Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 7 września 2020

1205. Między jednym startem, a drugim

Z maskotką Memoriału
trafił mi się kolejny wolontariat. Tym razem, podobnie jak rok wcześniej, na Memoriale Kamili Skolimowskiej na chorzowskim Narodowym Stadionie Lekkoatletycznym. Trochę spontanicznie wysłałam na niego zgłoszenie, ponieważ przez dłuższy czas nie było informacji o naborze na wolontariat. A kiedy już się pojawiła, to prawdopodobnie byłam na obozie sportowym. Na szczęście udało mi się pożyczyć laptopa od Prezesa, więc mogłam sobie na spokojnie wysłać zgłoszenie i czekać na odpowiedź.
Ta przyszła jakiś tydzień przed Memoriałem. Lepiej późno, niż za późno. Albo wcale. Okazało się, że jestem przydzielona do pomocy zawodnikom niepełnosprawnym. Ok., nie ma sprawy. Z  większością z nich znam się z zawodów lekkoatletycznych.
Jednocześnie dowiedziałam się, że w sobotnie popołudnie przewidziane jest szkolenie dla wolontariuszy. W sumie jest to niejedna z okazji na spokojne przejście się po stadionie. A przy okazji można bliżej poznać swoje obowiązki.
Jednak zanim dotarłam do Chorzowa w Katowicach natchnęłam się na manifestację środowisk LBGT... Dobra, nie mam nic do ideologii, bo szanuję każdego wraz z jego przekonaniami, jednak myślę że czasami przesadzają. Są nierówno traktowani? Uwierzcie mi, mogę dużo pisać o nierównym traktowaniu osób niepełnosprawnych. Nie piszę o wielkich rzeczach, ale gdyby tak dawano nam się wykazać wedle naszych możliwości i umiejętności, to byłoby super. Oczywiście, nie zawsze spotykam się z dyskryminacją, ale dosyć często. Czy z tego powodu mam wyjść i protestować na ulicy?

Trochę się obawiałam, że ta cała manifestacja znacząco spowolni ruch komunikacji miejskiej, na szczęście jak już minęli rondo obok Spodka, wszystko ruszyło. Wkrótce wsiadłam do tramwaju jadącego w kierunku Chorzowa i ruszyłam przed siebie.
Podróż zajęła mi ok. 9 przystanków. W pewnym momencie zza drzew Parku Śląskiego zaczęła się przebijać majestatyczna budowla stadiony. Wysiadłam na odpowiednim przystanku i udałam się pod umówione wejście. Tam czekała na nas koordynatorka wolontariatu, która powiedziała nam co i jak.
Do domu wróciłam po 17. Szybkie zakupy(coś jeść trzeba), pierogi ruskie na obiad dla mnie, a kocia karma dla Pusi, kilkanaście stron przeczytanej książki i znowu musiałam wyjść, tym razem na parafialną pielgrzymkę do miejskiej bazyliki, o której kilka razy już tutaj pisałam(akurat Mszę świętą mieliśmy o 20:00, a po niej jeszcze odśpiewano Apel Jasnogórski). Podczas Mszy na zewnątrz rozszalała się burza, na szczęście minęła, kiedy wyszliśmy ze świątyni. Na szczęście nie było zbyt późno - kiedy mijałam przystanek autobusowy na wyświetlaczy była dopiero 21:03. Do domu też nie miałam daleko, toteż dosyć szybko i o w miarę przyzwoitej porze wróciłam do niego.
W niedzielę moja służba rozpoczynała się o 10:00(wbrew pozorom to całkiem przyzwoita godzina), ale z domu musiałam wyjść ok. 8:00. Raz - dojazd dwoma środkami transportu publicznego. Dwa - niedziela. Trzy - za oknem padało jak z cebra. Nawet zastanawiałam się, jak wyjdzie to wszystko, kiedy deszcz będzie padał cały dzień. Na razie jednak jechałam w miarę suchym autobusie i pogrążałam się w kolejnych stronach czytanej lektury.
W K-c przesiadłam się do tramwaju, który dowiózł mnie na miejsce. Tam musieliśmy jeszcze poczekać na koordynatorkę, która miała dla nas identyfikatory. Ale przestało padać, więc była szansa, że wszystko się uda. Po przejściu przez bramę ruszyliśmy do Centrum Wolontariatu, gdzie zostaliśmy zaopatrzeni w techniczne koszulki(nie wiem co się dzieje z tymi rozmiarami, ale nawet S, była dla mnie za duża) oraz podpisaliśmy umowy. A potem poszliśmy na stadion rozłożyć 7 000 tysięcy tekturowych makiet z wizerunkami polskich lekkoatletów co 3 siedzenie. Z jednej strony - "sztuczny tłum" nie jest zły, z drugiej - dystans społeczny chociaż pozornie został zachowany. 
(źródło zdjęcia)
Uwierzyliście, że ok. 1/3 publiczności to tektura?(źródło zdjęcia)
Mniej więcej do 14:30 uporaliśmy się z tą robotą. Po drodze mieliśmy półgodzinną przerwę na spotkanie z dyrektorem Memoriału. Aż żałuję, że nie wzięłam wtedy ze sobą mojego aparatu cyfrowego - potem, aż do wieczora, nie było takiej okazji. Na szczęście powyższe zdjęcie znalazłam na fb., więc chociaż w tak mogę Wam to wszystko pokazać.
O 15:00 mieliśmy udać się do szatni, gdzie przebywali sportowcy niepełnosprawne. Tak jak to wcześniej wspominałam - większość z nich znam, więc większej spiny nie było. W zasadzie niewiele też miałam do roboty. Wbrew pozorom wszyscy doskonale się orientowali, nawet lepiej ode mnie, kiedy mają gdzie iść. Z powrotem do szatni też sobie poradzili. Ale i tak zawsze staraliśmy się, żeby ktoś był w szatni i np. na posiłek chodziliśmy na zmianę. Jednocześnie, dzięki temu, że miałam wstęp na płytę stadionu, mogłam z bliska poobserwować sportowe zmagania(i tutaj najbardziej żałowałam, że nie mam przy sobie aparatu). 
A było co oglądać. To była, z wiadomych powodów, druga największa lekkoatletyczna impreza sportowa na świecie. Padło kilka rekordów świata, w tym niepełnosprawnej Renaty Śliwińskiej, która w zaledwie dwa tygodnie poprawiła ustanowiony przez siebie rekord świata w pchnięciu kulą w kategorii niepełnosprawności T40. Z radością podziwiałam biegowe zmagania na 100 moich niepełnosprawnych zmaganiach oraz zmagania niepełnosprawnych biegnących na mobilach. 
Około 19:30 postanowiłyśmy z inną dziewczyną będącą przy niepełnosprawnych wrócić do Centrum Wolontariatu, co okazało się nie lada wyzwaniem. Stadion w Chorzowie jest bowiem prawdziwym labiryntem przejść i korytarzy. Na szczęście jakoś się to udało. Tam już czekaliśmy do zakończenia wydarzenia. A na koniec - pamiątkowe zdjęcia!
(źródło zdjęcia)
(źródło zdjęcia)

10 komentarzy:

  1. Świetnie, że znajdujesz czas i siły na takie wolontariaty i imprezy sportowe. To na pewno bardzo ciekawe kolejne doświadczenie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Super maskotka:)
    Buziaczki posyłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo, podziwiam!
    Super pomysł z tym sztucznym tłumem, pomysłowe!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie spędzony dzień i po raz kolejny dochodzę do wniosku, że jesteś nie do zdarcia. Pełen szacunek. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje zaangażowanie jest niesamowite, niejeden mógłby się od Ciebie uczyć pracowitości i wytrwałości, jestem pełen podziwu! Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podzielam zdanie paru wyżej czytelników – jesteś nie do zdarcia i godna naśladowania. ;)
    LGBT było zawsze i nikt się tym nie przejmował. Teraz wokół tego powstał taki dym, że aż wezbrała we mnie jakaś taka niewysłowiona (jeszcze) niechęć. Może wyjdę na ulicę protestować przeciwko protestom.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mi się podoba ten pomysł ze sztucznym tłumem. :)
    A jeśli chodzi o protesty, to jestem zdania, że jeśli się chce coś wymusić, to czasami trzeba zrobić trochę hałasu.

    OdpowiedzUsuń

  8. Po takiej lekturze i chce się żyć i życie ma sens bo są ludzie, jest Pani, której się chce . Nie jęczy nie narzeka, nie przeszkadza innym żyć a stara się jak umie .

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój mąż oglądał te zawody, ja tylko bieg, w którym uczestniczyła Joanna Mazur, która wygrała Taniec z Gwiazdami.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Obejrzałem cały Memoriał. Bardzo udana impreza pod względem rekordów, choćby w rzucie oszczepem. Starty Polaków też bardzo udane. Ze dwa lata temu miałem okazję być na tej imprezie jak była na Stadionie Narodowym. Było na oko z 20-25 tysięcy osób, wtedy to był doping i atmosfera.

    Jak się chce to na rowerze da się jeździć cały czas. Na pewno jest wygodnie i ekologicznie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń