Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 3 marca 2026

2330. Tragedia w Dolinie Goryczkowej

W 1956 roku, a więc 70 lat temu, miał miejsce jeden z najtragiczniejszych wypadków lawinowych w Tatrach. Potężna lawina doszczętnie zniszczyła schronisko w Dolinie Goryczkowej, zabijając przy tym pięć osób.
Zofia i Władysław Marcinowscy z córką Marią
W nocy z 2 na 3 marca 1956 roku z masywu Goryczkowej Czuby Żlebem Marcinowskich (nazwanych tak na cześć ofiar) zeszła ogromna lawina. Zmiotła ona z powierzchni ziemi schronisko w Dolinie Goryczkowej. W budynku przebywali prowadzący je Zofia i Władysław Marcinkowscy oraz trzech żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza. Wszyscy zginęli. W wyjątkowo trudnej akcji ratunkowej, która wymagała przeszukania rozległego lawiniska, wzięło udział około 500 osób, w tym ratowników, strażaków i ratowników. Samego schroniska nigdy nie odbudowano.
Tragedia ta została przypomniana kilka lat temu przez Tatrzański Park Narodowy, realizujący film dokumentalny w ramach akcji edukacyjnej "Lawinowe ABC".
Wystąpiła w nim m.in. Maria Gąsienica - Marcinowska, córka właścicieli schroniska, która wspominała dzień tragedii. Miała wtedy zaledwie dwa lata, trochę chorowała i dlatego nie została w schronisku na noc z kochającymi rodzicami. Mama zdążyła zwieść ją na dół, a następnie wróciła do męża, wjeżdżając po zmroku jako jedyna pasażerka kolejki na Kasprowy Wierch. Wydaje się, że mało brakowało, a mogłaby nie zdążyć na lawinę i nie osierocić córeczki.
Akcja ratunkowa po lawinie pod Żlebem Marcinowskich w 1956 roku
Z kolei naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jan Krzysztof zwrócił uwagę na to, że rok 1956 był szczególny pod względem ilości i skutków wypadków lawinowych. Intensywne opady śniegu i bardzo niekorzystne warunki sprawiły, że w marcu panowało bardzo duże zagrożenie lawinowe. Feralna lawina zeszła samoczynnie, a zniszczenie schroniska było bezprecedensowym zdarzeniem w historii polskich Tatr.
Schronisko w Dolinie Goryczkowej i zniszczenia po lawinie w 1956 roku
 - To była góra śniegu, belek, wszystko to razem pomieszane i oni zostali zepchnięci, byli blisko siebie, a Marcinowska obierała kartofle i nawet nożyk miała w ręku. To musiała być chwila, jak to się wszystko zwaliło - wspominał akcję ratunkową Michał Gajewski, ratownik TOPR.
Córka Marcinowskich wspominała, że jej ojciec niedługo przed tragedią miał przestrzegać, żeby nie robić zbyt dużej przycinki w lesie, ponieważ przy dużych opadach śniegu jest dużo prawdopodobieństwo zejścia lawiny. Jak widać, jego słowa okazały się prorocze...
Akcja ratunkowa po lawinie pod Żlebem Marcinowskich w 1956 roku

źródło: https://podroze.onet.pl/ciekawe/tragiczna-historia-nie-mieli-szans-lawina-zmiotla-schronisko-w-tatrach/ze0bppg

10 komentarzy:

  1. Straszna tragedia, ocalało dziecko. Szkoda, że mama wracała...

    OdpowiedzUsuń
  2. To trudna i poruszająca historia, szczególnie ten fragment o mamie, która odwiozła córkę na dół i wróciła do schroniska ostatnim kursem kolejki. Trudno sobie nawet wyobrazić, co czuła pani Maria, dowiadując się po latach o takich szczegółach. Dobrze, że o tym przypominasz, bo to daje do myślenia i uczy pokory wobec gór, zwłaszcza przy takich warunkach, jakie mamy teraz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż przykro się czyta. Straszna tragedia..

    OdpowiedzUsuń
  4. nie słyszałam o tej tragedii....
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Straszne, natura jest nieprzewidywalna, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałem o tej historii. Ciekawy jestem, czy do tej pory są w tamtym miejscu jakieś pozostałości po schronisku?

    Lawiny są straszne i nieobliczalne. W 1998 roku Michel Trudeau, najmłodszy syn byłego premiera Kanady Pierre’a Trudeau i młodszy brat byłego premiera Kanady Justina Trudeau, utonął w wyniku lawiny, która zniosła go do jeziora Kokanee w prowincji British Columbia. Pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań jego ciała nie odnaleziono.

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam o tej tragedii...
    Natura jest ogromnym żywiołem, człowiek nie ma z nią szans.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze mówię że życie ludzkie jest bezcenne i czasem wystarczy sekunda by je stracić. Przyznam się szczerze że o tej tragedii nie słyszałam , albo nie zwróciłam na nią uwagi, fakt że jeszcze mnie wtedy na świecie nie było. Dziękuję Ci za przytoczenie opisu tej tragedii.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedna córka, z jednej strony miała szczęście bo ocalała ale musiała dorastać sama...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze pamiętasz o takich smutnych zdarzeniach... Dzięki Tobie Karolinko nie zapominamy....

    OdpowiedzUsuń