W 1956 roku, a więc 70 lat temu, miał miejsce jeden z najtragiczniejszych wypadków lawinowych w Tatrach. Potężna lawina doszczętnie zniszczyła schronisko w Dolinie Goryczkowej, zabijając przy tym pięć osób.
![]() |
| Zofia i Władysław Marcinowscy z córką Marią |
W nocy z 2 na 3 marca 1956 roku z masywu Goryczkowej Czuby Żlebem Marcinowskich (nazwanych tak na cześć ofiar) zeszła ogromna lawina. Zmiotła ona z powierzchni ziemi schronisko w Dolinie Goryczkowej. W budynku przebywali prowadzący je Zofia i Władysław Marcinkowscy oraz trzech żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza. Wszyscy zginęli. W wyjątkowo trudnej akcji ratunkowej, która wymagała przeszukania rozległego lawiniska, wzięło udział około 500 osób, w tym ratowników, strażaków i ratowników. Samego schroniska nigdy nie odbudowano.
Tragedia ta została przypomniana kilka lat temu przez Tatrzański Park Narodowy, realizujący film dokumentalny w ramach akcji edukacyjnej "Lawinowe ABC".
Wystąpiła w nim m.in. Maria Gąsienica - Marcinowska, córka właścicieli schroniska, która wspominała dzień tragedii. Miała wtedy zaledwie dwa lata, trochę chorowała i dlatego nie została w schronisku na noc z kochającymi rodzicami. Mama zdążyła zwieść ją na dół, a następnie wróciła do męża, wjeżdżając po zmroku jako jedyna pasażerka kolejki na Kasprowy Wierch. Wydaje się, że mało brakowało, a mogłaby nie zdążyć na lawinę i nie osierocić córeczki.
![]() |
| Akcja ratunkowa po lawinie pod Żlebem Marcinowskich w 1956 roku |
Z kolei naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jan Krzysztof zwrócił uwagę na to, że rok 1956 był szczególny pod względem ilości i skutków wypadków lawinowych. Intensywne opady śniegu i bardzo niekorzystne warunki sprawiły, że w marcu panowało bardzo duże zagrożenie lawinowe. Feralna lawina zeszła samoczynnie, a zniszczenie schroniska było bezprecedensowym zdarzeniem w historii polskich Tatr.
![]() |
| Schronisko w Dolinie Goryczkowej i zniszczenia po lawinie w 1956 roku |
- To była góra śniegu, belek, wszystko to razem pomieszane i oni zostali zepchnięci, byli blisko siebie, a Marcinowska obierała kartofle i nawet nożyk miała w ręku. To musiała być chwila, jak to się wszystko zwaliło - wspominał akcję ratunkową Michał Gajewski, ratownik TOPR.
Córka Marcinowskich wspominała, że jej ojciec niedługo przed tragedią miał przestrzegać, żeby nie robić zbyt dużej przycinki w lesie, ponieważ przy dużych opadach śniegu jest dużo prawdopodobieństwo zejścia lawiny. Jak widać, jego słowa okazały się prorocze...
![]() |
| Akcja ratunkowa po lawinie pod Żlebem Marcinowskich w 1956 roku |




Straszna tragedia, ocalało dziecko. Szkoda, że mama wracała...
OdpowiedzUsuńTo trudna i poruszająca historia, szczególnie ten fragment o mamie, która odwiozła córkę na dół i wróciła do schroniska ostatnim kursem kolejki. Trudno sobie nawet wyobrazić, co czuła pani Maria, dowiadując się po latach o takich szczegółach. Dobrze, że o tym przypominasz, bo to daje do myślenia i uczy pokory wobec gór, zwłaszcza przy takich warunkach, jakie mamy teraz.
OdpowiedzUsuńAż przykro się czyta. Straszna tragedia..
OdpowiedzUsuńnie słyszałam o tej tragedii....
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Straszne, natura jest nieprzewidywalna, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNigdy nie słyszałem o tej historii. Ciekawy jestem, czy do tej pory są w tamtym miejscu jakieś pozostałości po schronisku?
OdpowiedzUsuńLawiny są straszne i nieobliczalne. W 1998 roku Michel Trudeau, najmłodszy syn byłego premiera Kanady Pierre’a Trudeau i młodszy brat byłego premiera Kanady Justina Trudeau, utonął w wyniku lawiny, która zniosła go do jeziora Kokanee w prowincji British Columbia. Pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań jego ciała nie odnaleziono.
Słyszałam o tej tragedii...
OdpowiedzUsuńNatura jest ogromnym żywiołem, człowiek nie ma z nią szans.
Zawsze mówię że życie ludzkie jest bezcenne i czasem wystarczy sekunda by je stracić. Przyznam się szczerze że o tej tragedii nie słyszałam , albo nie zwróciłam na nią uwagi, fakt że jeszcze mnie wtedy na świecie nie było. Dziękuję Ci za przytoczenie opisu tej tragedii.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Biedna córka, z jednej strony miała szczęście bo ocalała ale musiała dorastać sama...
OdpowiedzUsuńZawsze pamiętasz o takich smutnych zdarzeniach... Dzięki Tobie Karolinko nie zapominamy....
OdpowiedzUsuń