Listopadowa niedyspozycyjność wybiła mnie z rytmu na wielu polach mojej aktywności. Jednym z nich były studia. Co prawda większość wykładowców bez szemrania usprawiedliwiła mi ponadlimitową absencję na zajęciach na podstawie zwolnienia lekarskiego. Tylko z jednym księdzem profesorem miałam problem - stwierdził, że jego nic to nie obchodzi, że wtedy byłam chora, że mam zwolnienie lekarskie, że wyraziłam chęć nadrobienia zaległości. Przekroczyłam limit nieobecności o dwa, więc on mnie nie dopuszcza do zaliczenia i albo załatwię sobie warunek, albo mówimy sobie i uczelni "goodbye". A że nie jestem osobą, która wzbudza awantury, pogodziłam się z faktem, że będę musiała złożyć podanie o powtarzanie przedmiotu, a następnie zapłacić za ten fakt.
Nie uważałam tego za zbyt sprawiedliwe, zwłaszcza w czasie, kiedy trwa pandemia i rektor sam prosił, aby osoby z objawami infekcji pozostawały w domu. Tylko, że jednocześnie okazało się, że nie wszyscy wykładowcy uznają zwolnienia lekarskie z tego powodu. Sytuacja iście patowa. Zastanawiałam się nawet, co by było w przypadku, kiedy ktoś w grupie zachorowałby na koronawirusa i ze strachu przed takimi sytuacjami przychodziłby chory na zajęcia. Albo gdyby okres jego rekonwalescencji przedłużałby się? To co wtedy? Też by nie otrzymał szansy na zaliczenie? Tym bardziej, że spora część z nas dojeżdża komunikacją zbiorową. A tam wiadomo, jeden ma maseczkę, drugi nie. Warunki do zarażenia wręcz idealne. Czemu nie jest to brane pod uwagę?
Nie wiem jak to się stało, ale wieść o moich problemach doszła do wydziałowego opiekuna osób niepełnosprawnych, którym jest jedna z moich wykładowczyń - Gessler*. To znaczy ja od początku mówiłam przewodniczącej Wydziałowej Rady Studentów, do której odesłał mnie po "radę" wykładowca, ale ona stwierdziła, że regulamin uczelniany mówi, że nie ma w moim przypadku już żadnego ratunku. No tak, ale chyba nie wiedziała o prawach, jakie przysługują osobom z orzeczeniem o niepełnosprawności. Nawet na początku semestru Gesslerowa napisała mi, że gdybym miała jakieś problemy, np. z obecnościami, to mogę do niej śmiało się zgłosić, to będziemy działać. W poprzednim semestrze zaplusowałam u niej tak, że jako jedyna dostałam u niej 5 na koniec przedmiotu. Wiedziała więc, że nie jestem taka głupia, na jaką mogę wyglądać. Postanowiła więc działać. Nie wiem jak tego dokonała, ale udało jej się i usprawiedliwić mi te dwie nieobecności, i ustaliła, że po świętach zaliczam zaległe kolokwium zaliczeniowe(wszyscy inni pisali je z 2 tygodnie temu).
Teraz muszę tylko przyswoić sobie materiał z zajęć, ale nie jest tego zbytnio dużo, więc dam radę. Zresztą, nie taką ilość informacji trzeba było w życiu ogarnąć. I wiecie to, tak jakoś nabrałam jeszcze większej motywacji do nauki. Ponownie pojawiła się we mnie nadzieja, że wszystko będzie dobrze i jakoś się to wszystko ułoży. No i przekonałam się, że nie taka Gessler straszna, jak ją malują.
Nie uważałam tego za zbyt sprawiedliwe, zwłaszcza w czasie, kiedy trwa pandemia i rektor sam prosił, aby osoby z objawami infekcji pozostawały w domu. Tylko, że jednocześnie okazało się, że nie wszyscy wykładowcy uznają zwolnienia lekarskie z tego powodu. Sytuacja iście patowa. Zastanawiałam się nawet, co by było w przypadku, kiedy ktoś w grupie zachorowałby na koronawirusa i ze strachu przed takimi sytuacjami przychodziłby chory na zajęcia. Albo gdyby okres jego rekonwalescencji przedłużałby się? To co wtedy? Też by nie otrzymał szansy na zaliczenie? Tym bardziej, że spora część z nas dojeżdża komunikacją zbiorową. A tam wiadomo, jeden ma maseczkę, drugi nie. Warunki do zarażenia wręcz idealne. Czemu nie jest to brane pod uwagę?
Nie wiem jak to się stało, ale wieść o moich problemach doszła do wydziałowego opiekuna osób niepełnosprawnych, którym jest jedna z moich wykładowczyń - Gessler*. To znaczy ja od początku mówiłam przewodniczącej Wydziałowej Rady Studentów, do której odesłał mnie po "radę" wykładowca, ale ona stwierdziła, że regulamin uczelniany mówi, że nie ma w moim przypadku już żadnego ratunku. No tak, ale chyba nie wiedziała o prawach, jakie przysługują osobom z orzeczeniem o niepełnosprawności. Nawet na początku semestru Gesslerowa napisała mi, że gdybym miała jakieś problemy, np. z obecnościami, to mogę do niej śmiało się zgłosić, to będziemy działać. W poprzednim semestrze zaplusowałam u niej tak, że jako jedyna dostałam u niej 5 na koniec przedmiotu. Wiedziała więc, że nie jestem taka głupia, na jaką mogę wyglądać. Postanowiła więc działać. Nie wiem jak tego dokonała, ale udało jej się i usprawiedliwić mi te dwie nieobecności, i ustaliła, że po świętach zaliczam zaległe kolokwium zaliczeniowe(wszyscy inni pisali je z 2 tygodnie temu).
Teraz muszę tylko przyswoić sobie materiał z zajęć, ale nie jest tego zbytnio dużo, więc dam radę. Zresztą, nie taką ilość informacji trzeba było w życiu ogarnąć. I wiecie to, tak jakoś nabrałam jeszcze większej motywacji do nauki. Ponownie pojawiła się we mnie nadzieja, że wszystko będzie dobrze i jakoś się to wszystko ułoży. No i przekonałam się, że nie taka Gessler straszna, jak ją malują.
Matka-nadzieja
Gdy wszystko idzie nie tak,
ona jedna zostaje.
ona jedna zostaje.
Schowana niczym talizman,
w kieszeni na egzaminie.
w kieszeni na egzaminie.
Wyczekiwana, wyglądana,
puka w bezsens dni naszych.
Chce nas objąć,
niczym kochająca matka
swoje nieporadne dziecko.
I pyta cichutko:
"Człowieku,
czy jeszcze mnie potrzebujesz?
Bo jestem tuż obok,
tylko mnie nie chowaj
do kufra z kilkoma kluczami".
* Gessler to oczywiście pseudonim, zresztą nie przeze mnie wymyślony. Raczej bym tutaj nie wrzucała prawdziwych danych :).
I to ksiądz, który właśnie powinien dawać przykład swoją postawą otwarcia na ludzi... Jakie to przykre. Dobrze jednak, że sprawiedliwości stało się zadość.
OdpowiedzUsuńŚciskam, Karolinko.
Czasami księża wykazują najmniej empatii i zrozumienia wobec innych. A nawet oceniają według własnego "widzi mi się". Szkoda, bo powinno być chyba na odwrót. A może to świat tak bardzo poszedł na przód, że ja żyję jakąś inną epoką? Mam nadzieję, że to zaliczę za pierwszym podejściem, bo naprawdę nie mam ochoty na częstsze z nim widzenia. Pozdrawiam
UsuńDobrze, że nie jest to Gesslerowa, która rzuca talerzami i wysławia się jak menel.
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałam powtórek na studiach.
Z okazji świąt życzę dużo zdrowia i pogody ducha.
Nie byłabym tego taka pewna, czy nie rzuca talerzami i nie przeklina. Może po godzinach. Ja miałam trzy razy. Ale za to materiał do dzisiaj pamiętam. Pozdrawiam serdecznie
UsuńWitaj, ciesze sie,ze sytuacja ulegla dobremu rozwiazaniu, dlaczego czasem ludzie - ksieza zamiast pomoc to rzucaja innym klody pod nogi.Dziekuje Ci za odwiedziny i komentarz, jaki masz numer butow moge Ci podobne zrobic na szydelku, tylko nie robie pietek w tych szydelkowych skarpetkach.Dla mnie najwazniejsze ,ze sa cieple.Pozdrawiam cieplo i zycze zdrowych i spokojnych Swiat
OdpowiedzUsuńCzasami zaczynam wątpić w szczerość i autentyczność tej instytucji. I to nie tylko wśród księży wykładowców ale w ogóle wśród duchowieństwa. Pozdrawiam
UsuńZbieżność nazwisk bywa niesamowita, najważniejsze, byś wszystko załatwiła po swojej myśli!
OdpowiedzUsuńGessler to akurat nadana jej przeze mnie na potrzeby bloga ksywa ze względu na włosy :)
UsuńTo przykre i nie fajne że strony księdza.Jednak poradziłaś sobie z pomocą pani.Nadrobisz i zaliczysz.Buziaki.
OdpowiedzUsuńWszystko rozumiem, ale tutaj trochę przesadził. I nadwyrężył mój kredyt zaufania. Tym bardziej, że nie byłam na wagarach, czy co, ale byłam chora i miałam na to zaświadczenie lekarskie. Dzięki za ciepłe słowa
UsuńDziękuję za wiersz pozostawiony na moich stronach
OdpowiedzUsuńZ okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Ci Karolinko, aby Miłość płynąca z Betlejemskiego Żłóbka rozświetlała Twoje codzienne ścieżki.
Niech Boże Dzieciątko błogosławi Tobie nie tylko tej Nocy, ale na każdy nadchodzący dzień
Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam
UsuńNawet niezbyt przyjemni nauczyciele (Gesslerowa) potrafią zachować się fair. Wiem to z własnego doświadczenia.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci radosnych, zdrowych świąt :)
Gesslerowa mnie zaskoczyła in plus. Zwłaszcza, że u niej na zajęciach trzeba być tip-top i wszystko idealnie umieć. A może po prostu przejęła się swoją nową rolą Wydziałowego Koordynatora Spraw Osób Niepełnosprawnych? Sama nie wiem. Pozdrawiam serdecznie
UsuńI tu sprawdza się że nawet z sytuacji beznadziejnych jest zawsze wyjście. Jak ja to zawsze sobie mówie -to zbyt piękne by mogło być prawdziwe.....i zawsze staje się prawdziwe :D
OdpowiedzUsuńCzasami dzieją się takie małe cudeńka dające nam wiarę w drugiego człowieka. Pozdrawiam
UsuńNiektórzy wykładowcy albo minęli się z powołaniem, albo uczą, by robić ludziom na złość. Nieraz się z tym spotkałam i chyba nigdy nie pojmę... Na szczęście wyszło, że to Ty masz słuszność.
OdpowiedzUsuńZdrowych, radosnych Świąt w cudownej, rodzinnej atmosferze :) Odstresuj się i wypocznij.
Według mnie niektórzy nie powinni uczyć, bo się do tego nie nadają... No, ale nic nie zrobię, trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać. Pozdrawiam
UsuńKarolinko przykro mi, że taka sytuacja miała miejsce. Nie powinna mieć! Jak widać ludzie są różni i stanowisko nie ma nic do rzeczy .
OdpowiedzUsuńKochana wszystkiego dobrego dla Ciebie na ten piękny świąteczny czas. Przede wszystkim zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia!
Wiadomo że nie powinno się to zdarzyć, a już na pewno nie w takich okolicznościach. Dlatego cieszę się, że wszystko zostało wytłumaczone na moją korzyść, bo już naprawdę miałam ochotę starać się o ten nieszczęsny warunek. Dziękują bardzo za życzenia
UsuńCzasem trudno jest zrozumieć niektórych ludzi...mam nadzieję że już wszystko będzie dobrze:))Pozdrawiam serdecznie i zdrowych spokojnych świąt życzę:)))))
OdpowiedzUsuńJa staram się zrozumieć ludzi, ale taka sytuacja jak ta... Wyszło na to, że powinnam przyjść na zajęcia mimo L4 i piorunującego bólu brzucha. No litości! Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam serdecznie
UsuńPowodzenia Karolinko w zaległym kolokwium . Niestety co do Księży mam wyrobione zdanie od czasu kiedy jeden taki trzasnął drzwiami będą po kolędzie u mojej córki. Cóż jak wszędzie są ludzie i ludziska.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zdrówka życzę
Ja po ośmiu latach poświęcania się dla budowania wspólnoty oratoryjnej usłyszałam od nowego proboszcza, że się niewystarczająco udzielam. Pomijając, że równocześnie ciągnęłam scholę i studia, a także trenowałam, to nie wiem co bym musiała robić, abym się według niego "wystarczająco udzielała". Pozdrawiam
UsuńDobrze, że sytuacja się pomyślnie rozwiązała. Postawy księdza-wykładowcy nie rozumiem... Zero empatii.
OdpowiedzUsuńDobrych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia.
Ja też go nie rozumiem, ale może ten typ tak ma. Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam
UsuńDroga Karolinko!
OdpowiedzUsuńNiech ten wspaniały dzień przyniesie Tobie i Twoim Bliskim zdrowie, miłość, szczęście, radość i pomyślność.
Niech Wasza rodzina doświadczy boskiej dobroci.
Wesołych Świąt!
Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam
UsuńKochana Karolinko! Ten piękny oczekiwany dzień właśnie już się zaczął, a Godzina Narodzin Dzieciatka przed nami. Błogosławieństwa od Nowonarodzonego Pana !
OdpowiedzUsuńDziękuję Tereniu za życzenia. Pozdrawiam
UsuńNosz patrz, co za złośliwy ksiądz się trafił! Zero empatii i zrozumienia. Nieładnie, nieładnie ze strony samego duchownego! Ale cieszę się, że udało się to załatwić i ta cała pani Gessler okazała się taką cudowną kobietą! Brawo dla niej! Zaś Ty mnie zadziwiasz pisząc - nie jest tego materiału aż tak dużo! WOW! Podziwiam. Mam nadzieję, że zaliczyłaś to bez problemu!
OdpowiedzUsuńAle tego naprawdę nie ma wiele. Ja tylko się boję, że wyjedzie mi z jakimś pytaniem o coś, czego nie było. Teraz już nie do końca mu ufam i nie wiem, czego się po nim spodziewać. Egzamin mam 14 stycznia, wtedy napiszę coś więcej. Pozdrawiam
Usuń