Ludzka pamięć jest niezwykła. Wierzcie mi lub nie, ale jeszcze pamiętam to, co działo się ćwierć wieku temu. Miałam wtedy 7 lat i zaczynałam moją niezwykłą przygodę z edukacją. Jednak dzisiaj nie będę pisać o dziewczynce w czarnej spódniczce i kokardzie w długich włosach, która nie mogła wręcz się doczekać chwili, kiedy zasiądzie w szkolnej ławce, ale o czymś zupełnie innym.
W 1997 roku telewizja działała już na dosyć wysokim poziomie, a wieczorem wiele rodzin, w tym moja, zasiadała przed szklanym ekranem, aby najpierw obejrzeć z dziećmi "Dobranockę", a następnie wieczorne wydanie "Wiadomości". W tamte wakacje naród żył wielką powodzią spowodowaną przez wylanie Odry z brzegów. Telewizja co rusz pokazywała obrazy zalanych miejscowości i dramatu ludzkiego, który się wtedy rozgrywał. Ktoś z Was pamięta jeszcze piosenkę "Moja i twoja nadzieja" wykonywaną przez wielu różnych polskich wokalistów?
Bo ja tak. Bardzo szybko podchwyciłam tą nutę, a potem przed rodziną bawiłam się w gwiazdę estrady i po swojemu wykonywałam ten utwór.
Wraz z końcem wakacji w mediach pojawiła się nowa nowina - śmierć księżnej Diany. Co prawda nie odcisnęła ona na mojej psychice takiego piętna jak śmierć księdza Józefa Tischnera, jednak pamiętam te obrazy w telewizji przedstawiające najpierw piękną, uśmiechniętą kobietę, a następnie samochód z powyginaną blachą. No właśnie, ze śmierci księdza Tischnera zapamiętałam emocje, okoliczności, w których się o tym dowiedziałam, ten szum medialny. Ze śmierci księżnej Diany jedynie jakieś pojedyncze obrazy. A przecież też musiało być o tym głośno. Z drugiej strony byłam wtedy trzy lata młodsza, trzy lata bardziej dziecinna, inaczej odbierałam docierające do mnie bodźce. Bardziej żyłam w baśniowym świecie z niecierpliwością wyczekując wieczornej bajki na dobranoc. Pewnie nawet nie zdawałam sobie sprawę z tego, kim była tak naprawdę księżna Diana. Pojęcie innego króla niż tego, którego znałam z bajek mogło być dla mnie zbyt abstrakcyjne.
Dopiero po latach, kiedy z okazji zbliżających się rocznic śmierci w mediach pojawiała się informacja o jej śmierci, na swój sposób odkrywałam zdarzenia z tamtej nocy. Trochę byłam przerażona doniesieniami, bo po prostu było mi jej szkoda, jak każdego człowieka. Tym bardziej, że czyniła dużo dobra, nawet jeśli po drodze pobłądziła...
Dziś mija 25 lat od tamtej chwili. Dużo to i mało. Myślę, że książę Karol szybko pogodził się z tą stratą. Ale przecież jeszcze byli ich synowie - 15-letni wtedy William i dwa lata młodszy Harry. Czy jeszcze pamiętają matkę, niekoniecznie przez pryzmat skandali, czy też dnia, w którym dowiedzieli się o jej śmierci? Mam nadzieję, że tak. Tak samo jak mam nadzieję, że ona sama jest gdzieś tam i cieszy się z widoku wnucząt, których nie dane jej było się doczekać.

Karolinko, pamiętam ten rok .Rok śmierci mojej mamy, potężna powódź, my straciliśmy samochód, siostra całe mieszkanie, tragiczne to było w naszym mieście.Śmierć Diany bardzo mną wstrząsnęła.Buziaki.
OdpowiedzUsuńPowódź z 1997 roku pamiętam i wydaje mi się, że całkiem dobrze, chociaż osobiście jej nijak nie odczułam - tyle, co informacje w gazetach i telewizji. Piosenka wydaje mi się bardzo znana, chociaż długo nie kojarzyłam (albo nie pamiętałam), skąd się wzięła. :)
OdpowiedzUsuńŚmierci księżnej Diany z kolei w ogóle, nie umiałabym zgadnąć, kiedy to było, ale też mnie szczerze mówiąc za bardzo nigdy nie interesowała.
O powodzi słyszałam nie raz i nie dwa w TV czy radio. O śmierci księżnej Diany też, nawet było mi smutno, bo książę William jest w moim wieku i kiedyś strasznie mi się podobał, ale o tym cicho sza ;)
OdpowiedzUsuńHa jak była powódź to jeden mój wuj pływał po Wrocławiu kajakiem. A ja byłam z dziećmi na Wybrzeżu i miałam cudowną pogodę - obrazy z telewizji wydawały się wręcz niewiarygodne.
OdpowiedzUsuńA jak księżna Diana zginęła chodziliśmy po Tatrach.
BTW w 1997 r. zmarł też Bułat Okudżawa.
Powódź pamiętam dobrze, śmierć księżnej Diany natomiast jakoś nieszczególnie utkwiła mi w pamięci, ale tez nigdy specjalnie nie insertowałam się jej postacią i nie do końca rozumiałam jej fenomen.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Karolinko.
No cóż jestem ciut starsza od Ciebie i pamiętam oba te wydarzenie, ale szczerze powiem że bardziej utknęła mi w pamięci powódź . Zresztą nigdy się za bardzo nie interesowałam gwiazdami i ich życiem ot taki wybryk natury, szczerze było mi to obojętne co się dziej w tym świecie!! Zawsze ważne było dla mnie TU i TERAZ i tak pozostało do dziś. Ale fajnie jest o tym u Ciebie poczytać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
też pamiętam śmierć Diany, była wtedy bliska młodziezy w Polsce, taka dziewczyna- królowa. Lubiła oglądac wiadomosci z Nią.
OdpowiedzUsuńpamiętam ten dzień, wracałam od cioci z rodzicami i w radiu podali tę wiadomość
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że powodzie z 1997 w ogóle nie pamiętam. Bardzo dobrze pamiętam za to śmierć księżnej Diany. Początkiem roku 97 wróciłem do Polski ze Stanów. Kilka miesięcy później na wakacje przyjechała moja Busia. Siedzieliśmy wszyscy w dużym pokoju, oglądając w telewizji specjalne wydanie wiadomości o wydarzeniach w Paryżu, a jakiś czas później pogrzeb Diany... Aż się wierzyć nie chciało.
OdpowiedzUsuńTo i tak sporo pamiętasz!
OdpowiedzUsuńNasza pamięć płata figle, zapisuje nam w głowie różne rzeczy wedle własnego widzimisię:-)
jotka
Pamiętam oba wydarzenia, ale powódź bardziej. O tym zwłaszcza niedawno mi się przypomniało, gdy zdarzyła się ta ekologiczna katastrofa w Odrze!
OdpowiedzUsuńPamiętam i jedno, i drugie wydarzenie. Ta piosenka wykonana przez wielu artystów za każdym razem przypominała mi o powodzi. A śmierć Diany... byłam wtedy nastolatką. Pewnie nie zwróciłabym większej uwagi na tę wiadomość, gdyby nie dyskusje mojej mamy i ciotek...
OdpowiedzUsuńW odróżnieniu od przedmówców, powodzi nie pamiętam. Tragiczny wypadek księżnej Diany tak i było mi żal tych dwóch małych chłopców tak nagle osieroconych. Denerwuje mnie to, że im więcej lat upływa od śmierci diany, tym więcej "sensacyjnych brudów" sie pojawia na Jej temat. Jakby ludzie nagle zapomnieli, że "o zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale". Uściski.
OdpowiedzUsuńW sformułowaniu "Królowa Ludzkich Serc" było i jest wiele przesady i patosu, moją królową na pewno nie była.... Powódź miała dla nas, Polaków znacznie większe reperkusje.
OdpowiedzUsuńPowódź pamiętam bardzo dobrze. Okropnie ją przeżyłam. A księżna Diana była w gruncie rzeczy bardzo nieszczęśliwa....
OdpowiedzUsuńDoskonale pamiętam wypadek tę straszną powódź, wypadek i śmierć księżnej Diany. Nie mogłam uwierzyć, że tak wspaniała osoba odeszła na zawsze.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam Ci moc serdeczności:)
Pamiętać to tak średnio pamiętam te wydarzenia. Chyba parę lat później musiałem gdzieś trafić na wspomnienia dotyczące powodzi i wypadku księżnej Diany. Potem też doczytałem co nieco o jej życiu, obejrzałem jakiś film. Postać złożona moim zdaniem. Żyjąca pod wielką presją, z jednej strony sztywne zasady dworu, z drugiej ludzkie emocje, odruchy może nawet. Jak to pogodzić ze sobą, mając jeszcze często na karku stado fotografów, którzy prześcigają się w zdobyciu pogrążającego kogoś ujęcia. Podobno tego feralnego dnia właśnie taka ucieczka przed paparazzi mogła być przyczyną tragedii. Pojawił się też wątek tajemniczego samochodu (bodajże żółty Citroen), który mógł zajechać drogę samochodowi z Dianą. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy. Z drugiej strony czy to coś by zmieniło?
OdpowiedzUsuń:) OK. Rozumiem. Sam wiem dobrze, że moje muzyczne wybory są dość radykalne chwilami. Chociaż od czasu do czasu słucham też spokojniejszych rzeczy.
Pozdrawiam!
https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com