Obchodzone rok rocznie święto Miłosierdzia Bożego, przypadające w drugą niedzielę wielkanocną, każe przystanąć na chwilę przed obrazem Jezusa Miłosiernego, który znajduje się w bardzo dużej ilości kościołów w Polsce i na świecie. Nie piszę, że we wszystkich, ale w wielu. Jak wiemy, został on namalowany według wskazań żyjącej w pierwszej połowie XX wieku siostry Faustyny Kowalskiej. Ta niepozorna zakonnica przez wiele lat swojego życia miała widzenia, w czasie których objawiał jej się sam Jezus Chrystus. Najważniejszą ich spuścizną, poza wspomnianym obrazem, jest "Dzienniczek", w którym zostały spisane owe objawienia wraz z obietnicami, które dał Jezus tym, którzy będą czcicielami Bożego Miłosierdzia. Jeden jego egzemplarz znajduje się na mojej półce. Lubię do niego sięgać. A nawet jest w nim jeden fragment, który stał się moją modlitwą w chwilach, w których czuję, że zbyt bardzo skupiam się na sobie:
"Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich, i przychodziła im z pomocą.
Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.
Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.
Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace.
Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.
Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój."
Święto Bożego Miłosierdzia poprzedziła nowenna. Nie wiem jak to było w innych kościołach, ale u nas w diecezji wierni spotykali się codziennie o godzinie 15:00, aby wspólnie odmówić Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Jak tylko pozwalał mi czas i siły, to dołączałam do nich.
Dzisiejsze święto przekazuje wiernym moc, jaka płynie z Bożego Miłosierdzia. Może go doświadczyć każdy grzesznik, jeżeli tylko skruszony przyzna się przed Bogiem do swoich win, których będzie szczerze żałował. Na myśl przychodzi mi tutaj dobry łotr, który w ostatniej chwili swojego życia nawrócił się i przyznał, że Jezus jest Synem Bożym. Niesie to za sobą nadzieję, że Bóg jest w stanie wybaczyć każdemu, kto tylko tego chce. Czasami boimy się udać do spowiedzi z obawy, że nie otrzymamy rozgrzeszenia. Ale tak sobie myślę, że nie jest powiedziane, że w takim przypadku nie dostaniemy odpuszczenia grzechów przez Boga. Kapłan, chociaż jest przedstawicielem Boga na Ziemi, to równocześnie jest też człowiekiem, który myśli po ludzku. No właśnie, po ludzku, a nie po Bożemu. Zresztą sama miałam taką przygodę, że za jedną rzecz nie dostałam rozgrzeszenia u jednego księdza, za to drugi stwierdził, że to samo nie jest grzechem, bo przecież nie zrobiłam tego specjalnie. I myślę, że Bóg będzie przez swoje miłosierdzie równie wyrozumiały, niczym kochający ojciec. To nie oznacza, że mamy żyć na zasadzie "hulaj duszo piekła nie ma", ale też nie powinniśmy się przyznawać do błędów, bo każdy ma do nich prawo.
Niedziela Miłosierdzia Bożego wieńczy też oktawę Wielkiej Nocy. Pierwszy raz w życiu przez cały ten okres prawie codziennie uczestniczyłam we Mszy świętej odkrywając tym samym, że każdego dnia przed śpiewem "Alleluja" odśpiewywana jest moja ulubiona "Sekwencja wielkanocna", którą mogę przywołać nawet obudzona w środku nocy. Znowu nie wiem, czy tak jest wszędzie, ale tam gdzie aktualnie uczęszczam tak właśnie było. Któregoś dnia po powrocie postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. Tym sposobem trafiłam na jej łacińską wersję, znaną jeszcze z czasów średniowiecza.
Nie jest to słowo w słowo to, co znane jest nam obecnie, wiele fragmentów jest wręcz innych w tłumaczeniu, jednak ogólny sens pozostał ten sam. Kilka razy sobie to przesłuchałam, nawet zapamiętałam niektóre frazy (co wbrew pozorom nie jest takie proste, kiedy z tyłu głowy ma się zakodowaną jakąś obeznaną melodię), a dzisiaj, ku mojej przeogromnej radości, miałam okazję wysłuchać tego utworu (znaczy się "Sekwencji wielkanocnej" w języku łacińskim) podczas Mszy świętej wieńczącej śniadanie wielkanocne w Duszpasterstwie Akademickim. Nie da się ukryć, że inaczej się tego słucha chociażby z komputera, a inaczej na żywo. To chyba najpiękniejsze muzyczne zwieńczenie oktawy wielkanocnej jakie mogłam sobie wymarzyć. A nawet nie, bo tak daleko moja wyobraźnia nie sięga. Teraz czas na rok pożegnać się z dźwiękami "Niech w święto radosne paschalnej ofiary...", choć niewykluczone, że gdzieś tam pod nosem będę ją sobie nucić.
Witaj Karolinko
OdpowiedzUsuńWiesz, że obraz namalowany wg wskazówek św. Faustyny jest dla mnie szczególny. Mam ich wiele wersji, z modlitwą, koronką w różnych językach. I nigdy żadnego nie kupiłam. Dane do mnie e przyszły. Znajdowałam je też dosłownie na ścieżkach moich wędrówek.
Pozdrawiam serdecznie
Ja mam kilka małych obrazków i jeden średni na ścianę. Pozdrawiam
UsuńWitaj, Karolino.
OdpowiedzUsuńNajbardziej podobał mi się Jezus Miłosierny A. Hyły:)
A pieśń piękna, także jedna z moich ulubionych, więc z przyjemnością wysłuchałam znalezionej przez Ciebie wersji.
Pozdrawiam:)
O tak, wspomniany przez Ciebie obraz ma w sobie to coś. Kiedyś nawet żałowałam, że to nie on wisi na kościelnych ścianach. Pozdrawiam serdecznie
UsuńPiękny fragment i modlitwa. Może dodać otuchy i pokory jednocześnie.
OdpowiedzUsuńKiedyś, kiedy jeszcze chodziłam do liceum, na scholi uczyliśmy się śpiewać pieśń napisaną na podstawie tychże słów. Aż żałuję, że jednak nie zdecydowaliśmy się na dłuższe jej wykonywanie. A potem albo gdzieś zaginął ten podkład, albo został zapomniany. A szkoda, bo zawsze czułam wzruszenie, kiedy ją wykonywaliśmy, chociażby na próbach. Pozdrawiam serdecznie
UsuńZawsze czuję wzruszenie kiedy ksiądz intonuje Sekwencję wielkanocną.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Karolinko.
Ja też. W zasadzie bardzo szybko nauczyłam się jej polskiej wersji na pamięć. I zawsze staram się ją nucić pod nosem. Może czas iść krok na przód i nauczyć się jej łacińskiej wersji? Jak myślisz Gosiu, jest to możliwe? Pozdrawiam serdecznie
UsuńWspaniała pieśń, poruszająca.
OdpowiedzUsuńZawsze mam ciarki, kiedy ją słyszę. Pozdrawiam
UsuńDzienniczek Siostry Faustyny, historia powstania obrazu, jego symbolika i przemiany jakie się dzieją z jego pomocą. To wszystko jest niezwykłe. Piękna pieśń. Pozdrawiam serdecznie 🤗
OdpowiedzUsuńZawsze mnie zadziwiała prostota piękna, jaka płynie z "Dzienniczka siostry Faustyny". Ta kobieta sama w sobie była niezwykła i nietuzinkowa. Pozdrawiam
UsuńW moim miasteczku znajduje się klasztor Stygmatów św. Franciszka z Asyżu.
OdpowiedzUsuńBarokowy kościół rzymskokatolicki bernardynów znany jako miejsce kultu obrazu Pana Jezusa „Ecce Homo”, czczonego tu jako ikona Miłosierdzia Bożego.
Będziesz kiedyś w okolicy Krakowa-zapraszam :)
Czyżby to była Wieliczka?
UsuńPozdrawiam
Piękna modlitwa Karolinko!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Też tak myślę. Kiedyś na scholi uczyliśmy się jej śpiewanej wersji. A potem gdzieś ona zaginęła. Pozdrawiam
UsuńSkoro spowiednik myśli po ludzku i może się mylić, a w dodatku sam jest grzesznikiem, czy nie lepiej spowiadać się Bogu?
OdpowiedzUsuńjotka
Odsyłam do tego wpisu -> https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/2021/09/1339-po-co-spowiadac-sie-ksiedzu-i-to-w.html
Usuń