Ta notka pierwotnie miała pojawić się wczoraj. No właśnie, miała. Zmęczenie jednak wzięło górę i jak zasnęłam o godzinie 16, tak obudziłam się dzisiaj o siódmej rano. Dobrze, że w sobotę zostałam po nabożeństwie różańcowym na Mszy świętej, bo wczoraj raczej nie dałabym rady pójść do kościoła.
Jak niektórzy z Was pamiętają, rok temu byłam wolontariuszem podczas jedenastej edycji "Silesia Maratonu", jednej z największych imprez biegowych w moim regionie. W tym roku maraton, podobnie jak większość wydarzeń sportowych, stanął pod wielkim znakiem zapytania. Jednak organizatorzy robili wszystko, aby doprowadzić do jego organizacji. Co przyniosło pozytywny skutek, a termin właściwie trzech biegów(półmaratonu, maratonu i ultramaratonu) został ustanowiony na 4 października.
Jednocześnie ruszyła rekrutacja na wolontariat podczas zawodów. Liczba wolontariuszy, z wiadomych przyczyn, została znacząco zredukowana. Prawdę powiedziawszy, to obawiałam się, że się nie zakwalifikuję na żadne stanowisko. Niby wolontariat podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie "otwiera" mi wiele drzwi, jednak z drugiej strony staram się nie ukrywać, że ze mną nie wszystko jest ok. Zresztą, wiele ludzi mnie zna i wie jak jest. A jednak udało się i ponownie zostałam przydzielona do depozytu.

Rok temu depozyt miał miejsce w jednej z hal mieszczących się na Stadionie Śląskim, miejsca startu i mety zawodników. Było tam cicho i stosunkowo ciepło. W tym roku pandemia "wygoniła" nas na zewnątrz. Depozyt umiejscowiony był przy kilku wejściach na trybuny stadionu, a same bagaże kładzione na owych trybunach. Traf chciał, że nasza część(numery startowe od 6000 do 6999) ulokowana była tuż przy głośniku wychodzącym na zewnątrz, więc było trochę głośno. No i rano było dość zimno, w dodatku około 7 rano nad Chorzowem przeszła dość duża burza(nawet współczułyśmy ultramaratończykom, którzy startowali o 7:30), co jeszcze bardziej ochłodziło powietrze. Co prawda nie znałam pozostałych dwóch dziewczyn, do których zostałam przydzielona, ale jakoś dałyśmy radę. W końcu to nie sztuka odbierać bagaż z naklejonym numerem startowym zawodnika(a ci odnosili je prawie do 10:40, kiedy wystartowała ostatnia grupa półmaratończyków) i odkładać je na odpowiednie miejsce. A potem robić to samo, tylko w odwrotnej kolejności. Przy okazji można było rzucić okiem na biegaczy finiszujących na bieżni Stadionu Śląskiego.
Jedyny mankament tego wszystkiego to dojazd. Aby dotrzeć na zbiórkę o 6:00 pod bramy chorzowskiego stadionu musiałam wstać o 3:15 rano. W dodatku na Internecie jest jakiś błąd z godzinami odjazdu autobusów do K-c, bo ten, którym chciałam jechać w rzeczywistości był(i tak jest podany na tablicy przystankowej) kwadrans później. Czyli mogłam sobie te 15 minut dłużej pospać. A tak 15 minut dłużej czekałam na przystanku. Na szczęście w K-ch niemal natychmiast miałam tramwaj(też niezgodnie z rozkładem, ale tu mi wyszło na plus), który dowiózł mnie niemal pod same bramy stadionu. No dobra, przesadziłam, bo pod bramę musiałam sobie dojść, jednak jak panikowałam, że nie zdążę na czas, tak w ostateczności czekałam sobie na wejście. Wczesna pobudka dała mi we znaki ok. 12, kiedy zaczęłam odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Najlepsze jest to, że dzień wcześniej kupiłam sobie napój energetyczny. Normalnie nie piję takich rzeczy, ale jak wiecie - tonący brzytwy się chwyta. Jeden energetyk na X lat(nawet studia przeżyłam bez żadnych "wspomagaczy") raczej nikomu nie zaszkodził... I może wszystko byłoby dobrze, gdybym całkiem o nim nie zapomniała i nie zostawiła go w domu. To chyba pierwsze oznaki starości. W każdym razie jakoś dobrnęłam do 14, potem kimałam w autobusie, ale musiałam się pilnować, żeby nie przespać mojego przystanku. W domu położyłam się "tylko na chwilę"(bo przecież trzeba o 17 lecieć do kościoła na różaniec), a obudziłam się dzisiaj rano. Że też Puśka mnie nie obudziła... Trochę się wystraszyłam, że przespałam nawet poniedziałek, wkrótce z ulgą odkryłam, że jednak nie.
P.S. Bardzo dziękuję za każdy pozytywny komentarz pod fragmentem mojego wierszowanego opowiadania o dwóch Aniołach Stróżach. Każdy z nich sprawił uśmiech na mojej twarzy. Cieszę się, że moja skromna twórczość podoba się komuś więcej, niż dzieciom pani Mery Poppins. Z okazji kolejnej rocznicy wyboru Karola Wojtyły na papieża chciałabym umieścić fragment mojej opowiastki dotyczący tego wydarzenia - jest ktoś chętny na takie coś?. Jednocześnie muszę uważać, aby nie popaść w zbytnią pychę i samouwielbienie(zresztą codziennie się o to modlę), bo to do niczego dobrego nie prowadzi.
pamiętaj o odpoczynku Karolinko :)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Karolinko!
OdpowiedzUsuńTo nie są pierwsze oznaki starości ale po prostu przemęczenie.
Zwolnij, Kochanie.
Ślę Ci moc serdeczności:)
Dobrze, że wypoczęłaś. Czasem potrzeba takiego resetu. Tym bardziej, że Ty biegniesz przez życie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Opowiastce mówię zdecydowane Tak:)
OdpowiedzUsuńA ta oznaką starości sympatyczna 😂
Oj zwolnij trochę zdecydowanie ! A takie wolontariatu pozazdrościć. To wielka impreza . Podziwiam Twój apetyt na życie, inni dawno by się poddali. Dopóki coś robisz wiesz że żyjesz i nie masz czasu się nad sobą użalać. Podziwiam takich ludzi i bardzo cenię !!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
To miałaś też maraton, niewyspanie, przemarzniecie to równa się długi sen.Wazne że jesteś zadowolona.
OdpowiedzUsuńKarolinko, oczywiście, że chcę przeczytać Twoje opowiadanie.
OdpowiedzUsuńBuziaczki.
To na tym stadionie będzie za rok Memoriał Kamili Skolimowskiej? To może zobaczysz jak rzucił dyskiem mój ulubiony olimpijczyk,kochany Piotr Małachowski? Ty lubisz takie zawody Karolinko? Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKochana
OdpowiedzUsuńPrzemęczasz się, ale skoro lubisz wypełniać czas pożytecznymi sprawami, to dobrze🤗
Pozdrawiam najmilej🧡🌻😀
Karolinko, w tych czasach bardzo istotna jest dbałość o własne zdrowie. Chyba zdajesz sobie sprawę z niedomagań organizacyjnych służby zdrowia. Lepiej samemu nie wywoływać wilka z lasu. Zyczę Ci odpoczynku, Karolinko :)
OdpowiedzUsuń