Propozycja wystartowania w I Rundzie Paralekkoatletycznego Grand Prix Polski 2020 w Sieradzu spadła na mnie trochę niespodziewanie. Niby wiedziałam, że odbywa się taka impreza, ale z drugiej strony, zgłasza na nią trener lub klub. A że trener raczej się do tego nie kwapił, to wszystko rozegrało się jakby poza nim.
Był wieczór pierwszego dnia obozu, siedzieliśmy akurat z Młodszą nad basenem, kiedy podszedł do nas prezes z zapytaniem, czy nie chciałabym tuż po obozie jechać na Mitting do Sieradza(Młodsza była już zgłoszona przez niego). Po krótkim namyśle odpowiedziałam, że w sumie mogę jechać. Szybko zadzwoniliśmy do trenera, bo to on powinien zgłosić, a Młodsza miała za zadanie dowiedzieć się od ekipy z Cieszyna, czy znajdzie się jakoś dla mnie miejsce w ich samochodach(trener tradycyjnie z nami nie jechał). Trener trochę był jakby skołowany, ale w końcu mnie zgłosił, chociaż sam nie wiedział na co ma mnie zapisać - opcjonalnie poprosiłam go o bieg na 100 m, ani nawet, którą mam grupę startową.
Cały obóz prosiłam Młodszą, aby zadzwoniła do tego całego Cieszyna - nie miała czasu. Znalazła go dopiero podczas powrotu. Ale wtedy okazało się, że nie mają już miejsca. Zaczęłam już kombinować jak dojechać tam na własną rękę. Bo wiecie - niepojawienie się zawodnika na starcie(z pominięciem pewnych przypadków) wiąże się z karą pieniężną dla klubu. A tego chciałam uniknąć.
Być może wszystko by się udało, gdyby przez przypadek mój tata nie zgadał się z mamą Młodszej. Wtedy wyszło na jaw, że w zasadzie nie ma mnie kto zawieść. Młodsza zawzięcie upierała się, że dzwoniła wcześniej(wiedziała, że w domu będzie afera, chociaż mój tata od razu wiedział, że kręci - chyba nie do końca świadomie "spiekła raka"), przy okazji wydało się, że ostatni trening był w lutym, a my jesteśmy jedyną sekcją, która nie wznowiła treningów, mimo że są one na dworze(zresztą to nie jedyny problem z aktualnym trenerem, który co rusz je odwołuje). Padło na to, że albo ktoś mnie odwiezie, albo nie jadę wcale.
Trochę podłamana chodziłam po mieszkaniu, nie wiedząc czy bardziej wolę burę od prezesa czy trenera. W pewnym momencie zadzwoniła do mnie mama Młodszej, że to ona zrobiła awanturę zarówno jednemu(bo sam nie zapewnił transportu i o zachowaniu trenera), jak i drugiemu(za całokształt). Tym razem to ja spanikowałam, bo spodziewałam się, że wszystko odbije się na mnie. Tymczasem po chwili dzwoni do mnie prezes, że jednak udało mu się załatwić mi transport z Cieszynem. Ufff... udało się.
Nazajutrz o umówionej godzinie Herkules odebrał mnie spod centrum handlowego w Cz. i ruszyliśmy w prawie trzygodzinną podróż do Zduńskiej Woli, gdzie mieliśmy zakwaterowanie(ciekawe dlaczego cały Śląsk umieszczono w innym hotelu niż resztę). Na miejscu czekała już Młodsza, która dojechała tam ok. godzinę wcześniej.
Środa była dniem na przyjazd i odetchnięcie, zawody rozpoczęły się na drugi dzień. Z pełnym reżimem sanitarnym: maseczki można było zdjąć jedynie na czas konkurencji i rozgrzewki jej poprzedzającej(no i oczywiście kiedy człowiek chciał się napić), biegliśmy w kilku turach, co 2 tor(ale wyniki były z jakby jednego wspólnego biegu), w konkurencjach technicznych wszystko było dezynfekowane po jednorazowym oddaniu rzutu, wszyscy musieli zachować odstęp. Wszystko się przez to opóźniało, ale z drugiej strony chyba wszyscy rozumieli sytuację i nikt nie miał problemów z zaakceptowaniem obowiązujących reguł.
Wystartowałam w dwóch konkurencjach - biegu na 100 m oraz skoku w dal. O tym, że biorę udział w skoku w dal dowiedziałam się dosłownie dzień wcześniej od... prezesa. Dobrze, że mi o tym powiedział, a nie działał z zaskoczenia. Zbyt dużo się po tej konkurencji nie spodziewałam, ale spróbować mogłam.



Prawdziwie sportowy w Tobie duch, Karolinko.
OdpowiedzUsuńUściski.
gratuluję startów, jesteś wielka!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Świetnie, że tyle trenujesz i bierzesz udział w sportowych wydarzeniach mimo upałów.
OdpowiedzUsuńPOzdrawiam.
To oprócz blogowania łączą nas jeszcze dyscypliny sportowe...;o) W sobotę będę trzymać kciuki !! Jestem blisko Krakusowa to poczujesz moc...;o)
OdpowiedzUsuńBrawo! Dałaś radę! Trzymam kciuki za Mistrzostwa!
OdpowiedzUsuńSuper jest moc Karolinko :) I nawet w taki upał ojej podziwiam
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Wspaniale Karolinko, jestem pełna podziwu dla Twojej determinacji. Życzę Ci powodzenia w Krakowie i gorąco pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńGratuluję i podziwiam. Podziwiam i gratuluję. :)
OdpowiedzUsuńMoc buziaków posyłam!!! I spełnienia marzeń.