąpić w oficjalnych spotkaniach i wystąpieniach.
Maria nie tylko godziła pracę z wychowaniem dzieci, ale też zaraziła starszą córkę Irenę pasją do nauk ścisłych. Nie więc dziwnego, że Irena wraz z mężem otrzymali w 1935 roku Nagrodę Nobla, również w dziedzinie chemii i również za badanie zjawiska promieniotwórczości. Maria nie doczekała tej chwili - zmarła rok wcześniej w wyniku anemii złośliwej aplastyczną powstałą w wyniku zbyt długiego narażenia się na promieniowanie bez odpowiedniej ochrony. Młodsza córka, Ewa, wybrała zupełnie odmienną drogę i została dziennikarką. Nawet jeżeli Marii było przykro z tego powodu, to uszanowała tą decyzję. Ale to Ewa była z matką w jej ostatnich chwilach życia i to Ewa trzymała jej dłoń do ostatniej chwili.
Podejrzewam, że książek o Marii Skłodowskiej-Curie napisano sporo, jednak ta zasługuje według mnie na szczególną uwagę. Pokazuje noblistkę nie jako wybitnego naukowca, ale kochającą matkę, dla której najważniejsze są dzieci. Nie możemy o tym zapominać...

17 komentarzy:

  1. zaciekawaiłaś mnie Karolinko tym opisem, chętnie sięgnę po książkę, tym bardziej że biografie bardzo lubię :)
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęcająca pozycja, Karolinko.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam o Niej książkę, bardzo mi się podobała. Jednak nie właśnie o Niej od tej innej strony. Ciekawa lektura i chętnie poczytam. Recenzję bardzo ciekawie napisałaś, a to też trzeba umieć. Tyś utalentowana kobieta. :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Własnie tym bardzie należy podziwiać noblistkę, oprócz kariery naukowej spełniła się jako matka...
    Świetny był także film na podstawie jej biografii.

    OdpowiedzUsuń
  5. lubię tę postać, tej książki nie znałam. Ale oczywiście czytałam kiedyś wspomnienie jej córki o tym jaką matką była :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam półtora roku książkę napisaną przez jej córkę. Przepiękna literatura pełna faktów, takich jak otwarcie szkoły przez Noblistkę dla dzieciaków, w której to placówce nasza chemiczka udowadniała związek sportu z intelektem. Zakochałam się w obu i matce i córce, a i jeszcze ich ukochaniu nauki

    OdpowiedzUsuń
  7. Zbyt mało wiem o Marii Skłodowskiej, nie wiedziałam że miała dzieci. świat zapamiętał ją jako wybitnego naukowca, dobrze wiedzieć że była też wspaniałą matką

    OdpowiedzUsuń
  8. Ściskam Cię mocno Karolinko, a do mnie, jak masz ochotę, to naprawdę możesz przyjechać:) Kwestia dogadania terminu :) Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
  9. Różnie się pisze o rodzicach- naukowcach.
    Przeważnie to, że dla nauki poświęcają życie rodzinne.
    Pozdrawiam na dobry czas🤗🌺

    OdpowiedzUsuń
  10. O to bardzo ciekawa książka, aż muszę popatrzeć czy w bibliotece coś mają ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam o tej książce, może być interesująca. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. O książce słyszałam, gdy będę miała okazję na pewno przeczytam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię biografie. Czytałam "Marię Skłodowską - Curie i jej córki" i faktycznie zasługuje na szczególną uwagę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. O, muszę poszukać i przeczytać. Podziwiam Marię.

    OdpowiedzUsuń