Długie jesienne wieczory sprzyjają rozmyślaniom i wspomnieniom. Wspomnieniom tego co było i bezpowrotnie minęło, wspaniałych ludzi, którzy stanęli na mojej drodze. Za każdym takim wspomnieniem stoi osobna historia, osobna forma wpłynięcia na moje życie. Ostatnio wywołałam sporą część zdjęć, które miałam zapisane na różnych nośnikach danych. W ten sposób mogę wracać do nich w dowolnej chwili bez konieczności włączania komputera. W jesienne wieczory, przerzucając kolejne kartki w albumie ze zdjęciami, wspominam tych, których już z nami nie ma. W dużej mierze chodzi tutaj o moich kolegów, z którymi chodziłam do szkoły. Wielu z nich odeszło jeszcze w dzieciństwie, inni umierali już jako dorośli ludzie. Każdego z nich noszę w moim sercu i pamięci takiego, jakim go zapamiętałam.
Tak samo nie mogę zapomnieć o wspaniałej matematyczce, która uczyła mnie tego przedmiotu w czwartej klasie szkoły podstawowej. Nie miała wykształcenia ani jakiegoś doświadczenia w kierunku pracy z uczniami niepełnosprawnymi, ale miała coś więcej - głowę pełną pomysłów jak przeprowadzić lekcję tak, aby uczniowie z różnymi dysfunkcjami jak najwięcej z niej wynieśli. To nie było nudne siedzenie w ławce nad zadaniami i słuchanie wykładu, a pełne dynamiki i fabuły zajęcia. Bez wszechobecnego wyścigu szczurów. Szczęśliwi uczniowie, którzy na nią trafili. Dzisiaj nie mam nawet żadnego jej zdjęcia, ale te mądre oczy zapisały się doskonale w mojej pamięci.
Lubię wracać do wspomnień związanych z pierwszym składem naszego Oratorium, do naszych rozmów z księdzem W., które w znaczący sposób kształtowały osobowość i postrzeganie otaczającego nas świata. A Światowe Dni Młodzieży w Krakowie? To najpiękniejsza przygoda, jaką mi było dane dotychczas przeżyć.
Wiem, że życie płynie dalej, wiem że jeszcze wiele przede mną. A jednak to przeszłość w dużej mierze kształtuje naszą przyszłość. Chciałabym być dobrym człowiekiem. Chciałabym wieść takie życie, aby na jego końcu powiedzieć, że było ono dobre i spełnione. Chciałabym, aby po mojej śmierci ktoś po mnie zapłakał. Czy mi się to uda - zobaczymy.
Na razie zastanawiam się, gdzie mam spać, bo ktoś zajął moje miejsce...
Nie wiem co listopad takiego w sobie ma, ale właśnie w te listopadowe wieczory często sięgam do albumów ze zdjęciami, wspominam,czasem nawet sobie popłaczę nad tym co było i nie wróci...
OdpowiedzUsuńWidać listopad jest stworzony do zadumy i refleksji. Pozdrawiam serdecznie
UsuńMilutka ta Pusia, zrobi Ci trochę miejsca.
OdpowiedzUsuńCo do wspomnień. Smutno jest żegnać ludzi. Tym bardziej im mniej się ich starało rozumieć. Sądzę jednak że nie musimy się bać, jeśli sami.pamiętamy inni teź będą pamiętać o nas. Z pewnością nikt o Was , Tobie i takich jak Ty , które chcą dostrzegac innych, nie zapomni. Pozdrawiam Ciebie i jutro chyba dostanę książkę z Twym świsdectwem☺
Obyś z tym niezapominaniem miał Zbyszku rację. Bo tak długo będziemy żywi, jak długo będą o nas pamiętać. Jak książka? Dotarła? Mam nadzieję, że się nią nie rozczarujesz. Pozdrawiam Cię serdecznie
UsuńCzeka na poczcie dziś nie zdążyłem odebrać, jutro. A nie zawiódę się napewno.
UsuńKotki się strasznie rozpychają w czasie snu,a Filusia to jeszcze chrapie <3
Szare jesienne wieczory sprzyjają wspomnieniom i refleksjom... A kicia śpi tak smacznie, że aż by się chciało zwinąć w kłębek obok niej.
OdpowiedzUsuńUściski, Karolinko.
Za mało jest miejsca na nas dwie :). A swoją drogą - może Pusia chce mnie usunąć na swoje legowisko, które w gruncie rzeczy jest małe nawet dla mnie. Wspomnienia... mam nadzieję, że zostaną ze mną po kres moich dni. Tulę mocno
UsuńHa, ha, ha, zatem koło "Ktosia" się delikatnie wciśnij ;)
OdpowiedzUsuńHa, ha, ha. Jak się wcisnęłam koło kłotecki, to Pusia postanowiła sobie iść do łazienki :)
Usuńostatnio mi kumpelka przysłała zdjęcia tez przeglądała nasze stare zdjęcia gdzie byłam ja i ona i z mojego wesela ech...
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej jest co wspominać...
UsuńMój wiek coraz częściej przynosi mi wspomnienia...tyle osób już pożegnałam, ale są w moim sercu...
OdpowiedzUsuńTwoje wspomnienia są bardzo wartościowe, Basieńko
Usuń