Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 31 stycznia 2020

1089. Wyzwanie u Lidzi "Czytamy książki 2020" - styczeń

Zapisałam się na wyzwanie. W sieci jest ich multum, większość jednak dotyczy prac plastycznych, z którymi jestem na bakier. Dlatego ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że Lidzia organizuje takie związane z czytelnictwem. Jak wiecie - kocham czytać, robię to wszędzie i w każdej wolnej chwili(których nie mam dużo). Już raz brałam udział w czymś takim(tzn. wyzwaniu czytelniczym) i była to dla mnie wspaniała zabawa, a przy okazji motywacja do jeszcze częstszego sięgania po książki.
Na styczeń Lidzia zaproponowała następujące wytyczne: Imię lub nazwisko autora książki na literę "S", tytuł na literę "N" i coś na okładce na literę "R". Oczywiście to nie jest tak, że każda z pozycji musi zawierać wszystkie trzy wymogi. Ważne jest, aby zgłaszana książka spełniała przynajmniej jeden z nich.
W styczniu przeczytałam 11 książek. Nie wszystkie wkomponowały się w wyzwanie. Prawdą jest, że sporo książek zamówiłam w bibliotece jeszcze w końcówce grudnia, kiedy jeszcze nie wiedziałam o nim. Co ciekawe, w partii zupełnie przypadkowo znalazły się takie, które mieszczą się w założeniach. Najwięcej trudności sprawił mi trzeci wymóg, ponieważ nie wiem na ile elastycznie podejdzie do sprawy Lidzia. Bo ja mogę zawszę widzieć na okładce coś, co nie jest oczywiste na pierwszy rzut oka.

Przeczytane w tym miesiącu pozycję, które zgłaszam do wyzwania, to:
  1. Tytuł "Tsunami"
    Autor: Sonali Deraniyagala
    Okładka: -
    Liczba stron: 264

    O książce słyszałam już dawno, jednak dopiero teraz zdobyłam się na odwagę, żeby po nią sięgnąć. Przebrnięcie przez nią całą zajęło mi raptem kilka godzin.
    Książka jest zapisem wspomnień Sonali Deraniyagala, która w wyniku tsunami, które nawiedziło m.in. Sri Lankę(gdzie przebywała) w grudniu 2004 roku, straciła wszystkich swoich bliskich: męża, dwójkę dzieci, rodziców...
    Kobiecie bardzo trudno pogodzić się z tym, że została sama. Pierwotny szok powoli jest wypierany przez rzeczywistość. A nie jest ona taka prosta, kiedy brakuje w niej bezpiecznych ramion ukochanego męża, radosnych krzyków dzieci, beztroski i brak obawy o następny dzień. Chociaż Sonala jest otaczana miłością i opieką pozostałych członków rodziny oraz przyjaciół, to tak naprawdę sama musi sobie poradzić z pogodzeniem się z tym, co się wydarzyło w piękny grudniowy poranek w raju na ziemi. Zajmuje jej to kilka kolejnych lat, a każdy rok jest opisany w książce. Czytelnik współuczestniczy więc w uczuciach związanych ze sprzedażą domu po zmarłych tragicznie rodzicach, powrotem do domu, w którym wszystko przypomina o tych, których w nim zabrakło, czy też wizytą w miejscu, gdzie miała miejsce tragedia.
    Książkę, chociaż porusza trudne tematy, czyta się w miarę sprawnie. Napisana jest w pierwszej osobie, co sprawiło, że odebrałam ją tak, jakby Somala osobiście opowiadała mi historię swojego życia. Czasami tylko denerwowały mnie pojawiające się w niej przekleństwa, ale rozumiem, że autorka w ten sposób chciała ulżyć swoim emocjom.
  2. Tytuł: "Ostatni całus dla mamy"
    Autor: Casey Watson
    Okładka: ramiona, w których trzymane jest dziecko(nie wiem Lidziu, czy zaliczysz mi takie coś)
    Liczba stron: 288

    Na książki autorstwa Casey Watson natchnęłam się zupełnie przypadkowo. Jednak pokochałam je już od pierwszej pozycji.
    Kobieta w mistrzowski sposób opisuje historie dzieci, które trafiają pod jej dach. Wraz z mężem tworzą rodzinę zastępczą dla tzw. "trudnych dzieci i młodzieży". Jest to tymczasowe schronienie dla dzieci do czasu, aż ich rodzice nie uregulują swojego życia lub nie znajdzie się dla nich stałej rodziny.
    Tym razem pod opiekę Casey trafia czternastoletnia Emma wraz ze swoim maleńkim synkiem, Romanem. Matka dziewczyny specjalnie się nią nie interesowała, o  ojcu nic nie wiadomo. Sama Emma jest niezaradna życiowo, bardziej od Romana interesuje ją przebywający w więzieniu ojciec chłopczyka. Tymczasem pracownicy opieki społecznej coraz bardziej interesują się tym, czy młoda matka daje radę zajmować się kilkumiesięcznym synkiem? Czy dzięki Casey uda się uniknąć rozdzielenia tej dwójki? Tym bardziej, że na horyzoncie pojawiają się kolejne problemy, w tym następna ciąża nastolatki...
    Książka porusza dwa istotne problemy społeczne, jakimi są porzucenie dziecka przez rodziców oraz ciąża i macierzyństwo nastolatek. Przedstawia je jednak w "otoczce" codzienności, wraz z pozytywnymi i negatywnymi aspektami życia. Jestem też pozytywnie zaskoczona samą historią. Przy czytaniu niektórych z poprzednich powieści Casay otwierał mi się nóż w kieszeni, że aż tak można skrzywdzić dzieci. Tym razem książka nie jest aż tak "ciężka", dzięki czemu łatwiej mi było się na niej skupić.
  3. Tytuł: "Nadzy wśród wilków"
    Autor: Bruno Apitz
    Okładka: -
    Liczba stron: 398

    Nie będę ukrywać, że bardzo zależało mi na przeczytaniu tej pozycji od chwili, kiedy obejrzałam film nakręcony na jej podstawie. A czy może być ku temu lepsza okazja niż zbliżająca się rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu? Nawet, jeżeli sama akcja rozgrywa się gdzieś indziej.
    Akcja powieści rozgrywa się u schyłku II wojny światowej w obozie koncentracyjnym w niemieckim Buchenwaldu. Jednym z transportów z Auschwitz przyjeżdża podejrzanie zachowujący się mężczyzna, który pilnuje walizki jak oka. Zaintrygowani tym więźniowie z dłuższym stażem bycia w obozie, sprawdzają co jest w środku. Jakież jest ich zdumienie, kiedy zamiast spodziewanych kosztowności znajdują w niej małego chłopca. Okazuje się, że jest to trzyletni Stefan, syn warszawskiego adwokata, ocalały z warszawskiego getta oraz obozu w Auschwitz. Poruszeni sytuacją więźniowie postanawiają za wszelką cenę ukryć chłopca. Dzięki ich sprytowi oraz nierzucającemu się w oczy zachowaniu dziecka istnieje szansa na powodzenie tego planu. Tymczasem komendanci obozu zaczynają czegoś się domyślać...
    Nie będę ukrywała, że literatura dotycząca holokaustu jest bardzo bliska mojemu sercu, dlatego książkę czytało mi się bardzo dobrze. Znałam zakończenie, więc wielkiego zaskoczenia nie przeżyłam. Chwilami jednak denerwowała mnie postawa niektórych z bohaterów i ich nie do końca zrozumiałe dla mnie dialogi. Momentami też akcja tak bardzo odbiegała od głównego wątku, że aż się zastanawiałam, co się stało z malcem. I to właściwie jest jedyna rzecz, do której mogłabym się doczepić.
4) Tytuł "Narzeczona z getta"
Autor Sabina Waszut
Okładka: Ręce
Liczba stron: 304

Lata współczesne. Barbara i Marcin są młodymi ludźmi, planującymi wspólne życie. Pewnego razu dostają do swojego mieszkanie starą, trzydrzwiową szafę. Po pewnym czasie kobieta zaczyna odczuwać dziwne zjawiska tak, jakby przedmiot chciał jej coś przekazać. Zaczyna szukać pierwszych właścicieli mebla. W ten sposób trafia do niewielkiego Sławkowa, miejscowości położonej między Olkuszem, a Dąbrową Górniczą. Zaprzyjaźnia się tam z niejakim Mikołajem, pasjonata historii i opiekuna kirkutu. Razem odkrywają, że przed wojną należała ona do pewnej żydowskiej rodziny. Koniec lat 30 XX wieku. W Sławkowie mieszka wiele rodzin żydowskich. Wśród nich jest też rodzina Morgensternów. Pewnego razu ich córka, Sara, niosąc garnek z szabatowym czulentem upuściła go na ziemię. Scenę tą zauważył syn miejscowego szklarza, Janek. Niemal od razu się w niej zakochał, chociaż małżeństwa gojów z Żydami nie były mile widziane. Wkrótce wybucha II wojna światowa, a wraz z nią nadchodzą prześladowania wyznawców religii mojżeszowej. W dodatku Janek zostaje powołany do wojska. Samotność Sary staje się jeszcze bardziej dotkliwsza, kiedy rodzina dostaje przydział w miejskim getcie. Z powodu małej ilości miejsca, w dotychczasowym mieszkaniu Morgensternów zostaje chociażby szafa z ukochanymi sukienkami Sary. Kiedy mienie żydowskie zostaje wysprzedawane, trafia ona do domu Janka. Czy miłość młodych przetrwa próbę? Czy Sara zdoła wydostać się z getta? Jaką rolę tak naprawdę odegrała stara szafa? Tego wszystkiego dowiemy się czytając książkę.
Ze wzruszeniem czytałam książkę, której akcja rozgrywała się w położonym nieopodal Sławkowie oraz jednej z dzielnic mojego miasta - Strzemieszycach. W ogóle było to dla mnie niemałym zaskoczeniem. Nawet nie wiedziałam, że w Sławkowie było otwarte getto. Interesuję się losem mieszkających na moich terenach Żydów, toteż przypadła mi ona do gustu. Bo chociaż bohaterowie "Narzeczonej z getta" są fikcyjni, to tak naprawdę ta historia mogła się zdarzyć naprawdę.

5) Tytuł: "Najdłuższa podróż"
Autor: Nicholas Sparks
Okładka: Ranczo w Stanach Zjednoczonych(?)
Liczba stron: 464

Pewnego zimowego dnia samochód, którym kieruje starszy mężczyzna o imieniu Ira, wypada z zakrętu, spada z nasypu i uderza w drzewo. Chociaż wypadek wygląda strasznie, Irze udaje się go przeżyć. Czekając w zimnym pojeździe na pomoc, przypomina sobie najpiękniejsze momenty swojego życia. Towarzyszy mu w tym jego zmarła przed laty żona, która co jakiś czas siada na fotelu koło kierowcy. To ona dodaje mu otuchy i wspiera go w walce o każdy kolejny oddech. Czy uda mu się doczekać do nadejścia pomocy?
Kilka miesięcy wcześniej studentka historii sztuki Sophia spotyka młodego kowboja, Lukę. Zdradzona jakiś czas wcześniej przez chłopaka i najlepszą przyjaciółkę poszukuje miłości i ciepła. Para szybko zakochuje się w sobie, pomimo licznych różnic. Pewnego razu Luka zabiera ukochaną na ranczo, które lada chwila przestanie do niego należeć. Tam kobieta poznaje jego przeszłość. Chociaż istnieje szansa na wykupienie posiadłości za wygraną w ujeżdżaniu byków, to jednak może mieć tragiczne skutki dla jego zdrowia. Czy rozsądek wygra z pragnieniem?
Nie będę ukrywała, że bardzo lubię książki Nicholasa Sparksa, dlatego ta lektura była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Sparks rewelacyjnie operuje słowem, toteż nie mam większych problemów ze zrozumieniem jej treści. Zabieg dwutorowości powieści bardzo mi przypadł do gustu, a połączenie obu historii uważam wręcz za mistrzostwo.

6) Tytuł: "Noce w Rodanthe"
Autor: Nicholas Sparks
Okładka: -
Liczba stron: 208

Amanda po śmierci ukochanego męża pogrąża się w coraz większą depresję. Nie ma na nic ochoty, a dwójką jej synków częściej zajmuje się jej mama i bracia niż ona sama. Pewnego dnia jej mama Adrienne postanawia opowiedzieć swoją historię.
To się działo 25 lat wcześniej. Rozwiedziona od trzech lat Adrianne, matka trójki małych dzieci, zostaje poproszona przez swoją najlepszą przyjaciółkę o opiekę nad prowadzoną przez nią Gospodę w tytułowym Rodanthe, nadmorskim miasteczku położonym w Karolinie Północnej. W tym samym czasie w pensjonacie przebywa dobrze prosperujący chirurg i ojciec rodziny, Paul Flanner. Pomiędzy tą dwójką dochodzi do ognistego romansu. Chociaż planują razem spędzić resztę swojego życia, Paul dostaje propozycję stażu w jednym z afrykańskich państw. Jednak przelotny romans trwał tylko chwilę, odcisnął na Adrienne pewne piętno.
Nicholas Sparks jak zwykle zabiera nas w pełną przygód wyprawę po meandrach ludzkich uczuć. Wartka akcja, dogłębne opisy przeżyć głównych bohaterów, element zaskoczenia - to cechy charakterystyczne jego stylu. A ja pragnę dodać jeszcze jedną - niekończące się wzruszenia czytających to ludzi. Wszystko to sprawiło, że na przeczytanie "Nocy w Rodanthe" potrzebowałam... zaledwie jednego dnia.

7) Tytuł: "Na zakręcie"
Autor: Nicholas Sparks
Okładka: ręce, ramiona
Liczba stron: 400

Szczerze powiedziawszy, w pewnym momencie zwątpiłam w to, czy zdążę ją przeczytać do końca stycznia. Tutaj z pomocą przyszedł mi 1,5 godzinny dojazd w jedną stronę na trening pływacki(co w dwie strony daje już 3 godziny). A ponieważ w czasie jazdy ludzie się nudzą, przynajmniej ci, którzy zamiast smatfonów mają stare nokie, to wykorzystują ten czas na czytanie książek.
Tym razem Nicholas Sparks przedstawia nam historię trzydziestokilkuletniego Milesa, który po tragicznej śmierci żony Missy, samotnie wychowuje ich jedynego synka, Johana. Jako prowincjonalny szeryf próbuje trafić na ślad człowieka, który dwa lata wcześniej potrącił samochodem Missy i uciekł z miejsca wypadku. Tymczasem w mieście pojawia się nowa nauczycielka nauczania początkowego, Sara. Już po kilku dniach odkrywa, że siedmiolatek, chociaż miły i posłuszny, ma spore zaległości w nauce. Kobieta postanawia pomóc osieroconemu chłopcu i po rozmowie z Milesem udziela mu korepetycji, co skutkuje też tym, że zaprzyjaźnia się z nim. Częste kontakty z Milesem, np. podczas meczu malca sprawiają, że dorośli zakochują się w sobie. Niestety, ich romans ma też swoje negatywne skutki.
Po raz kolejny jestem zaskoczona lekkością, z jaką Sparks napisał swoją książkę. Powieść czytało mi się bardzo dobrze. Tym razem moją uwagę zwróciło uczucie, jakim Miles darzył swojego osieroconego synka. Myślę sobie nawet, że mógłby to być wzorcowy model dla mężczyzn, którym przyszło być samotnym rodzicem.

I to by było na tyle, jeżeli chodzi o pierwszy miesiąc wyzwania. Teraz czas rozejrzeć się za kolejnymi książkami, tym razem z tytułami zaczynającymi się na "Z", imieniem lub nazwiskiem autora na literę "F"(już jestem w trakcie czytania jednej takiej pozycji) oraz czymś na obrazku na literę "W".

20 komentarzy:

  1. Karolinko, bardzo się ciesze że przyłączyłaś się do zabawy. Ja jestem bardzo elastyczna, aczkolwiek na tej jednej okładce to raczej jest goździk a nie róża. Ale za to przy ostatniej książce może być R jak ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie muszę nadrobić czytanie w końcu i się na nim skupić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie konkursy to zdecydowanie nie dla mnie, ale chyba dobrze, że są, bo niektórych to angażuje i właśnie zachęca do sięgnięcia po jakąkolwiek książkę. Znam ludzi (z nieco młodszego pokolenia), którzy po skończeniu szkoły, nie mieli żadnej książki więcej w rękach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam książkę o Tsunami, zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Widzę kilka pozycji, które chcę przeczytać! Super wyzwanie!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolinko dziękuje, za recenzje książek- nie czytałam żadnej z nich, ale teraz juz wiem, że po część z nich sięgnę, a raczej poszukam w bibliotece, zobaczymy czy są:) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie biorę udziału we wszelakiego rodzaju wyzwaniach, czegokolwiek by nie dotyczyły. Rozumiem, że jest to rodzaj zabawy i póki spełnia swoją rolę, to wszystko jest w porządku. Nie znam książek, które omawiasz ale najważniejsze, by obcowanie z literaturą sprawiało przyjemność. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja też, chociaż szczerze powiedziawszy chciałabym brać udział. Niestety brakuje mi czasu dla siebie

      Usuń
  7. 11 książek !!!!! rety to ja tyle w całym tamtym roku przeczytałam. Ale fakt kiedyś też udawało mi się tyle w miesiącu przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  8. Brawo Karolinko!
    Dużo książek Sparksa czytałam, ale z tych co pokazujesz tylko Noce w Rodhante, pozostałe, również innych autorów, zapisałam na listę i poszukam w bibliotece. Może pokusisz się jeszcze o udział w wyzwaniu z liczeniem stron przeczytanych książek?
    Miłego dnia Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo się cieszę, że znalazłaś coś fajnego i inspirującego dla siebie :)
    Buziaki :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobra lektura to jest to, a chwile z książką to najmilszy relaks.
    Buziaczki, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajna lista książek, Sparka czytałam wszystkie. Obecnie czytam dużo Magdaleny Witkiewicz.
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedenaście książek? To fantastyczny wynik. Mnie się udaje co miesiąc przeczytać ze dwie - choć chciałabym więcej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie wsadzę kij w mrowisko...
    Dla mnie liczy się bardziej jakość, niż ilość. Po niektórych książkach przez tygodnie nie jestem w stanie przeczytać nic nowego.
    Wiem Karolinko, ze się mądrze. Ale przecież nie musimy być wszyscy tacy sami, więc rób swoje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooo widzę tu dla siebie dużo dobroci dla oka i duszy :)
    "Noce w Rodanthe" i "Najdłuższą podróż" czytałam kiedyś...A resztę z Twojego styczniowego dorobku już zapisałam na listę,może kiedyś uda mi się zdobyć i przeczytać,bo są bardzo w moim klimacie,gdyż poza moimi ulubionymi thrillerami,kryminałami również dla równowagi umysłu po mrocznym ich klimacie lubię poczytać literaturę obyczajową,miłosną, a ponadto interesują mnie wojenne historie.
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Miłej lektury i zabawy u Lidki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny wynik. Chciałabym przeczytać 11 książek przez 3 miesiące a nie jeden. Ostatnio nie ma na to czasu :(
    Książki Sparksa uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow ładny wynik czytelniczy, chyba sięgnę po Sparksa, bo przyznam nie znamy sie wcale :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Najbardziej zainteresowana jestem tą Dziewczyną z getta. Ciekawa fabuła. Sparks też pisze dobre książki. Kiedyś przeczytałam kilka i podobały mi się. 11 książek w styczniu to dobry wynik. Ja jeszcze jednej nie skończyłam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Karolinko wspaniały wynik i ciekawe książki :) Jak zauważyłam to wszędzie ręce królują ;)
    Fajnych lutowych opowieści życzę :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń