Niespodziewany* pogrzeb w rodzinie nieco mi pokrzyżował moje plany na długi majowy weekend. W zamyśle miałam jechać w jakiś dzień do Pszczyny popodziwiać ogród wokół Muzeum Zamkowego w Pszczynie, a w jakiś inny skoczyć do Bielska-Białej, aby powspinać się na którąś z otaczających go gór. Może na Klimczok, może na Szyndzielnię. Po cichu liczyłam też na spotkanie z Bacą, no ale nie nastawiałam się zbytnio na nie. W końcu nie każdy musi mnie akceptować, lubić i tolerować. Ja też nie każdego darzę sympatią, ale staram się ich szanować.
Jednak stało się jak się stało i wszystkie zamierzenia musiały iść na bok. Co prawda pojechałam w góry, ale atmosfera raczej nie sprzyjała wędrowania. Za to po raz kolejny mogłam się poprzypatrywać wnętrzu kościoła parafialnego w Krzeszowie koło Żywca(tak jest napisane na stronie parafii i podobno taką informację można usłyszeć dzwoniąc do kancelarii). Nie za często tam bywam, a szkoda, bo akurat tamto wnętrze bardzo mi się podoba.
Do domu wróciłam w poniedziałkowy wieczór. Teoretycznie mogłam gdzieś skoczyć we wtorek, jednak naprawdę nie miałam na to siły. Poza tym po weekendzie miałam trzy kolokwia i jedną prezentację(o tzw. "wejściówkach" nie wspominając), więc też wypadało się jakoś do nich przygotować i w miarę przyzwoicie napisać. A więc z pierwotnych planów nic nie wyszło.
Tak się jednak złożyło, że sobotę wyjątkowo nie jechałam do punktu recepcyjnego do K-c. Akurat mieli komplet wolontariuszy i nie potrzebowali więcej. Postanowiłam więc wykorzystać ten czas wyjątkowo nie na naukę, ale na wypad do Bielska. Jeszcze w czwartek napisałam do Bacy wiadomość z pytaniem, jaki szczyt w okolicy jest najprzyjemniejszy do zdobycia. Podał mi kilka propozycji, a przy okazji zaproponował też wypad do tamtejszego Centrum Handlowego Sfera w celu zakupu butów do biegania w góry.
Tak się jednak złożyło, że sobotę wyjątkowo nie jechałam do punktu recepcyjnego do K-c. Akurat mieli komplet wolontariuszy i nie potrzebowali więcej. Postanowiłam więc wykorzystać ten czas wyjątkowo nie na naukę, ale na wypad do Bielska. Jeszcze w czwartek napisałam do Bacy wiadomość z pytaniem, jaki szczyt w okolicy jest najprzyjemniejszy do zdobycia. Podał mi kilka propozycji, a przy okazji zaproponował też wypad do tamtejszego Centrum Handlowego Sfera w celu zakupu butów do biegania w góry.
Z tymi butami to też cała historia... Jak pamiętacie(a jeżeli nie pamiętacie to odsyłam Was do >>tego<< posta) we wrześniu, dokładnie w 31 urodziny, pierwszy raz w życiu brałam udział w biegu górskim. Zresztą wtedy właśnie poznałam Bacę, który też biegł. Tak się złożyło, że startowaliśmy alfabetycznie według nazwisk i on był za mną. Ale i tak mnie wyprzedził - zresztą, jak wszyscy. Jednak to on po przebiegnięciu całych 3,5 km. wrócił się, aby mi towarzyszyć w pokonywaniu i rzeczywistej, i metaforycznej góry. A na koniec stwierdził, że przydałyby mi się typowe buty do biegania w górach, a nie żadne tam adidaski. Chłop tak się zafiksował na tym punkcie, że szukał sposobu, aby znaleźć na nie fundusze. W końcu wzięliśmy udział w konkursie fotograficznym(tzn. on wszystko ogarnął, bo ja miałam akurat w tamtym czasie masę badań w związku z podejrzeniem białaczki, ale spokojnie, skończyło się na strachu, i na anemii), z nadzieją, że zdobędziemy chociaż część potrzebnej kwoty. Okazało się, że się udało. No, nie wygraliśmy głównej nagrody, ale voucher na całkiem niezłą sumę w zupełności nas satysfakcjonował. Początkowo mieliśmy zrealizować go podczas Zimowego Biegu Zbója, jednak Bacy udało się załatwić dla mnie transport do samych K-c, więc nie było co zabierać szoferowi czasu. W końcu co się odwlecze to nie uciecze.
Sobotni poranek przywitał mnie deszczem. Trochę byłam zła, ponieważ ostatnie dni były w zasadzie całkiem pogodne. Wiedziałam, że jeżeli pogoda się nie zmieni, to nici z moich planów wyjścia w góry. Bo do B-B. i tak miałam zamiar jechać. Jeszcze rok temu miałam bezpośredni pociąg ode mnie do Bielska, teraz muszę przesiadać się w K-cach. Pocieszające jest to, że pociąg pokonuje trasę w godzinę. A żeby nie były to stracone minuty wzięłam ze sobą książkę do czytania. Czas przejazdu umilałam więc sobie lekturą kolejnej powieści Edyty Świętek - "Łąki kwitnące purpurą".
Po pewnym czasie za szyby wyłoniły się pierwsze bielskie zabudowania, aż w końcu moim oczom ukazał się gmach dworca kolejowego, pamiętający jeszcze czasy zaboru austriackiego. Ołowiane chmury wiszące nad miastem nie zachęcały do wędrówek górskich. Spontanicznie postanowiłam zostać na niższym pułapie i po prostu pozwiedzać okolicę.
Niemal na każdym rozgałęzieniu można było zobaczyć nie tylko drogowskazy z nazwami ulic, ale też ważnych obiektów.
Fontanna pod zamkiem.Zamek będący teraz muzeum.
A pod zamkiem znajduje się tablica upamiętniająca wizytę Jana Pawła II w B.-B.W murach zamku uwieczniony został Mały Satyr(w internecie wyczytałam, że to fontanna "oddająca mocz", jednak tego dnia nie leciała z niej woda).
Wokół zamku rozciągają się mury średniowiecznego grodu.
Budynek Teatru Polskiego też wzbudza zachwyt...
Pomnik Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury.
A tutaj kiedyś była szkoła żydowska.
Zapierający dech w piersiach ratusz.A tego kolegi nie trzeba chyba nikomu przedstawiać...A to jest most żelazny z końca XIX wieku, który łączył miejscowość Bielsko z Białą.Przechadzka była dosyć chaotyczna i nie do końca ekonomiczna pod względem kilometrażowym. Jednak dopiero po kilku godzinach zaopatrzyłam się w mapę miasta w tamtejszej Informacji Turystycznej(tak, wiem że są mapy internetowe, ale najpierw trzeba mieć ten smartfon, aby z nich skorzystać). Aczkolwiek samo B-B. spodobała mi się. Zauważyłam, że w mieście jest kilka szlaków turystycznych, więc może warto je zwiedzić według nich?
Z Bacą spotkałam się dopiero w Centrum Handlowym.
- To jaką górę udało ci się zdobyć, Lolku? - doszło do mnie jego pytanie, pomiędzy przymierzaniem jednego, a drugiego buta.
- W zasadzie to chyba jedynie zamkową - przyznałam. - Taka pogoda nijaka...
- Nic się nie martw. Zgramy się kiedyś większą ekipą i zdobędziemy niejeden szczyt...
Ostatecznie udało nam się kupić dwie pary dość ciekawych butów do biegania w terenie. Baca ma je odebrać w tygodniu - o ile znajdzie vouchery... Cieszę się, że pomógł mi w ich wyborze, bo jednak coś niecoś się na tym zna. Tylko trochę mi głupio, bo podobno miał tego dnia ślub w rodzinie. Niby mówił, że tylko podwiózł tam mamę, a sam nie szedł, mam tylko nadzieję, że to nie przeze mnie. Jakby mi napisał, że nie może przyjść, tobym przecież zrozumiała.
To był udany dzień, pomimo zmiany pierwotnych planów. Pochodziłam po mieście, kupiłam buty, pośmiałam się z Bacą. Dobrze jest mieć świadomość akceptacji przez drugiego człowieka, pomimo licznych wad i niedoskonałości.
| Mural przedstawiający dawne Bielsko-Białą |
* chociaż jak ktoś ma ponad 80 lat to chyba wszystkiego można się spodziewać
Świetna wycieczka.
OdpowiedzUsuńTak, potwierdzam. Wyprawa mimo wszystko była udana. Pozdrawiam serdecznie
UsuńW Bielsko-Białej jeszcze nie byłam!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Zapraszam, bo warto. I jest co zwiedzać nie wychodząc w góry. Pozdrawiam serdecznie
UsuńMiejsca, o których piszesz (nie tylko Bielsko-Biała) są mi zupełnie nieznane, więc mogłam się nieco dokształcić. W kwestii chodzenia, a nie daj Boże biegania, po górach jestem zupełnie nieoświecona i taką chcę pozostać. Góry to zło! :-)
OdpowiedzUsuńZaletą blogowania jest to, że możemy podróżować po Polsce i w ogóle świecie, bez wychodzenia z domu. Nawet nie wiem ile razy czerpałam inspirację do wędrówek z innych blogów. Chodzenie po górach to specyficzna forma rekreacji i nie każdy musi być jej zwolennikiem, chociaż przyznam Ci szczerze, że teraz nawet są specjalne szlaki dedykowane niepełnosprawnym. Pozdrawiam serdecznie
UsuńDziękuję za fajne zwiedzanie
OdpowiedzUsuńCała przyjemność po mojej stronie
UsuńMoże i żadna z gór (na razie) niezdobyta, ale za to pospacerowałaś, pooglądałaś miasto i zdobyłaś buty, więc wycieczka była owocna. ;)
OdpowiedzUsuńByłam kiedyś w Bielsku i przyjemne miasto, chociaż za wiele nie zwiedzałam. :)
Dotychczas w B-B byłam raz(nie licząc przesiadania się w nim z pociągu w inne środki transportu), na wycieczce z półkolonii do Muzeum Bajek(zresztą z mojej inicjatywy). Teraz zobaczyłam znacznie więcej. Najlepsze jest to, że szukałam galerii ze sklepami z butami stojąc tuż pod nią. Pozrawiam
UsuńNadal dzieje się u Ciebie wiele, czerpiesz z życia ile się da!
OdpowiedzUsuńPodziwiam nieustannie:-)
Wszak nigdy nie wiadomo ile nam tego życia pozostało. Pozdrawiam serdecznie
UsuńJa sobie już nie wyobrażam takiego chodzenia ,nogi do bani ,dziękuję za cudna wycieczkę i ten Baca, super gość.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBaca jest jedyny w swoim rodzaju :). Wbrew pozorom to tego chodzenia nie było tak dużo. Jedynie ograniczyłam się do centrum miasta. Czasami bywało gorzej. Pozdrawiam serdecznie
UsuńLubię Twój barwny styl pisania, Karolinko, czuję jakbym sama tam była.
OdpowiedzUsuńUściski.
Miło mi to czytać, Gosiu. Jak zawsze starałam się, aby było w miarę ciekawie. Pozdrawiam
UsuńNo cóż Bielska aż tak nie pamiętam, na zamku chyba nigdy nie była. Trochę Ci Karolinko zazdroszczę tej wycieczki , szkoda że pogoda pokrzyżowała plany i nie udało sie zaliczyć żadnej górki , ale wazna że buty wybrane!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Zdobywanie górek jeszcze przede mną :). Buty... mam nadzieję, że udało się Bacy je kupić. Widzisz, chyba muszę w tej sprawie do niego zadzwonić. Pozdrawiam ciepło
UsuńNajlepsze plany to te elastyczne, które dowolnie można zmieniać, wtedy nie rozczarowują. Kwestia butów priorytetowa jak najbardziej.
OdpowiedzUsuńWłaśnie te buty tak przy okazji wyszły. Zwiedzanie miasta było równie ciekawe jak chodzenie po górach. Pozdrawiam serdecznie
UsuńMiałaś świetną wycieczkę. Nigdy nie byłam w Bielsko- Białej, a widać, że to ciekawe i piękne miasto. Podziwiam Twoje bieganie - a dobre buty do biegania są bardzo ważne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Podczas wrześniowego biegu po górach biegłam w zwykłych adidasach i właściwie to Baca zauważył, że lepiej by mi było już w typowych butach do biegania w terenie. A potem zrobił wszystko, aby zdobyć na nie fundusze. W B.-B. bardzo mi się podobało i myślę, że jeszcze nie raz tam zawitam. Pozdrawiam sedrecznie
UsuńCzasami spontaniczne wypady są ciekawe. a z planami tak bywa, człowiek planuje, a życie weryfikuje. Wycieczka po Bielsku też ciekawa. Nie byłam w tym mieście. Spodobał mi się ten mural. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńWitaj na moim blogu, Aleksandro. To prawda, spontaniczne wypady potrafią być interesujące. Ten był taki na wpół spontaniczny, bo jednak zaplanowałam go z kilkudniowym wyprzedzeniem. Mural wywołał u mnie efekt WOW, w rzeczywistości prezentuje się jeszcze okazalej i ciekawiej. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny i komentarz
UsuńZamek-muzem mi się spodobał na Twoich fotografiach.
OdpowiedzUsuńSuper człowiek z tego Bacy, bardzo pozytywny i życzliwy :)
I do tego Baca jest bardzo empatyczny :). Zamek ciekawy, chociaż we mnie większe zainteresowanie wzbudziły mury wokół niego. Pozdrawiam serdecznie
UsuńTo piękne miasto i odwiedziłam je przy okazji zwiedzania trzech cudnych ogrodów japońskich, Goczałkowice, Janowice i Pisarzowice.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.:)
Miasto z całą pewnością warte odwiedzenia. Pozdrawiam
Usuń