Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 1 lutego 2020

1090. Po pierwszej wizycie u Kropki

- No to będziesz mogła wykorzystać swoją wiedzę w praktyce - stwierdziła ze szczerością Młoda, kiedy opowiedziałam jej o dzisiejszym spotkaniu z Kropką. Zarówno ja, jak i ona wiemy, o jaką część mojej zdobytej dotychczas wiedzy tutaj chodzi. I że może wcale nie pójść tak łatwo, chociaż Kropka to niezwykle inteligentna, wrażliwa i dorosła jak na swój wiek trzynastolatka, która bardzo przypomina mi bohaterkę jednej z książek Casey Watson - "Mała opiekunka mamusi". I że ta "praktyka" może dotyczyć nie tylko samej Kropki, ale też ich małych siostrzeńców...
Pierwsze zajęcia z Kropką mam za sobą. Na razie rozeznałam się w jej brakach w materiale szkolnym, a są one dosyć spore. Jednak podobne rzeczy przerabiam z M., więc nie powinno być źle. 
Chęć pomocy Kropce wymusiła na mnie pewną modyfikację sobotniego planu dnia, który teraz prezentuje się mniej więcej tak:
  1. 7:00 - 8:00 - bieganie w terenie
  2. 8:30 - 10:00 - korepetycje z M.(ewentualnie jeszcze dochodzi B.) - Oratorium
  3. 10:00 - 10:30/11:00 - pierwsza część zajęć w Oratorium
  4. 10:30-11:30/11:00-12:00 - urywam się z Oratorium i idę na próbę scholi(o ile jest) - kościół
  5. 11:30/12:00 - 13:00 - druga część zajęć w Oratorium
  6. 16:00 - 17:30 - korepetycje u Kropki w domu
Czas pomiędzy jednym a drugim jest do zagospodarowania przeze mnie. Oczywiście może się zdarzyć tak, że wypadną mi jakieś zajęcia z grafiku, albo będę musiała z czegoś zrezygnować na rzecz innych obowiązków. Z jednej strony może to działać na mój plus - więcej wolnego czasu dla mnie. Dzisiaj np. nie było Oratorium. A szkoda, bo z miłą chęcią poruszyłabym kwestię wczorajszej nieobecności animatorów na wieczornej Mszy świętej z okazji liturgicznego wspomnienia założyciela zakonu salezjanów, św. Jana Bosko. Ja rozumiem, że człowiek może mieć multum innych spraw, ale gdzie tutaj przykład dla innych? W dodatku to ja usłyszałam, że się niewystarczająco udzielam... To ja się pytam, gdzie byli ci, co się udzielają? I co trzeba robić, aby zasłużyć na takie miano? Dzisiaj już wiem, że próby scholi będą prawdopodobnie co dwa tygodnie, dzięki czemu nie będę musiała ciągle(tzn. wtedy, kiedy one były) zwalniać się z Oratorium.
Z drugiej strony już kilka razy miałam taką sytuację, że musiałam dzwonić i odwoływać swoją obecność tu czy tam, bo coś mi wypadło. Na szczęście były to specyficzne sytuacje, które zgłaszałam niemal od razu tam, gdzie powinnam. Każdemu może się zdarzyć, ważne, przynajmniej moim zdaniem, aby jak najszybciej o tym powiadomić zainteresowane osoby. I to niekoniecznie za pośrednictwem fb, ale telefonu. 
Wracając jeszcze do Kropki. Ogólnie dzieciak jest cholernie zdolny, szybko wszystko łapie, ale skomplikowana sytuacja rodzinna sprawiła, że częściej jej nie ma na zajęciach szkolnych niż jest. W szkole wiedzą co się dzieje i pewnie dlatego nie zawiadomili żadnych służb. Wiedzą też, że kiedy może i przychodzi do szkoły, to zalicza cały zaległy materiał. I zalicza go na czwórki, piątki, nawet szóstki, chociaż wszystko musi sama ogarnąć, albo przy pomocy schorowanej siostry. O ile oczywiście ma ona na to siłę. Rodzina została zgłoszona do tegorocznej edycji Sz.P., a jej potrzeby były tak małe i prozaiczne, że aż musiałam kilka rzeczy dopisać od siebie(akurat to ja miałam przyjemność być ich głównym wolontariuszem). Teoretycznie młoda kwalifikuje się do programu "Akademii Przyszłości", w praktyce nie dałaby rady dojechać do szkoły, gdzie odbywałyby się zajęcia. Czyli ktoś musiałby do niej dojechać. Uwierzcie mi, długo rozważałam wszelkie za i przeciw, bo to jednak jest jakieś zobowiązanie. Zwłaszcza, kiedy nie jest się zmotoryzowanym. Ani nie ma się wykształcenia pedagogicznego... A jednak się tego podjęłam. Bo cholernie żal mi tej małej. Mam nadzieję, że dam radę jej pomóc. Na razie mam jednak pewne "zadanie domowe" - muszę sobie przypomnieć o co chodziło w "Zemście" Fredry. Tak więc chyba będę miała kolejną pozycję do wyzwania w Lidzi.

10 komentarzy:

  1. Powodzenia Karolinko. Jesteś wielka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie nie zawiadomili, ale przepisy ich do tego zmuszą, bo przepisy nie mają serca...

    OdpowiedzUsuń
  3. Fredry jest moim jednym z ulubionych autorów literackich. Przy grubszych lekturach polecam streszczenia, które są w sieci i potrafią być bardzo dokładne.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkiem dobrze sobie radzisz, chyba na nudę nie możesz narzekać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. u Ciebie to zawsze tyle się dzieje! Jesteś wielka!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Karolinko,masz wielkie serce, a Twoja zdolność organizacji budzi mój głęboki podziw.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super Karolinko, życzę Ci powodzenia :)
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Powodzenia w realizacji Twoich planów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj ja też żadnych lektur nie pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oby wszystko szlo po twojej myśli. Trzymam kciuki. Wszystkiego najlepszego dla Kropki.

    OdpowiedzUsuń