Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 10 sierpnia 2023

1671. Piękny finał niewesołej historii

Przeglądając portal lubimyczytac.pl natchnęłam się na artykuł dotyczący Holokaustu. A że jak większość z Was wie, ten temat wpisuje się w obszar moich zainteresowań. Sam artykuł dotyczył tego, w jaki sposób książka z niepozornym podpisem 13-letniego chłopca, po 80-ciu latach stała się jedynym namacalnym dowodem na jego istnienie. Tekst tak mnie wzruszył, że postanowiłam się nim z Wami podzielić (zresztą jego 99-letnia dzisiaj siostra też jest bardzo barwną i nietuzinkową postacią).

Rodzina Beli Englmana, chłopca straconego w komorze gazowej w Auschwitz, nie miała żadnego dowodu na to, że chłopiec w ogóle istniał. Aż do teraz. Niezwykłym zbiegiem okoliczności 99-letnia Lily Ebert mogła wziąć do ręki książkę, należącą przed laty do jej brata.
13-letni Bela Englman to jeden z około 565 tysięcy węgierskich Żydów, których zamordowano w czasie Holokaustu. Siłą wtrącony do pociągu, do obozu koncentracyjnego w Auschwitz - Birkenau trafił 9 lipca 1944 roku. Tego samego dnia wraz z matką i siostrą został wysłany do jednej z tamtejszych komór gazowych. Tak skończyło się jego krótkie życie.
Wojnę udało się przeżyć nielicznym członkom rodziny, w tym trzem siostrom i bratu Beli, którzy zostali oddelegowani do pracy w obozie. Jedną z tych sióstr jest Lily, która po wojnie przeprowadziła się do Szwajcarii. Stamtąd trafiła do Izraela, gdzie wyszła za mąż. Obecnie 99-latka mieszka w Londynie. Doczekała się 10 wnucząt oraz 36 prawnucząt.
Lily, chociaż pamiętała o zmarłym tragicznie młodszym bracie, nie miała żadnych dowodów na jego istnienie. Po chłopcu nie zachowały się żadne zdjęcia, ani nawet akt urodzenia. A jednak kilka tygodni temu w rodzinnym mieście Englmanów - Bonyhad'ie na Węgrzech, została znaleziona pewna pamiątka po nim.
W całej tej historii można mówić o potędze Internecie, a zwłaszcza jego jasnej stronie. Wszystko zaczęło się bowiem od tego, że jeden z prawnuków Lily, 19-letni Dov Forman, chciał poznać i zbadać historię rodziny. Szczegóły z życia kobiety, świadka Holokaustu, bardzo szybko poznało kilka milionów ludzi. Filmy z jej udziałem umieszczone przez chłopaka na Tik-Toku zyskały niezwykłą popularność. Obecnie kanał Lily, nazywanej "najstarszą influacerką świata", jest obserwowany przez ponad dwa miliony osób, a liczba wyświetleń filmów z jej udziałem przekroczyła miliard. Zasięgi te pozwoliły m.in. na dotarcie do dzieci żołnierza, który w 1945 roku pomagał w wyzwoleniu obozu. Odnaleziono nawet materiały, na których widać nie tylko samo wydarzenie, ale i... młodą Lily.
W tym roku wyszła książka pt. "Lily's Promise" (pol. "Obietnica Lily"). Nie mogło w niej zabraknąć wzmianki o tragicznych losach rodziny Englmanów, w tym, oczywiście, o 13-letnim Belim, który oficjalnie nigdy nie istniał. Tym samym książka była jedynym miejscem, w którym można się było czegoś o nim dowiedzieć.
Tymczasem węgierski kolekcjoner książek, Zsolt Brauer, kupił w jednym ze sklepów w Bonyhad niepozorne pudełko pełne starych książek. Pewnego czerwcowego popołudnia jego syn Teofil przeglądał nowy nabytek ojca. W pewnym momencie natrafił na nazwisko Beli Englmana, które kilkakrotnie było zapisane na stronach jednego z woluminów. Nagle Teofil przypomniał sobie opowieść o chłopcu, którą przeczytał w książce napisanej przez Lily. Zdumiony swoim znaleziskiem postanowił skontaktować się z Formanem i przesłać mu zdjęcia tomu. Była to "Księga Wyjścia". Jak przyznał Dov Forman, od razu wiedzieli, że to książka zagazowanego Beli: - "Ten moment był po prostu niesamowity".
Rodzina szybko porozumiała się z kolekcjonerem w sprawie najlepszego spotkania na odzyskanie książki. Wiadomo było, że jest ona zbyt delikatna i cenna, aby ją wysłać pocztą. Stanęło na tym, że Dav wraz z matką udali się do Bonyhad, aktualnie 14-tysięcznego miasta na południu Węgier. Niebawem Forman, niewiele starszy niż Bela, wodził palcami po dziecięcych rysunkach i bazgrołach chłopca. Matce i synowi udało się nawet odnaleźć miejsce, gdzie kiedyś stał rodzinny dom Englmanów. Dotarli też na grób ojca Lily, Ahrona Englmana, który zmarł w 1942 roku na zapalenie płuc. "Moja prababcia zawsze powtarza, że jej ojciec miał szczęście, że zmarł przed węgierskim Holokaustem" - wyznaje Dav.
Kiedy chłopak wrócił do Londynu, jego babcia dochodziła do siebie w szpitalu po złamaniu biodra. Młodzieniec od razu udał się do 99-letniej siostry chłopca, po którym dotychczas nie było żadnego śladu. "Otrzymanie tej książki od mojego prawnuka było doświadczeniem niemal surrealistycznym" - przyznaje wzruszona Lily. W jej opowieściach Bela jawi się jako poważny i pilny chłopiec, oddany czytelnictwu i studiom religijnym. "Fakt, że imię Beli jest napisane jego własnym pismem jest absolutnie wyjątkowy. Jestem niewymownie szczęśliwa, że mam tę książkę. 80 lat po Holokauście - kiedy ostatni raz widziałam Belę".
Jej prawnuk dodaje: "Naziści zniszczyli całe rodziny i całe społeczności. Niszczyli nie tylko ludzi, ale także książki i wszelkie oznaki żydowskiego życia".
Dzięki odnalezionej książce dziedzictwo Beli Englmana zyskało nowy wymiar - fakt istnienia chłopca, jego zaangażowania w żydowską tożsamość i wiarę, obecny jest teraz nie tylko we wspomnieniach jego najbliższych.

Dav z prababcią Lily i książką należącą do Beli (źródło zdjęcia)
źródło: https://lubimyczytac.pl/jako-13-latek-zginal-w-auschwitz-jedyny-dowod-jego-istnienia-wrocil-do-rodziny-po-80-latach

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa historia! Mnie też interesuje temat holokaustu i w ogóle tematyka wojenna, więc ta opowieśc mocno poruszyłą moje serce. Ksiązka, jedyna pamiątka po zagazowanym chłopcu...Niby nic a tak dużo. Tyle lat po wojnie zdarzają się takie prawdziwe skarby.
    Pozdrawiam Cię ciepło, Karolinko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wstrząsający tekst. Ale rozumiem, taki powinien być, bo wiedzy o tamtych strasznych czasach nigdy dość!
    Pozdrawiam ciepło, śląc moc uśmiechów ( mimo wszystko)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś niesamowitego, tragiczna historia ale gdzieś po tylu latach zamigotało male światełko
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. To rzeczywiście interesująca historia ! Tyle jest ludzi na świecie i tyle różnych kolekcji rzeczy rozmaitych, że trafienie na książkę i odnalezienie siostry chłopca - to doprawdy cud !

    OdpowiedzUsuń