Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 17 lutego 2016

Komórkowe społeczeństwo

Dawno się tak nie zdenerwowałam jak dzisiaj. Kiedy byłam na kursie dla wychowawców kolonijnych, kilkakrotnie podkreślano nam, że mamy przede wszystkim zwracać uwagę na nasze własne zachowanie, a dopiero w następnej kolejności na naszych podopiecznych - dzieci przyglądając się naszemu zachowaniu niejednokrotnie je powielają, bez względu na to, czy owo zachowanie jest przez nas akceptowane, czy też nie. Nie ważne stają się wówczas wszelkie regulaminy, czy też umowy między uczestnikami wypoczynku, a wychowawcami, czy też animatorami. Mając w pamięci owy pogląd oraz jego wytłumaczenie, osobiście staram się do niego stosować, dlatego m.in. zakazuję im używania telefonów komórkowych na zajęciach, a i sama jej nie używam, ponieważ staram się być fair wobec moich podopiecznych.
Niestety, inni mają inne zdanie od mojego. Dzisiaj byłam świadkiem dziwnej, a na pewno niezrozumiałej jak dla mnie sytuacji. Jednym z codziennych stałych punktów dnia na półkoloniach jest spotkanie na sali konferencyjnej, gdzie m.in. odmawiamy wspólną modlitwę, odbywają się spotkania na początek i na koniec dnia, tańce integracyjne, a także projekcja fragmentu filmu przewodniego danych półkolonii(za każdym razem inny). Dzieci muszą uważnie oglądać go, ponieważ później zadawane są w grupach pytania dotyczące jego treści. Dlatego wszelkie "umilacze czasu" typu telefony komórkowe, czy też smarktfony są kategorycznie zabronione. Tak się złożyło, że przyłapałam po zgaszeniu światła jednego delikwenta na pykaniu w klawiaturę telefonu. Podeszłam do niego, delikatnie upomniałam, chłopak usłuchał i schował do plecaka. Chcę wracać na swoje miejsce, odwracam się więc w drugą stronę i co widzę? Pod ścianą widzę grupkę animatorów i wychowawców, którzy sami coś tam klikali w telefonie. Jeszcze, gdyby to był jakiś drobny SMS, ale to była ewidentna wymiana wiadomości wraz z towarzyszącymi temu śmiechami i chichami. Zero zainteresowania dziećmi, co najwyżej kółko wzajemnej adoracji. No myślałam, że mnie krew zaleje. 
Zajęcia na półkoloniach trwają średnio od 9:30 do 15:00. Nie można poczekać tych 5,5 godzin, aby wejść na facebooka, albo odpisać koledze SMSa? To aż tak dużo? Przecież zgłaszając się do pomocy na półkoloniach zdawali sobie sprawę z tego, że będą musieli dawać dobry przykład dzieciom. Bo na półkoloniach nie jest się dla znajomych, podwyższenia oceny ze sprawowania, czy też spotkaniu na pizzy na koniec. Na półkoloniach jest się przede wszystkim dla dzieci i to one powinny być w tym czasie najważniejsze! Nie telefony komórkowe, nawet nie my sami, ale one! Odpowiadamy za nie tak samo, jak każdy wychowawca. A trudno to zrobić będąc wpatrzonym w ekran komórki.
Wychowawców i animatorów nie upomniałam, ale poruszyłam ten temat na spotkaniu podsumowującym dla organizatorów po całym dniu pracy. Zaproponowałam nawet, aby na zgodzie na przyszłe półkolonie napisać o zakazie przynoszenia przez dzieciaki telefonów na zajęcia(wobec kadry jestem niestety bezradna). Ku mojemu zdziwieniu ze strony organizatora zero reakcji. Nic, ani na tak, ani nawet na nie. Po prostu temat jakby nie istniał. Ręce mi opadły. Czyli na dobrą sprawę niech każdy robi co chce, może się nawet pozabijać, organizatora nic to nie będzie obchodzić. Ogólnie różne rzeczy działy się na przełomie lat przy organizacji półkolonii, zarówno letnich, jak i zimowych, ale te uważam za kompletną porażkę! A ja coraz bardziej przekonuję się o tym, że dzisiejsze trzynastolatki nie są jeszcze gotowe na bycie animatorami na takim czymś(animatorem na półkoloniach salezjańskich można zostać już w 1 klasie gimnazjum). A przynajmniej nie wszyscy.

I pomyśleć, że ja doczekałam się telefonu komórkowego dopiero na studiach... Świat idzie do przodu Panowie i Panie, świat idzie do przodu.

2 komentarze:

  1. Myślę, że bardzo przesadzasz. Każdy ma prawo używać telefonu. I dzieci się przez to nie zgorszą. Żyjemy w XXI wieku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uważam, że są sytuacje kiedy telefonów używać się nie powinno i takie spotkanie, o którym piszesz jest tego przykładem. Tu dotyczy to i dzieci i opiekunów, ale co się dziwić przykład idzie z góry.
    Ja uważam, że owszem telefon jest dobry, wiele ułatwia ale dzieci mieć go nie powinny. Może ktoś się nie zgodzi. Tak samo dzieci nie powinny używać, bawić się na komputerze. Bo najpierw powinny nauczyć się dobrze czytać i poprawnie pisać, a później przejść do "ułatwiaczy życia".

    OdpowiedzUsuń