Zastanawiam się, co też ma w sobie słynny obraz mistrza Leonarda da Vinci, "Ostatnia wieczerza", że stał się inspiracją do powstania niejednego thrillera, w którym pojawia się on niejako w roli głównej. Swego czasu głośna była powieść Dana Browna - "Kod Leonarda da Vinci", w której autor postawił dosyć śmiałą tezę, jakoby Jezus i Maria Magdalena byli parą, a jedna z czołowych bohaterek powieści finalnie okazałą się członkiem tego klanu. I chociaż powieść wywołała globalny skandal, w który włączył się także papież, to ostatecznie okazała się bestsellerem. Może właśnie z powodu tego zamieszania? Też przeczytałam "Kod", co prawda już wtedy, kiedy nieco o niej ucichło (a konkretniej przed wyjazdem do Francji) i jakoś nie wpłynęło to na moją wiarę. Ale może dlatego, że bardziej zwracałam uwagę na obiekty umieszczone w fabule książki, niż na historię miłości.
W podobnym klimacie została napisana "Tajemnicza wieczerza" Javiera Sierra. Różnica pomiędzy nią, a "Kodem" polega na tym, że "Tajemnicza wieczerza" rozgrywa się w końcówce XV wieku, kiedy Leonardo da Vinci malował jeden ze swoich najsłynniejszych obrazów, tymczasem akcja "Kodu Leonarda da Vinci" rozgrywa się w czasach współczesnych. Zresztą ostatnia przeczytana przeze mnie książka tego autora, "Upadły Anioł", niezbyt do mnie przemówiła, toteż dałam Sierra'emu jeszcze jedną szansę (bo jednak "Błękitna Dama" mi się podobała). I nie zmarnował jej.
Tytuł: "Ostatnia wieczerza"
Autor: Javier Sierra
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 335
Akcja książki toczy się w 1497 roku z perspektywy mnicha Augustina Leyre. Ponieważ zajmuje się on m.in. rozwiązywaniem zagadek i łamaniem szyfrów, w trybie pilnym zostaje wezwany do Mediolanu, gdzie w jednym z kościołów znany już powszechnie Leonardo da Vinci kończy fresk "Ostatnia wieczerza". Wszystko dlatego, że papież Aleksander II otrzymuje anonimowe listu sugerujące, że artysta ukrył w swoim dziele przekazy, które są niezgodne z uznawaną doktryną Kościoła Katolickiego. Augustin staje przed niełatwym zadaniem odkrycia, co tak naprawdę skrywa malowidło, które niebawem ma ujrzeć światło dzienne.
Początek książki czytało mi się dosyć topornie i myślałam, że skończy się tak, jak w przypadku "Upadłego anioła" - że raczej przemęczę, niż przeczytam całość. Jednak po kilku rozdziałach akcja rozkręciła się na tyle, iż czytałam kolejne strony z wypiekami na twarzy. Klasztor co raz odkrywał przede mną kolejną swoją tajemnicę, zaś zabójstwo jednego z mieszkających w budynku braci spowodowało, że po moim grzbiecie przebiegł dreszcz. Co prawda czasami gubiłam się w akcji, nie wpłynęło to jednak zbytnio na moją ogólną ocenę książki. A oceniam ją dość dobrze. Może Javier Sierra nie jest rozpoznawany tak bardzo, jak wspomniany Dan Brown, jednak talentu do tworzenia thrillerów mu nie brakuje.
Trzymajcie się ciepło!

Ja miałam odwrotnie, najpierw Paryż, potem "Kod"...;o) Skandal pamiętam doskonale i do dzisiaj mnie bawi jak Watykan dał się wkręcić w promocję "Kodu", z "Potterem" było podobnie...;o)
OdpowiedzUsuńUwielbiam serię Dana Browna o Robercie Langdonie, ale ja nie o tym. Chciałam napisać, że nie rozumiem tej kościelnej histerii na temat seksu, mówiąc przejrzyście, bo do tego się to wszystko sprowadza. Z jednej strony głosi się, że Jezus przyjął ludzkie ciało z wszystkimi jego następstwami, z psuciem się zębów i poceniem nóg włącznie, ale za żadne skarby świata nie mógł mieć kobiety. Bo co?! Czy miłość razem z jej cielesnymi przejawami uwłacza człowieczeństwu? To na jaką cholerę Bóg stworzył człowieka w dwóch różnych wersjach i zdolnych do rozmnażania nie przez pączkowanie?
OdpowiedzUsuńI tylu ilu jest pisarzy czy też artystów, a może pseudo twórców wszelakich to tyle jest historii. Czasami coś sprawdzam doczytuje i się za głowę łapię, a to kochankę domalował a to obrzędy własnego natchnienia itd Na obrazie mamy szklanki i rzekomą niewiastę podobno ;) Ciekawie zabrzmiało a im większy skandal to i sprzedaż zyski przynosi :) pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńByłam zachwycona Ostatnią wieczerzę. Cykl Dana Browna o Robercie Langdonie czytałam jednym tchem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Pewnie mistrz Leonardo gdzieś tam w zaświatach się śmieje, widząc jakie interpretacje i teorie spiskowe przypisuje się jego freskowi.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Karolinko - Małgosia X