Krótki ten tegoroczny adwent, bo trwa jedynie 22 dni. To najkrótsza jego wersja, jaką przewidział obowiązujący kalendarz. W ostatnią, czwartą niedzielę, zasiądziemy do wigilijnego stołu, podzielimy się z najbliższymi białym opłatkiem, złożymy życzenia. A nawet jeżeli tak nie będzie, to przecież po samotnej kolacji (której nikomu nie życzę), można zapukać do sąsiada czy też wybrać się na dłuższy spacer, a nawet zasiąść przed ulubionym serialem w telewizji lub na komputerze. Możliwości jest mnóstwo. Trzeba tylko dobrze wybrać.
Tak samo jak wiele jest możliwości przeżycia adwentu. Można nic nie robić. Można spędzić go na tym, co robi się zazwyczaj. A można po prostu czuwać. Co to znaczy "czuwać"? Myślę, że ciekawie wytłumaczył to Jan Paweł II w poniższym cytacie:
Ktoś może powiedzieć, że 22 dni to za mało, aby przygotować się na przyjście Pana. A ja Wam mówię - w ciągu tych trzech tygodni można zdziałać bardzo wiele. Można wiele przemyśleć, poczytać, pobyć ze sobą.
Poza tym adwent ma nam przypominać, że zawsze należy czuwać i być przygotowanym na spotkanie z Panem. Bo nikt nie wie, kiedy to się stanie.

Ty czuwasz zawsze, we wszystkim, cokolwiek robisz. Masz siłę, chęci i energię.
OdpowiedzUsuńDrażni mnie to coraz bardziej groteskowe przesuwanie terminów. Zanim adwent minie, sklepy i reklamy zdążą nam obrzydzić święta i kolędy. Nie obchodzę świąt po katolicku, ale jestem tradycjonalistką.
OdpowiedzUsuń