Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 11 sierpnia 2023

1672. Wyjątkowa fotografia ze ślubu

Już niebawem w położonej na podkarpaciu Markowej odbędzie się beatyfikacja rodziny Ulmów, Założę się, że raczej każdy słyszał o tym, jak podczas II wojny światowej ukrywali w swoim domu Żydów. Zapłacili za to najwyższą cenę - cenę życia. I to nie tylko małżonkowie Józef i Wiktoria, ale też ich siódemka dzieci. Najstarsze miało niespełna osiem lat, najmłodsze w chwili egzekucji dopiero przychodziło na świat. Myślę, że o samych Ulmach jeszcze pojawi się tutaj notatka, bo włączenie ich w poczet błogosławionych będzie fenomenem na skalę krajowym pod wieloma względami.
Dziś chciałabym sięgnąć do początków ich wspólnej życiowej drogi, czyli do ślubu i wesela. Dzięki fotograficznej pasji Józefa zachowało się zdjęcie z tej uroczystości. Widać na niej nie tylko uśmiechniętych, świeżo upieczonych małżonków, ale i gości zaproszonych na ślub i wesele. Te zaś były niezwykle uroczyste o czym można wyczytać w jednym z artykułów zamieszczonych w sieci z okazji wypadającej w lipcu rocznicy tego wydarzenia. I to właśnie nim postanowiłam się dzisiaj z Wami podzielić.

Wyjątkowa jedność i bliskość. Niezwykły ślub Józefa i Wiktorii Ulmów.

7 lipca 1935 roku w domu Niemczaków, odbyło się wesele Wiktorii i Józefa Ulmów, a więc niedawno minęło 88 lat od tego dnia. Na zachowanej fotografii można się doliczyć ponad stu gości weselnych, stojących przed domem panny młodej. Nie ma się czemu dziwić, wcześniejsze koligacje rodzinne były rozległe i liczne. Zanim jednak doszło do ostatnich zaślubin, upłynęło trochę czasu. Życie obojga toczyło się blisko, tuż obok siebie, ale nie razem.

Pamiątkowa fotografia ze ślubu Józefa i Wiktorii Ulmów
Nie wiadomo do końca w jaki sposób poznali się przyszli małżonkowie. Jedne źródła podają, że Józef i Wiktoria poznali się i spotykali na zebraniach społeczności Markowej, gdzie mieszkali. Istnieje takie prawdopodobieństwo, jednak ich krewni twierdzą, że dobrze się oni znali i bez nich. Wszak byli bliskimi sąsiadami, a dodatkowo między Franciszkiem (bratem Wiktorii), a Józefem istniała przyjacielska relacja. Jako bliscy sąsiedzi z pewnością nie tylko się odwiedzali, ale i wspierali w różnych inicjatywach.
Wiktoria Niemczak była sierotą. Odejście mamy było dla niej smutnym wydarzeniem. Niewiele jednak ją pamiętała, ponieważ zmarła, kiedy dziewczynka była malutka. Z kolei jej ojciec, Jan Niemczak, zmarł kilka miesięcy przed zamążpójściem swojej najmłodszej córki. Zapewne cieszyła ją myśl, że to właśnie on poprowadzi ją do ołtarza i odda Józefowi. Niestety, nie dane było Janowi dożyć tej chwili. Gdyby nie to, wesele młodych mogłoby się odbyć wcześniej. Wiktoria, jako osoba dorosła, dużo boleśniej odczuła to rozstanie, ale miała też większą świadomość przemijania.
Przed weselem trzeba było rozwieść krewnym i bliskim zaproszenia na nie. Zwyczaj rozwożenia zaproszeń miał w tamtych stronach specjalny rytuał - obowiązywał świąteczny strój oraz osoba towarzysząca, starościna bądź siostra. Wśród fotografii wykonanych przez Józefa jest również ta, na której widać Wiktorię wykonującą tą czynność.
źródło zdjęcia
Józef sfotografował przyszłą żonę w asyście gospodyni wesela, którą była jej siostra, Aniela. Obie ubrane w krakowskie stroje siedzą na wasążku zaprzęgniętym w dwa gniade konie. Woźnicą ubranym w odświętny garnitur i kapelusz na głowie, jest mąż Anieli, Michał Kluz. To piękna i historyczna pamiątka z tak ważnej w życiu Wiktorii chwili.
W samo przygotowanie wesela włączyło się wiele osób. Musiała być biała suknia, biały, długi welon, bukiet z białych kwiatów... W pokoju Wiktoria przy pomocy sióstr ubierała się do ślubu. "Panno Wiktorio - ktoś głośno oznajmił z korytarza - oblubieniec czeka!". Na te słowa dziewczyna wyprostowała się i zagarniając welon, skierowała się do wyjścia. Faktycznie, orszak ślubny czekał już w pogotowiu. Na przodzie stali Józef z rodzicami. Wszystkie oczy weselników skierowały się na nią, ale tym razem przyjęła to zainteresowanie z nieskrywaną radością. Podeszła do rodziców Józefa i razem poprosili ich o błogosławieństwo.
Marcin Ulma wzruszył się do łez, że jego pierworodny się żeni. Uczynił na ich czołach znak krzyża, ucałował jedno i drugie, objął ramionami i rzekł: "Niech was Pan Bóg ma w swojej opiece". Mama przygarnęła obie głowy do serca mówiąc zapewne ze wzruszeniem: "Kochane dzieci, niech Wam Pan Bóg błogosławi, a Maryja ma was w opiece".
Droga do kościoła była prosta, wiodła lekko pod górę i po schodach. Dostojny orszak powoli, ale systematycznie, wchodził do świątyni. Młodzi zajęli przygotowane miejsca, goście poszli do ławek. Melodyjny dźwięk sygnaturki ogłosił procesje na wejście. Ksiądz wikary Józef Przybylski wraz z ministrantami podszedł do ołtarza i zaczęła się Msza święta ślubna. Na słowa przysięgi młodzi stanęli przed kapłanem. Powtarzali ją za nim słowo w słowo, jednak kiedy związał ich ręce stułą, Wiktoria poczuła wyjątkową jedność i bliskość Józefa, księdza, Pana Boga. Tak, jakby ich ktoś wziął za rękę i prowadził znaną drogą w nieznane. Szczególnie Wiktoria wzruszyła się, kiedy na pytanie czy chcą przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym ich Bóg obdarzy, obydwoje z Józefem powiedzieli Bogu "TAK".
W ten oto sposób Wiktoria do kościoła weszła jako panna, a wyszła jako żona Józefa. Droga powrotna niby była ta sama, a jednak inna, radosna i gwarna, ponieważ muzykanci z zapałem spełniali powierzone im zadanie. Liczne grono weselników świetnie się bawiło. Młodzi zbierali gratulacje, życzenia, prezenty. Musiała być też wspólna rodzinna fotografia, osobliwa pamiątka z tego wyjątkowego dnia.

Na podstawie: https://stacja7.pl/swieci/wyjatkowa-jednosc-i-bliskosc-niezwykly-slub-jozefa-i-wiktorii-ulmow/?fbclid=IwAR0Jc0y8ml-uqnu6NFcxC33myTeqk9gN-tlxscopw3wsKcd49oouHo32Yjo

9 komentarzy:

  1. Wieś Markowa leży kilkanaście kilometrów ode mnie. Kilka lat temu byłam w skansenie, w którym upamiętniono rodzinę Ulmów i pisałam o nich. Jeśli Cię to zainteresuje, to zajrzyj proszę tutaj: https://wewanderers.blogspot.com/2016/05/a-cakiem-tam-blisko.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się bardzo podoba obecność muzykantów na fotografii, ich instrumenty, cymbały... coś wspaniałego. Byłam na weselu, gdzie przygrywała wiejska kapela, ludzie świetnie się bawili, a jak tańczyli! Dzisiaj młodzi już tka nie potrafią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie opisany ich cudowny dzień, wszyscy pieknie ubrani , muzycy, proszenie gości.Piekne zachowane zdjęcia.Z mojej parafi też jedzie autobus na tą uroczystość.Milej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rodzina Ulmów została wybrana przez Sejm jako jeden z patronów roku 2024.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o tej rodzinie. Dziękuję Karolinko za ten opis. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Interesująca historia, piękne zdjęcie gości weselnych, pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Karolino za interesujące ciekawostki. Słyszałam o tej rodzinie, ale wiem o nich tylko podstawowe rzeczy, Twój wpis akurat w punkt. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie widziałam tych zdjęć, jak dobrze, że je pokazałaś, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń