Widok za oknem
Złocą się pola za oknem,
Złocą się ściętym zbożem.
Złocą się ścierniska widokiem,
Złocą się rolnika potem.
Już żniwa oto za nami,
pszenica na polach zebrana.
Wszystko oddane do młyna,
gdzie młynarz mieli od rana,
pszenicę, na chleb nasz powszedni.
I jęczmień na kaszy perełki.
Doceńcie ludzie najdrożsi,
rolnika wysiłek wielki!
Pędzący pociąg regularnie wygrywał melodię na torowisku. Co rusz wyglądałam przez okno, za którym przesuwały się krajobrazy naszej pięknej ojczyzny(a przez ponad siedem godzin było co oglądać). W większości były to wiejskie pola, ze skoszonymi łanami zbóż. Monotonny dźwięk pociągu ułożył w mojej głowie powyższy wiersz. Chciałam aby był on dziękczynieniem za niełatwą pracę rolników, jednak nie za bardzo mi się to udało.
Finał tegorocznego Paralekkoatletycznego Grand Prix Polski zawiódł mnie na drugi koniec Polski, czyli do Szczecina. W Szczecinie byłam już raz, w 2008 roku. Niewiele jednak pamiętam z tamtego startu, ani pobytu. No, może poza tym, że nie byłam wtedy na zakończeniu roku szkolnego, a świadectwo ukończenia drugiej klasy liceum otrzymałam dopiero po powrocie(ale i tak podobno mnie wywoływali do odbioru).
Do stolicy województwa zachodniopomorskiego(jak i zresztą z powrotem) dotarłam pociągiem. Co ciekawe, tą samą linią tydzień temu podróżowałam do i z Zielonej Góry. Wtedy to było 5 godzin, teraz ponad siedem. Czas ten w dużej mierze umilałam sobie lekturą oraz rozmyślaniem.


Na lekturę wybrałam sobie "Rutkę" Zbigniewa Białasa oraz pracę zbiorową "Pedagogika społeczna" pod redakcją Tadeusza Pilcha i Ireny Lepalczyk. Oczywiście nie zabrakło też pociągowej drzemki, ale stosunkowo najwięcej czasu poświęciłam na czytanie.
Z pociągu wysiadłam przed 18. Na dworcu głównym w Szczecinie spotkałam się z Młodszą i Miśkiem, którzy też mieli brać udział w owych zawodach. W pełnym składzie wybraliśmy się na poszukiwanie hotelu, w którym nas zakwaterowano. Wróć, ja i Misiek wybraliśmy się na poszukiwanie, Młodszą wchłonęła rozmowa przez komórkę. Ech, poradzi sobie z dotarciem na miejsce. Aby to zrobić musieliśmy przejechać tramwajem 4 przystanki. Ufff, jakoś daliśmy sobie radę. Młodsza też - dotarła pół godziny po nas. Trochę odpoczęliśmy i poszliśmy na posiłek: ja z Miśkiem na ten, który oferował nam hotel, Młodsza na kebaba. A po kebabie poszła jeszcze z jakąś znajomą na miasto. Nie wiem o której wróciła, w każdym razie późno.
Nazajutrz obudziłyśmy się po 8 rano. Następnie udałyśmy się na śniadanie. Hotel zaoferował nam szwedzki stół, a samo śniadanie - palce lizać. Start miałam dopiero o 14:30, w tzw. call roomie miałam się wstawić dziesięć minut wcześniej. Szczerze powiedziawszy nie chciałam się włóczyć przed biegiem po mieście, bo najzwyczajniej w świecie bałam się, że się spóźnię. A od tych zawodów weszło rozporządzenie, że nie wstawienie się na czas w call roomie skutkuje dyskwalifikacją z tej i kolejnych konkurencji. Wróciłyśmy z Młodszą do pokoju - ona na krótszą(miała start o 12:00), ja na dłuższą chwilę.
Co ja się jej nagadałam, żeby wyszła na czas, bo się spóźni. Tym bardziej, że stadion był oddalony trochę od hotelu. Przypomniałam jej o nowym regulaminie.
- Lolek, przepisy są po to, aby je łamać - usłyszałam w odpowiedzi.
Ok., ma osiemnaście lat, więc pilnować jej nie będę. Zresztą stwierdziła, że sobie poradzi. Wróciłam więc do mojej lektury. Około godziny 12:30 zaczęłam się zbierać. Założyłam mój dres, kolce wrzuciłam do worka, a worek do plecaka. Jeszcze raz sprawdziłam dojazd i wyszłam z hotelu.
Na szczęście przystanek tramwajowy był tuż przy hotelu. Potem jeszcze tylko siedem przystanków i kilkaset metrów do przejścia. Dobrze, że były drogowskazy na stadion - przynajmniej nie błądziłam. Na stadionie szybko odnalazłam call room i stanęłam w kolejce żeby się odhaczyć.
- Lolek - usłyszałam wkrótce głos Młodszej. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że do mnie biegnie - po twoim biegu powiem ci co się stało...
"Ciekawe co zbroiła" - przeszło mi przez myśl. Potwierdziłam swoją obecność i poszłam się przebrać w koszulkę z numerem startowym.
- Mam dla ciebie kupon na obiad - ponownie usłyszałam głos Młodszej. Nie, przed startem na pewno nie będę nic jadła, bo źle to się dla mnie(i mojego otoczenia) skończy. Rzuciłam jej tylko mój plecak(i tak nie mogłam go mieć ze sobą) i poszłam się rozgrzewać. W ogóle to jeden z lepszych stadionów LA na których byłam, z oddzielnym miejscem do rozgrzewki. Następnie przebrałam adidasy na kolce, worek z butami rzuciłam Młodszej i poszłam do call roomu. Tam czekaliśmy na wyjście ok. 20 minut.
W mojej serii biegowej biegła nas czwórka, z czego dwie dziewczyny były pełnosprawnymi uczestniczkami lokalnego klubu sportowego. Mój tor miał numer "4". Szczerze powiedziawszy, to zawsze lepiej się czułam na wewnętrznych torach niż na zewnętrznych, więc mi to odpowiadało. Chwila skupienia w oczekiwaniu na start, wystrzał z pistoletu i cała naprzód. Wróć, nie cała, bo od Sieradza boli mnie staw skokowy. Więc nie dałam z siebie wszystkiego. Ale jeżeli wynik podany na stronie klubowej się potwierdzi(25,17 sekund), to będę mogła powiedzieć, że był to najlepszy mój start w tym sezonie. Z gratulacjami jednak się wstrzymajcie, bo mam wrażenie, że pobiegłam w okolicy 27 sekund.
Schodząc z bieżni wymieniłam uśmiech z trenerem kadry narodowej i udałam się do wnętrza stadionu. Szybko odszukałam wzrokiem Młodszą i poszłam do niej. Usiadłam obok niej na materacu, po czym zaczęłam szukać w plecaku mojej wody do picia.
- Zdyskwalifikowali mnie za to, że się spóźniłam na zbiórkę - "pochwaliła" mi się Młodsza. Dobrze, że jeszcze nie napiłam się wody, bo bym chyba wypluła całą zawartość ust. Spóźniła się, of course, chwilę, bo chwilę, ale się spóźniła. A że regulamin jest regulaminem, to nie było zmiłuj się, nawet dla członków kadry narodowej. "A nie mówiłam" - cisnęło mi się na usta. Pozwolono jej jednak startować "poza konkursem", więc jej wyniki nie były przeliczane na punkty...
Po chwilowym odpoczynku poszłam wymienić kupon na obiad. Pierwotnie miałam zbierać się ze stadionu po obiedzie i iść pochodzić po mieście, ale Młodsza mnie poprosiła, żebym z nią została. No to zostałam. Siedziałam na materacu i obserwowałam rozgrzewających się zawodników. A potem poszłam na stadion, poobserwować Młodszą w rzucie dyskiem. W międzyczasie Misiek wystartował na 1500 metrów, ale po 3/4 pierwszego okrążenia zrezygnował(bardziej mu zależało na odbywającym się w dniu następnym biegu na 5000 metrów).
Konkurs Młodszej zakończył się koło 18:00. Udało nam się złapać podwózkę do hotelu z ekipą z Malborka. Dzięki temu nie musiałyśmy się tłuc tramwajem/autobusem. W pokoju szybkie prysznice, a następnie pędem na kolacje. Kolacja, chociaż bardziej przypominała obiad, pyszna. Zupełnie nie rozumiem Młodszej, która stwierdziła, że kebab jest lepszy. Po kolacji jeszcze tylko poszłam do sklepu po coś do picia na niedzielny powrót do domu i padnięta wróciłam do pokoju hotelowego. Tym razem wzięłam ciepłą kąpiel, zrobiłam sobie herbatę i na nowo pochłonęłam się w lekturze. Nie chciałam jednak siedzieć nie wiadomo do której w nocy, wszak nazajutrz miałam pociąg po 10 rano. Nastawiłam sobie budzik na 7 i poszłam spać. Młodsza wróciła z kebaba o 2 w nocy. Nie wiem gdzie i z kim była, nie wiem co robiła. Grunt, że wróciła.
W niedzielę wstałam o 7 i spakowałam swoje rzeczy. Około ósmej poszłam na śniadanie(znowu do wyboru do koloru). Po śniadaniu wróciłam do pokoju i się dopakowałam. Akurat Młodsza też już wstała i zaczęła się pakować. Trochę mi głupio było zostawiać niepościelone łóżko, ale o to prosili na recepcji.
Z ciężkim sercem szłam na przystanek tramwajowy. Trochę żałowałam, że nie pozwiedzałam miasta, ale cóż, nie wszystko jest możliwe. Z okien tramwaju podziwiałam urocze budynki. Wreszcie dojechałam pod dworzec. Dość sprawnie przeszłam na odpowiedni peron i znalazłam wagon, w którym miałam zarezerwowane miejsce. Wrzuciłam torbę na bagażnik, plecak wzięłam ze sobą. Usiadłam na swoim miejscu. Do moich uszów dobiegł gwizd gwizdka konduktorskiego, a po chwili charakterystyczne szarpnięcie wagonów. Ostatnie spojrzenie na peron. Czy jeszcze odwiedzę to miasto? Mam nadzieję. Otworzyłam "Pedagogikę społeczną" na skończonym miejscu i pogrążyłam się w lekturze...
Czytalam te ksiazke (Rutke). Przepiekna i poruszajaca.
OdpowiedzUsuńMama trojeczki
Ja miejscami miałam łzy w oczach. Przecież ta historia działa się tuż obok mnie... Pozdrawiam
Usuńsuper !
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
:)
UsuńDziękuję a polecenie książki📚😀
OdpowiedzUsuńSerdeczności zastawiam na miły dzień, a zapowiada się kolejny słoneczny i gorący, przynajmniej u nas🌞💛🌻🦋☕
Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
UsuńDziękuję i życzę tego samego
No cóż, zauważalna różnica w podejściu do wielu spraw :-)
OdpowiedzUsuńDawno nie jechałam pociągiem...
Ech, czasami mam wrażenie, że dzielą nas lata świetlne :).
UsuńA ja ostatnio jeżdżę pociągiem co chwila, głównie na zawody.
Pozdrawiam
Miłego tygodnia Karolino.
OdpowiedzUsuńDziękuję i wzajemnie
UsuńHej, bardzo mi się podoba Twój wiersz. W ogóle lubię poezję, chociaż jestem chłopakiem. Gratuluję występu na zawodach i życzę kolejnych udanych startów.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dziękuję, miło mi czytać takie słowa. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz
UsuńTeż nie rozumiem, dlaczego kebab lepszy, bo uważam kebab za opcję awaryjną, ale może Młodsza wyrośnie z tego. :) I ze spóźniania się bez sensu. :)
OdpowiedzUsuńA podróże pociągiem uwielbiam!
Mam nadzieję, że to spóźnienie czegoś ją nauczy. A kebaby? Podobno "kwestia przyzwyczajenia".
UsuńPozdrawiam
Jestem pewnie jakimś dziwadłem, ale nie znoszę kebabów oraz wszelkich dań typu KFC czy Mc Donalds:)
OdpowiedzUsuńBuziaczki.
Mam tak samo :D Książka mnie ciekawi :)
UsuńJa też nie przepadam za fast foodami, więc nie jesteście same :)
UsuńGratuluję biegu, ciekawa ta Młoda to ciekawy przypadek, kebab, dyskwalifikacja na własne życzenie, nie rozumiem .Jednak miałaś piękny dzień.Wiersz cudowny.
OdpowiedzUsuńOryginał jakich mało. I trochę niefajnie, że została zdyskwalifikowana w tak idiotyczny sposób, ale jej sprawa. Cieszę się, że wiersz Ci się podoba.
UsuńPozdrawiam
Staram się unikać fast foodów, kebabów itp choć czasem zdarza mi się zrobić mały wyjątek:) Może nie są zdrowe ale fajnie smakują. Serdeczności Karolinko!
OdpowiedzUsuńTeż unikam tego typu jedzenia i sięgam po nie od wielkiego dzwonu.
UsuńPozdrawiam
Mam nadzieję, że jednak Młodsza dorośnie .
OdpowiedzUsuńTeż mam nadzieję, że kiedyś to się stanie
UsuńNo cóż, Młodzi mają to do siebie, że lubią iść trochę pod prąd. Z gratulacjami się powstrzymuję, chociaż z trudem a książki "Rutka" nie czytałam. Jak skończysz to daj proszę znać, jak Ci się podobała. Pozdrawiam cieplutko :)
OdpowiedzUsuńZastanawiam się, czy w jej wieku byłam równie "roztrzepana". Nie mogę sobie jednak tego przypomnieć, a i tak pewnie bym była nieobiektywna w samoocenie. Książkę właściwie już przeczytałam, a recenzja będzie pod koniec miesiąca.
UsuńPozdrawiam
Świetna relacja! No cóż, kiedyś Młoda na pewno dorośnie.
OdpowiedzUsuńDawno nie jechałam pociągiem.
Pozdrawiam Karolinko:)
Dziękuję :). Pytanie tylko "kiedy dorośnie?".
UsuńNie mam samochodu, klubowi nie opłaca się wysyłać busa z 3 zawodnikami, a na zawody jakoś trzeba dojechać. Na dłuższe trasy zostaje pociąg, bo najwygodniejszy.
Pozdrawiam
Piekna relacja, piekny wiersz i lektura. Młodsza jeszcze się musi uczyć dyscypliny, widać :) :)
OdpowiedzUsuńGratuluje udziału w zawodach!
Ściskam, Pola :)
Dziękuję za Twoje słowa, to miłe. Oj, Młodsza musi się uczyć dyscypliny, musi. A studia za pasem...
UsuńWspółczuję problemów ze stawem skokowym. Zdrowia życzę, i miłego tygodnia.
OdpowiedzUsuńDziękuję, mam już umówioną wizytę u ortopedy.
UsuńPozdrawiam
Cudowna relacja, Piękny wiersz. Życzę dużo zdrówka. Dbaj o siebie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :)
Dziękuję, cieszę się, że wiersz Ci się podoba.
UsuńPozdrawiam
Chętnie przeczytam:)))Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Ci się spodoba.
UsuńPozdrawiam
Czytałam tą książkę, jednym tchem :) Dzisiaj znalazłam Twojego bloga i będę tu częstym gościem! :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńcodziennyuzytek.pl
Jej się nie da inaczej przeczytać, prawda? Za bardzo wciąga.
UsuńPozdrawiam i dziękuję za wizytę.
Karolinko, ten wierszyk nawet podoba mi się. Ten rytm wywołany stukotem kół pociągu :)
OdpowiedzUsuńZachęciłas mnie do lektury "Rutki". Tylko czy znajdę na nią czas?
To tylko 128 stron, które się "dobrze" czyta. Cieszę się, że wiersz Ci się podoba.
UsuńPozdrawiam
Zawsze Cię podziwiam Karolinko i jeszcze raz urodzinowe serdeczności ślę.
OdpowiedzUsuń