Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 30 maja 2017

"Poszedł po najważniejszą nagrodę..."

Skwar niemiłosiernie lał się z krakowskiego nieba, kiedy tuż przed godziną dwunastą w południe zaczęły bić dzwony Kościoła Mariackiego na rynku. Za chwilę miał się odbyć pogrzeb niezwykłego, podziwianego przez całe pokolenia Polaków artysty, Zbigniewa Wodeckiego. Może jestem staroświecka, ale zawsze lubiłam jego twórczość. A że uroczystości pogrzebowe miały się odbyć przed zajęciami z niemieckiego, postanowiłam wcześniej udać się do Krakowa, aby w nich uczestniczyć. Wcześniej jednak udałam się na chwilę na uczelnię, aby zostawić na portierni plecak. Dobrze, że jest taka możliwość, przynajmniej szelki nie wbijały mi się w ramiona.
Chwilę potem na plac przed Bazyliką wjechał karawan z którego wyniesiono trumnę z ciałem Pana Zbyszka. Trumnę! Tak rzadko już chowa się artystów w prostych trumnach. Zgromadzony na placu tłum zaczął napierać, aż w pewnym momencie zaczęło brakować mi tchu. Trochę się uspokoili dopiero wtedy, kiedy rozpoczęła się uroczysta Msza święta za duszę zmarłego. Ale wcześniej stało się coś dziwnego - zamiast tradycyjnego hejnału trębacz odegrał "What a Wonderful World" Amstrongsa. W ten sposób miasto oddało hołd człowiekowi, który do końca pozostał mu wierny.
Przepiękne kazanie wywołało łzy w oczach niejednej osoby. Ukazywało artystę jako tego, który nie dość, że nie zaprzepaścił talentu otrzymanego od Najwyższego, to jeszcze cieszył nim ludzi, którzy go słuchali i podziwiali. Jakże pięknie twórczość Pana Zbigniewa wpisywała się w "List do Artystów", który wystosował w 1999 roku Jan Paweł II. A przede wszystkim nie żył tylko dla siebie, ale przede wszystkim - dla innych. Chociaż otrzymał wiele nagród, to nie unosił się pychą, nie wywyższał. Uroczy, skromny, utalentowany człowiek, który teraz poszedł po najważniejszą Nagrodę do samego Pana Boga. A w całe kazanie wpleciony był tekst jednego z utworów Wodeckiego - "Wyspy życia":
Piękne przemówienie odczytano również w imieniu jego rodziny -> tekst. Niezwykłym momentem było też pośmiertne nadanie artyście Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Poprzedziło go odczytanie listu napisanego przez Pana Andrzeja Dudę, w którym przyznał, że odejście Pana Zbyszka Wodeckiego jest niebywałą stratą dla polskiej kultury. Jednak chyba najważniejszą nagrodę Pan Zbyszek otrzymał podczas wynoszenia trumny z jego ciałem ze świątyni - zgromadzona rzesza fanów zaczęła gorąco go oklaskiwać, jakby to nie była jego ostatnia droga, ale wspaniały koncert. Bo w sumie jego życie było koncertem. Zaś oklaski trwały do samego końca, aż trumna spoczęła w rodzinnym grobowcu Wodeckich.
A potem lunął deszcz, jakby niebo przyłączyło się do ludzkich łez ocieranych ukradkiem tego dnia...

6 komentarzy:

  1. Do tej pory nie dociera do mnie, że umarł... już umarł... Dopiero co widziałam go w telewizji jak pięknie opowiadał o wnuczce i śpiewał dla niej piosenkę, taki energiczny, wesoły, rześki... nie dociera do mnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie teraz śpiewał dla Pana...
    Tulę, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiałam Go!
    Nie mogę uwierzyć, że odszedł do Ojca w Niebiosach:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jego wielkość przejawiała się w dobrym, skromnym, codziennym życiu. Tacy ludzie dojrzewają do śmierci zbyt wcześnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety, dobrzy ludzie zbyt szybko odchodzą z tego świata. Pan Zbyszek teraz śpiewa w Niebiańskim Chórze! A ja wciąż nie mogę uwierzyć, że go już nie zobaczę. Bo usłyszę go jeszcze nie raz, w jego lirycznych piosenkach, które od zawsze kochałam...

    OdpowiedzUsuń
  6. dziękuję...
    Kochana nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że Twoim opisem tego smutnego wydarzenia poszczyciłby się nie jeden portal internetowy... pięknie napisane

    OdpowiedzUsuń