Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 1 czerwca 2018

728. Nie da się być dzieckiem zawsze...

Na początku dzisiejszej notatki chciałabym bardzo powitać nowe osoby na moim blogu i podziękować za pierwsze od nich oznaki obecności. Mam nadzieję kochane, że zostaniecie ze mną na dłużej i będziecie się w miarę dobrze u mnie czuły.
Dzieciństwo, pierwszy etap życia każdego z nas. To od niego zaczyna się nasza przygoda i to ono w dużej mierze rzutuje na naszym dalszym życiu. Dlatego powinno być szczęśliwe i beztroskie. Ale z drugiej strony nie jestem zwolennikiem tzw. "bezstresowego wychowania", dziecko powinno wiedzieć co może, a na co musi jeszcze chwilę poczekać. Ważne jest też, aby znało swoje miejsce w rodzinie, swoje prawa i obowiązki.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że pomimo niepełnosprawności i związanych z tym ograniczeń miałam szczęśliwe dzieciństwo. Nie zabrakło w nim ani miłości najbliższych, ani ich akceptacji. Pełno w nim było zabawy przeplatanej zajęciami usprawniającymi. Jestem tym szczęściarzem, którego rodzice nie "chowali" w domu, ale wystawiali na zewnątrz. Ciepły letni dzień - to idziemy do parku na plac zabaw, albo nad jezioro, jest piękny, zimowy dzień - no to idziemy na sanki, przyjechało do miasta wesołe miasteczko albo cyrk - no to tam idziemy z dziewczynkami. Nie wiem ile godzin spędziłam kręcąc się na karuzelach. Ponieważ nie mogłam zbyt długo siedzieć przed telewizorem, rodzice czytali mi książki. I nikt nie wie jak to się stało, że dziecko, które miało być głupiutkie, w wieku zaledwie 5 lat samo potrafiło przeczytać sobie bajkę.
W szkole można powiedzieć, że byłam prymusem, chociaż nigdy tego ode mnie nie wymagano. Cieszę się, że zapał do nauki nie przyćmił mi innych sfer życia. Chociaż jako pierwsza spośród pierwszoklasistów miałam komputer stacjonarny, korzystałam z niego głównie podczas odrabiania prac domowych. Mój wolny czas wypełniało baraszkowanie po osiedlowych placach zabaw i rozbijaniu kolan i łokci o beton. Miałam bujną wyobraźnię i często widziałam to, czego inni nie chcieli zauważyć. Ponieważ od klasy 4 do 3 gimnazjum chodziłam do klasy sportowej, dużo czasu poświęcałam lekkiej atletyce. Poza tym zaczęłam interesować się statkiem "Titanicem", a uwierzcie mi, w czasach kiedy w domu nie miało się internetu. W dalszym czasie hurtowo pochłaniałam książki, przekładając ich czytanie ponad oglądanie telewizji. Lubiłam też wszelkie prace plastyczne. Rysowanie, malowanie, wydzieranie, to było coś dla mnie. 
I właściwie nie wiem jak to się stało, ale pewnego dnia musiałam zdmuchnąć 18 świeczek na torcie i pożegnać się z tym pięknym okresem wkraczając w dorosłość. I wiecie co, może moje dzieciństwo nie było obfite w nowości technologiczne oraz wystrzałowe wakacje zagraniczne, ale na pewno było szczęśliwe i nie zamieniłabym go na żadne inne. 
A w tym szczególnym dniu w naszej parafii grupa młodych ludzi otrzymała z rąk biskupa sakrament bierzomowania stając się tym samym dojrzałymi chrześcijanami. Ja swoje miałam 12 lat temu i przyznam szczerze, że bardzo je przeżywałam. 

14 komentarzy:

  1. Fajnie, że miałaś rozsądnych rodziców, którzy nie trzymali Cię pod kloszem, nie biadolili, tylko traktowali normalnie - przynajmniej tak wynika z Twojego postu :)
    Moje bierzmowanie było tak dawno temu, że powinni o tym w książkach historycznych pisać ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, na lepszych rodziców nie mogłam trafić!

      Usuń
  2. nasze pokolenie miało szczęście, bo rodzice nie trzymali nas w domach. Facebookiem było podwórko, nie było komórek, była za to fantazja i kreatywność ;) Było fajnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zastanawiam się, czy te czasy jeszcze kiedyś wrócą. Ale chyba nie..,

      Usuń
  3. Każdego roku bywam na uroczystości Bierzmowania moich Gimnazjalistów i jestem z nich dumna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się być co roku na sakramencie bierzmowania w mojej parafii

      Usuń
  4. Znam wiele wspaniałych blogów na których mimo dorosłego wieku autorzy nadal wycinają, wydzierają słowem tworzą :D Moje dzieciństwo też było inne od dzieciństwa moich dzieci i mimo prób i zaangażowania aby też było fajne i ,,na świeżym powietrzu" przegrywam z gadżetami postępu. Dzieci odnajdują je u kolegów, w szkole... szkoda, szkoda, że to wszystko zmierza w tym kierunku. A ja co? Świetnych ludzi spotkałam w necie na blogach a nie w życiu realnym :/ - I wszystko w temacie :)
    Buziaki kochana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Wiele się przez te lata zmieniło. Osobiście staram się podtrzymywać moje znajomości z lat szkolnych, bo wielu moich kolegów i koleżanek po ukończeniu szkoły wegetuje w domach, a tak być nie powinno. Pozdrawiam

      Usuń
  5. A dlaczego niepełnopoprawność ma byc powodem do wstydu? Ani to niczyja wina, ani zbrodnia...
    Fajna z was ekipa, a imię Karolina, widzę popularne bardzo:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, dla niektórych rodziców niepełnosprawność dzieci jest wstydem i potrafią się nawet do nich nie przyznawać. Przykre, ale prawdziwe

      Usuń
  6. Nie da się być zawsze dzieckiem, ale warto zawsze coś z dziecka w sobie zachować.
    Miłego weekendu, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz wspaniałych rodziców, którzy wychowali Cię na mądrą, rozsądną, potrafiącą zmierzyć się z życiem osobę. Bezstresowe wychowanie nie przygotuje młodego człowieka do życia, które jest przecież walką szczurów:(
    Miłego dnia Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń