Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 12 maja 2023

1582. Mam nadzieję, że dotrze na czas

Kilka wpisów wcześniej pisałam o tym, że zepsuł mi się aparat fotograficzny. Zaniosłam go do serwisu w nadziei, że uda się go jakoś naprawić. Wczoraj dostałam SMSem odpowiedź zwrotną, że ze wzglądu na to, że model ten jest dosyć rzadkiej firmy, to nie ma nawet jak sprowadzić części zamiennych. Postanowiłam więc, że kupię nowy model. Ten uszkodzony co prawda od biedy mógłby być, ale na moje oko, to ta czarna plama jakby się powiększała. Wiem, pewnie sobie teraz większość z Was pomyśli, że niepotrzebnie robię problem, bo przecież każdy smartfon ma dzisiaj dość dobrej jakości aparat fotograficzny. Tylko, że ja w dalszym ciągu posługuję się "przedpotopową" komórką. Owszem, kilka razy próbowałam coś sfotografować czyimś sprzętem, ale nie za bardzo mi to szło. Smartfony są zbyt cienkie, abym mogła je pewnie chwycić. 
Wybrałam model taki sam, jak mój pierwszy aparat cyfrowy, kupiony tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Tyle że czarny (wcześniej miałam srebrny). Rano zrobiłam przelew (brawo dla sklepu, który pięć minut po zakupie nie "krzyczał" o przelanie pieniędzy), wieczorem były już na koncie sprzedawcy, o czym poinformował mnie meil. Teraz już tylko pozostaje czekać, aż przesyłka będzie już u mnie. Mam nadzieję, że dotrze w najbliższym tygodniu.

Właśnie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że przez wyjazd, a następnie przez Boże Ciało (a raczej wolne po nim), niektóre zajęcia będziemy mieli dopiero... 23 czerwca. Minus sytuacji - będzie to już ich zaliczenie. Na szczęście nie jest to nie wiadomo jak duży ogrom informacji, więc jakoś się to ogarnie. Co prawda już widzę, że nachodzą mi na siebie zaliczenia na obydwóch kierunkach, jednak już wczoraj rozmawiałam na temat takiej ewentualności z panią Doktor z pedagogiki i mam od niej zielone światło na ewentualność pisania w innym terminie. A więc mam nadzieję, że wszystko się uda.

Dzisiaj powinnam jechać na Pierwszą Rundę tegorocznego Grand Prix w Paralekkoatletyce. I pewnie pojechałabym, gdyby treningi były treningami, a nie jakąś ich parodią. Bo dla mnie tak to wygląda. Robić byle co i byle jak. Trener twierdzi, że trenowanie niepełnosprawnych to jego życiowa pasja, ale jego postawa i stosunek stanowczo temu przeczy. Pasję do trenowania nas to miała Gusia - dla każdego miała indywidualny plan, który konsekwentnie realizowała na treningach, poświęcała nam całe zajęcia, biegając pomiędzy boiskiem, gdzie trenowali biegacze, a siłownią, gdzie trenowali rzucacze (latem było łatwiej, bo wszyscy trenowaliśmy na boisku). Motywowała, wspierała, można było z nią o wszystkim porozmawiać. A ile razy towarzyszyła mi w biegu - niezliczę. No i mieliśmy jakieś wyniki. Teraz wszyscy robimy to samo, w myśl zasady - motoryka jest najważniejsza. Nie pamiętam, kiedy ostatnio biegałam, że biegałam. Chyba za poprzedniego trenera. Obecny nawet nie mierzy nam czasów, chociaż bez przerwy klika w komórkę. Motywacja? Pełne pretensji: "No rozgrzewać się! No ruszać się!". Dzieciakom to już w ogóle nie poświęca czasu... Ech, no przykre to wszystko. Zwłaszcza, że dostaje na nas pieniądze. Może gdyby wypłata była uzależniona od wyników bardziej by się angażował?

Pędzę więc na nabożeństwo majowe. Kocham Litanię Loretańską, już w klasie 3 podstawówki znałam ją całą na pamięć. Nauczyłam się jej w najprostszy sposób - po prostu chodziłam na nią przez cały maj rok wcześniej. W sumie dalej potrafię ją odtworzyć z pamięci, mam jednak problem z umiejscowieniem tych nowych wezwań. A może po prostu potrzebuję jeszcze trochę czasu, aby mi one weszły w odpowiednim miejscu do łepetynki? Pamiętam czasy, jak schola śpiewała na tych nabożeństwach (czasami tylko ja i moja siostra), pamiętam, jak podczas nabożeństwa były odmawiane wieczorne modlitwy salezjańskie. A teraz? Teraz nie ma ani jednego, ani drugiego. Szkoda...

16 komentarzy:

  1. Mam nadzieję że aparat szybko będzie dostarczony .Majowe są piękne, ja lubię Wezwania do MB.Karolinko, dzisiaj się wszystko zmienia.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trener chyba nie traktuje poważnie ani was, ani swojej pracy!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem bardzo wierząca i na majowe spotkania nie chodzę, ale muszą być super w tym pięknym kwieciu zwłaszcza w kwitnących bzach, a mam nadzieję że takowe macie niedaleko.
    Co do aparatu to mam nadzieję że szybko będzie u Ciebie. Tez nie robię zdjęć komórką mimo że mam w niej dobry aparat, chyba że gdzieś jadę ale w domu zawsze robię aparatem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Aparatem jakoś łatwiej się kadruje, lepiej leży w ręce. I jak porównuję zdjęcia, to jednak wychodzą lepsze - oprócz nocnych i takich w słabym świetle, bo z nimi mój aparat radzi sobie słabo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę Ci dobrego czasu w maju i oby aparat szybko dostarczono :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ze mnie fotograf żaden, ale czasami przez przypadek ładny kadr uchwycę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś często używałem swojego starego aparatu Sony, 10 megapikseli robiło wtedy wrażenie. Dziś takie możliwości ma pewnie połowa smartfonów na rynku. Teraz niby mam aparat w komórce, a jednak nie mam chęci robić żadnych zdjęć. W perspektywie mam odziedziczenie aparatu po niedawno zmarłym wujku, nie wiem o tym sprzęcie za dużo, nawet czy to lustrzanka czy cyfrowy aparat. Hmmm... Może wróci mi chęć do robienia zdjęć nim?

    Na razie to marzenie ściętej głowy jeśli o występ grupy Hey chodzi. Ale może za rok, albo dwa lata znudzi się wszystkim solowe działanie i się zejdą. Bo podobno jest to zawieszenie, a nie rozwiązanie grupy.

    Czasem mam wrażenie, że cały świat staje się byle jaki i nie dla mnie. Jakoś nie nadążam za pewnymi trendami, zmianami itp. Czasem po prostu tęsknię za pewnego rodzaju pewnością i prostotą jaką niosła (dla mnie przynajmniej) połowa lat 90. gdy chodziłem do podstawówki.

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zmień Klub i Trenera...;o) Szkoda Twojego zaangażowania na taki marazm...;o)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tak jak Ania Iwańska - chociaż mam dobry aparat w komórce, to nie lubię nim robić zdjęć, tylko używam zwykłego aparatu. Jakoś tak moja dusza dinozaura nie może do końca zżyć się z faktem, że zdjęcia robi się telefonem:):):)
    Uściski - Małgosia X

    OdpowiedzUsuń
  10. Niech aparat przybywa w mig. Mój też się psuje i to coraz bardziej, bezczelny, już go skarciłam. :) Trener to nie jest i na pewno nie z powołania. Klika na telefonie, zamiast motywacji wali głupie teksty... badziew, a nie trener. Szkoda na niego czasu. Nie z Tobą takie numery, niepotrzebny Ci taki badziew w życiu. Jesteś zdolna, silna i nie będzie Ci taki człowiek psuł radości, niech znika!!!! Tu potrzeba kogoś takiego, jak opisałaś te Panią, to była trenerka! Takiego trenera życzę, a panu podziękujemy! Pozdrawiam cieplutko. :****

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś się te aparaty zmówiły, czy co ? Mój też zepsuty..wypadł mi z ręki i utknął w trakcie jednej funkcji . Telefonem niby mogę i robię, ale w pomieszczeniu zawsze kolory nie takie, a na dwór nie zawsze można. Więc trzymam kciuki,żeby ten nowy dotarł do ciebie jak najszybciej i bardzo długo ci służył.
    Trenera należałoby zmienić jak taki obibok.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tym aparatem fotograficznym, to racja, teraz smartfony naprawdę robią robotę - jak dobre małe cyfrówki niegdyś 😉 Osobiście mam kłopot, bo cały czas przechowuję w domu Kodaka i tak sobie leży. Leży z sentymentu, bo natrzaskałem nim trochę zdjęć. Co do trenera, to rzeczywiście słabo 🤨 Coś się gościu nie przykłada i trzeba mu to jakoś zasygnalizować, żeby się ogarnął jak kasiorę bierze 😉

    OdpowiedzUsuń
  13. Pocieszę Cię, że ja też nie lubię robić zdjęć telefonem chociaż mam model z dobrym aparatem. Zdecydowanie wolę większy i lepiej leżący w dłoni aparat fotograficzny, bez którego nie wyobrażam sobie ani życia, ani podróżowania. Pisałam Ci jakiś czas temu, że niedawno mój aparat też spędził dwa tygodnie w serwisie, na szczęście wymiana autofokusa okazała się tańsza niż kupno nowego aparatu, chociaż kiedy czekałam na wycenę kosztów brałam pod uwagę kupno nowego sprzętu. Ale okazało się, że odratowany staro, jupi jupi.
    Szkoda, że Twojego aparatu nie udało się naprawić ale mam nadzieję, że polubicie się z nowym aparatem z wzajemnością. Życzę Ci wielu pięknych kadrów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakbym słyszała moja córkę, co wyprawia z nimi Pan na zajęciach z wychowania fizycznego. Identyczna sytuacja... Jaki mają autorytet do naśladowania... Rozumiem telefon potrzebny w tych czasach bo bez niego ani rusz... Denerwuje mnie to troszkę, przeraża wręcz bo kiedyś było inaczej. Bez pośpiechu, bez gadania o pieniądzach, zez marudzę IQ, na swoich zasadach. Ja też lubię zdjęcia robić swoją starą lustrzanką nie jakąś wypasioną... Nie potrzebne mi to... Ale nie, dzisiaj rządzi lepsze, droższe bo fajniejsze. Niech Ci nowy aparat służy... Najważniejsze co masz do przekazania a reszta to dodatek. Trzymaj się cieplutko. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Doskonale Cię rozumiem... U mnie też "przedpotopowa" komórka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobry aparat to ważna sprawa kupiłam niedawno nowy . No i tak bywa, że ludzie jak wasz trener zapominają co jest ich pracą i za co im płacą. Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie 😊🌞😊






    OdpowiedzUsuń