Dzisiaj rano pisałam kolejny egzamin - tym razem z historii wychowania. Łatwo nie było, tym bardziej że materiał sięgał jeszcze w czasy istnienia starożytnej Mezopotamii. No i nie ukrywajmy, pytania były bardzo szczegółowe. Może piątki z tego nie będzie, ale i nie przewiduję poprawki. Jeszcze tylko dotrwać do przyszłego poniedziałku, kiedy mam część ustną egzaminu z języka niemieckiego i... witajcie wakacje! No bo nawet jeżeli podwinie mi się na czymś noga, to raczej nie będzie koniec świata. Nauczę się na termin poprawkowy i mam nadzieję, że wtedy zdam.
I pomyśleć, że jeszcze wczoraj biegłam w "Biegu Bohaterów" zorganizowany z okazji 100-lecia przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Dzisiaj po raz pierwszy obchodzone jest to nowo ustanowione święto. Jednak na dzień biegu wybrano niedzielę, co jest w zasadzie logiczne, zważając na to, że w tygodniu ludzie mogliby aż tak licznie nie przybyć. Tymczasem na starcie zameldowało się ponad 1750 biegaczy, z czego sporą część stanowili Ukraińcy. Co prawda dystans nie był specjalnie długi, raptem 4,2 kilometra, jednak taka ilość osób i tak robi wrażenie.
Udział w biegu, a wcześniej siedzenie w depozycie, gdzie udało mi się załapać w ramach wolontariatu, okazał się dla mnie nie lada wyzwaniem. Bo oprócz tego, że musiałam się na niego zapisać, wysłać zgłoszenie na wolontariat, opłacić swój udział, to jeszcze musiałam z soboty na niedzielę dotrzeć do stolicy Górnego Śląska z drugiego końca Polski. Tak się bowiem złożyło, że w miniony długi weekend w Szczecinie odbywały się 50 Paralekkoatletyczne Mistrzostwa Polski, w których też brałam udział. Cała ekipa wracała busem w niedzielę, ale w takim wypadku nie mogłabym wziąć udziału w biegu. Na szczęście udało mi się jeszcze kupić bilet na nocny pociąg, dzięki czemu mogłam połączyć jedno z drugim.
Ponieważ wcześniej nie miałam jak, swój pakiet startowy odebrałam w niedzielne przedpołudnie. Rok temu całe przedsięwzięcie miało miejsce w katowickim Spodku, teraz jednak z powodu przygotowania obiektu pod Światowe Forum Miejskie(gdzie też mi się udało dostać na wolontariat), biuro zawodów zostało przeniesione do gmachu Muzeum Miejskiego. Tak właściwie to jeszcze mnie tam nie zawiało, na szczęście wszystko było bardzo dobrze oznaczone. Po dotarciu do biura zawodów odebrałam mój pakiet startowy oraz życzenia powodzenia w biegu. Na pakiet zawodnika składał się numerek startowy, koszulka techniczna, zakładka do książki, frotowa opaska na rękę oraz worek.
Wolontariusze depozytu mieli swoje spotkanie dopiero o 16:15, zaś sam depozyt działał od 17:00 do 18:00. Tutaj znowu otrzymałam koszulkę techniczną(ale z zeszłego roku), którą narzuciłam na tą, w której biegłam oraz identyfikator. A ponadto mazaki, naklejki oraz worki na rzeczy, które startujący nam zostawiali. Miałam bojowe zadanie - wypisywanie ich numerów startowych. A potem drugi wolontariusz naklejał je na worki i podawał kolejnemu, stojącemu w autobusie, a ten już kładł go zgodnie z kolejnością. Jednym z ostatnich bagaży był mój plecak, do którego wrzuciłam wierzchnią koszulkę i identyfikator. Autokar z pozostałymi wolontariuszami i depozytem odjechał w kierunku Parku Śląskiego, gdzie była meta biegu, a ja poszłam pod słynny Pomnik Powstań Śląskich, skąd którego startowaliśmy.
W zeszłym roku start biegu był o godzinie 16:00, ale z powodu pandemii, startowaliśmy w grupach co 5 minut. To nie było mądre rozwiązanie - nie dość że żar się lał z nieba, to jeszcze z powodu tego, że większość trasy biegliśmy po asfalcie, wszystko to odbijało się od powierzchni. Większość z nas dobiegła na metę podwójnie zmęczona: trasą i upałem. W tym roku start odbył się ponad dwie godziny później, co uważam za dobry pomysł - nie dość, że nie było już takiego gorąca, to jeszcze, po przebiegnięciu mniej niż połowy dystansu, można się było osłonić w cieniu dawanym przez zmierzające ku zachodowi słońce.
Do tego momentu trzeba było jednak dobiec. Po wystartowaniu o godzinie 18:15 spod wspomnianego Pomnika Powstań Śląskich obiegliśmy 3/4 charakterystycznego ronda w centrum miasta i pobiegliśmy trasą w kierunku Chorzowa. Ruch na ulicy oczywiście był na czas wydarzenia wstrzymany, więc kierowcy musieli albo jechać jakimiś bocznymi ulicami, wiaduktami i tunelami albo czekać, aż przebiegnie ostatni zawodnik. Tak samo wstrzymany był ruch na przejściach dla pieszych. Wydawać by się mogło, że takie rozwiązanie wyprowadzi ich z równowagi. Tymczasem nawet kierowcy powychodzili ze swoich samochodów i pozytywnymi okrzykami dopingowali mijające ich osoby.
Po przebiegnięciu pierwszego 1,5 kilometra drogą szybkiego ruchu skręcaliśmy w prawo, pomiędzy biurowcem Tauronu, a Centrum Handlowym "Silesia City Center"(wiem, że osobom nieznającym Katowic niewiele to mówi, ale po sesji i WUF planuję przejść się tą trasą i ją obfocić), w ulicę Ściegiennego. Tutaj to już w ogóle wstrzymano ruch tramwajowy, abyśmy mogli bezkolizyjnie przedostać się na drugą stronę torów. Oczywiście znowu do ostatniego biegacza. Ulicą Ściegiennego biegliśmy ok. kilometra. W przeciwieństwie do drogi szybkiego ruchu, tutaj budynki i drzewa przyjemnie osłaniały nas przed gorącymi promieniami słonecznymi. W dodatku od pewnego momentu było ciut z górki i nogi automatycznie niosły w dół. Od razu wstąpiły we mnie nowe siły, zresztą do mety pozostało już mniej niż połowa dystansu.
Na końcu ulicy Ściegiennego skręcaliśmy tym razem w lewo, w ulicę Krzyżową, która przechodziła w ulicę Bukową. Na skrzyżowaniu wspomnianych ulic oraz prawie prostopadle do nich leżącej ulicy Dębowej (zresztą ta dzielnica Katowic nosi nazwę Dąb) i ulicy Agnieszki został ustawiony wąż a'la strażacki, z którego tryskała kurtyna wody. Zmęczeni biegacze mogli się nieco ochłodzić przebiegając przez nią. Sama tak zrobiłam, co znowu nieco dodało mi sił. Przede mną było jeszcze ok. 1,2 km trasy.
Z Bukowej wbiegało się w małą boczną drogę, która prowadzi do Parku Śląskiego, a następnie ponownie skręcało w lewo, w ulicę Złotą. Teraz mieliśmy coraz więcej kibiców, którymi byli ludzie albo idący do Parku Śląskiego, albo z niego wracający. A ponieważ byłam raczej na końcu niż na początku peletonu, to dodatkowo dopingowali mnie(i oczywiście innych biegaczy) ci, którym udało już się ukończyć bieg.
W pewnym momencie trasa skręcała w aleję dojazdową. Ostatnie kilkaset metrów pokonałam w cieniu drzew. Na metę wpadłam 40 minut i ileś tam sekund po starcie, co oznacza, że poprawiłam swój wynik sprzed roku o 4 minuty. Miłe zaskoczenie, tym bardziej że specjalnie się nie przygotowywałam do tego biegu. Na mecie czekał na mnie medal i butelka wody. Tylko chyba stała ona w słońcu, bo była dosyć "ciepła". Nie marudźmy jednak - ważne, że była.
Po chwili odpoczynku poszłam szukać autobusu, w którym był depozyt. W końcu byłam w nim wolontariuszem i zawsze mogli potrzebować mojej pomocy. Na miejscu okazało się jednak, że największy boom już za nami, a teraz przychodziły tylko pojedyncze osoby. Szybko zamieniłam medal na identyfikator i założyłam tą drugą koszulkę - nawet jeżeli nie potrzebowali tak bardzo już mojej pomocy, to warto podkreślić swoją identyfikację z nimi.
Po wydaniu ostatniego bagażu kierowca autokaru odwiózł chętnych do Katowic. Wysiedliśmy pod głównym oddziałem ING w mieście. Tam każdy z nas otrzymał certyfikat wolontariusza i mogliśmy się rozejść, każdy w swoją stronę. Udałam się więc na ul. Skargi, z której odjeżdżają autobusy w moim kierunku. Akurat na stanowisku stał jeden z nich, w dodatku tzw. przyspieszony(mija Sosnowiec, a dzięki temu zaoszczędza ok. 20 minut jazdy, w każdym razie przejazd do mnie trwa ok. 30 minut). Co prawda zamknął mi drzwi przed nosem, jednak po tym, jak ktoś dobiegł i kilka razy łupnął w nie pięścią, na nowo je otworzył.
To był intensywny, ale piękny dzień! Znowu tysiące biegaczy wystartowało po to, aby uczcić kolejną ważną rocznicę dla naszego regionu. Ja też jestem zadowolona, może nie dobiegłam jako jedna z pierwszych, ale dobiegłam. W końcu "jeśli łatwo rezygnujesz - nie zwyciężysz. Wygrywasz wtedy, kiedy nie rezygnujesz nigdy"(Alex Schodman). Dla mnie zwycięstwem nie jest jakieś najwyższe miejsce na podium. W końcu miejsca są trzy, a biegaczy ponad tysiąc. Dla mnie zwycięstwem jest danie z siebie wszystkiego, co mogę dać w danej chwili. Mogę dobiec jako ostatnia, daleko za peletonem. Ale wewnętrznie będę wygrana - wszak miałam nigdy nie stanąć na nogi, a tym czasem biegam kilometrami. To się nazywa życiowe zwycięstwo.
Podziwiam Cię Karolinko , jak Ty dajesz radę to wszystko ogarnąć ??? Tak się składa że wiem gdzie jest TAURON i gdzie jest ulica Ściegiennego. Bywałam tam dość często w trakcie mojej pracy .Zresztą TAURON to był kiedyś nasz macierzysty zakład. O tym że dziś uchwalili Święto Powstań Śląskich też słyszałam. Jeszcze rez brawa dla Ciebie !!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Niedaleko, bo na Grażyńskiego jest Wydział Nauk Społecznych, gdzie studiuję pedagogikę. Miło czytać, że znasz te tereny :). Szczerze powiedziawszy to nie mam większych problemów z ogarnięciem tego wszystkiego, chociaż czasami zaczyna mi już brakować czasu. Ale jak długo będę miała siłę, tak długo będę działać. Pozdrawiam
UsuńNiezmiennie jestem pod wrażeniem Twojej aktywności :)
OdpowiedzUsuńSą tacy, co są aktywni jeszcze bardziej :). Pozdrawiam
UsuńTytan z Ciebie, sporo wysiłku ,upał, nocny pociąg, trzeba naprawdę się sprężyć, gratuluję siły, wytrwałości i biegu.Pozdrawiam .
OdpowiedzUsuńDziękuję - czasami trzeba się zmobilizować, aby coś osiągnąć. Pozdrawiam
UsuńZnowu BIEG! Można dostac zadyszki od samego czytania :-))
OdpowiedzUsuńWywołałaś u mnie salwy śmiechu tym komentarzem :D
Usuńłał ale intensywny dzień - podziwiam i to bardzo twe zaangażowanie :) Bardzo wyczerpujący dzień - ale najważniejsze ze sprawiający przyjemność i dający satysfakcje tak trzymaj :) pozdrawiam serdecznie jesteś wielka
OdpowiedzUsuńO tak, był on tak wyczerpujący, że potem padłam do łóżka jak kawka. Pozdrawiam
UsuńChciałabym mieć choć połowę twej energii :)
OdpowiedzUsuńEgzamin na pewno dobrze ci poszedł, jesteś bardzo pilną studentką :) I podziwiam, że przy tylu zajęciach na uczelni i różnych wolontariatach masz jeszcze ochotę na bieganie. Brawo Karolinko, brawo ! Wielu młodych powinno brać z ciebie przykład....starszych zresztą też ;) Uściski ślę.
Na szczęście sesję zdałam za pierwszym razem, z czego bardzo się cieszę. Lubię biegać, może nie jestem najszybsza, ale daje mi to sporo radości i przyjemności. I kiedy tylko mogę - biorę udział w zbiorowych biegach. Pozdrawiam
UsuńBardzo serdecznie gratuluję, świetny czas.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo. Pozdrawiam
UsuńW kategorii Debeściaków jesteś Najlepsza !! ;o)
OdpowiedzUsuń:D, :D, :D, jednak znam większych ode mnie
UsuńJesteś Strong Woman :D W kategorii wytrwałości i ambicji żaden Pudzianowski nie może się z Tobą równać :)
OdpowiedzUsuńOby tylko mnie te moje ambicje nie przerosły :). Pozdrawiam
UsuńKażdym takim działaniem udowodniłaś , że potrafisz zwyciężać!
OdpowiedzUsuńW końcu dopóki się walczy, jest się zwycięzcą! Pozdrawiam
UsuńBrawo Karolinko, wspaniale się realizujesz. Serdeczności:)
OdpowiedzUsuńStaram się :). Pozdrawiam
UsuńPodziwiam Twoje zaangażowanie . Aż wstyd się przyznać że mi się czasami po prostu nie chce a ty każdą chwilę wykorzystujesz na bycie lepszą. Ale przecież jesteś NAJLEPSZA :-).
OdpowiedzUsuńNie, nie da się być najlepszym. Bycie najlepszych kojarzy mi się z byciem ponad innymi, a to nie moja bajka... Każdy dąży do rozwijania swoich pasji - u mnie to bieganie, a u Ciebie rękodzieło :). Pozdrawiam
UsuńU nas w niedzielę było 37 stopni. O 17.
OdpowiedzUsuńStart w biegu po jeździe ze Szczecina.... Podziwiam kondycję i samozaparcie. Albo.. młodość :D
Pozdrowienia
Na szczęście miałam chwilę, aby się też przespać. Bez tego byłoby ciężko... Pozdrawiam
UsuńTy zawsze w biegu! podziwiam!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Od małego skazana na bieganie :D. Pozdrawiam
UsuńTakie to są życiowe zwycięstwa, które dają szczęście, hehe, Też nauczyłam się odnajdywać takie sukcesy od kiedy wiem, że mogłam być rośliną z krwiakiem mózgu :-D ps. Na pewno wiesz, że pisarz Twardoch walczy o suwerenność Śląska. Czytałam nawet wypowiedź, w której porównywał agresję Rosji na Ukrainę, z zaborczością Polski na Śląsk. Zarzuca Polsce niszczenie Śląskiej kultury, języka, mentalności. Czy Ślązacy często okazują protest ,że są postrzegani jako Polacy? Jeśli wiesz coś na ten temat napisz na moim blogu, proszę :-) Kamienica, którą u mnie podziwiałaś jest nazwana wydmuszką. Firma, która podjęła się renowacji zabytku w brew zapewnieniom zniszczyła wnętrze, nie odrestaurowali zabytku w środku, mieszkań, klatki schodowej, drzwi itp
OdpowiedzUsuńJa się wtrącę i polecę "Kajś" Zbigniewa Rokity - myślę, że dość rzetelnie i ciekawie opisuje kwestie tożsamościowe na Śląsku.
UsuńSeparatystką absolutnie nie jestem (patrząc na pochodzenie to nawet średnio mogę się nazwać Ślązaczką) i porównanie agresji na Ukrainę uważam za przesadzone (Rokita też porównuje do Ukrainy, ale nie w kontekście wojennym), ale co do niszczenia myślę, że Twardoch ma trochę racji - Niemcy Śląsk germanizowali, Polacy polonizowali i każdy starał się przede wszystkim wykorzystać region dla swoich potrzeb. Swoją drogą polskiemu Śląskowi obiecywano szeroką autonomię.
Ale nie kojarzę wielu Ślązaków, którzy będą zaprzeczać, że są Polakami - choć przy okazji spisu powszechnego za każdym razem namawia się do zadeklarowania narodowości śląskiej.
Jakoś nigdy nie odczułam, aby Ślązacy protestowali, że są częścią Polski. Taki był wybór ich przodków, a oni go szanują.
UsuńTo prawda, to jest bezdyskusyjne zwycięstwo! Do tego energii masz za kilka osób!
OdpowiedzUsuńTo wyżej to ja :)
UsuńCzasami sił zaczyna mi jednak brakować. Pozdrawiam
UsuńPodziwiam, tak dużo w Tobie chęci przeżycia swojego czasu tak bardzo aktywnie.
OdpowiedzUsuńJeszcze raz napiszę, podziwiam.
Tylko że ja naprawdę nie robię nic wielkiego ani szczególnego
UsuńKarolinko, Ty zawsze dajesz z siebie wszystko i żyjesz na pełnej petardzie. Brawo!
OdpowiedzUsuńStaram się :)
UsuńPodziwiam tyle aktywności i bieg w takim upale, jesteś wielka :). Egzaminy myślę, że też zaliczyłaś bezproblemowo <3
OdpowiedzUsuńJaka tam wielka, mierzę tylko 1,54 m wzrostu :D
UsuńJestem pełna podziwu dla Ciebie i wytrwałości w tych biegach. Ja nie umiem zmobilizować siebie do ćwiczeń, żeby trochę z brzucha zjechać. Zazdroszczę Ci tego samozaparcia do sportu.
OdpowiedzUsuńZ tym samozaparciem to różnie bywa, zwłaszcza kiedy coś lub ktoś mnie demobilizuje do działania. Pozdrawiam
Usuń