Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 6 kwietnia 2024

1904. Mazurek

Jeżeli ktoś myśli, że przynależenie do Duszpasterstwa to tylko chodzenie na spotkania formacyjne i Msze Święte to jest w dużym błędzie. Duszpasterstwo Akademickie to również szereg inicjatyw, które mają za zadanie zintegrować jego członków. Należą do nich chociażby spotkania całej wspólnoty z okazji wigilii i śniadań wielkanocnych.
Wigilie są dosyć popularną formą spotkań wspólnotowych. Nawet schola do której kiedyś należałam (ja do niej jeszcze wrócę, tak samo jak do parafii, niech no tylko zmienią niektórych księży) przez większość swojego istnienia organizowała tego typu imprezy, które były idealną okazją do spotkania się jej członków w świątecznej atmosferze. Czasami było się na dwóch spotkaniach tego typu, bo przecież jeszcze było to organizowane przez Oratorium (no i komu to przeszkadzało!). No, ale czasy i władze się zmieniły, a wraz z nimi panujące zwyczaje.
Jednak spotkanie wielkanocne jest dla mnie nowością. Znowu z dozą nieśmiałości zapisałam się na nie, deklarując za razem, że przyniosę na nie ciasto. Na Wigilię przygotowałam sałatkę, więc teraz musiała być jakaś odmiana. Mój wybór co upiekę był bardzo prosty - postawiłam na tradycyjny, wielkanocny mazurek. Sama nie wiem, skąd mi się wziął pomysł, zwłaszcza że w mojej rodzinie nigdy się go nie piekło. Ale że jestem trochę szalonym i lubiącym wyzwania człowiekiem, to postanowiłam chociaż spróbować go upiec.
Dość łatwy i przystępny przepis znalazłam >>tutaj<<. Przedpołudniem dokupiłam potrzebne składniki, a po obiedzie zabrałam się do pracy. Od razu Wam zdradzę, że sugerowany czas przygotowania wydłuża się u mnie niesamowicie, ale takie to już są uroki życia z niepełnosprawnością. Czy to jednak oznacza, że mam się z tego powodu poddawać i nie być w jak największym stopniu samodzielna? Myślę, że nie. Zwłaszcza, że kocham eksperymentować w kuchni podczas wypróbowania nowych przepisów. Nawet gdy wiem, iż nawet nie skosztuję danej potrawy.
Przygotowanie mazurka równiej rozciągnęło mi się w czasie, zwłaszcza pierwsza faza, czyli przygotowanie ciasta. Jestem jednak tak dziwnym człowiekiem, że tą przedłużającą się chwilę wykorzystałam... powtarzając sobie w myślach materiał na poniedziałkowe kolokwium. Kiedy wstawiłam ciasto do piekarnika, wzięłam się z kolei za przygotowanie masy z kajmaku, kremu czekoladowego i gorzkiej czekolady. Aż zastanawiałam się, jaki to może mieć smak.
Po wyrobieniu masy (co okazało się nie taką łatwą sprawą) i wyjęciu ciasta z piekarnika rozprowadziłam masę po jego wierzchu, a następnie z migdałów i orzechów laskowych ułożyłam takie oto kwiatuszki.
Jeszcze tylko trzeba było posypać całość zmielonymi orzechami laskowymi oraz gotowa posypką cukrową. Chociaż zwrot trzeba było jest trochę nad wyrost. Po prostu miałam taką wizję i chęć. 
A wersja finalna wygląda mniej więcej tak:
Na koniec ciasto trafiło do lodówki. Po pierwsze chciałam aby masa kajmakowo-czekoladowa bez problemu zastygła. A po drugie nie chciałam aby Pusia za bardzo się interesowałam tym wypiekiem. Wiecie, że koty nie powinny jeść czekolady, bo im szkodzi? Ja wiem, dlatego za nic na świecie nie daję jej Pusi, nawet polizać. Na szczęście sama nie mogę zbytnio jej jeść, więc naprawdę pojawia się ona u mnie raz na jakiś czas.
Jak na pierwszy raz to myślę, że wyszło nie najgorzej, przynajmniej wizualnie. A jaki jest ten mazurek w smaku mam nadzieję przekonać się jutro. Mam nadzieję, że ktoś się na niego skusi i oceni, czy jest smaczny, czy też mógłby być lepszy i smaczniejszy.

22 komentarze:

  1. Witaj już w kwietniu Karolinko
    A wydaje się, że jakby w maju.
    Mazurek wygląda wspaniale. Pewnie i tak smakuje. Ileż jeszcze w sobie kryjesz talentów Karolinko?
    Pozdrawiam rozkwitającymi tulipanami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem czy moje kulinarne wypieki można nazwać talentem? Po prostu lubię to robić. A od kiedy mam sprawną kuchnię i okazję, potrafię poświęcić temu nawet pół nocy. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Wspaniały debiut Karolinko. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, co ciekawe było to jedyne ciasto typowo wielkanocne na śniadaniu. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Mazurek wygląda rewelacyjnie jestem pewna że również świetnie smakował, debiut bardzo udany, pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli smakuje tak jak wygląda, to zazdraszczam "zjadaczom"...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jadłam go, ale podobno był smaczny. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Mazurek to takie tradycyjne, wielkanocne ciasto. Wygląda wspaniale i sądzę, że smak jest adekwatny do wyglądu. Bo niby czemu miałbym nie być smaczny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był mój mazurkowy debiut, więc do końca nie byłam pewna, czy mi się on uda. Na szczęście wszystkim smakował, więc chyba uzyskałam niewielki sukces w tej dziedzinie. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Mazurek to takie ciasto, że można się przy jego robieniu zestarzeć niemal. :) Przynajmniej dla mnie, bo gotowanie/pieczenie jest dość dalekie ode mnie. Mogę pomagać w trakcie, jednak nie za długo.

    Ja miałem mazurek zupełnie niezwykły, bo miał taką galaretkę z fig, zupełnie inne spojrzenie na tradycję. Z innej piekarni z kolei wyszedł mega słodki gniot, można powiedzieć ogólnie, że nie bardzo miałem okazję zjeść klasyczny mazurek w te święta.

    Twój mazurek wydaje się być klasyczny i zacny.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, galaretka z fig - brzmi ciekawie. Aż zastanawia mnie jak to smakuje.
      Mój też wyszedł mega słodki, ale może taki po prostu ma być?
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Karolinko!
    Jestem pewna, że będzie rewelacyjny. Wygląda pięknie.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy, którzy go próbowali byli nim zachwyceni, więc chyba jednak się udał. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Karolinko, mazurek wygląda obłędnie i jestem pewna, że tak samo smakuje. Mniam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W smaku podobno był wyborny i taki prawdziwie wielkanocny (cokolwiek to oznacza). Szkoda że nie mieszkasz bliżej, bo z chęcią bym Cię nim poczęstowała. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Mazurek bez tej posypki wyglądał lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to podobno smakował rewelacyjnie. To mój debiut, następnym razem będzie lepiej. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Podziwiam nieustannie Twoje talenty. Mazurek wygląda rewelacyjnie. Pozdrawiam serdecznie 🌷🌷🌷

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż czy ja wiem, czy można to nazwać talentem? Po prostu lubię działać w kuchni. Cieszę się, że mazurek się podoba. Pozdrawiam

      Usuń
  11. Mniam. Aż słonka poleciała. Uwielbiam słodkie... W każdej postaci. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj muszę przyznać Ci rację, że wizualnie wyglądał naprawdę nieźle. A uwierz mi, jestem wobec siebie raczej krytyczna. Pozdrawiam

      Usuń