Jestem, jestem, jestem! Chociaż ostatnio tak jakby mnie mniej. Mam na to jedno wytłumaczenie - sporo się dzieje w moim życiu.
Od kilku lat chodziło za mną pojechanie na Spotkanie Młodych na Polach Lednickich koło Gniezna, które odbywa się w pierwszą sobotę czerwca. O Spotkaniach wiedziałam już od dawno, gdzieś około końca 2002 roku, kiedy w jednej z tzw. kobiecych gazet(ach, któż wtedy miał internet w domu, tylko nieliczni) pojawił się wywiad z ojcem Janem Górą na temat spotkań "pod rybą". Czyż mogłam wtedy przypuszczać, że kiedyś i ja się na nich pojawię? Było to dla mnie tak samo wtedy nierealne, jak lot na księżyc.
Od kilku lat chodziło za mną pojechanie na Spotkanie Młodych na Polach Lednickich koło Gniezna, które odbywa się w pierwszą sobotę czerwca. O Spotkaniach wiedziałam już od dawno, gdzieś około końca 2002 roku, kiedy w jednej z tzw. kobiecych gazet(ach, któż wtedy miał internet w domu, tylko nieliczni) pojawił się wywiad z ojcem Janem Górą na temat spotkań "pod rybą". Czyż mogłam wtedy przypuszczać, że kiedyś i ja się na nich pojawię? Było to dla mnie tak samo wtedy nierealne, jak lot na księżyc.
Pierwszy przebłysk w tej sprawie pojawił się w 2011 roku. Pewnego razu do Oratorium przyszła O., która na co dzień śpiewała w parafialnym zespole muzycznym. Akurat byłyśmy same i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. W pewnym momencie zaproponowała mi wyjazd na Lednicę. Zatkało mnie. Może nie byłam zdziwiona samą propozycją, ale tym, że w tej młodej(wszak jest ode mnie 3 lata młodsza) dziewczynie było tyle odwagi, a za razem odwagi, aby mnie zabrać ze sobą. Nie chciałam jednak obciążać jej moją osobą. Nie pojechałam z nią, aczkolwiek ziarno zostało zasiane.
Jednak takim prawdziwym przełomem jak dla mnie były Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, kiedy "Siewcy Lednicy" wiedli prym podczas Uroczystości Centralnych. Wjazd papieża na Błonia podczas piosenki "Tak, tak, Panie" - tego się nie zapomina. Co ciekawe, już przed tym wydarzeniem chciałam jechać na Lednicę w 2016 roku. Przeraził mnie jednak sam dojazd. W kościołach nic się nie mówiło na ten temat, diecezjalny koordynator młodzieży wyjątkowo nie organizował w tym roku wyjazdu, a kiedy przeczytałam jak można samemu dojechać na miejsce, to zwątpiłam w swoje możliwości. Tak samo było w zeszłym roku.
W tym roku pojawiła się propozycja wyjazdu z mojej parafii. Bo wiecie, salezjanie to praca z młodzieżą, więc czemu nie. Ale tradycyjnie ksiądz nie miał czasu nic załatwić(do dzisiaj dziwię się jakim cudem dwa late temu ogarnęłam 2 kierunki studiów, szkołę policealną i jeszcze pomagałam w organizacji tak jakby 3 Światowych Dni Młodzieży(parafia, diecezja - tutaj robiłam jedne praktyki, i Kraków - tutaj robiłam drugie praktyki), a i animatorzy za wszelką cenę chcieli wtedy zrobić zajęcia z dziećmi, to tradycyjnie nic z tego nie wyszło. Byłam zła jak nie wiem. Bo po co mówić że robimy to i to, a potem jak gdyby nigdy nic stwierdzić, że ma się tak dużo na głowie...
Ostatecznie postanowiłam pojechać z kimś z diecezji. Tym bardziej, że spis księży organizujących wyjazd pojawił się na jej stronie www jeszcze przed Wielkanocą i wisiał jako jedna z pierwszych informacji właściwie aż do końca. Do dzisiaj się dziwię jakim cudem nie zauważyłam, że jeden z wyjazdów organizowany jest przez wspomnianego już przeze mnie diecezjalnego koordynatora młodzieży, ale z drugiej strony nie zdziwiło mnie to - wszak w styczniu lecimy do Panamy, więc znowu może mieć masę pracy. Długo zastanawiałam się czy jechać, ale odpowiedź przyszła sama.
Pewnego dnia wychodząc z bazyliki mój wzrok padł na plakat informujący o zapisach na wyjazd. Czyż może być lepszy znak z nieba? Spisałam potrzebne informację i jeszcze tego samego dnia napisałam do księdza, który go organizował. Oczywiście zapisałam się na wyjazd w myśl zasady, że drugiej takiej okazji może nie być.
Wyjazd na Pola Lednickie(bo tak nazywa się ta miejscowość) miał miejsce o 12:30 w nocy z piątku na sobotę. Ku mojemu zaskoczeniu tuż przed 6:00 zaparkowaliśmy na naszym parkingu. Wysiedliśmy z niego i ruszyliśmy przed siebie. Po dojściu na miejsce musieliśmy czekać jeszcze jakąś godzinę na to, aby wpuszczono nas za bramki. W końcu minęła 8:00, bramki zostały otwarte i cały tabun polskiej młodzieży ruszył na faktyczne spotkanie.
![]() |
| źródło zdjęcia |
Jeżeli miałabym do czegoś porównać obszar na Polu Lednickim, to prawdopodobnie byłoby to coś w stylu krakowskich Błoni. W centrum pola znajduje się ryba wraz z ołtarzem, nazwana Bramą Tysiąclecia. To przez nią po północy odbywa się słynny przemarsz młodzieży. Do Bramy prowadzi Droga Tysiąclecia, na której tancerze tańczą tańce lednickie, a także odbywają się wszelkie procesje. Po obu stronach Drogi znajdują się sektory dla wiernych, na samej Jej początku zaś replika Krzyża z Giewontu. Koło Krzyża znajdowały się też sklepiki, a pod lasem, z dala od zgiełku - pole spowiedzi. Plac lednicki od lewej strony otacza las oraz Droga Krzyżowa, natomiast z prawej strony znajduje się tutejszy dominikański ośrodek rekolekcyjny. Przed ośrodkiem znajduje się grobowiec założyciela ruchu legnickiego - zdecydowanie za wcześnie zmarłego ojca Jana Góry. Za Bramą Tysiąclecia znajduje się Jezioro Lednickie - jedno z miejsc typowanych jako prawdopodobne przyjęcia chrztu przez Mieszka I.
| Brama Tysiąclecia |
| Replika Krzyża z Giewontu |
Do godziny 12:00(kiedy to odmówiliśmy tradycyjny "Anioł Pański"), a następnie do godziny 15:00 (godziny Miłosierdzia Bożego) właściwie nic się nie działo, toteż na scenę wkroczyli tancerze ledniccy porywając wszystkich zebranych do tańców. Poznaliśmy też hymn tegorocznego spotkania: "Ty jesteś Drogą".
Po Koronce do Bożego Miłosierdzia oraz odtańczeniu kilku tańców na scenie(a może powinnam powiedzieć, że na beczce) pojawili się trzej bracia dominikanie, którzy przeprowadzili konferencję. Dlaczego z beczki? Ponieważ głosząc konferencję znajdowali się właśnie na beczce, która jest symbolem młodego wina, a młode wino to po prostu Duch Święty. Cała trójka zastanawiała się nad tegorocznym zawołaniem "Jestem". Pierwszy z nich powiedział mądre słowa, że warto sobie przede wszystkim uświadomić, że na różne sposoby jest między nami sam Bóg. A jednym z takich sposobach jest wspólnota, bo "tam, gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w moje imię, tam ja jestem"(Mt. 18,20). Zachęcał też do tego, abyśmy zaprosili Boga w modlitwie do naszego życia - dlatego wspólnie odmówiliśmy modlitwę "Ojcze nasz". Ale przypomniał nam też jedną ważną rzecz - tam, gdzie jest Bóg, zawsze jest też diabeł, chociaż nikt go nigdzie nie zaprasza. Musimy więc uważać, aby nas nie okradł z tego, co zyskaliśmy, w sensie duchowym, na spotkaniu. Ale nawet jeżeli diabeł rozrzuci nam te wszystkie usłyszane słowa, musimy je zebrać, "zasadzić" i pozwolić im na nowo rosnąć. Potrzebujemy też Ducha Świętego, który "otwiera nam nasze uszy". Bo kiedy kaznodzieje mają Ducha Świętego, a słuchaczom go brak, to niewiele jest owoców. Dlatego warto zapraszać do swojego umysłu Ducha Świętego. Podobnie jest z naszymi Aniołami Stróżami oraz patronami chrztu świętego i bierzmowania. Zachęcał nas też do tego, abyśmy mieli otwarte oczy, szczególnie na tych, których spotykam, szczególnie przebywając w tłumie ludzi. Drugi przypomniał nam, że najpierw trzeba zdjąć sandały, dlatego, że tam gdzie jest Bóg, który mówi "Jestem", trzeba dotknąć ziemi, po to, aby objawiło się to co jest Boskie. Jest to nawiązanie do stojącego przed krzewem gorejącym Mojżesza. Jest on zdumiony tym ogniem, ale zapomina o Bogu. A głos mu mówi - "Jestem, aby na zawsze być Bogiem z Tobą". Bo "Jestem" to znaczy "jestem od zawsze, nawet jeżeli nie poznałeś mnie jeszcze". Tak jest z Bogiem - nie ma początku, nie ma końca. Można więc powiedzieć, że jego naturą jest to, że Jest. I jest to początkiem wielkiej przygody, jaką może być życie. Dlatego warto zaufać temu, że Bóg jest, że zawsze będzie ze mną, we wnętrzu moich spraw. Co więcej, Bóg chce, aby każdy z nas "był", i to nie na 5% swoich możliwości, ale na 100%. A to się stanie, kiedy będziemy z nim w sakramentach i w Komunii, kiedy będziemy z nim zjednoczeni. Wystarczy być dzieckiem, aby wziąć od Boga miłość, żeby zgodzić się na to, że on jest. Ważne jest też to, że człowiek który spotkał "Jestem" jest radosny. Na koniec swojego przemówienia poprosił aby "Jestem" stało się naszym życiem, żeby zaprosić Pana do swojego środka. Bo "Jestem" przychodzi i napełnia wszystko życiem. Trzeci natomiast zaczął swoją część konferencji stwierdzeniem, że "Jestem, to znaczy nie wycofuję się". Bo "Jestem" powinno oznaczać "Jestem wytrwały". Następnie poprosił nas o zastanowienie się, co jest naszą wytrwałością i czy walczymy wytrwale. Przywołał tutaj przykład swojej dawnej uczennicy, która była ateistką. Jednak będąc na progu dorosłości stwierdziła, że chce spróbować wierzyć. Za zgodą opiekuna duszpasterstwa młodzieżowego przez cały rok uczęszczała na tamtejsze kajaki. Kiedy na koniec roku akademickiego pojechali na kajaki, powiedziała mu takie proste zdanie: "Ojcze, tak bardzo pragnę aby on był". Tego samego dnia ta dziewczyna spotkała Boga i uwierzyła, że On jest. I ta historia powinna być dla wszystkich historią wytrwałości - "Jestem" to znaczy "zmagam się", "walczę o sprawy, które są ważne, na których mi zależy". Ale musimy pamiętać, że w naszej walce potrzebujemy też innych, którzy nam w niej pomogą. Człowiek wytrwały na pewno w którymś momencie poniesie porażkę, ale to nie jest koniec świata. Bo dzięki innym mogę się podnieść. Przypomniał też, że Bóg nieustannie walczy o każdego z nas i nigdy z tej walki nie zrezygnuje.
![]() |
| Co prawda to tylko screen z youtube, ale widać i wygłaszającego konferencję dominikanina i nasz dąbrowski sztandar |
Po konferencji zatańczono dwa tańce lednickie, a następnie odbyła się tzw. "procesja orłów". Ubrane na biało, w większości, dzieci przeszły Drogą Tysiąclecia tańcząc radośnie i wymachując swoimi skrzydełkami. Jest to doskonały obraz tego, że w pewnym momencie życia każdy z nas wyfruwa z gniazda rodzinnego. Mówię Wam, coś pięknego...
Teraz już tylko każdy z nas czekał na oficjalne otwarcie XXII Spotkania Młodych 2018 roku, które miało nastąpić już za kilka minut, o godzinie 17:00...
CDN...




piękne przeżycie, trochę zazdroszczę,że mnie tam nigdy nie było...
OdpowiedzUsuńTak jak pisałam - Lednica od dawna była moim cichym marzeniem, a jeżeli nadarzyła się okazja, aby je spełnić, to czemu nie? I powiem Ci, że opłacało się, bo było cudownie...
UsuńWiem, że to już nudne, ale jak zwykle na wstępie podkreślam, że nie jestem praktykująca, średnio wierząca i wcale religijna ;) Ale jakiś czas temu zauważyłam, że właśnie takie spotkania jak to, na którym byłaś, nawet msze święte w niedziele są ogromnie ważne, bo dają ludziom poczucie wspólnoty. Zdaję sobie sprawę, że nigdzie indziej jak właśnie na takich spotkaniach, można poznać wspaniałe osoby, przyjaciół oraz inspiracje do życia. Tego brakuje w moim życiu i podejrzewam, że jest wiele osób, którym również tego brakuje. Być może za jakiś czas otworzy się we mnie okno na nowe podejście do tych spraw ;)
OdpowiedzUsuńTo prawda, że takie spotkania pozwalają spojrzeć na sprawy wiary z zupełnie innej perspektywy. Poznani na spotkaniu ludzie byli cudowni i otwarci. Na Lednicy wiele razy podkreślano słowo "wspólnota", które w dzisiejszych czasach po prostu zanika.
UsuńKarolinko, aż zazdroszczę takiego młodzieńczego entuzjazmu. I jak pięknie o tym piszesz.
OdpowiedzUsuńBuziaczki.
Dziękuję bardzo Gosiu. Cieszę się, że moja bazgranina Ci się podoba :)
UsuńTwoje wymarzone spotkanie, a jak radość i energia od Ciebie biją!
OdpowiedzUsuńBywam często w tych stronach, ale bramę w kształcie ryby widziałam z daleka. Bardzo lubiłam słuchać ojca Góry, zbyt wcześnie odszedł, ale widać ma godnych naśladowców.
Zupełnie nie spodziewałam się aż tak wspaniałej atmosfery. Ojciec Jan Góra miał wspaniały pomysł z tymi spotkaniami młodych. A teraz pewnie patrzy z nieba i cieszy się, że jego dzieło jest mimo wszystko kontynuowane.
UsuńWspaniałe przeżycia, dziękuję że się nimi z nami dzielisz.
OdpowiedzUsuńA ja się cieszę, że mogę się tym wszystkim z Wami dzielić :)
UsuńA jednak marzenia się spełniają :) Cieszę się Karolinko, że udało Ci się wyjechać na tą wspaniałą imprezę i przeżyć coś niezwykłego. Czekam na dalszy ciąg relacji. Cieplutko pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDlatego warto jest marzyć i robić wszystko, aby te marzenia się spełniły :)
Usuń