Moje motto
Jaki był ten dzień
poniedziałek, 14 sierpnia 2023
1675. Iść, czy nie iść - oto jest pytanie
niedziela, 13 sierpnia 2023
1674. Wyglądem na pewno wpisałam się w ten bieg
sobota, 12 sierpnia 2023
1673. Tym razem książka zabrała mnie swoją akcją do dalekiej Australii
Nie wyobrażałam sobie tego, aby na swoją wyprawę na ŚDM w Lizbonie nie zabrać żadnej lektury. Wiedziałam, że będzie sporo do roboty, ale nic tak mnie nie wycisza przed snem, jak kilka stron książki. Sam wybór nie był prosty, ponieważ na półkach w regale mam sporo pozycji proszących się o przeczytanie (jeżeli ma ktoś patent na wydłużenie doby to chętnie skorzystam). W ostateczności zdecydowałam, że będzie to "Srebrna Zatoka" autorstwa Jojo Moyes'a, którą czytałam od kilku miesięcy i nie potrafiłam dotrzeć do końca. Od razu mówię - udało mi się ją skończyć czytać dopiero podczas lotu powrotnego.
Tytuł: "Srebrna Zatoka"
Ciepłe morze, gorące dni, przepiękne i malownicze plaże na wyciągnięcie ręki - któż z nas nie marzy o wakacjach w takich warunkach. Tymczasem ponad siedemdziesiąt letnia Kathleen ma to na wyciągnięcie ręki. Od lat prowadzi rodzinny hotel nad australijskim wybrzeżem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu przeżywał on okres swojej światłości. Głównie za sprawą siedemnastoletniej wówczas Kathleen, której udało się złowić okazałego rekina. Teraz hotel odnotuje niewielką ilość gości w ciągu roku. Jednym z nich jest przybyły z Wielkiej Brytanii Mike, który chce wraz z firmą, w której pracuje, odkupić ten teren. Niespodziewanie zakochuje się w Lizie, siostrzenicy Kathleen, mieszkającej wraz z nastoletnią córką Hannah w Srebrnej Zatoce i pomagającej w prowadzeniu hotelu oraz ochronie delfinów, które są jedną z jego atrakcji. W przeszłości Liza straciła w wypadku młodszą córkę, przez co jest trochę nadopiekuńcza dla Hannah. Jak ta znajomość wpłynie na Mike'e i na Lizę?
piątek, 11 sierpnia 2023
1672. Wyjątkowa fotografia ze ślubu
Już niebawem w położonej na podkarpaciu Markowej odbędzie się beatyfikacja rodziny Ulmów, Założę się, że raczej każdy słyszał o tym, jak podczas II wojny światowej ukrywali w swoim domu Żydów. Zapłacili za to najwyższą cenę - cenę życia. I to nie tylko małżonkowie Józef i Wiktoria, ale też ich siódemka dzieci. Najstarsze miało niespełna osiem lat, najmłodsze w chwili egzekucji dopiero przychodziło na świat. Myślę, że o samych Ulmach jeszcze pojawi się tutaj notatka, bo włączenie ich w poczet błogosławionych będzie fenomenem na skalę krajowym pod wieloma względami.
Dziś chciałabym sięgnąć do początków ich wspólnej życiowej drogi, czyli do ślubu i wesela. Dzięki fotograficznej pasji Józefa zachowało się zdjęcie z tej uroczystości. Widać na niej nie tylko uśmiechniętych, świeżo upieczonych małżonków, ale i gości zaproszonych na ślub i wesele. Te zaś były niezwykle uroczyste o czym można wyczytać w jednym z artykułów zamieszczonych w sieci z okazji wypadającej w lipcu rocznicy tego wydarzenia. I to właśnie nim postanowiłam się dzisiaj z Wami podzielić.
Wyjątkowa jedność i bliskość. Niezwykły ślub Józefa i Wiktorii Ulmów.
7 lipca 1935 roku w domu Niemczaków, odbyło się wesele Wiktorii i Józefa Ulmów, a więc niedawno minęło 88 lat od tego dnia. Na zachowanej fotografii można się doliczyć ponad stu gości weselnych, stojących przed domem panny młodej. Nie ma się czemu dziwić, wcześniejsze koligacje rodzinne były rozległe i liczne. Zanim jednak doszło do ostatnich zaślubin, upłynęło trochę czasu. Życie obojga toczyło się blisko, tuż obok siebie, ale nie razem.
![]() |
| Pamiątkowa fotografia ze ślubu Józefa i Wiktorii Ulmów |
![]() |
| źródło zdjęcia |
czwartek, 10 sierpnia 2023
1671. Piękny finał niewesołej historii
Przeglądając portal lubimyczytac.pl natchnęłam się na artykuł dotyczący Holokaustu. A że jak większość z Was wie, ten temat wpisuje się w obszar moich zainteresowań. Sam artykuł dotyczył tego, w jaki sposób książka z niepozornym podpisem 13-letniego chłopca, po 80-ciu latach stała się jedynym namacalnym dowodem na jego istnienie. Tekst tak mnie wzruszył, że postanowiłam się nim z Wami podzielić (zresztą jego 99-letnia dzisiaj siostra też jest bardzo barwną i nietuzinkową postacią).
Rodzina Beli Englmana, chłopca straconego w komorze gazowej w Auschwitz, nie miała żadnego dowodu na to, że chłopiec w ogóle istniał. Aż do teraz. Niezwykłym zbiegiem okoliczności 99-letnia Lily Ebert mogła wziąć do ręki książkę, należącą przed laty do jej brata.
13-letni Bela Englman to jeden z około 565 tysięcy węgierskich Żydów, których zamordowano w czasie Holokaustu. Siłą wtrącony do pociągu, do obozu koncentracyjnego w Auschwitz - Birkenau trafił 9 lipca 1944 roku. Tego samego dnia wraz z matką i siostrą został wysłany do jednej z tamtejszych komór gazowych. Tak skończyło się jego krótkie życie.
Wojnę udało się przeżyć nielicznym członkom rodziny, w tym trzem siostrom i bratu Beli, którzy zostali oddelegowani do pracy w obozie. Jedną z tych sióstr jest Lily, która po wojnie przeprowadziła się do Szwajcarii. Stamtąd trafiła do Izraela, gdzie wyszła za mąż. Obecnie 99-latka mieszka w Londynie. Doczekała się 10 wnucząt oraz 36 prawnucząt.
Lily, chociaż pamiętała o zmarłym tragicznie młodszym bracie, nie miała żadnych dowodów na jego istnienie. Po chłopcu nie zachowały się żadne zdjęcia, ani nawet akt urodzenia. A jednak kilka tygodni temu w rodzinnym mieście Englmanów - Bonyhad'ie na Węgrzech, została znaleziona pewna pamiątka po nim.
W całej tej historii można mówić o potędze Internecie, a zwłaszcza jego jasnej stronie. Wszystko zaczęło się bowiem od tego, że jeden z prawnuków Lily, 19-letni Dov Forman, chciał poznać i zbadać historię rodziny. Szczegóły z życia kobiety, świadka Holokaustu, bardzo szybko poznało kilka milionów ludzi. Filmy z jej udziałem umieszczone przez chłopaka na Tik-Toku zyskały niezwykłą popularność. Obecnie kanał Lily, nazywanej "najstarszą influacerką świata", jest obserwowany przez ponad dwa miliony osób, a liczba wyświetleń filmów z jej udziałem przekroczyła miliard. Zasięgi te pozwoliły m.in. na dotarcie do dzieci żołnierza, który w 1945 roku pomagał w wyzwoleniu obozu. Odnaleziono nawet materiały, na których widać nie tylko samo wydarzenie, ale i... młodą Lily.
W tym roku wyszła książka pt. "Lily's Promise" (pol. "Obietnica Lily"). Nie mogło w niej zabraknąć wzmianki o tragicznych losach rodziny Englmanów, w tym, oczywiście, o 13-letnim Belim, który oficjalnie nigdy nie istniał. Tym samym książka była jedynym miejscem, w którym można się było czegoś o nim dowiedzieć.
Tymczasem węgierski kolekcjoner książek, Zsolt Brauer, kupił w jednym ze sklepów w Bonyhad niepozorne pudełko pełne starych książek. Pewnego czerwcowego popołudnia jego syn Teofil przeglądał nowy nabytek ojca. W pewnym momencie natrafił na nazwisko Beli Englmana, które kilkakrotnie było zapisane na stronach jednego z woluminów. Nagle Teofil przypomniał sobie opowieść o chłopcu, którą przeczytał w książce napisanej przez Lily. Zdumiony swoim znaleziskiem postanowił skontaktować się z Formanem i przesłać mu zdjęcia tomu. Była to "Księga Wyjścia". Jak przyznał Dov Forman, od razu wiedzieli, że to książka zagazowanego Beli: - "Ten moment był po prostu niesamowity".
Rodzina szybko porozumiała się z kolekcjonerem w sprawie najlepszego spotkania na odzyskanie książki. Wiadomo było, że jest ona zbyt delikatna i cenna, aby ją wysłać pocztą. Stanęło na tym, że Dav wraz z matką udali się do Bonyhad, aktualnie 14-tysięcznego miasta na południu Węgier. Niebawem Forman, niewiele starszy niż Bela, wodził palcami po dziecięcych rysunkach i bazgrołach chłopca. Matce i synowi udało się nawet odnaleźć miejsce, gdzie kiedyś stał rodzinny dom Englmanów. Dotarli też na grób ojca Lily, Ahrona Englmana, który zmarł w 1942 roku na zapalenie płuc. "Moja prababcia zawsze powtarza, że jej ojciec miał szczęście, że zmarł przed węgierskim Holokaustem" - wyznaje Dav.
Kiedy chłopak wrócił do Londynu, jego babcia dochodziła do siebie w szpitalu po złamaniu biodra. Młodzieniec od razu udał się do 99-letniej siostry chłopca, po którym dotychczas nie było żadnego śladu. "Otrzymanie tej książki od mojego prawnuka było doświadczeniem niemal surrealistycznym" - przyznaje wzruszona Lily. W jej opowieściach Bela jawi się jako poważny i pilny chłopiec, oddany czytelnictwu i studiom religijnym. "Fakt, że imię Beli jest napisane jego własnym pismem jest absolutnie wyjątkowy. Jestem niewymownie szczęśliwa, że mam tę książkę. 80 lat po Holokauście - kiedy ostatni raz widziałam Belę".
Jej prawnuk dodaje: "Naziści zniszczyli całe rodziny i całe społeczności. Niszczyli nie tylko ludzi, ale także książki i wszelkie oznaki żydowskiego życia".
Dzięki odnalezionej książce dziedzictwo Beli Englmana zyskało nowy wymiar - fakt istnienia chłopca, jego zaangażowania w żydowską tożsamość i wiarę, obecny jest teraz nie tylko we wspomnieniach jego najbliższych.
![]() |
| Dav z prababcią Lily i książką należącą do Beli (źródło zdjęcia) |







