Dlatego szczerze się zaniepokoiłam, kiedy kilka dni temu napisał na grupie, że coś się źle czuje. A że u jednej z osób, z którymi pracuje na zmianie wykryto covid, było bardzo prawdopodobne, że po prostu go przejął. Oczywiście w trybie natychmiastowym(czyli jak najszybszym, bo do natychmiastowego to mu było daleko) wykonał badania. W położonych o ok. 25 km K-cach, bo DG miała chwilowy zastój w tej kwestii. Wynik wyszedł mu pozytywny. Zamknął się więc we własnym M3 w nadziei, że na tym się skończy. Wszyscy niemal natychmiast zaproponowali mu pomoc. Niby wszystko ma, jednak dzisiaj musiał wykupić recepty. Do pomocy zgłosiło się sporo osób, jednak najszybciej mógł liczyć na ich pomoc dopiero wieczorem. A że ja byłam prawie wolna, i w dodatku mieszkamy po sąsiedzku, szybko się z nim skontaktowałam i zaproponowałam, że ja mu mogę iść po te lekarstwa, zostawię je pod drzwiami, a rozliczymy się przy okazji. Przesłał mi więc potrzebne dane, a ja, uzbrojona jak na wojnę(z covidem, rzecz jasna) wyruszyłam na podbój osiedlowej apteki.
Moje motto
Jaki był ten dzień
środa, 31 marca 2021
1279. "Żeby człowiek był człowiekiem" - E. Stachura, "Prefacja"
Dlatego szczerze się zaniepokoiłam, kiedy kilka dni temu napisał na grupie, że coś się źle czuje. A że u jednej z osób, z którymi pracuje na zmianie wykryto covid, było bardzo prawdopodobne, że po prostu go przejął. Oczywiście w trybie natychmiastowym(czyli jak najszybszym, bo do natychmiastowego to mu było daleko) wykonał badania. W położonych o ok. 25 km K-cach, bo DG miała chwilowy zastój w tej kwestii. Wynik wyszedł mu pozytywny. Zamknął się więc we własnym M3 w nadziei, że na tym się skończy. Wszyscy niemal natychmiast zaproponowali mu pomoc. Niby wszystko ma, jednak dzisiaj musiał wykupić recepty. Do pomocy zgłosiło się sporo osób, jednak najszybciej mógł liczyć na ich pomoc dopiero wieczorem. A że ja byłam prawie wolna, i w dodatku mieszkamy po sąsiedzku, szybko się z nim skontaktowałam i zaproponowałam, że ja mu mogę iść po te lekarstwa, zostawię je pod drzwiami, a rozliczymy się przy okazji. Przesłał mi więc potrzebne dane, a ja, uzbrojona jak na wojnę(z covidem, rzecz jasna) wyruszyłam na podbój osiedlowej apteki.
poniedziałek, 29 marca 2021
1278. Ale jaja(w dosłownym tego zwrotu znaczeniu)
O sile kontaktów internetowych można napisać i powiedzieć wiele. Może ona przybierać zarówno negatywne, jak i pozytywne odcienie. Osobiście doświadczyłam zarówno jednych, jak i drugich, jednak szala sprawiedliwości zdecydowanie przechyla się na korzyść tych, które są pozytywne.
Co rusz doświadczam od Was sytuacji, które wywołują u mnie szczere wzruszenie. W zeszłym tygodniu odebrałam sympatyczną przesyłkę od Basi, dzisiaj natomiast otrzymałam paczuszkę od niezaprzeczalnej królowej drutów - Uleńki.
Było kilka minut po ósmej, gdy ktoś zadzwonił do moich drzwi, a krótko potem Puśka wykonała swój słynny sprint kończący się na ich klamce. A że kotka ich i tak nie otworzy(powód prosty - były zamknięte na klucz) odłożyłam na chwilę laptopa i poszłam sama to zrobić. Za nimi stał sympatyczny młody chłopak, dzierżący w dłoniach niewielką paczkę, którą niemal od razu wcisnął w moje ręce. Podziękowałam, zamknęłam drzwi i spojrzałam na adresata. To była Ula, której serwetki i gwiazdki cieszyły moje(i nie tylko moje) oczy w okresie Bożego Narodzenia. Paczka była dosyć lekka, jednak zauważywszy naklejkę "Ostrożnie" zaczęłam się z nią obchodzić jeszcze bardziej delikatnie. W tle leciał wykład na temat psychoanalizy Freuda, a ja z przejęciem szukałam nożyczek, którymi mogłabym otworzyć przesyłkę. W końcu wpadły w moje łapki i mogłam bezpiecznie przeciąć taśmę klejącą. W końcu dostałam się do jej wnętrza. A tam, o rany, takich cudeniek się nie spodziewałam. Zresztą sami zobaczcie:
| Jajka z kicaczkiem w koszyczku, a koszyczek na serwetce |
| Stary, poczciwy, znany na całą rodzinę królik Baks wypatruje z młodszym kolegą wiosny, a przy okazji opowiada mu o życiu w tym mieszkaniu |
niedziela, 28 marca 2021
1277. "Uwielbiam... (...) z krzyża siedem słów": rozważania wielkopostne 2021 - cz. 6: finał
"Wykonało się!" (J 19, 30)
W naszych tegorocznych rozważaniach wielkopostnych dobrnęliśmy do finału. Ostatnim słowem wypowiedzianym przez Zbawiciela na krzyżu brzmiały: "Wykonało się". Jezus wisiał na krzyżu, a w tle rozciągało się niespokojne niebo. Jak czytamy w Ewangeliach, przybrało ono ciemną barwę. Sam krzyż wyrastał na wyjałowionym od naszych grzechów wzgórzu Golgoty. W tle widniała przygotowująca się na święto Paschy Jerozolima. Miasto pustoszało i coraz bardziej pogrążała się w ciszy. Taka właśnie sceneria towarzyszyła dramatowi Jezusa, który w kluczowym momencie rzekł: "Wykonało się". Był to sposób, w którym Najwyższy i Wieczny Kapłan złożył całopalną ofiarę z samego siebie. Oddał wszystko, co posiadał na tej ziemi, łącznie ze swoją Matką. Jezus swoim "Wykonało się" oświadcza, że dokonało się wszystko, co przepowiedział, co miało się wydarzyć oraz co miało Go spotkać. Skłoniwszy głowę oddał ducha. Jednak poprzez śmierć Jezusa rodzi się nowa społeczność Kościoła powszechnego, a upokorzony i milczący Jezus jest paradoksalnie Panem i Sędzią wszystkich tych, którzy Go sądzili i w dalszym ciągu sądzą, bo ten proceder trwa po dzień dzisiejszy.
Przed siedzibą Jałmużnika Jego Świątobliwości ustawiona została rzeźba autorstwa kanadyjskiego artysty Timothy'ego P. Schmalza. Przedstawia leżącego na ławce człowieka, który jest przykryty kocem. Jego jedyną widoczną częścią ciała są wystające spod koca stopy ze śladami po ukrzyżowaniu. Rany człowieka ukryte są w ranach cierpiącego Jezusa. Umierając na krzyżu, Zbawiciel nie tylko powiedział, że wszystko się wykonało, ale też z Jego przebitego boku wypłynęły Krew i Woda - czyli zdroje Bożego miłosierdzia i błogosławieństwa. Jak zauważa papież Benedykt XVI, wyznanie wykonało się "odsyła do początku Męki, do godziny obmywania nóg; jego opis ewangelista zaczyna od podkreślenia, że Jezus umiłował swoich 'do końca'(13, 1). Ten 'koniec' to szczytowe dopełnienie miłości, nastąpił teraz, w momencie śmierci. Jezus rzeczywiście doszedł aż do końca, aż do samej granicy, i ją przekroczył. Urzeczywistnił pełnię miłości - oddał siebie samego"(Jezus z Nazaretu, cz. II, s. 238).
Kiedy człowiek doświadcza Bożej miłości, zaczyna intuicyjnie pojmować, czym tak właściwie jest życie. Co więcej, "zaczyna przeczuwać, co znaczy słowo nadziei, które napotkaliśmy w obrzędzie chrztu: od wiary oczekuję <<życia wiecznego>> - prawdziwego życia, które całkowicie i bez zagrożeń, w całej pełni, po prostu jest życiem. Jezus, który powiedział o sobie, że przyszedł na świat, abyśmy mieli życie i mieli je w pełni, w obfitości (por. J 10, 10), wyjaśnił nam także, co oznacza <<życie>>. <<A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa>> (J 17, 3). Życia we właściwym znaczeniu nie mamy dla siebie ani wyłącznie z samych siebie: jest ono relacją. Życie w swojej pełni jest relacją z Tym, który jest źródłem życia. Jeśli pozostajemy w relacji z Tym, który nie umiera, który sam jest Życiem i Miłością, wówczas mamy życie. Wówczas <<żyjemy>>" (Spe salvi 27)
Jezusowe "Wykonało się" nie jest więc tylko rozpaczliwym krzykiem cierpiącego człowieka, lecz wyraża jego pełną świadomość, że powierzone Mu przez Ojca zbawcze posłannictwo zostało zrealizowane. W krzyżu Chrystusa Bóg, który jest przecież bogaty w miłosierdzie, wypowiada swoją miłość względem świata oraz każdego człowieka. Przypomina o tym papież Jan Paweł II pisząc, że w krzyżu "objawienie miłości miłosiernej osiąga swój szczyt"(DiM 8), zaś "ukrzyżowany jest dla nas najwyższym wzorem, natchnieniem, wezwaniem" (DiM 14). Tym samym Jezus stworzył nową relację pomiędzy ludźmi a Bogiem. Stało się to dokładnie w chwili, kiedy wraz ze śmiercią Mesjasza "zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół" (Mt 27, 51). Taka zasłona zakrywała w Świątyni Jerozolimskiej miejsce uważane za Święte Świętych. Było ono zarezerwowane dla Boga w takim stopniu, że arcykapłan mógł tam wejść jedynie raz w roku. Rozdarcie owej zasłony w chwili śmierci Jezusa sprawiło, że miejsce Święte Świętych stało się dostępne dla wszystkich ludzi. Jak zauważył w jednym ze swoich listów św. Paweł: "Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami"(Rz 5, 8).
Jezus poprzez wykonanie swojej ziemskiej misji, zaprasza nas do podążania Jego drogą z pełną świadomością konsekwencji pełnionych przez nas czynów pozwalających każdemu na odkrywanie już teraz wieczność ukrytą pośrodku czasu. Jak napisał w jednym ze swoich wierszy Józef Ungaretti: "[Jezu], Twe serce jest pełnym pasji siedliskiem / Miłości nadaremnej / Chryste, czułe uderzenie serca / Gwiazdo wcielona w ludzkie ciemności, / Bracie ofiarujący się / Wiekuiście, aby odbudować / Po ludzku człowieka, / Święty, święty, który cierpisz, / Aby wyzwolić od śmierci umarłych, / I podtrzymywać nas nieszczęśliwie żyjących, / Już nie płaczę moim tylko płaczem, / Oto nazywam Cię Świętym, który cierpisz".
***
Niedziela Palmowa, tydzień przed Wielkanocą. Nowe rozporządzenia weszły również w kościelne życie. 33 osoby jednocześnie na Mszy, kościół zamykany na klucz(Ulcia, zwracam honor). Kto nie zdąży, stoi na zewnątrz i słucha nabożeństwa przez głośniki wystawione na zewnątrz. Dobrze, że chociaż ksiądz wychodzi do nich z Komunią. Po cichu cieszę się, że poszłam na wcześniejsze nabożeństwo Gorzkich Żali, przynajmniej mogłam spokojnie zostać na Eucharystii. Nabożeństwa w Wielki Czwartek i Piątek nieobowiązkowe, w Wielką Sobotę święcenie pokarmów przed kościołem (lepszy rydz niż nic), w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zwiększona ilość Mszy święte. Ech, mogło być gorzej. Ale mogło i być lepiej. Co do życzeń o których pisałam w ostatnim poście, to napisałam, wysłałam, dzisiaj przyszła do mnie meilowa odpowiedź od pani Dyrygent. Na szczęście spodobały jej się i wykorzysta je w Wielki Czwartek oraz wyśle je księdzu Franklinowi. Więc: "Śpiewaj hosanna!".
sobota, 27 marca 2021
1276. Piątkowe obawy i radości
| Zakochałam się w tym pyszczku od pierwszego wejrzenia |
Z życzeniami wyrobiłam się do dzisiejszego południa i to jeszcze w dwóch wersjach: pojedynczej (dla księdza Franklina) oraz mnogiej (dla księży z naszej parafii). Może wykorzysta. Mam cichuteńką nadzieję że się spodoba i chociażby na wiecznie marsowej twarzy naszego proboszcza pojawi się cień uśmiechu.
czwartek, 25 marca 2021
1275. Niespodziewana przesyłka
Echa mojego zeszłotygodniowego występu na konferencji wraz z podziwem, że zmieściłam się w przepisowych 10 minut i w dodatku nie "przynudzałam"(tego ostatniego nie jestem taka pewna, bo wiem, że przez niepełnosprawność mam "nudny" ton głosu, zwłaszcza kiedy mówię wolno). I pomyśleć, że kiedy na początku miesiąca wysłałam zgłoszenie byłam pełna obaw. Nie wiedziałam, czy fizycznie dam radę wszystko wygłosić, czy technika mnie nie zawiedzie, czy uczelnia nie stwierdzi, że przynoszę jej więcej wstydu niż radości(nie piszcie, że z tym już przesadzam, raz promotor na seminarium mówił, że blisko 25% prelegentów przynosi wstyd reprezentowanym przez siebie jednostkom, więc statystycznie 1 na 5 prelegentów z UPJP2 przyniosło mu ową hańbę)... Tak jednak się nie stało, a ja raczej zbieram laury niż cięgi. Jednak nie mogę popaść w samo zachwyt, bo skapcanieję, a tego raczej bym nie chciała.
Konferencje konferencjami, laury laurami, zachwyty zachwytami, a życie toczy się dalej. Kolejne obostrzenia przed nami. W sumie najbardziej dokucza mi, a jakżeby inaczej, zamknięcie bibliotek. Co prawda zaopatrzyłam się w maksymalną możliwą do wypożyczenia listę tytułów(czyli 10, przy czym samych książek jest 11), mam jednak nadzieję, że ten stan będzie trwał krócej niż rok temu. Mam jeszcze zaległe książki od Lidzi do przeczytania, więc może nie będzie tak źle. Na razie jednak mam co robić - czytam, robię styropianowe pisanki, jeszcze muszę zrobić kartki i nadać je na poczcie. Co jak co, ale poczty to raczej nie zamkną. No, chyba że...
A propos poczty. Cały zeszły piątek przesiedziałam w domu. Dlatego jakież było moje zdumienie, kiedy w niedzielę znalazłam w skrzynce pocztowej awizo, abym odebrała z poczty przesyłkę. Tak się złożyło, że zrobiłam to dopiero dzisiaj. Ogólnie to miałam ochotę zrobić larum. Koronawirus koronawirusem, ale to chyba obowiązek listonosza przynajmniej dostarczyć przesyłkę... Ogólnie to nie spodziewałam się niczego dostać. Może co najwyżej kartki od kilku blogowych duszyczek. Ale kopertę z kartką można wrzucić do skrzynki. A na awizo wyraźnie widniało, że przesyłka niewymiarowa. Sympatyczny pan po drugiej stronie okienka(twarzy nie widziałam, ale dobrze mu z oczu patrzyło) na chwilę zniknął za drewnianą ścianką, po czym po chwili wrócił z faktycznie niewymiarową paczką. "O kurczaczek" przemknęło mi przez myśl. Samą paczkę odebrałam, dla wygody, w okienku obok. Szybki rzut oka na nadawcę - nasza Basia. Czyli to raczej nie bomba. Ewentualnie bomba emocjonalna. Nie wiem jak Wam, ale mnie rozpakowywaniu paczek i kopert towarzyszą takie emocje, że ich energia z powodzeniem zasiliłaby moje miasto na kilka chwil.
Tak było i tym razem. Zawsze się śmieję, że moje krzywe ręce chociaż raz mi się przydają - przy szybkim rozpakowywaniu papieru pakowego. To nie jest oczywiście tak, że nie akceptuję siebie taką jaka jestem. Po prostu czasami lubię pożartować sama z siebie i swoich niedoskonałości. Jednak nie myślcie sobie, że mogłam od razu rozpakować przesyłkę. Mój prywatny domowy inspektor jakości musiał wywęszyć, czy spełnia ona jej tajemnicze normy. Aż żałuję, że nie zdążyłam cyknąć fotki Pusi niuchającej obok pudełka, pocieszny widok. Kiedy paczka została zaakceptowana przez miałczące futerko, mogłam zacząć cieszyć się jej zawartością. A naprawdę, jest czym:
| Coś do poczytania |
| Coś do obejrzenia(już dawno chciałam obejrzeć ten film o Karolinie, teraz mi się to uda) |
| Coś dla ciała |
| Coś dla ducha |