Jedną z ostatnio przeczytanych przeze mnie książek jest "Maria Skłodowska - Curie i jej córki". Muszę się przyznać, że książkę przeczytałam pod wpływem M., któremu w tym roku doszła do programu nauczania chemia i w związku z tym zadaje tuzin różnych pytań na ten temat. Cieszę się jak nie wiem, bo dotąd nauka nie była jego mocną stroną, więc jestem w stanie iść na kompromis, zwłaszcza kiedy chodzi o chemię, która nie była moim konikiem. A że ostatnio na tapecie jest wszystko związane z Marią Skłodowską-Curie, postanowiłam zgłębić ten temat i wypożyczyłam książkę, którą i tak chciałam kiedyś przeczytać. I tak przez kilka dni książka o podwójnej polskiej noblistce była moją lekturą.
Tytuł: "Maria Skłodowska-Curie i jej córki"
Autor: Shelley Emling
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA
Warszawa 2013
Ilość stron: 310
Każdy z nas zna nazwisko Marii Skłodowskiej - Curie. Wszyscy kojarzą ją z wynalezieniem dwóch jakże ważnych dla medycyny pierwiastków promieniotwórczych - radu i polonu, za które otrzymała dwa razy prestiżową Nagrodę Nobla. W tym wszystkim zapominamy jednak, że była jednocześnie żoną i matką. I chociaż została zdecydowanie za wcześnie wdową, to przecież pozostały jej jeszcze dwie córki, Irena i Ewa.
Książka Shelley Emling, której najbliżej jest do biografii niż do innego gatunku literackiego, zaczyna się w najbardziej gorącym dla wybitnej polskiej uczonej momencie, czyli otrzymaniu w 1911 roku ponownie Nagrody Nobla, tym razem w dziedzinie chemii. Jednocześnie w prasie pojawiły się doniesienia o jej romansie z fizykiem, Paulem Langevinem. Chemiczka była tym załamana, ale mimo wszystko zdecydowała się przyjąć wyróżnienie, które zostało jej przyznane za dokonania a nie to, jak żyje. Po powrocie do Paryża zachorowała na nerki i musiała wyjechać do sanatorium, co spowodowało kolejne rozstanie z córkami. Musiały im wystarczyć dość często pisane do siebie listy.
Wydawać by się mogło, że zapracowana matka nie ma czasu dla swoich dwóch córek, dla których musiała być i matką i ojcem. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę sanatorium było jedną z niewielu chwil w ich życiu, kiedy zostały rozdzielone. Nawet w dwie podróże do odległej Ameryki, w celu zebrania środków na badania nad radem Maria Skłodowska - Curie popłynęła razem z ukochanymi córkami. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ w chwilach słabości noblistki, jej córki mogły ją z powodzeniem zastąpić w oficjalnych spotkaniach i wystąpieniach.
Maria nie tylko godziła pracę z wychowaniem dzieci, ale też zaraziła starszą córkę Irenę pasją do nauk ścisłych. Nie więc dziwnego, że Irena wraz z mężem otrzymali w 1935 roku Nagrodę Nobla, również w dziedzinie chemii i również za badanie zjawiska promieniotwórczości. Maria nie doczekała tej chwili - zmarła rok wcześniej w wyniku anemii złośliwej aplastyczną powstałą w wyniku zbyt długiego narażenia się na promieniowanie bez odpowiedniej ochrony. Młodsza córka, Ewa, wybrała zupełnie odmienną drogę i została dziennikarką. Nawet jeżeli Marii było przykro z tego powodu, to uszanowała tą decyzję. Ale to Ewa była z matką w jej ostatnich chwilach życia i to Ewa trzymała jej dłoń do ostatniej chwili.
Podejrzewam, że książek o Marii Skłodowskiej-Curie napisano sporo, jednak ta zasługuje według mnie na szczególną uwagę. Pokazuje noblistkę nie jako wybitnego naukowca, ale kochającą matkę, dla której najważniejsze są dzieci. Nie możemy o tym zapominać...

zaciekawaiłaś mnie Karolinko tym opisem, chętnie sięgnę po książkę, tym bardziej że biografie bardzo lubię :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie :)
Zachęcająca pozycja, Karolinko.
OdpowiedzUsuńUściski.
Czytałam o Niej książkę, bardzo mi się podobała. Jednak nie właśnie o Niej od tej innej strony. Ciekawa lektura i chętnie poczytam. Recenzję bardzo ciekawie napisałaś, a to też trzeba umieć. Tyś utalentowana kobieta. :))))
OdpowiedzUsuńWłasnie tym bardzie należy podziwiać noblistkę, oprócz kariery naukowej spełniła się jako matka...
OdpowiedzUsuńŚwietny był także film na podstawie jej biografii.
Bardzo interesujące :)
OdpowiedzUsuńlubię tę postać, tej książki nie znałam. Ale oczywiście czytałam kiedyś wspomnienie jej córki o tym jaką matką była :)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Czytałam półtora roku książkę napisaną przez jej córkę. Przepiękna literatura pełna faktów, takich jak otwarcie szkoły przez Noblistkę dla dzieciaków, w której to placówce nasza chemiczka udowadniała związek sportu z intelektem. Zakochałam się w obu i matce i córce, a i jeszcze ich ukochaniu nauki
OdpowiedzUsuńZbyt mało wiem o Marii Skłodowskiej, nie wiedziałam że miała dzieci. świat zapamiętał ją jako wybitnego naukowca, dobrze wiedzieć że była też wspaniałą matką
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno Karolinko, a do mnie, jak masz ochotę, to naprawdę możesz przyjechać:) Kwestia dogadania terminu :) Buziaczki!
OdpowiedzUsuńRóżnie się pisze o rodzicach- naukowcach.
OdpowiedzUsuńPrzeważnie to, że dla nauki poświęcają życie rodzinne.
Pozdrawiam na dobry czas🤗🌺
So good.
OdpowiedzUsuńO to bardzo ciekawa książka, aż muszę popatrzeć czy w bibliotece coś mają ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Nie słyszałam o tej książce, może być interesująca. Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńO książce słyszałam, gdy będę miała okazję na pewno przeczytam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Lubię biografie. Czytałam "Marię Skłodowską - Curie i jej córki" i faktycznie zasługuje na szczególną uwagę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
O, muszę poszukać i przeczytać. Podziwiam Marię.
OdpowiedzUsuńCiekawa książka.
OdpowiedzUsuń