![]() |
| Na stanowisku |
Punkt informacyjny na katowickim dworcu PKP był dosyć newralgiczny - uczestnicy WUF11 mogli przyjechać do stolicy Górnego Śląska pociągiem z Warszawy lub z Krakowa(bo tam wylądowali samolotem), mogli też wyłonić się z podziemnego dworca komunikacji miejskiej, na który zostaliby dowiezieni autobusem z lotniska w Katowicach-Pyrzowicach. Został on ustawiony centralnie przy... dworcowym punkcie informacyjnym. Skutek tego był taki, że przychodzili do nas wszyscy, myśląc, że jesteśmy ogólną informacją. Co z tego, że na stoisku było logo wydarzenia? Kto by zwracał na to uwagę? Nawet pani pracująca w faktycznym punkcie informacyjnym podśmiewała się, że nudzi się przez nas jak mops. Jednak już na drugi, trzeci dzień odsyłaliśmy jej wszystkich tych, którzy coś chcieli, ale nie byli związani z wydarzeniem. Chociaż wiadomo, że jak np. staruszkowie poprosili o odczytanie godziny odjazdu/przyjazdu pociągu to im pomogliśmy, jednak jak już ktoś prosił o znalezienie mu jakiegoś pociągu, albo wskazanie powodu, dla jakiego pociąg X nie jest na czas, to już nie. Zwłaszcza, że z każdym dniem przybywało uczestników WUFu, których trzeba było kierować albo w stronę Spodka (organizatorzy zadbali o specjalne autobusy relacji Dworzec PKP - Spodek), albo zamówić im taksówkę do hotelu(względnie powiedzieć jak w inny sposób tam dojadą czy też dojdą), albo rozwiązać setki innych problemów.
Wszyscy wolontariusze podzieleni byli na dwie zmiany, wedle złożonej we wniosku rekrutacyjnym deklaracji. Nie inaczej było w punkcie informacyjnym na dworcu PKP. Pierwsza zmiana trwała od 7:30 do 14:00, druga od 14:00 do 19:30. Dzięki temu, że udało mi się wziąć w pracy wolne, mogłam być na obu. Jedynym odstępstwem było wtorkowe popołudnie, kiedy dość nieoczekiwanie(chociaż z drugiej strony to trochę na własne życzenie) wypadł mi egzamin z j. niemieckiego. Teoretycznie miałam być też wtedy na zmianie, na szczęście udało mi się zwolnić do domu. I dzięki temu mogę cieszyć się studenckimi wakacjami do października. Średnio na jedną zmianę wypadało 5-6 osób. Uważam, że jest to wystarczająca liczba - ktoś zawsze był na punkcie, ktoś mógł iść na dany peron, zobaczyć czy ktoś nie przyjechał pociągiem (mieliśmy charakterystyczne koszulki z logo wydarzenia), jeszcze ktoś inny chodził po dworcu w ramach "patrolu", albo odprowadzał gości na odpowiedni autobus, tramwaj, czy też pociąg.
Jak się domyślacie, wolontariusze powinni znać język angielski, który jest "urzędowym" na tego typu eventach. Teoretycznie coś tam rozumiem i umiem po angielsku(w końcu uczyłam się go od czwartej klasy szkoły podstawowej), jednak zawsze(a na pewno od czasów liceum) mam blokadę przed porozumiewaniem się w nim. Dlatego głównym moim zadaniem było sprawdzanie połączeń pociągowych lub autobusowych w internecie(ONZ zagwarantowało nam służbowy laptop wraz z własnym dostępem do internetu). Czasami też szłam się przejść zobaczyć czy ktoś nie przyjechał pociągiem, czy też odprowadzić kogoś na odpowiedni środek transportu zbiorowego. W końcu ileż można siedzieć na krześle?
Jak widzicie, przy odrobinie dobrej woli nawet takiej osobie jak ja da się przydzielić zadanie, w którym będzie jak najbardziej przydatna. Może nawet na tym laptopie wklikiwałam wytyczne wolniej od innych, jednak wszyscy wykazywali cierpliwość, a nawet cień serdeczności. Współwolontariusze też okazywali się w porządku. Przez tych 7 dni* nie mieliśmy większych zgrzytów. A nawet czekaliśmy na siebie z niecierpliwością, bo każdy z nas w jakiś sposób był uzupełnieniem całego teamu.
CDN...
* Chociaż sam WUF11 trwał od niedzieli(26 czerwca) do czwartku(30 czerwca), to nasz punkt informacyjny działał od piątku (24 czerwca) do piątku(1 lipca)



Niemało się działo u Was na dworcu. Stworzyliście uzupełniającą się drużynę, byliście potrzebni, a o to właśnie chodzi. Czekam na dalszy ciąg.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Pomału już będę finiszować z tym, co się działo podczas WUFu. Posługa na dworcu PKP z jednej strony jeszcze bardziej podszlifowało moją pokorę, a z drugiej pokazało, że każdy z nas do czegoś mógł się przydać. Pozdrawiam
UsuńRozbawiło mnie, że ludzie do was podchodzili jak do dworcowej informacji. :)
OdpowiedzUsuńA poza tym to ciekawe doświadczenie właśnie przez to, że mogli zjawić się bardzo różni ludzie. :)
Nas to też na początku bawiło, ale potem już przestało. Zwłaszcza kiedy podchodzili do nas Ukraińcy, którzy mają swój punkt informacyjny(specjalnie im dedykowany i dokładnie opisany) zaledwie 50 metrów dalej. No oszaleć było można. Co nie oznacza, że nie było ciekawie i interesująco. I jakieś doświadczenie się zdobyło. Pozdrawiam
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńKażdy człowiek jest do czegoś przydatny. Ważne, by zechciał to odpowiednio wykorzystać.
Pozdrawiam serdecznie.
Szkoda, że nie wszyscy chcą zobaczyć potencjał drugiego człowieka. Pozdrawiam
UsuńWidzę odwaliłaś podwójny wolontariat, dodatkowy jako informacja PKP :D. Może byliście po prostu milsi niż Ci z informacji, bo w sumie mam same nieprzyjemne wspomnienia, gdy musiałam o coś zapytać. Obawy przed porozumiewaniem się w obcym jeżyku rozumiem. Też mam straszną blokadę. Co prawda słabo mi idzie ten angielski i niemiecki (którego uczę się jeszcze dłużej) ale nawet na niskim poziomie ciężko mi czasem coś z siebie wyrzucić :/
OdpowiedzUsuńAle tamta pani była bardzo milutka. Chyba nigdy nie przełamię oporu przed wysławianiem się w obcym języku. Pozdrawiam
UsuńMiło zobaczyć Twój serdeczny uśmiech, Karolinko.
OdpowiedzUsuńOsobiście niezbyt go lubię. Pozdrawiam
UsuńNigdy nie uczestniczyłam w takich imprezach, fajnie że dzięki Tobie możemy poznać je "od kuchni". Uściski Karolinko:)
OdpowiedzUsuńTo naprawdę niezwykłe przeżycie i żadne słowa nie są w stanie w pełni go opisać. Ale cieszę się, że mogę Wam chociaż troszkę opowiedzieć o organizacji wszystkiego od wewnątrz. Pozdrawiam
UsuńSuper, pamiętam kiedy ja byłam wolontariuszem na Zjeździe Dużych Rodzin w naszym mieście, też sporo było do roboty :D Piękny uśmiech, miłego weekendu! :)
OdpowiedzUsuńO, cieszę się, że to czytam. Przy każdym wydarzeniu jest sporo pracy i miło, że są ludzie, którzy chcą w tym pomóc. Pozdrawiam
UsuńCo prawda kiedyś dworzec PKP w Katowicach był mi znany , ale pewnie teraz sporo bym sie nachodziła zanim coś bym znalazła , taki informacyjny punkt na pewno na dworcu był potrzebny. Karolinko i tak Cię podziwiam , odwaliłaś kawał dobrej roboty !!'
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ale na dworcu są dwa(a nawet trzy, jeżeli dodać ten dedykowany tylko Ukraińcom) punkty informacyjne, z czego jeden był tuż za nami. Tylko to my byliśmy na widoku. W końcu potem odsyłaliśmy większość do właściwego punktu :). Cała sekcja wolontariatu odwaliła kawał dobrej roboty, za co zostaliśmy pochwaleni. Ale o tym w następnym wpisie :). Pozdrawiam
UsuńSuper że wszyscy ze sobą współpracowali i że Ty dobrze się tam czułaś:)))Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńZgrany zespół to klucz do sukcesu
UsuńWidzę, że przydzielono Tobie zadanie w punkcie dość newralgicznym. Tym bardziej podziwiam za zaangażowanie :)
OdpowiedzUsuńNa początku byłam tym przerażona, ale z czasem spodobało mi się tam. Pozdrawiam
UsuńTrafiła Ci się super ekipa! Już jestem ciekaw ciągu dalszego :)
OdpowiedzUsuńOstatnią część już można przeczytać. Pozdrawiam
UsuńTakie wydarzenia to niezapomniane przeżycia i sporo nowych doświadczeń. I jakie piękne zdjęcie masz na pamiątkę :)
OdpowiedzUsuńO tak, doświadczenia i przeżycia z tego wydarzenia zostaną ze mną na dłuższy czas, jeżeli nie na zawsze. A zdjęcia muszę jeszcze wywołać i włożyć w album. Pozdrawiam
UsuńPiekne wydarzenie i ciekawy wolontariat, super ze zgrana grupa.Ciesze się że sprawiło Ci to ogromna radość.Pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńGrupa była bardzo zgrana, a dzięki temu pracowało nam się w miarę dobrze. Pozdrawiam
UsuńPS. Mam jednak nadzieję Karolinko, że Twoje ścieżki zaprowadzą Cię znowu kiedyś na moje zielone, szumiące strony.
OdpowiedzUsuńSpokojnie, do Ciebie też niebawem zawitam. Pozdrawiam
UsuńTo dobrze. Uspokoiłaś mnie.. Brakuje mi Ciebie :)))))
OdpowiedzUsuń